300

Frank Miller. Człowiek, który zrobił więcej dla komiksu, niż niejedna kompania. Człowiek, który spopularyzował nowe formy narracji graficznych opowieści oraz jako pierwszy przedstawił superbohaterów z ich ludzkiej strony. Rysownik, który tchnął nowe życie w Daredevila i Batmana. Prawdziwy mistrz. Już od małego inspirowała go sztuka rysowania komiksu. Wtedy też jako dziecko obejrzał film 300 Spartan, który lata później zainspirował go do stworzenia komiksu 300. Dziś już legendarnego.

Miller chciał stworzył dzieło pompatyczne, wzniosłe, przerysowane, lecz zarazem skłaniające do refleksji. Udało mu się. Przez cały komiks przewijają się motywy takie jak chwała, poświęcenie, nadzieja, wolność. To co według wielu nie do końca udało się przy realizacji filmowej 300 w formie graficznej nie zawodzi. Sam komiks składa się z pięciu części. Miller świetnie rozplanował opowieść – każda jest zamkniętą całością, posiada główny motyw przewodni, zarazem pozostawiając czytelnika w napięciu. Niewielu zachodnim autorom udaje się ta sztuka. Mimo, że fabuła nie jest najwyższych lotów, nie to dowodzi siły komiksu.

Grafika i narracja. Te dwie cechy decydują o jakości komiksu. Frank to świetny rysownik i scenarzysta. Jego narracja jest oszczędna, lecz genialna w swojej prostocie – przez cały komiks nie pojawia się ani jedno zbędne słowo, ani jedna zbędna scena. Wręcz przeciwnie – adaptacja filmowa została obdarta brutalnie z kilku scen, które przy lekturze komiksu wryją wam się w pamięć. Oglądając film brakowało mi czołgania się Spartan, odejścia pobitych Nieśmiertelnych, czy wybuchu buntu w perskim obozie. Co dziwnie sam komiks jest mniej komiksowy od filmu – nie ma tu miejsca na te wszystkie mutanty, które momentami psuły klimat filmu. Zamiast tego mamy świetnie poprowadzone starcie z Nieśmiertelnymi, rozwinięty wątek garbatego zdrajcy, możemy też poznać los części greków, którzy opuścili dzielnych Spartan. Dialogi Millera są momentami zabawne, innym razem wzniosłe – takie jak powinny być. Zresztą większość z nich została zaadaptowana na potrzeby filmu. Charaktery postaci są mocno przerysowane, lecz w typowo millerowskim stylu. Ten człowiek po prostu czuje sztukę tworzenia komiksu i doskonale wie jak balansować na cienkiej linii pomiędzy całkowitym kiczem, a wyolbrzymieniem. Jego Leonidas to prawdziwy bohater, którego aż chce się podziwiać, jego Kserkses to człowiek, który naprawdę wierzy w swoją boskość… Miller zdecydował się na prostą powieść, ale opowiedział ją w mistrzowski sposób.

Graficznie nowela jest bez zarzutu. Mamy tu pieczołowicie ułożone kadry, mistrzowsko łączące ze sobą szczegółowość oraz minimalizm. Niejednokrotnie kadr składa się z kilku planów zatłoczonych żołnierzami, dla których tłem jest jedynie kolor. Rysunki są ostre, groteskowe. Postaciom brakuje smukłości, niejednokrotnie wręcz bije od nich brzydota, ich sylwetki są zdeformowane, kwadratowe, ale doskonale pasuje to do charakteru całej powieści. Spartanie wyglądają inaczej, niż banda sterydów znanych z ekranu. Akcję obserwujemy z różnych ujęć – z boku, góry, pod kątami, z gruntu i lotu ptaka. Dzięki temu nawet sceny pozornie statyczne w pełni nabierają rozmachu. Wrażenie robią ogromne plansze, które oddają ogromną skalę zmagań z Persami. Same zmagania rozrysowano porządnie: bije od nich dynamiką i brutalnością, czuć siłę ciosów, szybkość włóczni i mieczy. Kolory nałożone przez Lynn Varley (żona Franka) są oszczędne, brudne i mroczne. Nadają całej powieści specyficzny klimat i naprawdę ciężko by sobie wyobrazić 300 w formie czarno-białej.

Niestety 300 posiada liczne wady. Sam komiks wydaje się, zbyt krótki, kończy się za szybko, tak jakby był niepełny. Sceny walk pomimo, że wyśmienite, moim skromnym zdaniem nie dorównują tym z Berserka. Nie ta klasa dynamiki, brutalności i kadrowania co japońskie dzieło. Ostatni zarzut to sama ułomność medium jakim jest komiks. Za dużo trzeba wyobrazić sobie samemu, wiele rzeczy jest niedopowiedzianych. Niestety 300 to nie komiks dla wszystkich. Pomimo swojej doskonałe otoczki, żeby go wielbić trzeba po prostu pokochać komiksy. Ja ich aż tak nie kocham. Uważam 300 za jeden z ważniejszych komiksów, lecz wątpię, żeby kogoś przekonał do formy graficznej noweli. A szkoda. Osobiście wolę jego ekranizację, jednak uważam, że każdy fan filmu, który jeszcze nie widział oryginału powinien go nabyć. I to natychmiast, bowiem kilka scen nie zawartych w ekranizacji, które można zobaczyć w komiksie zapiera dech w piersiach.

Pomyśleć, że jeszcze kilka lat temu Miller nie chciał za cholerę sprzedawać filmowcom praw autorskich do swoich filmów. Na szczęście zmienił zdanie i chyba wszystkim wyszło to na dobre. Dostaliśmy świetne Sin City i 300. Miller zarobił, a Hollywood wreszcie zrobiło prawdziwy film akcji. Komiks 300 dla wielu będzie przykładem mistrzostwa, które wyrosło z banału. Niedoskonałości i prostota są paradoksalnie jego największym atutem. Prosta historia o trzystu spartanach, jednak przede wszystkim składnia do refleksji nad męstwem, honorem i ofiarą Spartan, którzy bez wahania poświęcili swoje życie dla innych. Miller doskonale to oddał, jednak w moim mniemaniu zabrakło tej iskry, którą posiadał jego Dark Knight, a która nie pozwoliła mi zapomnieć o tamtym komiksie przez lata. Mimo to polecam.

cookiecrusher

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “300

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s