Ballada o krótkim RPG

Ludzie kończą szkoły i kursy, pracują, zakładają rodziny i własne interesy, biorą na swe barki coraz większą odpowiedzialność, słowem wkraczają w dorosłe życie. Życie od którego, choćby dla zdrowia potrzebna jest odskocznia. Często miotając się pomiędzy jedną formą rozrywki a drugą, żałujemy, że nie możemy żadnej poświęcić tyle czasu ile byśmy chcieli – cóż, tak już świat został zbudowany, że zmusza nas do pogoni za papierkami.
Coraz częściej w owej ‘grupie goniącej’ znajdują się gracze, odchodzący od garnuszka rodziców. Jakby nie patrzeć, czasy barakowozów z automatami, giełd wypełnionych amigowymi dyskietkami, żółtych cardridge’y do Pegasusa, dumnego wkroczenia 3dfx i PlayStation na rynek, są tak odległe, że ich pierwsi pasjonaci, dziś spokojnie kupują piwo w sklepie, bez pytań o dowód. Obecne gry dostosowały się do nich – zaczęły być coraz krótsze, bardziej filmowe, skondensowane, ale też prostsze. Wszystko zostało tak wykombinowane by poświęcając chwilkę czasu wolnego dziennie, po powiedzmy tygodniu, mieć ukończony tytuł na półce. Czysta psychologia, zaliczanie kolejnych pozycji, nie ważne jak krótkich i tak sprawia straszną przyjemność, zwłaszcza mężczyznom, których ewolucja nie pozbawiła przez wieki instynktu łowcy. Większość RPGów jednak ciągle trwa w swym bardzo-wielo-godzinnym stanowisku, przez co coraz mniej osób poświęca im czas (bo go najzwyczajniej nie mają) . Ramy gatunku wykluczają w końcu pewne rozwiązania, zastanówmy się tylko, czy naprawdę nie da się zrobić krótkiego RPGa?

W teorii taka idea sama się wyklucza, przecież to elektroniczni spadkobiercy gier fabularnych – muszą mieć rozbudowany scenariusz, tego się od nich oczekuje, i w tej kwestii nie ma kompromisów. Co, więc z tymi fanami gier (do których sam się zaliczam) którzy bardzo chcieliby jakiegoś RPGa ukończyć, ale czas na to potrzebny stanowi przeszkodę nie do przeskoczenia? Parę tytułów dla takich osób już się pojawiło. Jest choćby Fable, czyli zgrabnie połączenie, role-playowej owej duszy i nie za długiego czasu rozgrywki. Ostatni hit ze stajni Bioware – Mass Effect również poszedł w tą stronę, jeszcze mocniej nastawiając się na akcję, zachowując przy tym wspaniały scenariusz. Jakieś światełko w tunelu, więc istnieje. Odkopania warte są także Chrono Trigger, Diablo, Baldury plus Kingdom Hearts, pierwszym Suikoden i Jade Empire. Trochę tego mało ale przynajmniej „mało a dobrze” (jeszcze troszkę tytułów pewnie się znajdzie). Tylko dla osób które pracują, mają drugą połówkę i bonusowo jeszcze się kształcą, mogą to być ciągle zbyt długie gry. Dlatego twierdzę, że naprawdę dobrze by było gdyby powstały RPGi które można ukończyć w ‘standardowym’ czasie ~14 godzin. Śmiem nawet twierdzić, że przyszłość może do nich należeć.

