Gnijąca Panna Młoda

cbt

Sounds creepy !

Tim Burton (reżyser) ponownie uderza w klimat mrocznej opowieści dla szerokiej publiki, balansując na granicy pomiędzy wywoływaniem strachu i śmiechu. Kolejny raz rezygnując z aktorów na rzecz kukiełek, ożywiając je swą wyobraźnią. Zapał do pracy tryska z każdej klatki obrazu, a rzemieślnicza, wręcz mnisia praca dała artystyczny efekt. Widać, że jest to projekt o którego zrealizowaniu od dawna marzył i zrobił go równocześnie dla swojej przyjemności. Zasiadająca do seansu widownia, pewnie szybko podzieli się na dwie części: tą czującą teatralną atmosferę scenografii, cieszącą się autentycznością wszystkich niedoskonałości obrazu i tą, której wszystko będzie się wydawać strasznie dziwne, troszkę bez sensu, mało atrakcyjne. Daleki jestem od wypisywania, że to ‘film dla wybranych’ bo tak nie jest, tylko koniecznie trzeba się przy nim otworzyć i skupić się na jego symbolice, a nie na paczce chipsów, choćby nie wiem jak paprykowych.

cb1

You may kiss the bride!

Niezwykła historia (taka musi być, spójrzcie na jej tytuł 😉 ), zaczyna się aż nazbyt normalnie, normalnie jak na rzeczywistość wiktoriańskiej Anglii. Rodzice dwójki młodych ludzi: Victora i Victorii postanawiają ich wspólny ożenek. Tak po prostu, na zasadzie umowy między rodami. Dla ’głów’ rodzin to bardzo trafny interes, jedni trafią do wymarzonej strefy arystokrackiej, drudzy odbiją się od finansowego dna. Wbrew pozorom ich dzieci, wydają się nie buntować – łatwo poddają się nakazowi. Szybko też i w jakże niedzisiejszy sposób nawiązuje się między nimi więź. Mimo ascetycznych obrazów można odnieść wrażenie, że się w sobie zakochują.
Wszelakie gesty i szczegóły są arcydziełem animacji poklatkowej (owa scena zapoznania się przyszłych małżonków była tworzona przez 14 tygodni, przez jednego człowieka!). Burton zaraził entuzjazmem wszystkich biorących udział w jego projekcie. W każdej minucie filmu widać to ile serca i czasu poświęcili dla osiągnięcia finalnego efektu, zawstydzając niejedną animacje komputerową (ot taki Madagaskar).
Wracając do fabuły – mimo bardzo sprecyzowanych ślubnych planów, sprawy się pokomplikowały, podczas próby w kościele. Przyszły pan młody definitywnie nie podołał nauczeniu się słów przysięgi. Ćwicząc ją później samotnie w lesie, głośno i wyraziście, przez przypadek wywołuje spod ziemi inną pannę młodą, gnijącą. Bohaterka w fazie rozkładu, z uroczo wypadającym okiem, uznaje, że słowa były kierowane do niej. Wyskakując ze swej mogiły, przyjmuje zaręczyny, i bierze ze sobą Vincenta do świata umarłych
cb2

He’s not my boyfriend, he’s my husband!

Subtelność tego czarnego, mocno abstrakcyjnego, humoru silnie kontrastuje z całym zalewem obecnych filmów z teledyskowym montażem, krwią krzepnącą na rękach bohaterów i wystawą mokrych modelek. Akcja dzieje się na zmianę w krainie umarłych i na ziemi. Bawiąc się konwencją podziemne włości ukazane są jako miejsce pełne barw, dużo bardziej żywe i zaludnione niż niemal czarno biała, opuszczona ‘góra”. Śmierć uwalnia od zobowiązań, bólu, pędu za rzeczami materialnymi, ‘grobowe’ melodie, i wystrój wywołuje skojarzenia z amerykańskim jazzem lat 30stych. Nie da się uniknąć wrażenia, że to właśnie na trupy są bardziej ludzkie i pełne emocji (prztyk w stronę dawnych dworskich obyczajów). Umarli ciągle się bawią, drwiąc z problemów jakie niegdyś ich trapiły.
Muzyka jest kolejnym aktorem tego spektaklu, z rolą absolutnie pierwszoplanową. Partie wokalne jak i instrumentalne aranżacje, stają się pełnoprawnymi narratorami tych niecodziennych zdarzeń. Victor, potrafi całkiem sprawnie grać na fortepianie, przełamując w ten sposób lody i z Victorią i potem z Emily (imię tytułowej bohaterki). Melodia którą zaimprowizował przy paniach jest motywem przewodnim filmu. Motywem łapiącym za serce należy dodać.

cb3

THE DEAD WALK THE EARTH!!!

Emily mimo braku tętna, i pierwszego wrażenia jakie wywołuje, okazuje się być strasznie sympatyczną postacią. Odarta ze swych marzeń, dość naiwna, na pewno ma w sobie więcej ciepła i emocji niż jakikolwiek nieboszczyk wcześniej, przyćmiewając wiele ‘pełnokrwistych’ ról z innych filmów. Przekonuje się do niej i Victor, mając nawet poważne chęci na zostanie z nią na zawsze.
Jak to wszystko się rozwikła, tego oczywiście nie zdradzę, zdradzę jednak, że finałowa scena wesela (jest panna młoda, musi być wesele!) w której występuje nawał postaci, jest czymś co zapamiętam na zawsze. Nieżywi postanawiają wyjść na powierzchnię się konkretnie zabawić, następuje dynamiczne i groteskowe spotkanie dwóch światów. Ponadczasowa idea wokół całego zdarzenia (to trzeba zobaczyć), oraz baśniowa otoczka potrafią wywrzeć spore wrażenie.

Dla osób przejedzonych współczesnymi blockbusterami seans „Gnijącej Panny Młodej” zadziała wręcz leczniczo. Historia zrobiona w umierającej już technice, z nie modną, mało krzykliwą stylistyką, pozwala się w pełni zrelaksować i sobą cieszyć. Prosta, a zarazem nieszablonowa fabuła, bawi i smuci, a prezentacja często uciekająca w musicalową estetykę Film, który warto obejrzeć choćby dla jego odmienności, typowa „bajka dla dorosłych”. Polecam
.

cbo

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Gnijąca Panna Młoda

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s