Zapomniane perełki RPG: Shining Soul 2 [GBA]

RPG-i na handheldy to całkiem fajna sprawa. Wybór i konkurencja jest ogromna, a przecież nie ma to jak spalić kilka wiosek i zabić mały oddział orków w kolejce do lekarza. Dlatego tak wiele firm stara się ukroić co nieco z tego tortu, przy okazji zarabiając przyzwoitą sumkę. W końcu od dawna wiadomo, że to właśnie przenośne konsole rządzą – wiele gier na nie sprzedaje się o wiele lepiej niż gry na systemy stacjonarne, a przecież koszty produkcji są dużo niższe, co tym bardziej pozwala developerowi rozwinąć skrzydła. Albo z łatwością poprawić to, co nie stykało we wcześniejszej grze, bądź części danej serii. Shining Soul 2 to właśnie przykład gry, która poprawia wszelkie błędy swojej poprzedniczki.

Gra należy do podgatunku hack&slash. Na początku wybieramy jedną z ośmiu możliwych klas (plus jedna ukryta wariacja), w tym czterech powracających z części pierwszej. Weterani to: Warrior, Archer, Sorceress i Dragonute. Do debiutantów należą: Priestess, Dark Wizard, Brawler i Ninja. Część klas jest sztampowa i rutynowa, inne zaś zaskakują ciekawym pomysłem. Choćby Brawler, którego można opisać jako wilkołaka walczącego szponami i nożami. Każda z klas postaci specjalizuje się w innym rodzaju broni, bądź magii, różni się umiejętnościami i podstawowymi statystykami. Co ciekawe nawet jeżeli dwie klasy są w stanie używać tego samego rodzaju broni to atakują nim w zupełnie inny sposób. Dobre dobranie klasy to podstawa sukcesu, bowiem zmienia to całkowicie gameplay i możliwości jakie mamy w całej późniejszej grze. Wszystkie różnią się również wyglądem (co takie logiczne na GBA nie bywa), a dodatkowo możemy wybrać jedną z licznych palet kolorów, tak, aby swojego podopiecznego dostosować do wymagań estetycznych. Miły bajer.

Fabuła jest nieistotna. Ot ktoś kogoś porwał, źle się dzieje gdzieś. Całkowita lipa i jedynie pretekst do klepania niezliczonych ilości cukierkowatych pomiotów piekła. Dialogów jest dużo, jednak są meczące i ogólnie rzecz biorąc bardziej denerwują niż cieszą. Jak dla mnie to duży minus gry, bowiem od początku czuć, że gra nie stara się być pozycją wybitnie ambitną fabularnie, a moim skromnym zdaniem ciężko o coś gorszego niż przegadany aRPG na handhelda. A to niestety przydarza się, aż nazbyt często. Na szczęście z SS2 nie jest tak źle, a grywalność nadrabia braki.

Walka odbywa się w czasie rzeczywistym i w sumie polega na klepaniu ataków, speciali, magii i używaniu przedmiotów. Każda postać posiada trzy aktywne sloty na broń i trzy na przedmioty. Przedmioty i ekwipunek w nich możemy przełączać w czasie rzeczywistym (normalnie real-time weapon change), co pozwala na szybkie stosowanie po sobie choćby włóczni i łuku, bądź błyskawiczne przerzucanie przedmiotów leczniczych i ładunków wybuchowych. Bronią możemy atakować w normalny sposób, bądź też, po dłuższym przytrzymaniu klawisza, odpalić specjalne combo ładnie koszące przeciwników, lecz kosztujące nas odpowiednią ilość punktów magii. Oczywiście spustoszenie mogą czynić również liczne rodzaje magii oraz odpowiednie mikstury, bądź amulety umożliwiające przyzwanie bestii. Wszystkie umiejętności których się uczymy dzielą się na pasywne i aktywne – te pierwsze działają automatycznie, bez konieczności wybierania ich. Może to być zarówno lepsze posługiwanie się danym orężem, jak i specjalizacja w ogłuszaniu przeciwnika, czy wymijaniu jego ataków. Do drugiej kategorii należą niektóre ataki i czary klas magicznych.

Oprócz punktów magii i życia postacie są opisane pięcioma innymi współczynnikami: STRength, DEXterity, INTelligence, VITality i SOUL. Przeliczają się one na HP, MP, defensywę, techniki i siłę ataku. Nic specjalnego, ale wszystko jest proste i przyjemne w odbiorze. Z każdym poziomem doświadczenia sami przydzielamy statystyki – co takie normalne w kieszonkowych jRPG-ach nie jest. Żywioły występujące w grze to Fire, Ice, Thunder, Light, Dark i Poison. Odporność na nie zwiększamy… obrywając nimi, bądź wykonując dosyć masochistyczne czynności jak wchodzenie w ognisko w przypadku żywiołu ognia.

