Kirby: Canvas Curse [DS]

Doświadczenia są ważne, czynią z nas coraz mądrzejszych ludzi. Żadna teoria nie zastąpi praktyki. W zastraszającej ilości przypadków o tym, że nie wolno wkładać palców do kontaktu wiemy, nie od mamy tylko z doświadczenia właśnie (potem ten kraj wygląda jak wygląda). Osoby światłe to takie które ciągle otwierają się nowe doznania. I dobrze by doświadczyły grania w Kirby Canvas Curse, bo po pierwsze jest to godne zajęcie a po drugie, różowy skurwiel (mamo wybacz, ale inne słowa tu nie pasują) wrócił i jest zły.

Designerskie cudo japońskich inżynierów, nie mogło być normalne. Jest za to dotykowe, i fikuśne. Nintendo nie po to robiło dziwną konsolę, żeby dostawała normalne gry. Taki duch przyświecał developerowi (HAL Laboratory) Canvas Curse. Samo intro wprowadza zamęt i popłoch. Nasz okrągły heros żyje sobie spokojnym życiem, aż tu <jebut> i zła czarownica zmienia świat w obraz – niewybaczalne! Kirby rusza w pościg za zdzirą, aczkolwiek chwila nieuwagi kosztuje go zamianę w kulkę (wiem, on i tak był kulką, ale teraz nie ma ani rączek, ani nóżek). Nie jest to jednak typ którego łatwo złamać, w oka mgnieniu zdobył magiczny pędzel, dzięki któremu odkupi świat!
Po tak szokującym wprowadzeniu, zaczyna się zadanie gracza – przy pomocy stylusa przejmujemy owy ‘magical paintbrush’ i rysując wywijasy prowadzimy kipiące chęcią zemsty różowe jądro, do końca jego przygody. Mamy do czynienia z platformówką w której w ogóle nie używamy przycisków – cała sprawa została nastawiona na maksymalne wykorzystanie touch screena. Sterowanie wypada strasznie intuicyjnie, zestaw ruchów jest do opanowania w 5 minut, a i tak dla pewności, przed grą przechodzimy idioto odporny tutorial.
Kirby zachowuje się jak lemming, rusza do przodu a reszta należy do gracza. Rysując przed nim pionową linię, odbije się od niej i zawróci, waląc ‘z ukosu’ pomożemy dostać się mu wyżej, zrobienie pętelki też nie będzie problemem. Przy nabraniu odpowiedniej prędkości i narysowaniu rampy wybije się w górę. Gracz odpowiednio zaprawiony w bojach może ‘lewitować’ po planszy jak mu się podoba. Wystarczy mieć oko orła, szpon tygrysa i uwagę na wskaźnik z czarodziejską farbą 😉

Podróż do wrednej suki po menopauzie, najeżona jest krainami pełnymi złoczyńców i wandali. By unicestwić łobuzów należy w nich ‘stuknąć’ stylusem, co wywoła oszołomienie, potem wystarczy na nich wpaść Kirbym, i po sprawie. Można też ‘kropnąć’ samego Kirby’ego, który wykona wtedy szybki atak (dash) masakrując wroga. Sprawa wchodzi gładko w palce, choć szczerze przyznam, że miałem małe problemy z przyzwyczajeniem się do tego, że ‘wskakując’ z góry na przeciwnika (jak choćby w Mario) nie robię mu krzywdy tylko on mi. Naprawdę nie raz zdarzyło mi się patrzeć, jak ten owalny pink panther, leci na łeb przeciwnika i nie rysowałem mu ‘kreseczki’ żeby się odbił, z przyzwyczajenia, że w ten sposób ukatrupię wroga.

Często też zablokowałem kluska między dwoma krechami, wystawiając go na pewną śmierć. Gra wymaga dość dużej precyzji, gracze na ślepo rysujący antyczne szlaki na ekraniku, nie mogą liczyć, na to że wszystko jakoś się ułoży. Zwłaszcza, że postać którą mamy pod opieką zbyt zwrotna nie jest – na superszybkie i brawurowe przechodzenie światów, nie ma co liczyć, to nie Sonic, tu należy odpowiednio wyważyć manewry między przeszkodami, ‘tap’nięcia’ na wrogów i przełączanie przycisków. Owszem nie jest to najtrudniejsza produkcja jaką się bawiłem ale skupienie to podstawa.

