Trochę więcej czasu, kilka ciekawych filmów, niektóre widziane po raz wtóry, inne po raz pierwszy – tak minęły mi ostatnie dni. Jeżeli szukacie czegoś do sprawdzenia, spójrzcie niżej, a nóż widelec jest tu coś dla was:
Tamara Drewe
Zapowiadało się na dość naiwną historię, a wyszła ciekawa obyczajówka. Okazuje się, że schemat: „Piękna dziewczyna wraca do swych rodzinnych stron gdzie od razu kręcą się koło niej wszystkie cwaniaczki” dalej można przedstawić w interesujący sposób. Do filmu przyciągnęła mnie Gemma Artenton (ach), jednak przyznam, że scenariusz też potrafi się obronić – jest tu zaskakująco dużo zdrad, tragicznych pomyłek i brudu, nawet pomimo luźnej otoczki. Na angielskiej wsi sporo się dzieje.
Polecalność: 3/5
…..
Enter the Void
Niesamowity obraz Gaspara Noe. Dosadny, mocny, pobudzający. Narkotyczna wizja Tokio widziana oczami przegranego Amerykanina, marzącego o tym, by sprowadzić do Japonii swoją siostrę. Całość obserwujemy z jego oczu, doznając masy odczuć (muzyka niszczy). Najłatwiej mi określić EtV mianem czegoś „kwaśnego”. Fani Trainspotting czy Requiem for a Dream muszą obejrzeć. Ja fanem tych filmów nie jestem, ale wyrazistości im nie ujmuję, przyznaję jednak z absolutną pewnością, że przegrywają na każdym polu z Enter the Void. Nie dla wszystkich, na pewno dla dorosłych, warto sprawdzić choćby po to, by mieć o nim swoje zdanie.
Polecalność: 5/5
…..
Due Date
Zach Galifianakis to gość, którego ciężko nie lubić, szkoda że z lubieniem jego filmów jest już większy problem (Sukces Hangover to dla mnie zagadka). Ponieważ towarzyszył mu Rober Downey Jr. Zdecydowałem się jednak dać szansę Due Date. I co? I dostałem komedię drogi z bardzo małą ilością śmiechu. Zestawienie na jednym ekranie roztrzepanego idioty i bardzo poważnego pana nie wystarczy do osiągnięcia czegoś wielkiego. Przynajmniej dostaliśmy na tyle lekkie kino, że nie męczy, nawet swym zmarnowanym potencjałem. Oglądać od biedy.
Polecalność: 1/5
…..
Confessions (Kokuhaku)
Mocny japoński thriller o pewnej tajemnicy. Pani nauczyciel wyznaje coś swym uczniom i jest to na tyle szokujące, że nawet pomimo tego, że dzieje się na samym początku filmu nie zdradzę o co chodzi. Confessions zaskakuje i jest w stanie zszokować; makabry, dramatu i wątków psychologicznych jest tu zatrzęsienie. Warto dotrzeć do tego filmu i wiedzieć jak najmniej o jego fabule przed samym seansem. Dlatego zamiast się rozpisywać po prostu polecam. Nie jest to mistrzostwo świata, ale coś na tyle odmiennego od naszych „codziennych” filmów, że warto poświęcić te dwie godzinki.
Polecalność: 3.5/5
…..
Exit Through the Gift Shop
Dokument od jakiegoś czasu rozpycha się łokciami, dopraszając się o swoje miejsce w świadomości widza. Kino wciąż podchodzi do niego raz lepiej, raz gorzej, jednak takie filmy jak ten, autorstwa Banksyego z pewnością pomogą całemu gatunkowi w jego szerszym odbiorze. Na początku miał to być obraz o… Banksym, ale potem wyszło na to, że gość który go filmował jest dużo ciekawszą personą. Ciekawe? Ciekawe. Poznajcie Street art od środka, warto. Aż się chce malować kwiaty na chodniku.
Polecalność: 4/5
…..
Departures (Okuribito)
Piękny film z niesamowita ścieżką dźwiękową. Facet traci wymarzoną pracę w orkiestrze, szuka nowego zajęcia i trafia do domu pogrzebowego, gdzie zajmuje się ceremonią (jedyne słowo, które choć trochę może oddać to co zobaczymy) przeprawiania ludzkich dusz do zaświatów. Całość podana z zupełnie inną wrażliwością i estetyką niż większość oglądanych przez nas na co dzień filmów. Nagromadzenie się skrajnych emocji, dramatów, piękna i poruszającej muzyki – brzmi to trochę jak wytarty slogan, ale ciężko określić Okuribito w inny sposób. Dobrze, że po seansie zorientowałem się, że film ma na koncie Oscara, bo znając swoje zaufanie do wielmożnej akademii – gdybym wiedział o tym wcześniej, to po takiej ‘reklamie’ pewnie nigdy bym go nie obejrzał. A byłaby to naprawdę duża strata.