Ważnym aspektem każdego hack&slasha jest ogólnie rzecz biorąc – zbieractwo. W SS2 jest co zbierać. Ekwipunek jest rozbudowany – mamy akcesoria, zbroje na tors, rękawice, hełmy, broń. Część z nich ma generowane losowo statystyki dlatego też jest naprawdę nad czym siedzieć i czego szukać. Oprócz zwiększania naszych statyk mogą nam one dawać również jakieś specjalne umiejętności, na przykład szybszą regenerację życia. Najlepiej oddziałują na nas oczywiście całe zestawy wykonane z tego samego materiału, oparte na podobnym zaklęciu, dodając jeszcze bonusowych statystyk. Przedmioty zbierane przez nas dzielimy na lecznicze, atakujące, przyzywające i służące praktycznie tylko do sprzedaży. Skoro już przy sprzedawaniu jesteśmy – w grze mamy sporo rodzajów sklepów. Sklep ogólny gdzie można kupić różne lecznicze środki, kowal u którego ulepszamy broń i zbroję, bank gdzie możemy chować ponad limitową ilość przedmiotów, czy specjalista, który za dosyć sporą sumkę może sprawdzić niezidentyfikowane przedmioty. Przeciwnicy zostawiają nieliczne pieniądze – te czerpiemy głównie ze sprzedaży specjalnych przedmiotów i niepotrzebnego oręża.

Oprócz tego można kolekcjonować karty przeciwników, które wklejamy do encyklopedii przy tym poznając ich statystyki. A będzie co wklejać bowiem gra posiada dosyć ciekawy i, o dziwo, w miarę nietypowy repertuar wrogów. Na naszej drodze staną goblinoidy wszelkiej maści, hobbici, wróżki, szczury, obecne w prawie wszystkich jRPG-ach gluty, nieumarli, demony, mobilne zbroje i zjawy. Design jest dość ciekawy, a wrogowie tacy jak umarły gigant naprawdę wyglądają nietuzinkowo. Oprócz tego oczywiście są bossowie – zazwyczaj najwięksi i wymagający odpowiedniej taktyki i wyuczenia się ich ataków. Ciekawa sprawa, bo naprawdę idąc na żywioł szybko trafia się do piachu. Mimo to poziom trudności jest świetnie zbalansowany. Miejsca jakie zwiedzimy nie odbiegają daleko od kanonów fantasy – jaskinie, jeziora, podziemia, cmentarze, obozowiska itd. Zaprojektowane są dosyć sztampowo – aby przejść dalej trzeba wyrżnąć wszystkich wrogów, poza tym razi ich zamknięta struktura. Jednak muszę przyznać, że niektóre ze skrzynek ukryto w ciężkich do odnalezienia miejscach. Skoro przy wrogach i miejscach jesteśmy, to muszę zaznaczyć moim zdaniem jedną z największych zalet gry – prawie wszyscy przeciwnicy i lokacje z pierwszej części pojawiają się i tutaj w formie dodatków, bądź też opcjonalnych questów. A skoro jesteśmy przy zadaniach – poprzednik poza głównym wątkiem nie posiadał żadnego pobocznego zadania. SS2 poprawia to w znaczący sposób – oprócz wątku fabularnego mamy grubo ponad 30 zadań pobocznych, arenę i możliwość pojedynkowania się z drugim graczem. Jest co robić i, jak na grę handhledową, mimo schematów rozgrywka nie nudzi się specjalnie.

Muzyka jest dobra. Naprawdę bardzo dobra, niektóre melodie wpadają w ucho, inne aż chce się gwizdać pod prysznicem. Kawał dobrej roboty. Odgłosy wydawane przez stwory i bohatera są… pocieszne. Ani nie przeszkadzają, ani nie zagrzewają do walki. Design jak już pisałem jest bardzo dobry, lekko cukierkowy, choć chyba bardziej pasuje tutaj słowo baśniowy. Bardzo ciepły i miły dla oka. Graficznie to jeden z najlepszych tytułów na GBA. Modele postaci są świetne, pięknie narysowane, duże, kolorowe i ładnie animowane. Odstaje tu trochę otoczenie, które wygląda lekko jak z innej bajki i nie dorównuje jakością wykonania obiektom w grze, ale mimo to jeżeli chodzi o oprawę grę można spokojnie ustawić obok dylogii Golden Sun, czy obu wersji Pokemon Mysterious Dungeon. Kawał dobrej roboty.

Denerwować może fakt, że przez całą grę mamy praktycznie tylko jedno większe miasto. Fabuła, jak już pisałem, jest niespecjalna, za to gra sili się ze średnim skutkiem na humor sytuacyjny i różnego typu żarty. Ale jedno musze przyznać – Gobliny mają przefachowe nazwiska. Gameplay jest dobry, ale bez wypieków na twarzy. Gra jest wykonana jak dobre rzemiosło, ale brakuje w niej serca, jakiś niesamowitych rozwiązań, czy chociaż szczypty artyzmu.

Sumując muszę przyznać, że to kawał dobrej gry. Powinna zarówno spodobać się fanom serii, dzieciom jak i osobom, które z cRPG-ami zaczynają przygodę. Jeśli jednak ktoś szuka mroczniejszych klimatów jeżeli chodzi o H&S na GBA to polecam Lord of The Ring: Return of The King – moim zdaniem najlepszy przedstawiciel tego gatunku na grajchłopca. Ale pamiętajcie – Shining Soul 2 jest tuż za nim! Gra jest warta sprawdzenia nawet na Dsie. Osobiście czekam co pokaże kolejna część, która mam nadzieję że już zmierza na dwuekranowe cudeńko Nintendo.

Pita

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Zapomniane perełki RPG: Shining Soul 2 [GBA]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s