Bluźnierstwo ? wcale nie, wystarczy taki szpil odpowiednio spreparować. Spójrzmy na grę -symbol tego gatunku – Final Fantasy 7, ile tam jest akcji ściśle powiązanych z pogonią za Sephirothem a ile retrospekcji, oraz poznawania historii poszczególnych miejsc i osób? Jestem prawie pewny, że proporcje nie wynoszą nawet 1/1, tylko szala przechyla się na stronę historii około-wątkowych. Oczywiście to dzięki tak gigantycznemu tłu fabularnemu, świat pokochał ‘siódemkę’… dzięki niemu ma ona taką siłę – ale ale, ten sam świat poszedł znacznie do przodu przez lata, które minęły od jej premiery. I było by miło gdyby w nowych RPGach poznawanie wszelakich szczególików stało się całkowicie uzależnione od inwencji grającego.
Cel do którego dążymy byłby jasno określony już na starcie, tak samo jak droga do jego zdobycia – tylko nie koniecznie prowadziłyby oklepanie, przez spotkania z dawnymi wrogami/miłościami bohaterów, czy ich wioski z dzieciństwa. To czy do nich dotrzemy zależałoby już tylko od tego ile czasu chcemy poświęcić na zabawę w, świecie oferowanym przez autorów.
Forma musiałaby być świeża, żeby pomysł chwycił (brak sztucznego podziału na Questy, i odznaczania ich w menu, tak samo jak i brak prowadzenia za rączkę), i łączyć w sobie zarówno rozmach fabularny japońskich RPG, jak i swobodę oraz wielowątkowość zachodnich produkcji. Nieliniowość też nie wchodzi w grę – cała para musi pójść w główny wątek który zgłębimy wedle oczekiwań, i reżyserię zapewniającą cuda niewidy, ulice jak stygmaty.
Może brzmi trochę zagmatwanie, ale sprawa sprowadzała by się do prostych czynności. Dajmy na przykład sytuację, w której nasza drużyna rozbija obóz, tylko od nas teraz zależy czy sobie z nimi pogadamy przy ognisku (wyskoczyłaby powiedzmy kogoś retrospekcja) czy pójdziemy od razu spać, ekran przeskakuje wtedy na poranek, i kontynuujemy swą pompatyczną przygodę.
Nie miałoby to żadnego wpływu na dalsze zachowanie kompanów, sprawiłoby tylko, że lepiej poznamy ich motywy czy charakter – równie dobrze, można by było ukończyć grę, nie znając za dobrze swych towarzyszy. Tak samo włączenie się w walki na którymś z terenów mogłoby nas doprowadzić do lepszego poznania motywów ‘głównego złego’, konkretniejszych niż te które poznajemy przy nawiązaniu akcji (można ukończyć grę zabijając go z mylnych powodów!), lub najzwyczajniej lepiej wprowadzić w realia świata po którym bohaterzymy – najważniejsze by było opcją, nie koniecznością. Całkowicie wyrzucamy też pomysły w stylu od podłączania się pod gildie etc. – to ma być efektowna historia pełną parą, w której, na własne życzenie gnamy lub spacerujemy do jej finiszu, nie jakieś zabawy w najemnika. O tym, że mapa świata zawiera więcej miast, do których można zajrzeć, niż tylko te wymagane by ukończyć grę nawet nie wspomnę bo to oczywiste. Dzięki takim rozwiązaniom można połączyć wielki świat, i wielką wędrówkę z elastycznym czasem grania. Coś jak z filmami na dvd, w których mamy wybór między wersją normalną, a ‘reżyserką’ – dopełniającą całą wizje.

Pozostaje kwestia nabijania levelu, integralna sprawa każdego RPG – oczywistym jest że osoba która poświęci więcej czasu na granie, będzie posiadać silniejsze postaci. Jak to wyważyć tak, żeby grający ‘na szybko’ mógł pokonać ważnych dla fabuły przeciwników, i tak, żeby ktoś kto poświęci trzy razy więcej czasu na zwiedzanie świata, też miał wyzwanie przy ostatnim starciu? Można to rozwiązać mocą oręża, otóż statystyki postaci byłyby jedynie ‘wspierające’ a jej prawdziwa moc leżałaby w używanym sprzęcie (swoją drogą to dużo bardziej wiarygodne rozwiązanie niż sterowanie 17 letnim Jasiem, który na początku zadaje obrażenia wynoszące 6hp a na końcu wali limity na 9999hp, tak że aniołkom aureolki spadają). Najlepsze sprzęty (tzn. takie żeby akurat najbliższych bossów ukatrupić) uzyskiwałoby się brnąc przez główny wątek, a wszelakie wyprawy w głąb świata rozwijałyby dodatkowe możliwości postaci. Ważniejsza byłaby taktyka na polu walki niż wysokie statystyki, wymagałoby to dobrego wyważenia systemu walki przez autorów, i sporego urozmaicenia, ale w końcu za coś im płacimy.

W stronę słońcaaa…

Jestem w stanie wyobrazić sobie chwilę w której doczekamy się gry, z wielką, świetnie wykreowana historią, która będzie jak album fotograficzny. Sami będziemy decydować o szybkości jego przeglądania. Czasem będzie to wygodne usadzenie się w fotelu, z kubkiem gorącej kawy, rozpamiętując każdą z wywołanych kliszy, a czasem sprawne przewertowanie w poszukiwaniu najważniejszych zdjęć, troszkę mniej namiętne, ale ciągle bardzo przyjemne. Z poszczególnych stron, wyciągniemy tyle emocji tyle akurat będziemy w stanie, wyłapując lub pomijając szczegóły. Tak byłoby z pewnością dużo ciekawiej.