Polecalność: 5/5
…..
Sucker Punch
Nowy teledysk-musical-slasher od Snydera. I już. Bez niesamowitego testosteronu 300 i onieśmielającej realizacji Watchmenów (a.k.a niesamowita, najlepsza ekranizacja komiksu jaką widział człowiek) ale dalej jest to obraz wybijający się perfekcyjnym montażem popartym idealnie dobraną muzyką. Z jednej strony mamy tu jeden wielki fetysz, z drugiej sprawną zabawę konwencją, z trzeciej naiwną fabułę, z czwartej [sic] dostajemy nietypową, autorską wizję. Wielu krytyków zjadło Sucker Punch, moim zdaniem mocno przesadzili. Sam cover Eurythmics z początku jest wart więcej niż większość ostatnich wysokobudżetowych filmów akcji.
Polecalność: 2.5/5
…..
The Eagle
Kolejny film z gatunku cywilizacja versus północna Brytania. Znów zobaczymy Wał Hadriana za którym „dzicy” robią dzikie rzeczy, a przedstawiciele Cesarstwa Rzymskiego nie za bardzo wiedzą co z tym zrobić. Całość jest zrobiona na podstawie powieści Rosemary Sutcliff, zatem nie wypada przesadnie słabo i nielogicznie. Marcus Flavius Aquila przybywa służyć na murze będącym granicą cywilizacji, by odzyskać dobre imię swej rodziny. Losy się komplikują, wyprawia się w głąb terytorium Celtów, szuka symbolicznego rzymskiego sztandaru, blablabla. Jest solidnie, sztampowo, ktoś mógłby jednak zrobić w końcu zamach na Gladiatora, bo inne filmy o Rzymianach (takie jak The Eagle) naprawdę nie są w stanie znieść tego porównania.
Polecalność: 1/5
…..
Waiting for Forever
Łołoło, jaki koszmarek. Chłopiec zakochał się w dziewczynie, więc przez kilka lat jeździ za nią po USA, żeby powiedzieć jej jak bardzo za nią tęsknił. Ona oczywiście próbuje kariery w filmie, a on jest beznadziejnym włóczęgą, którego jakimś cudem nikt nie wrzucił do studzienki kanalizacyjnej. Co prawda są momenty w których reżyser stara się pokazać jakieś ciekawsze, pełnokrwiste wydarzenia jednak szybko topią się w bagnie przesłodzonej bylejakości. Rachel Bilson jest piękna, ale nie na tyle, żeby oglądać ten film.
Polecalność: 0/5
…..
Limits of Control
Zagadka od Jarmuscha. Niespójny, często nielogiczny obraz posiadający naprawdę wielki magnetyzm. Czarnoskóry facet, którego imienia nie poznamy rusza w tajemniczą podróż po Hiszpanii, która popchnie go do spotkań z ludźmi, którzy po wygłoszeniu swych monologów (kwaśnych jak cholera) dadzą mu wskazówki gdzie się udać. I tak od punktu do punktu, ze strasznie oszczędną grą aktorską, wszechobecną sztuką w tle i kołującą się w głowie widza nadzieją, że niebawem dowie się o co w tym wszystkim chodzi. Ciężki seans, ale opłacalny, czuć w nim prowokacje. Ma dusze.
Polecalność: 4.5/5
…..
Na chwilę obecną nie opiszę nic więcej. Doooo następnego.
PS Tak, Peace Grenade się nareszcie ruszy. Nie monumentalnie, ale wpisy wracają.
cascad
Filed under: felieton, kiino, Luzem Otagowane: | banksy, confessions, departures, due date, enter the void, exit through the gift shop, film, gaspar noe, gemma artenton, jarmusch, kino, limits of control, okuribito, pożegnania, snyder, sucker punch, tamara drewe, the eagle














O, Granat Pokoju żyje! Czekam na więcej.
odpyty ciekawych filmów widzę. Dzięki