Nie lubię gier muzycznych…
wrzesień 22, 2008
Naprawdę, a co lepsze, postanowiłem o tym napisać
od jakiegoś czasu zaobserwować można niesamowity wręcz boom na tego typu produkcje. Świat zachwycił się plastikową gitarką, ludzie spotykają się nie na piwko tylko żeby pobrzdąkać a ja wam powiem, że… to już wszystko było. To samo, można było robić 10 lat (w 1998 miała miejsce premiera Guitar Freaks) temu na pierwszym PlayStation. I co? jak teraz gry stały się takie sprzedajne, wydajne, masowo kupowane to Guitar Hero okazał się orgazmotronem casual playerów? Screw you guys. Rzadko mnie takie manie, które narastają wokół grania potrafią zirytować. Ale w tym przypadku się udało…
Postawię sprawę jasno – gry muzyczne to dla mnie prostactwo najwyższej próby. Zwykła nokia byłaby w stanie je pociągnąć, wystarczy żeby leciała w tle muzyczka a na ekranie pojawiały się numerki. Wciskasz w dobrej kolejności – grasz dalej, nie – to jesteś lama. Tyle. A tu nagle ukazuje się gra z gitarą (mimo i że eony temu Konami miało swoją gitarkę ze swoją grą muzyczną, no ale oczywiście wtedy gry nie były tak trendy), którą wszyscy kochają.
Śmiech. Wszystko sprowadza się do wciskania przycisków które widzimy na ekranie. Bardziej odtwórczej rozgrywki wymyślić się nie da. Ogólne podniecenie jakie przy tym panuje, mnie przeraża. Niektórzy nazywają nawet najlepszych graczy mistrzami, z wielkim skillem, dla mnie mają tylko większy refleks od innych, odtwarzają. Co innego wymasterować Street Fightera 3: 3rd Strike tak żeby być praktycznie nietykalnym i mordować specjalami a co innego wciskać na bieżąco to co nam każą komunikaty.
Całkowicie krytyczny wobec takich produkcji jednak nie jestem. Akurat Dance Dance Revolution są cudne, bo się… skacze i tańczy. Masz matę i robisz kroki, tu jest pole do popisu, zabawa przednia i wyciskająca nieraz sporo potu od zawodników. Też się wciska to co każą autorzy, ale nie robi się tego jak robot, praca całego ciała, wrażenie że się autentycznie rządzi parkietem… inna sprawa.
Bo chyba nikt mi nie powie, że trzymając plastikową gitarkę czuje się jakby grał na prawdziwej. Wtedy go wyśmieję. Dochodzimy tu do ważnego, wręcz krytycznego punktu mych rozważań…
Czy nie lepiej zamiast 300 złotych na kupę nikomu nie potrzebnego plastiku, który służy do wciskania pięciu przycisków, dołożyć drugie tyle i już grac na prawdziwej gitarze? (nie najlepszej, ale żeby zaśpiewać pannie pod oknem ‘chryzantemy’ wystarczy) a zamiast tańczyć jak nam karzą, iść do klubu i tańczyć jak się chce? Daje to większe pole do popisu, więcej zabawy, korzyści i możliwości interakcji
Akurat w tym przypadku takie podejście zdaje egzamin. Jeśli ktoś lubi grac w wyścigi na kierownicy to mu nie powiem żeby lepiej poszedł do salonu kupić Vipera i się nim bawić, jak ktoś lubi maniaczyć bijatyki to przecież nie stwierdzę, że fajniej wyjść się ponap^erda^ać na serio, ale w przypadku gier muzycznych? Nie pojmuję ich istnienia, instrumenty (dla początkujących) nie są aż tak przeraźliwie drogie, a wejście na dyskotekę to koszt 10 złotych (dla pań z jakiegoś powodu k^rwa za darmo).
Karaoke to inna brocha, to właściwie nie gra – to wspólne darcie mordy. Tu nie ma game overa, nikt nas nie kontroluje, możemy to zrobić jak chcemy. Bosko.
