Quake Live: oczami konsolowca
maj 31, 2009

Są takie dni, w których próbuję grać na pececie. Naprawdę. Raz na jakiś czas biorę płytki, instaluje je, konfiguruje to jak daleko będę widział jak słabe tekstury etc. później staram się ogarnąć sterowanie i po chwili grania zwykle porzucam owo zajęcie by wrócić do przeglądania sieci, odbierania i wysyłania wiadomości oraz klecenia tekstów, które potem czyta jakieś 10 osób. Czemu? Bo tak. Pewnego cudownego dnia przypomniałem sobie jednak, że istnieje coś takiego jak Quake Live – czyli granie przez przeglądarkę w jedną z najsłynniejszych gier FPS jakie zrodziła matka ziemia, pozbawione wszelakiego kombinowania. Postanowiłem spróbować.
Pomyliłem się strasznie myśląc, że będzie tak cudownie jak śpiewali podróżni trubadurzy. Po zainstalowaniu ok. 4 megowej instalki, musiałem szybko przerzucić się z Opery na Firefoxa i dossać resztę plików koniecznych do rozpoczęcia zabawy. Proces rejestracyjny przebiegł gładko, dorobiłem się swego profilu i zaczynam. Najpierw jakieś 10 minut trzeba powalczyć z botem by gra ustaliła nasz poziom zaawansowania, pomyślałem sobie – rewelacja! Znajdę ludzi na swym poziomie. Myliłem się jednak i po paru meczach zrozumiałem, że osób o równie niskim skillu co ja nie ma na świecie zbyt wiele i wygranie swego pierwszego meczu „Free For All” może mi zająć sporo czasu. Eh, życie.
Początki jak to zwykle bywa, są ciężkie. Me wrażliwe palce konsolowca przyzwyczajone do gałek analogowych i triggerów potężnie się buntowały przed sprawną kooperacją z klawiaturą. Bardzo arcade’owy model rozgrywki także odbiega od ostatnich trendów jakie reprezentują chociażby Gearsy i Killzone ale cóż – gra jest z darmo, więc brnę w to dalej i daje jej szansę.

Największe wrażenie robi to jak sprawnie QL działa, bez żadnego zająknięcia, po prostu wbijamy się na stronę quakelive.com klikamy na mecz w którym chcemy wziąć udział i po chwili już skaczemy po planszy w poszukiwaniu rocket launchera. Granie w ten sposób, w tak dynamiczny i rozbudowany tytuł było kiedyś czystym sience fiction, teraz staje się faktem. Przeglądarka w mgnieniu oka zmienia się w lobby i arenę międzynarodowych zmagań. Jakiekolwiek zwolnienia zdarzały się naprawdę sporadycznie, a takie wypadki przy pracy jak ogłupienie systemu przez komunikator internetowy (koniecznie wyłączcie gg,/tlen/cokolwiek bo jak wam okienko rozmowy wystrzeli w trakcie rozgrywki to się wyprawiają takie cuda, że 7 plag egipskich to przy nich nieszczęśliwy zbieg okoliczności) są niewarte wytknięcia. Od strony technicznej jest to świetnie zorganizowane przedsięwzięcie, mamy zliczane przeróżne statystyki, możemy wysyłać zaproszenia i ustawić sporo ze swych preferencji. Teoretycznie jest bajecznie.
Oczywiście sterowanie sprawiało mi problem, przesiadka z gałek analogowych na WSAD to jedno z bardziej bolesnych przeżyć w mym życiu gracza. O ile prawa ręka, trzymająca myszkę, sprawnie namierza oponentów tak lewa – ta, która ich goni, ucieka i nie daj boże musi skakać nie nadąża. Przełączanie broni scrollem również sprawdza się raz lepiej, raz gorzej. Jak na kogoś kto absolutnie nie zna plansz naprawdę szybko zapoznałem się z tym co gdzie i jak. Problem tworzy jednak rozgrywka: granie z osobami, które nie mają najwyraźniej nic innego do roboty niż tylko przesiadywanie na serwerach id software mija się z celem (skaczą jak kangury po litrze kawy), niektóre areny są też wyraźnie przeludnione i sytuację gdy po śmierci odradzamy się tuż pod lufą gościa, który szaleje ze swą wyrzutnią rakiet nie należą do rzadkości. Szkoda też, że w Quake Live broń z jaką się „rodzimy” ma marginalne znaczenie i cała zabawa polega na tym by najpierw znaleźć sobie coś co strzela szybko & mocno (ewentualnie w wersji dla asów: celnie, wolno i bardzo mocno) a potem szukać swych ofiar. Mając pecha możemy krążyć i krążyć i zamiast znaleźć wzmocnienie swego arsenału, będziemy co chwilę zdejmowani przez osoby, które zdążyły przed nami zgarnąć jakąś fajną broń.

