Pułapka czasu wolnego

 nudddda

Coś czego nie da się uniknąć… mimo deficytu wolnych chwil jaki posiada każdy z nas, zawsze przychodzi ten moment, upragniony dzień wolny. Długi weekend, urlop, lub po prostu jakaś przerwa od obowiązków (czasem się zdarzy). Okres w którym, nic nas specjalnie nie goni- wszystko jest zrobione, z pracą mamy spokój, jesteśmy po ostatnim egzaminie, pyry na obiad wstawione- jest wbrew pozorom przerażający i nadchodzi nieuchronnie jak reklamy na Polsacie.
Człowiek chce się zabrać za coś na co od dłuższego czasu się czaił. Przeczytać książkę, sprawdzić film, posiedzieć na necie, sprosić znajomych na dom, zagrać w jakąś grę, poświęcić w końcu na jedną ze swych przyjemności porządną dawkę czasu. Nagle zamiast wolnej godzinki czy dwóch dostajemy do dyspozycji cały dzień. Co wtedy się dzieje z przystosowanym do gnania i męczenia się, systemem operacyjnym człowieka XXI wieku? A no skręca się niczym świński ogon.

Dobre są złego początki, takie wolne dni też zaczynają się nawet nieźle. Wyspanym się jest, śniadanko zjedzone bez pośpiechu, codzienny przegląd prasy/netu zrobiony i przychodzi czas na wyczekiwane przyjemności. Osoby które umiłowały sobie literaturę, sięgną po książkę uszykowaną specjalnie na tę okazję. Od dawna czekały na możliwość przeczytania jej ‘na raz’. Mija jednak godzina, druga, trzecia i co? Człowiek zaczyna się przewracać z boku na bok, tam swędzi, tu kłuje, po chwili zauważa, że tak naprawdę nie wie o czym czyta, i najzwyczajniej rzuca to w kąt – co za dużo to niezdrowo. Po jakimś czasie do niej wróci, może nawet tego samego dnia, jednak nie idzie to tak gładko jak przewidywał.
Fani filmu dają sobie rade w takie dni trochę dłużej (co bierna rozrywka to jednak bierna rozrywka), ot przez te tygodnie zajęte ‘bardzo ważnymi sprawami’ uzbierał się stosik filmów czekających na swą kolej. Siada więc taki kinoman, z ulubionym napojem i stosem przekąsek, odpala swe DVD, wybiera płytę i rusza. Pierwszy film, to projekcja bez zgrzytów, jest świetnie, po nim wpada druga płytka w odtwarzacz…. ale, chipsy to już są tylko w postaci okruchów na dywanie, zimny napój zrobił się nie-zimny, a gorący nie-gorący. Da się to jeszcze przeżyć, i zakończyć szczęśliwie seans. Przy trzecim już właściwie nie ma szans, bo tak właściwie to ile można tak bez ruchu siedzieć, kanapa zła, fotel zły, na obrazie coraz trudniej się skupić – koniec na dzisiaj!
Teraz dzień wolny ma sportowiec, uh, ten to się narobi, w końcu zażył długiego, zdrowego snu, i jest pełen energii. Bez pośpiechu wchłonie odpowiednią dawkę węglowodanów, cukrów, białek i zaczyna lekką rozgrzewkę, streching, potem właściwe ćwiczenia. Dziś wyrobi 200% normy, do ćwiczeń siłowych dorzuci sprawnościowe lub odwrotnie, a i kondycyjne pewnie wplecie. Tylko organizm ludzki to nie maszyna i jeżeli chce się mieć jakiekolwiek korzyści z ćwiczenia ciała, trzeba dać mu czas do regeneracji. Mija więc dopiero mały element doby, a sportowiec już właściwie nic nie może począć, swoje zrobił i próbuje chwycić się byle zajęcia. Znając życie jeszcze na wieczór zrobi lekki tren, bo go od środka rozsadzi z tego wolnego czasu. Oglądanie bełkotliwego siemandero – prezentera w TV, ‘Małysza’ albo sceny kabaretowej plujki (na takie licencje to stać TVP) to całkowicie nieatrakcyjna alternatywa.