Apeluję zatem (poważnie
) byście się ludzie opanowali i spojrzeli z boku na to co robicie. Skoro osoby które robią gry, polegające na niczym innym jak wciśnięciu kółeczka gdy na ekranie wyskakuje kółeczko zarabiają więcej od ludzi, którzy Tworzą (tak, duża litera) tytuły pokroju Okami, to naprawdę ktoś powinien się w głowę ostro p^erdalnąć. To nie jest śmieszne, to nie tak że geniusz tkwi w prostocie, bo takie gry to już dalece zaawansowany prymitywizm. Amiga dawała sobie rade z tak miodnymi pozycjami jak Franko, Lemmings czy Settlers a po niej przychodziły mocniejsze sprzęty. I jeszcze lepsze pozycje. Po co był ten cały trud, ta ewolucja? By w chwili gdy jesteśmy o krok od fotorealizmu, gdy możemy dmuchać w konsolkę a ona to wyczuwa, gdy pad nam drży, gdy wykrywa siłę nacisku na przycisk… grać w coś co nokia bez symbiana uciągnie? By grę która ma taki sam gameplay jak programy do nauki pisania na klawiaturze bez spoglądania na nią, pokochały miliony?
W pewne zjawiska w branży naprawdę ciężko mi uwierzyć (sukces Wii, Wiifiit, Fifa, Diablo 2, NWN2 itd. etc. duś.), dlatego wyglądam teraz LittleBigPlanet, modląc się by odniosło sukces. Jeżeli zapowiedzi twórców się spełnią to będzie prawdziwa rewolucja, coś niespotykanego i pobudzającego wyobraźnię, kreatywnego… ale i tak wiem, że nie zarobi tyle co gitarka z nowym zestawem tracków…
cascad
Entry Filed under: felieton, o graaniu. Tagi: activision, dance dance, felieton, gry muzyczne, gry video, guitar fraks, Guitar Hero, harmonix, Konami, PlayStation, PlayStation2, PlayStation3, PS2, PS3, PSX, redoctane, X360, Xbox360.
15 Comments Add your own
Leave a Comment
Some HTML allowed:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>
Trackback this post | Subscribe to the comments via RSS Feed




1.
bzdursky | wrzesień 22, 2008 at 8:36 am
Arek – giniesz, Gitarzewski Andrzej Cię znajdzie! GH i pochodne to gry zcen, no!
2.
shadovski | wrzesień 22, 2008 at 10:32 am
rozumiem generalne oburzenie bo i mnie śmieszy ten cały (bardzo mocno nakręcany przez growe ale nie tylko media) hype i podnieta smieszy. ale rozumiem popularnosć takich gier. Sam jaram sie nsiesamowicie sambą ktroa sprowadza sie do machania na danej wysokości jak wymaga tego gra i uważam zę to jest gópi i prymitywe ale też dotyka tego czym są gry video w istocie i o co w nich chodzi. Chodzi o zabawe, a ta im prostsza tym lepsza. to co spowodowało że ludzi nepierniczali jak gópi w ponga powodują że napierniczają w guitar hero.
To nie bijatyki gdzie trzeba sie kuć setek ciosów, to nie grand trusismo gdzie siedzi sie w garażu 100 godzin, by potem wypieprzyć sie na zakręcie bo sie nie zwolniło do 54 z 55 km/h. to czysty fun, którego zasady mozna złąpać w 5 sekund. I tym wygrywaja takie gry nad MGSami, HALO, Fajnalami itp. zerszta gry dalej siedza na poziomie space invaders tylko zę rozjiwa sie otoczka ale rdzeń dalej jest ten sam i taki pozostanie.
Dlatego nei uważam by tekst o kuopwaniu prawdziwej gitary był słuszny nie każdy ma czas/cierpoliwośc/talent by nauczycs ie grać a tak przy kumplach, popijajać piwo mzoę an chwile poudawać ze jest gwiazdą rocka i nie wiedzę w tym nic złego i haniebnego. To zę hype spowodował że wielu odwaliło to juz inna sprawa i powtarzajacy sie od zarania dziejów cykl gdzie to co wartosciowe ginie w pojedynku z tym co proste.