Na planszach spotkamy wystające zewsząd kolce, wszelakie wyładowania elektryczne i bomby, lawirowanie między nimi przy pomocy szybkich kreśleń potrafi zmusić rękę do niezłego aerobiku (jest w tym jeden problem – nieraz sami sobie przesłonimy ekran, chcąc – nie chcąc, wszystko dzieje się na dolnym wyświetlaczu, więc to nie do uniknięcia). To i tak tylko rozgrzewka przed miejscówkami pokrytymi lawą, czy całkowicie zatopionymi w mroku (trzeba stylusem sobie latarenki zapalać ^^), oczywiście nie obyło się bez podwodnych poziomów. Z nimi wiążą się ciekawe historie bo do dyspozycji mamy postać która nie tylko wygląda jak piłeczka golfowa, ale i tak się zachowuje– pisząc wprost, wypływa. I należy siłą, częstymi ‘krechami’ ściągać ją w dół żeby mogła bezpiecznie przepłynąć przez plansze, z dala od wirów i innych maszyn śmierci. Zadanie jest dość ciężkie, więc autorzy przygotowali ‘kamienną’ umiejętność, możemy zmienić Kirby’ego w kamlota a wtedy: sruuu lecimy, zgodnie z prawami fizyki, na dno akwenu.

Umiejętności specjalne nabywamy po pokonaniu co silniejszych wrogów, okrągły wyzwoliciel, przejmuje wówczas ich cechę charakterystyczną, a my aktywujemy ją potem wedle życzenia. Może to być wspomniane zamienienie się w kamień, w zwiniętego jeża, pędzące koło, rakietę, kule ognia etc. (takich skilli jest w sumie 11). Naraz możemy posiadać tylko jedną zdolność, jeśli któraś nam nie przypasuje, wyrzucamy ją, i szukamy przeciwnika od którego przejmiemy coś co będzie bardziej przydatne.

Kończąc każdy level (gra składa się z 7 światów, każdy ma po trzy levele, plus kraina czarownicy) mamy okazję skoczyć w dal. Rozpędzamy kirbozorda na bieżni, szybko rysujemy kąt pod jakim ma się wybić i leci. Jaka z tego korzyść – gwiazdki (zebranie stu, dodaje jedno życie). Popierdułka ale nawet nie wiecie jak miła, i dość wymagająca, aż chce się rekordy bić. Pojedynków z bossami również nie zabrakło, a raczej specjalnych plansz z zadaniami. Kończąc świat mamy do wyboru 3 mini-gry, polegające na ściganiu się w wagonie, zabawę w flippera (zgadnijcie kto jest zamiast kulki) i rysowanie określonych wzorów – kolejne urozmaicenie zabawy, kolejny plus.
Dostęp do tych atrakcji mamy z poziomu menu głównego, możemy powtórzyć jakiś fragment gry, kiedy tylko najdzie nas ochota Jest też zakładka ‘rainbow run’ w której przechodzimy plansze z głównego trybu, w specjalny sposób, walcząc o medale (te wymieniamy na fanty, odblokowując postaci, dźwięki etc.). Są dwie możliwości ponownego łyknięcia levelu: time trial (czyli na czas) i „line trial” – ciekawa sprawa, bo mamy wyznaczony limit zużycia magicznej farby na poziom, im mnie tym lepiej, by osiągać najwyższe noty należy znać grę niemal na pamięć. Fajne, wymagające opcje, dostarczające sporo satysfakcji.

reklama telewizyjna Kirby: Canvas Curse

Canvas Curse, ma piękne pastelowe barwy, i klimatyczną ścieżkę dźwiękową, plus bohatera tak wesołego, że aż niepokojącego. Od początku czuć do niego respekt, jeśli w kolejnej grze będzie dzierżył piłę łańcuchową, wcale się nie zdziwię. Zresztą to postać od Nintendo – one wszystkie mają w sobie coś zboczonego, co nie pozwala uniknąć docinek pod ich adresem.
Wątły czas gry nie przysłoni zalet Kirby’ego. To jest całkowicie nowoczesna produkcja, dla której nie ma na razie alternatywy, pełnoprawny platformer, w którego gra się samym stylusem, choćby z ciekawości należy takie rozwiązanie sprawdzić (doświadczenie!). Autorzy mieli świadomość krótkiego czasu jaki potrzebny jest na ukończenie głównego wątku dlatego, zapewnili masę dodatków i bonusów. I wiecie co? To chwyciło! Sam ostatnio się przyłapałem na tym, że zanim pójdę spać, zamiast odpalać jakąś grę logiczną (bust-a-move, tetrisa) wolę włączyć Kirby’ego, by w którymś z trybów poprzechodzić ponownie znane plansze, lub pobawić się w mini-gry. To najzwyczajniej w świecie bawi. Jeżeli kogoś nie razi zabawa różową kulą do kręgli na gigancie, mszczącej się na babci która ukradła miotle Potterowi, niech śmiało próbuje, mocne ‘osiem’.

.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Kirby: Canvas Curse [DS]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s