We Love Katamari [Ps2]

katamari evo

Gry logiczne to zwykle niekończący się gameplay, niepowtarzalne replaybility, banalne zasady, uboga grafika i parę muzyczek – takie tam wytyczne… aż ziścił się chory sen japończyków. Groteskowa wizja pijanego sześciolatka, przedstawiam grę: We Love Katamari, niepodobną do niczego innego. Słodkie barwy, irracjonalnie głupia fabuła (tak głupia, że aż… nie, naprawdę jest głupia), hipnotyczne dźwięki i grywalność w której się tonie. Jedno z ciekawszych zjawisk na rynku gier w ostatnich latach, trafiło i na nasz europejski rynek (poprzedniej części: „Katamari Damacy”, się nie udało).

ts1

Kulu kulu turu ruru

W grze wcielamy się w małego, zielonego koleżkę (konkretnie to Księcia Kosmosu- syna Króla Kosmosu) o kształcie głowy przypominającym zwinięty dywan z antenką, spoko. Ten super heros ma parę centymetrów wzrostu i najfajniejszą kulkę jaką w życiu widziałem- tytułowe katamari. Mimo iż to porównanie niegodne księcia, pełni on rolę cyfrowego żuczka gnojarza. Pchamy przed siebie ową kulę, a do niej przywierają kolejne elementy, w akompaniamencie dźwięku ‘blump’ i chorego soundtracku (piosenka ‘Katamari on the Swing’ nawet nagrody branżowe zgarniała), w którym najstraszniejsze jest to, jak idealnie pasuje do zabawy i momentalnie wpada w ucho, cukierkowa psychodela.
I co w tym fajnego? Otóż – INTERAKCJA. Wpadamy w jakiś rewir, np. zagracony pokój dzieciaka, i zaczynając od 2 centymetrowej kulki, zaczynamy zbierać co się da, zapałki, szpilki, szczoteczki do zębów, a katamari rośnie, rośnie, rośnie. Po chwili, możemy coraz większe przedmioty ‘doklejać’ i kot który, jeszcze minutę temu, miał ogon większy od nas, staje punktem na ekranie, który zostaje bezczelnie wciągnięty przez żarłoczny gadżet. Im więcej kulamy, tym jesteśmy więksi, a im większy obwód katamari tym większe przedmioty łykamy, co daje coraz więcej przyjemności i tak w kółeczko. Niespodziewanie dużo endorfin wydziela się przy oglądaniu jak nasza zabawka, staje się krwiożerczym monstrum nie oszczędzającym niczego na swej drodze. O ile na początku levelu, np. na korytarzu szkolnym jesteśmy zdolni co najwyżej ‘przykleić’ do siebie drugie śniadanie co drobniejszych uczniów, tak potem ścinany latają i robimy przesiew kradnąc tablicę z pokoju, nauczycielskiego. Wraz z krzesłami, stołami, szafami, i szanownym ciałem pedagogicznym. Panią gorącą praktykantkę, przygryzającą na lekcji długopis tak, że wrażliwsi uczniowie uciekają do toalety, też się uda się zawinąć.