Jednak to co jest proste niekoniecznie jest złe i mimo ze na szał na guitar hero sam patrze z niesmakiem, to nie mam zamiaru biczować samej gry i ludzi którzy po prostu mają z tego radochę, i dowartosciowywać sie wyzywając ich od no-lifeów co kupli by sobie lepiej normalną gitarę albo poszli na dyskę ;p
3.
Ktoso | wrzesień 22, 2008 at 11:21 am
Pierwszy tekst na Peace Granade który według mnie ani nie został dobrze przemyślany ani nie atakuje tam gdzie potrzeba… “Gry muzyczne” to nie tylko owa gitarka na której się autor wyżywa ale również Beatmania, Osu, czy DJMAX (i tłumy innych), a tutaj tylko GH i GH… Ogólnie lubię takie gry i już śpieszę z uzasadnieniem, prostym i zaskakującym (czasami nawet mnie
): da się w nie grać 3 minuty i odejść od konsoli. Np jak czekam na kogoś i może przyjść za 3 lub za 20 minut, to pyknę w djmaxa bo szkoda by mi było przerywać partyjkę jakiegoś RPG jak już przyjdzie…
Pytanie o popularność muzycznych jest podobne do pytania o popularność ponga czy tetrisa. Są łatwe i można w nie grać chwilę, bez wgłębiania się np w fabułę/klimat. Jak mam czas i chcę czegoś głębszego to sięgnę po odpowiedni tytuł w stylu ICO np…
4.
godzillachan | wrzesień 22, 2008 at 11:43 am
Po prostu Aras nie ma albo z kim grać albo nie wychodzi mu w GH i musiał wyładować frustrację
Ja trochę jak Shadov, GH i Rock Band średnio mnie kręcą, ostatnio nawet próbowałem pograć w to pierwsze, choć bez gitary. Gdyby ktoś wsadził mi taką w łapę, to bym pograł. Pewnie nawet zrzuciłbym się ze znajomymi na jedną albo dwie, czy nawet cały sprzęt do RB gdyby tylko moi najbliźsi kumple mieszkali bliżej mnie. Tak, to co spotkanie rusza SingStar, bo nawalanie się w Tekkenie czy Soulu kiedyś musi się znudzić. A darcie ryja w rytm niemieckich lub hiszpańskich piosenek nigdy.
5.
destynka | wrzesień 22, 2008 at 12:59 pm
Ja się zgadzam z autorem. Granie na kawałku plastiku nie daje takiego poweru jak na prawdziwej. DDR za to jest świetny. Pozwala we własnych czterech ścianach, poskakać, spocić się i spalić kilka kalorii
Sama tak robię. Najpierw jakiś poważny erpeg, oklepanie kilku bossów, a później pół godzinki z DDR 
A GH sux.
6.
Stern | wrzesień 22, 2008 at 5:16 pm
Wszystkie panny mówią mi ,że lubią chłopaków z gitarą . Ciekawe czy z plastykową gitarką też to działa xD.
). Niestety ze względu na zabójczą cenę RB pewnie nigdy nie będzie mi dane przetestować ….
Co do samej gry to też nie widzę sensu wciskania guziczków w odpowiednim czasie. Za to ciekawi mnie czy fajnie gra się we 4 w rock banda (niby też wciskamy guziczki na czas ale mamy różne instrumenty a nie tylko gitarki
7.
godzillachan | wrzesień 22, 2008 at 8:21 pm
Tak mnie naszło. Dlaczego granie na plastikowej gitarze sux w porównaniu do brzdąkania na prawdziwej, a tańczenie na głupiej macie rox, skoro to tylko marne naśladownictwo tańca?
8.
cascad | wrzesień 22, 2008 at 8:47 pm
Wyluzuj godzillo, przecież wytłumaczyłem to w tekscie (tak samo jak to, że fajniej/taniej/weselej iść na najnormalniesze bale). Mata nie tyle roxi, co jednak jest ileś razy bliżej tańca w klubie niż plastikowa gitarka, występom na scenie.