lewik
Na deser idą gracze, ci to ciągle mają jakieś zaległości, by obecnie nadążyć za trendami trzeba być prawdziwym cyborgiem (takim jakiego Arni grał). Odpalają więc co tam się nazbierało, ale nie są w stanie się skupić i cieszyć tak naprawdę długo wyczekiwaną pozycją. Dlaczego? Bo obok niej są jeszcze przynajmniej dwie na półce, i wszystko tak się odbywa, że grając w jedną ma się poczucie zaniedbania drugiej, tego że i tak mamy za mało czasu na ich obadanie i co najgorsze… ‘martwe punkty’. Nie ma byka w mieście- słuchając muzyki, czytając książkę, oglądając film się nie utknie, no o ile się nie wyrwie kartek/poszoruje płytą po posadce – wtedy może być problem z ich ukończeniem. Są to twory kultury całkowicie nieinteraktywne, a co z grami? Ich ukończenie i poznanie fabuły zależy tylko od aktywności gracza. Człowiek się wciąga, obcyka sterowanie, już zapomina o sprawach doczesnych, dobrze mu idzie- najzwyczajniej się świetnie bawi, aż tu ZONK. Pojawia się jakiś za trudny wyścig, za dużo przeciwników, strzały z nikąd (można się poczuć jak Kennedy). Robi się albo za trudno, albo pojawia się martwy punkt, w którym nie wiadomo co zrobić. W końcu nadszedł cały dzień na łyknięcie gry, mamy tytuł pierwszej świeżości, o którym rozmawia cała branża, i co? I kręcimy się tak w kółko, by nareszcie wpaść na to o co chodziło developerom.
Nie mijają jednak kolejna godzina, i znów się to powtarza. Tym razem zacięcie na dobre, możemy się tak kręcić do wieczora, a i tak nie dojdziemy do tego co właściwie zrobić (bo jak się zatnie człowiek to na dobre, jak przechodzi to na raz).
Aha! jeszcze może się trafić, akurat na ten wolny dzień, ‘depresja gracza’, wtedy po ptakach. Będzie wachlowanie płytkami, cart’ami, sprzętami, a i tak wszystko skończy się na wyłączeniu gierki po 15stu minutach. Tu coś nie pasuje, a to znam na pamięć, a tu się zaciąłem, a w to mi się nie chce od nowa, a do tego nie mam teraz głowy, i tak w ogóle to najchętniej pograłbym w coś czego nie mam. Brzmi histerycznie, ale przysięgam- każdy kto ma za sobą choć trochę stażu w tym temacie, wie o czym pisze. Stos softu na półce, i tekst ‘nie mam w co grać’ naprawdę nie jest taki absurdalny na jaki się wydaje.
To samo może przytrafić się (gdy mają wolne to na 90% się przytrafi), molom książkowym i filmowym maniakom, półki uginające się od gadżetów a ci kręcą nosem. ‘A nie na to mam ochotę’, ‘a to ma głupie zakończenie’, ‘a to początek’ w efekcie zabiorą się za… nic. Żeby pamiętać o sportowcach- ci zapewne akurat się gorzej poczują i moc ich opuści – życie.
Co z ludnością ‘twórczą’? Tą cała zgrają humanistów, którzy z muzami to na kręgle chodzą? Jak im się trafi wolne, to tylko współczuć. Mogą chodzić po ścianach a i tak nic nie zrobią. Malarz, pisarz, muzyk, NIC nie poczną bez weny. Nie ma natchnienia- nie ma szans na zrobienie czegoś kreatywnego. Wszystko jest z pozoru idealne, cisza, spokój, wypoczynek, wystarczy zrobić kawę i zasiąść w swej pracowni. Tylko najczęściej w takiej sytuacji namalować to można słonia, napisać wierszyk ew. skomponować nową czołówkę Teleranka. By potem i tak, to wszystko do śmieci wyrzucić. Nawet cały tydzień ‘odpoczynku’ od świata, idealny sprzęt, posiadanie wszystkiego co potrzebne na wyciągnięcie ręki, nie pomoże na brak pomysłu. Ten pewnie przyjdzie po tym tygodniu, w przepoconym, zatłoczonym autobusie, linii podmiejskiej na Wygnajewo, gdy akurat trzeba coś załatwić, na coś się douczyć, skoczyć na pocztę, do urzędu etc. Tak to się odbywa.

ziew

KYRIELEJSON

Dobra, i co wtedy gdy już rzucimy te wszystkie rozrywki w diabły? Zaczynamy wymyślać sobie cokolwiek do roboty – dzień sądu nadchodzi. Mężczyźni zazwyczaj dostają dzikiej ambicji by coś naprawić, dokręcić, odnowić- nie ważne, bo i tak im się nie udaje, ważne że sięgną po ten przeklęty śrubokręt, i zepsują to jeszcze bardziej. Frajda niesamowita. Tu im coś spadnie, tu pęknie, tu się okaże, że jednak trzeba było przeczytać instrukcję obsługi. Problem rozwiązałby się w parę minut a nie godzin, bycie mężczyzną, do czegoś zobowiązuje- do nie czytania instrukcji obsługi między innymi, przecież nie jesteśmy głupsi od twórców danego przedmiotu!
Kobiety wpadają w szał zakupów, uh co to się wtedy wyprawia. W głowie przełącza się tryb ‘muszę kupić coś nowego’, cala szafa przechodzi wewnętrzny lifting. Szkoda tylko, że po paru dniach stwierdzają, że ‘tego nie da się nosić, a to mi nie pasuje’, i już nigdy więcej z szafy nie wyjmą (ew. zrobią mniej lubianej przyjaciółce prezent, i tak z niej wstrętna wiedźma).
Jaka jest najskuteczniejsza broń na wroga którym są dni wolne? najlepiej, oczywiście gdy już się zauważy, że to na co czekaliśmy tyle czasu nas nie bawi, zadzwonić do znajomych. Na pewno tez mają wolny czas, są lekko podnudzeni, ochroni to przeróżne rzeczy przed rozkręceniem a szafy przed zaśmieceniem.
Tylko, że to bardzo naiwna wersja, mężczyźni w kupie, jak się za coś wezmą to już na pewno nie naprawią, a kobiety, czując drużynowe wsparcie koleżanek przytaszczą jeszcze większą górę szmatek 😉 konkluzja jest prosta, za dużo czasu wolnego to twór samego szatyna – podstępnie nie daje nam tego czego oczekiwaliśmy,  ratujmy się więc i spędzajmy go w kościele!

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Pułapka czasu wolnego

  1. Pułapka wolnego czasu to bardzo częsta rzecz sam jej nieraz i nie dwa doświadczyłem. Potworna sprawa, człowiek ma wolne, chce coś porobić, ale jednocześnie nic mu się nie chce. I siedzi taka osoba jak głupia nudząc się. Kolejny dobry tekst, oby tak dalej.

  2. Pingback: Wirtualny pech – prawdziwy ból « Peace Grenade

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s