we-love-katamari-41

Third-person puzzle-action video game, acha acha

Zaliczanie kolejnych etapów polega zwykle na ukulaniu, jak największego katamari, w czasie wyznaczonym przez autorów. Przypomina to trochę rozwiązanie z pierwszych części Tony’ego Hawka- wpadamy na planszę na parę minut, trzaskamy combosy, a gdy się osiągnie odpowiednie wyniki, dostajemy dostęp do następnej. Tylko my mamy zielonkawego czubka, oczyszczającego teren, by potem jego ojciec, Władca Kosmosu, utworzył z jego kulki nową planetę/spadającą gwiazdę/gwiezdny pył/satelitę! (fabuła jest genialna, uprzedzałem). Łykanie kolejnych elementów otoczenia i widok coraz potężniejszej kuli daje niepomierną radość. Gracz wpada w euforię, wciągając wszystko co się da, to jest jak hipnoza, analogiczna właśnie do sławnej skateboardingowej serii – dzieje się z nami to samo co w momencie gdy tam wyprawiamy uberpotężne comba tricków, każdy lubi czuć swą potęgę 😉 .
Sterowanie jest banalne do opanowania- lewa gałka analogowa to lewa ręka księcia, prawa to prawa, no i pchamy! Wychylając obie do przodu toczymy w przód, wychylają tylko jedną skręcamy w daną stronę. Tyle wystarczy by się tu świetnie bawić, w prostocie siła.
Namco, starało się urozmaicić nam tryb fabularny (który, o zgrozo jest), tak więc do wielu poziomów podejdziemy inaczej niż tylko ‘ukulaj w czasie X, katamari wielkości Y’ i zaliczone. Będą poziomy polegające na zbieraniu zwierzaków z Zoo (‘zwalcowanie’ całego safari rządzi, musicie zobaczyć wierzgające żyrafki ), zbieraniu funduszy na rzecz fundacji (licznik bije wartość ‘sklejonych; przedmiotów zamiast ich obwodu – mały portfel lepszy od drabiny), czy też kulaniu podpalonej kuli, tak by ogień nie zagasł – trzeba co chwile wciągać drewno i łatwopalne rzeczy, bo jak zgaśnie to wysiłek na nic, i ruszamy od nowa.

skriny1

We ❤
Ok., napisałem jak się gra, i jaka jest muzyka, co do grafiki – jest przejrzysta, prosta i przyjemna. Developerzy skupili się nad osiągnięciem konkretnej stylistyki, i ukazaniu rzeczywistości w dość krzywym zwierciadle.
Warto jeszcze uwypuklić, co jest takie świetne, w cyfrowym lepieniu planet, z ziemskich suwenirów. Siejąc pożogę i postrach mikroskopijnym koleżką, pchający przed siebie okrągłą czarną dziurę. Są to… przeżycia, które trudno zapomnieć, widok jak z kulanego przed siebie żarłocznego obiektu wystają kiwające nóżki wciągniętych istot. Sadystyczny klimat? A gdzie tam, wszystko pełne kolorów, serc i wesołej muzyki. To widok niszczenia miasta, w cukierkowej oprawie, to kulanie zawodnika sumo (chore, chore rzeczy się wyprawiają!), czy też wielka misja finałowa. Spotkanie się z tą grą, zapada w pamięć i nie chce jej opuścić. Owszem jest spory procent osób które podejdą do niej jak do popierdółki, przez jej specyficzny styl. Są ludzie, którzy tylko się skrzywią, twierdząc, że to dla nich za niska półka. Takie pierwsze wrażenie, może powstać, jako reakcja na tą inność, na nieznane, na odmienność… tylko, że warto się przełamać, odrzucić na bok swą pseudo powagę, zasiąść do konsoli i się bawić, tu o nic więcej nie chodzi.
Wspomniana wcześniej, ostatnia misja, jest mistrzostwem świata, i zwieńczeniem wszystkich poprzednich etapów. Dostajemy za zadanie do ulepienia 500metrowe (obwód) katamari – istny szał macicy – turlamy się po całej kuli ziemskiej! Nie chcę zdradzać za dużo szczegółów ale widok wciągnięcia w swą kulkę posągów z Wyspy Wielkanocnej, Godzilli, Generała Daimosa czy też samego symbolu miłości – Taj Mahal, jak i reszty światowych zabytków, to coś co automatycznie generuje banana na twarzy.
Jeśli brakuje wam w grach czegoś nowego, zrobionego specjalnie by sprawiać przyjemność z grania, to spróbujcie We Love Katamari, bo ciężko tego kosmicznego gadżetu nie pokochać!

cascad

9minus

Reklamy

2 uwagi do wpisu “We Love Katamari [Ps2]

  1. Na prawdę dobra recenzja, nie myślałeś o tym by zatrudnić się gdzieś jako redaktor? A co do samej gry… bardzo ciekawy pomysł i jak widzę równie ciekawa realizacja. Gra z rodzaju tych ‚must-have’ ?

  2. Pingback: Po(d)kręcony Walt Disney - American McGee « Peace Grenade

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s