@Ktoso – przecież Tetris czy Pong są uber kreatywne w porównaniu do GH, tam masz chociaż wybór gdzie postawić klocka (skojarzenia :p) czy też jak rusyzć manetką, a nie ‘wciśnij to co trzeba w tej sekundzie bo jak nie to jesteś looser’. Czaisz różnicę? przeciez Guitar Hero, to ubrane w otoczkę bycia 5letnim Santaną (wtedy miał pewnie podobną gitareczkę) QTE. Tylko i wyłącznie QTE… a raczej LTE
(long time event)
9.
godzillachan | wrzesień 22, 2008 at 9:36 pm
Ale nie zmienia to faktu, że wciąż jest daremnym udawaniem. SingStar najbardziej ze wszystkich przypomina bycie gwiazdą, ale śpiewu nie nauczy. Wszystkie gry to ta sama półka i nie lubienie jednej z nich “bo jest udawaniem”, a zagrywanie się w resztę jest albo przejawem hipokryzji albo zwykłym byciem anty
10.
cascad | wrzesień 22, 2008 at 9:42 pm
Napisze, więc trzeci raz – moim zdaniem to ‘dużo mniej daremne udawanie’.
11.
godzillachan | wrzesień 22, 2008 at 9:46 pm
A ja napiszę to, co niektórzy wyżej, przyczepiłeś się na siłe do tego GH i tyle
12.
shadovski | wrzesień 22, 2008 at 10:15 pm
ja też uważam że się Aras przyczepiłeś na siłę. wiesz skąd wieje wiatr, ale i tak się zgubiłeś. można obśmiać ten hype jaki się wytworzył że w gitar hero gra nawet ophra a jakiś tam reżyserzyna z hollywood chce zrobić nawet film z GH, ale nie widzę sensu jechania samej gry, zwłaszcza jeżeli bawi. bo albo wszystkie gry to strata czasu (bo to udawanie) albo tylko gry złe.
no i tą nokią to przesadzasz aż miło. sztuczka w tym że wciskanie przycisków fajne jest to dopiero z peryferiami. pograj w DDR na padzie to zrozumiesz ;p
13.
marbel007 | wrzesień 23, 2008 at 10:54 am
O… toś mi cascad podpadł
Ja mam wielki ubaw z grania w GH. Czasem wkurza, bo jest wymagająca na wyższym poziomie, ale mimo wszystko gra dała mi dużo funu. Fakt, to tylko głupia gra, ale tak można powiedzieć o wszystkim – o Gearsach, o Forzy… ja np. nie rozumiem darcia ryja w Singstarze
Ale pewnie dlatego, że nie miałem okazji spróbować. A Ty Arku próbowałeś GH? Grałeś na gitarze, że tak krytycznie podchodzisz do tej gry?
PS. A właśnie, tytuł artykułu… trzeba było nazwać go “Nie lubię GH”.
14.
TEXZ | wrzesień 23, 2008 at 11:59 pm
1. GH to rewelacyjny button-mashing.
2. W podobny sposób jak dzięki Amplitude/Frequency // DDR uwrażliwia nasz zmysł muzyczny.
3. Zwiększa sprzedaż płyt artystów, którzy znaleźli się na składance GH.
4. Zwiększa ogólne zainteresowanie muzyką. Ja *(#$)$ nie jakieś koncerty dobroczynne, charytatywne, tylko gra w której się gra! Genialne!
5. Po rocznym obcowaniu z tą grą, naprawdę się zastanawiam czy w wieku 23 lat warto zacząć przygodę z prawdziwym instrumentem muzycznym. Co doradzacie?
15.
Uwielbiam gry muzyczne… – recenzja Guitar Hero 3: Legends of Rock « Peace Grenade | październik 29, 2008 at 10:26 pm
[...] bywalcy tego community bloga zapewne pamiętają tekst Cascada, w którym to autor narzekał na rosnącą popularność gier muzycznych i bojkotował ich ideę. [...]