Mocarz za darmo! Czas sprosić kumpli…

Jako gracze jesteśmy podłymi kreaturami – gonimy za świeżym hitem, szukamy zaspokojenia cyfrowego głodu, wymagamy od twórców cudów na kiju i nie przepuszczamy niedociągnięć. Nieraz największe tytuły potrafią zostać przez nas zbesztane niczym Gołota po „walce”. W tak bezwzględnie konsumenckim pędzie łatwo zatracić całą frajdę jaką daje granie, by tylko być na topie i ukończyć wszystkie nowości.

A tak naprawdę najlepiej grami bawi się ten, kto wśród mniej nagłośnionych tytułów, potrafi wyłowić coś w sam raz dla siebie. W morzu gier zapomnianych, pominiętych, z ocenami w prasie na ‘zaledwie dobrym’ poziomie na odkrycie czeka więcej świetnych pozycji niż jesteśmy w stanie to sobie wyobrazić.

Dla mnie Hogs of War jest takim tytułem, ostatnio sobie o nim przypomniałem, rozmyślając o czasach gdy miałem pełno kumpli od pada i wszyscy razem po szkole męczyliśmy PSXa. Chwilkę pogooglowałem i znalazłem coś czego w życiu bym się nie spodziewał. Informację którą na pewno warto podzielić się ze światem:

Freeware Freeware, FREE!

Ku memu mega zdziwieniu, okazało się, że grę w pecetowej wersji można pobrać bez problemu całkowicie legalnie i za darmo z sieci. O tutaj: HOGS OF WAR DOWNLOAD ! Plik wazy 43 mb, i ma czysto śmieszne wymagania (500mhz, 64 MB RAM etc. – porażka co nie? pójdzie absolutnie każdemu ). Idealna okazja do zapoznania się z tym nietuzinkowym szpilem, dla tych którzy nie mieli przyjemności z nim obcować .
Nie mógłbym nie skorzystać z okazji, którą dało mi to znalezisko i choćby troszkę HoW nie zareklamować…

Bo dlaczego niby warto pamiętać o tej grze? Chociażby dlatego, że grywalnościowo ani trochę się nie zestarzała, ciągle jest wymagająca i atrakcyjna. Humor ma niepowtarzalny, a brnięcie przez jej kampanię zostaje w pamięci dzięki świetnie przemyślanym projektom poziomów. To chyba dobre argumenty.
Ale po kolei, czym w ogóle Hogsy są? to połączenie strategii turowej z grą zręcznościową, albo idąc na skróty „Wormsy w 3d” (choć to bardzo niewdzięczne określenie). Dostajemy do dyspozycji oddział pięciu świńskich żołnierzy, wrzuconych na pole bitwy z prosiakami o zgoła odmiennych poglądach politycznych, zadaniem jest oczywiście anihilacja wrogiej drużyny. Ruch wykonujemy na przemian z siłami przeciwnika, na początku mamy na to sporo czasu, potem spada poniżej 30 sekund. W tym okresie należy zorientować się w terenie (tzn. wiedzieć gdzie się ruszyć), wybrać broń (lub leczące zdrowie gadżety), namierzyć przeciwnika, i najlepiej go jeszcze trafić – po użyciu sprzętu tura się kończy. Przeważnie więc, trafiając oponenta sami stajemy na jego linii strzału! Odpowiednie wybranie ekwipunku i odległości od nieprzyjaciół to podstawa. Każdą akcję należy szybko i dość precyzyjnie zaplanować, wykorzystać zróżnicowanie terenu, rozmieszczenie apteczek czy skrzynek z dodatkowym inwentarzem (nie ma to jak zawołać zaprzyjaźnionego Zeppelina by zrzucił troszkę bomb na głowy opozycji). Brać poprawkę należy na wszelakie wzgórza, bliskość wody (świnie słabo pływają, więc opłaca się starać wrzucać przeciwnika do jeziorka co by go ukatrupić) i oczywiście zasięg rażenia swych broni.

Jakby tego było mało, plansze na których walczymy ‘wyposażone są’ w pola minowe, wszelakie działa, schrony, czołgi, amfibie. Często zdarzy się, że będziemy zrzuceni do mocno ufortyfikowanych lokacji, z dobrze rozsadzonymi ciężkimi armatami – oczywiście zajmowanymi przez wrogie oddziały. Przejmowanie po kolei każdego działa, chowanie się poza ich zasięgiem i przekradanie niezauważonym by podłożyć pod nie materiały wybuchowe, wejdzie wam w krew szybciej niż może się wydawać.

NAVY PIGS

Ogarnianie naraz rozpoznania terenu, obserwacji poziomu zdrowia towarzyszy, kolejności tur i dokładności ruchów w króciutkim czasie brzmieć może dość skomplikowanie. Jednak sama obsługa gry jest maksymalnie instynktowna i uproszczona, tak żeby nie tracić czasu na walkę ze sterowaniem i niuansami gameplayu, tylko by myśleć o skutecznym przełamaniu linii obrony przeciwnika. Poza tym zadania są tak zaprojektowane, że stopniowo zmuszają nas podwyższania swych umiejętności, poziom trudności rośnie miarowo, i jest elegancko wyważony, obejdzie się bez frustracji. Hogs of War to tytuł łączący jasność zasad ze złożonością rozgrywki, takie coś jest w cenie do dzisiaj.