Czy takie produkcje, łączące wyjątkową fabułę, i rozwój postaci z niekoniecznie super długością, mają szansę powstać? Wydaje mi się, że prędzej czy później twórcy się ugną, wychodząc z wygodnych dla siebie konwencji (przez co dostajemy ciągły zalew klonów), by zrobić naprawdę coś nowego. Fani już wystarczająco długo czekają na równie wielkiego co wyznaczającą nowe standardy RPGa. Takiego w którego zagrają i masy, i starzy wyjadacze z taką samą przyjemnością. Całemu gatunkowi przyda się pogodzenie obu ‘wielkich szkół RPG‘, taki powiew świeżości, pozwoli mu odzyskać zasłużone miejsce w pamięci graczy. Przydałoby się, przecież, przystopować czymś konkretnym obecny zalew FPP i wyścigów, prawda?

Reklamy

8 uwag do wpisu “Ballada o krótkim RPG

  1. Naprawdę dobry tekst, mimo iż udzielam się na ramach FPP MegaZinu mam też niemałe doświadczenie z RPG 🙂 Dla mnie krótkie RPG to nie RPG. Uważam, że siłą RPG są rozbudowane wątki, długa gra, „zaprzyjaźnienie się” z postaciami, których losy oglądamy (ach, Jan Jansen z Baldura. Najlepszy NPC w historii). RPG to nie jest gra dla wszystkich. To jest gra dla tych, którzy zamierzają przysiąść nad nią kilka godzin.

  2. Nie mam nic przeciwko krotkim RPG. Jesli tworcy chca je robic i jest na nie zapotrzebowanie, to prosze bardzo, ale mialbym jeden warunek. Chcialbym zeby ‚niedzielne’ RPG nie wypieraly tych ‚normalnych’. Po prostu wolalbym, zeby ta rewolucja nie obejmowala wszystkich nowopowstajacych gier tego typu. Chodzi mi o cos na ksztalt kolejnego podgatunku erpegow – na przyklad sRPG, czyli shortRolePlayingGames. 😛

  3. Dobry tekst man.
    A co do tych krótkich RPG…osobiście uważam, że prawdziwe RPG powinno być jednak dłuższe niż 14 godzin, żeby tak jak Reaperius napisał, poznać się z postacią i troche posmakować świata otaczającego.
    Jednak takie „krótkie” RPGi to dobry pomysł marketingowy, na robienie pieniędzy. Dlaczego? Gierki dziele na te dla „Hardcorowych” graczy i zwykłych zjadaczy chleba. Hardcorowcy to tacy, którzy w grze widzą coś więcej oprócz nabijania leveli i jednak interesują się historią, postaciami, potrafią posiedziec przy gierce. Ci drudzy to dla mnie typowa tłuszcza grająca pare godzin dziennie w Tibie lub Warcrafta 3. Dla nich takie krótkie, 14-godzinne RPG-i byłyby idealne. Kosztowałoby to mało, byłoby proste i krótkie, idealne! Sprzedawałoby się jak ciepłe bułeczki…ale czy o to chodzi? Pozdro 666 Maras :p

  4. Noł bonus Arasku…. Paraside Eve 1 i 2 są na 14 godzin, Dragon Quest Swords na 10, Orcs & Elves na 8, Pokemonu pod redzie -8-14. I powiem Ci ze PE te 14 godzin trwalo i na premiere w tamtych latach to bylo najlepsze 14 godzin jakie spedzilem przy konsoli…
    a Ci co grzebali mogli jebac 100 godzin dzieki sekretom
    i jebaniem sie z ekwipunkiem ala VS 🙂 zatem dzis bez czapek z głów ;(

  5. Takie rzeczy to najlepiej na handheldach, a szczególnie PSP z jego wspaniałą (i genialną w swojej prostocie) opcją usypiania konsolki… nie ma to jak zapuscić sobie jakiś nieobowiązkowy dungeonik podczas powrotu autobusem do domciu, a wieczorem (np. przed pójściem spać) odpalić sprzęcik ponownie i skopać tyłek obowiązkowo wielkiemu bossowi^^

  6. Nie wspomniałeś o PT, Falloutach o nowym Falloucie 3 😥 a poza tym tekst fajny i możliwe że przedstawiający całkiem realną prognozę na najbliższe lata jeżeli chodzi o rpg 🙂

  7. RPG na kilka godzin?
    A chcesz iść do kina na dwudziestominutowy film?
    Pewno, że są tytuły RPGowe krótkie i dobre, ale dla mnie eRPeG z rozbudowaną fabułą to mus- strasznie nudno byłoby mieć jeden wątek, a nie wyobrażam sobie choćby próby nie-poznania postaci, z którymi przeżywamy przygodnę…

  8. Pingback: Ballada o krótkim RPG vol. 2 « Peace Grenade

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s