Okiem konsolowca – da się w to grać i nie trzeba się z niczym babrać. Zatem jeśli, podobnie jak ja, dawno temu ożeniliście się padem i tivikiem a Pecet służy wam tylko do podrywania gimnazjalistek na czacie, pod nickiem PodłyPedro, to może to być dobry wybór. Na te pół godzinki dziennie, można na szybko wskoczyć, zagrać dwie partie i wyskoczyć. Tak właściwie jedyne wymagania jakie stawia przed nami producent to posiadanie Firefoxa. Co do szybkości łącza, to wiem, że na 1/mbs nie ma żadnych problemów (bo sam mam takie, wydaje mi się jednak, że i 512kbs uciągnie bezproblemowo QL) co powinno każdego zainteresowanego ucieszyć. Boli tylko sterowanie WSADem, okazjonalne granie z ludźmi o 11stu palcach i konieczność ciągłego szukania pukawek, no ale na to nic nie poradzę… i tak można się bez stresowo, fajnie pobawić.
PS. Jak ktoś ma ochotę zostać mym internetowym przyjacielem i zechce się podkładać w każdym meczu, to może znaleźć mnie w świecie Quake Live pod ksywką (a jakże inaczej) cascad.
Entry Filed under: felieton, o graaniu. Tagi: fpp, FPS, gry, id Software, PC, Quake, quake live.
4 Comments Add your own
Leave a Comment
Some HTML allowed:
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>
Trackback this post | Subscribe to the comments via RSS Feed


1.
Waldek | czerwiec 1, 2009 at 12:06 pm
Bardzo fajny tekst. Zawsze w necie możemy znaleźć teksty biednego Pc’towca zmuszonego do grania na konsolowym padzie, śmiesznie się czyta jak jest sytuacja odwrotna
Tak czy siak sama koncepcja QL jest bardzo interesująca. Pewnie jak system zostanie zooptymalizowany w pełni na arenach pokażą się reklamy i wtedy okażę się czy taki projekt w grach online ma finansową rację bytu. Ja trzymam kciuki.
2.
JaQ | czerwiec 1, 2009 at 11:51 pm
od wczoraj wróciłem do QL po ok. 2miesięcznej przerwie i co bardzo szybko rzuciło mi się w oczy? reklamy właśnie! w dodatku zupek Knorra. WTF?! Czyżby jakiś zapalony gracz pracował jednocześnie w marketingu producenta Gulasznikowa?
a Ciebie cascad namierzę jutro, sam nie jestem jakimś wymiataczem więc możemy się poduelować
mój nick: stepowiec
3.
piterekd | czerwiec 5, 2009 at 2:32 pm
Dobry tekst Aras
Trochę marudzisz z tym szukaniem pukawek – jak znasz mapę, to nie ma żadnego problemu – sekunda i już skaczesz z Rakietnicą, poza tym zawsze możesz włączyć piłę i wpadasz w gąszcz przeciwników – Mayhem!!
Ja nie zwracam uwagi na reklamy – raz przyuważyłem na jednej z aren nowe axe, a tak to mi w ogóle nie przeszkadzają
4.
mailicja | listopad 8, 2009 at 11:25 pm
pograłam trochę, wymordowali mnie i wywaliłam ;p