Nieraz już sam początek misji stawia nas w fatalnej sytuacji. Odpowiednie poznanie każdego ze swych żołnierzy pozwoli wyjść z każdej opresji, zmieniając zgraję przyszłych hot-dogów w grupę profesjonalistów (oj tak, w późniejszych misjach trzeba się wykazywać precyzją i jasnością umysłu).
Na początku są to niby zwykłe prosiaki (grunt’y) jednak wraz ze zwycięstwami na polu bitwy zmieniają się w istny oddział GROM z zakręconymi ogonkami. Po skończeniu poziomu dostajemy medale które rozdajemy między prosiaki, dzięki czemu wrastają ich rangi, ekwipunek, wytrzymałość. Możemy nadawać im odpowiednie profesje, do dyspozycji mamy: świńskiego lekarza, snajpera, sapera oraz ciężkozbrojnego speca (gość od bazooki i moździerza). Najlepiej budować tak drużynę by ich równo rozwijać – ale to żaden nakaz, jeśli ktoś chce to może mieć team złożony z samych snajperów chociażby.
Mimo wieku produkcji, sztuczna inteligencja działa na medal, za każdym podejściem możemy inaczej wyczyścić plansze, wredności oponentom nie brakuje i uprzykrzają nam życie jak się da. Nie raz upierają się na konkretnego świniaka, bawiąc się w polowanie na naszego snajpera lub lekarza – to tez można wykorzystać, wabiąc ich na określone pozycje, rewelka.

Ile Hogs of War mi dostarczyło przygód nie zliczę, tak samo jak tego ile razy widziałem koniec tej przygody. Zresztą w mojej okolicy gra robiła furorę. Wraz z resztą ekipy od pierwszego PlayStation głosiliśmy dobrą nowinę o tym jak ciekawy szpil wpadł nam w czytnik. Najważniejsze były wspólne partyjki z dwoma kumplami by razem męczyć kampanię, doprawdy legendarna sprawa. Wpadliśmy na takie rozwiązanie, że każdy dostawał swojego prosiaka (po dłuższym czasie okazywało się, że jest zastraszająco podobny do osoby nim sterującej) i gdy przychodziła jego tura przejmował pada. Ile my się wtedy nawzajem nawyzywaliśmy 😉 nikt nikogo nie słuchał, każdy szedł gdzie chciał. Lekarz strzelał focha i nie chciał leczyć tylko zabijać, snajpera nikt nie osłaniał a saper wolał strzelać niż podkładać miny – było prześmiesznie, choć z perspektywy czasu nie dziwię się, że nie udało nam się wspólnie HoW ukończyć, hehe. Liczyły się za to wymiany patentów, strategie na poszczególne plansze i zawody w tym kto z dalszej odległości ściągnie wroga (kończyło się to tak jak podejrzewacie – tura w tył i stek przekleństw). I ten wzrok kolegów z drużyny gdy przez mój błąd, po 30 minutach wymiany ognia trzeba było cały etap od nowa powtarzać – bezcenne.

Bezcenne było też kończenie sukcesem potyczek pozornie nie do wygrania .Czas spędzony z grą Infogrames to niezapomniane przejmowanie strategicznych punktów, to modlenie się o to by nieprzyjaciel nie wypatrzył najbardziej rannego z naszych towarzyszy i łzy napływające do oczu gdy myśli się już o wykończeniu niedobitków a nagle na nasze tyły zrzucone zostają wrogie posiłki na spadochronach.

Chrum, Chrum, Pierd & Kwik Company

Oceny Hogs’ów się nie podejmuję, za duży sentyment mam do tej gry żeby nagle szukać w niej wad. I nawet ta ascetyczna jak na dzisiejsze czasy grafika mi nie przeszkadza – przynajmniej jest płynnie, nic się nie dorysowuje, i przegląd pola jest całkowicie czytelny. Zresztą oprawa audio całkowicie nadrabia wizualia. Teksty rzucane przez prosiaki zwalają z nóg, każda grupa wzorowana jest na innej narodowości, z genialnie prześmiewczym akcentem. Oddanie choćby ‘chrumkania’ Rosjan czy Niemców jest rewelacją, o Francuzach nawet nie wspominam. Urozmaicenia nadają też czysto świńskie szczególiki, wyobraźcie sobie, że mierzycie w sam czubek głowy schowanego na drugim końcu planszy przeciwnika, wciskacie spust, a ten… schyla się żeby się w dupsko podrapać – ogień. Choć przyznam, że gdy to na mnie trafiło, to wyraz twarzy miałem mniej pozytywny 😉

Z czystym sumieniem zachęcam do wypróbowania tego stuffu, zwłaszcza, że wystarczy do tego tylko parokrotne kwiknięcie myszką, zaczekanie aż wyląduje na dysku i instalacja. Oryginalny miks wymagający ruszenia głową i zdolności manualnych, osadzony w klimatycznym 3d (nie za pięknym, ale klimatycznym jak najbardziej) i pełen świetnego humoru. Sam zaraz ruszam wykopać z szafki mą skrzętnie schowaną wersję PSXową i zaczynam podbój świńskich landów.

cascad

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Mocarz za darmo! Czas sprosić kumpli…

  1. Aż się łezka w oku kręci jak to czytam. Spędziłem nad tym tytułem baardzo dużo czasu. Zaraz się zabieram za ściąganie wersji na PC. Idealnie wypełni mi niedzielne popołudnie! Plus za to, że nie zabrałeś się za ocenianie. Ładna recka, pokazałeś Hogs’y w dobrym świetle. Wszystkich, którzy nie zasmakowali klimatu tej gry, zachęcam do pobrania.

  2. I takie gry są najlepsze – moze nie głośnie, ale na pewno miłe, przyjemne, wspaniałe, miodne, z duszą i dopracowane 😉
    Już sciągam, bo okazji zagrać w to nie miałem…
    A pamięta ktoś grę SWINE (Świnia), w której to króliczory prowadziły ze świniami wojne dziwnie podobną do tej drugiej światowej? 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s