„Don’t look, don’t look”

Tragedia może przyjść nagle i niespodziewanie. Rozpacz po stracie ukochanej osoby to największy ból jaki może spotkać człowieka. Wielu poddaje się, unika życia, zaszywa się. Jednak są tacy, którzy swój ból przelewają. W alkohol, prochy lub…twórczość. The Crow to opowieść o cierpieniu, która narodziła się z cierpienia. Katharsis dla czytelnika i jedna z najpiękniejszych graficznych nowel jakie kiedykolwiek powstały.

Kondycja komiksu w Polsce jest co najmniej dziwna. Większość dyskredytuje tą formę sztuki, z góry uznając ją za infantylną i płytką. Z drugiej strony powoli rozrasta nam się (często o bezwartościowe pozycje, gdy perełki umierają w zapomnieniu) rynek mangi i anime. Jednak nadal nie dotarły do nas dzieła takie jak The Crow. Komiksy, które mogą przekonać nowych ludzi do gatunku, wzbudzić uczucia i dać do myślenia….

Autor komiksu -James O’Bar nie mógł przypuszczać, że jego życie tak szybko się zmieni w koszmar. O’Bar to człowiek i artysta nietypowy – sierota, były komandos, twórca udzielający się charytatywnie. James od dziecięcych lat ćwiczył rysunek. Będąc doskonałym samoukiem coraz bardziej interesował się sztuką tworzenia komiku. Niewiele wiadomo o jego wczesnej twórczości, lecz pewnym jest że już wtedy doskonalił swój warsztat. Tragicznym i przełomowym momentem dla niego była śmierć bliskiej osoby. Po tym gdy jego narzeczona zginęła pod kołami pijanego kierowcy James wpadł w depresję. Pogrążony w smutku i bezsilności zamknął się, przegrywając z własnym bólem. Wtedy też rozpoczął pracę nad The Crow. Jak sam wspomina – każdy kadr, każda linijka były dla niego destrukcyjne. Mimo to kontynuował pracę, przelewał emocję na papier. Stworzył świat tak prawdziwy w swej nierealności, przemawiając świetnym połączeniem rysunku i dialogu. Komiks brutalny, brudny, chory i dorosły w każdym aspekcie tego słowa.

The Crow opowiada historię Erica Dravena i Shelly Webster (nazwiska dodane w filmie) – zakochanej pary, która znalazła się złym miejscu w złym czasie. Przez nieszczęśliwy zbieg okoliczności stają się ofiarami, bandy naćpanych, ludzkich śmieci. Erick sparaliżowany musi patrzeć jak Shelly zostaje zgwałcona, a następnie zabita, po czym pośmiertnie zbezczeszczona Budzi się w szpitalu, gdzie przychodzi po niego Kruk… Karze mu opuścić ten świat, zapomnieć o cierpieniu. Erick umiera. Jednak to nie koniec jego historii. Dokładnie rok po zabójstwie Shelly Erick zmartwychwstaje, kieruje nim tylko jedno – rozpacz. Rozpacz destruktywna nakazująca mu zabić swoich prześladowców. Mścicielowi towarzyszą tytułowy Kruk oraz Skull Cowboy postacie niecodziennie, lecz odgrywające ważną role. Erickowi teraz pozostaje tylko zemsta. Chora, pełna bezsilnej nienawiści rządzą prowadzącą go wprost to czeluści piekła.

Fenomen powieści polega na jej wielowymiarowości. Z pozoru chodzi tylko o zemstę Eryka, który nie mogąc pogodzić się ze swoim losem, coraz brutalniej zabijając swoich oprawców, pogrążając się w szaleństwie. Jednak Kruk to coś więcej, to poezja zaprezentowana za pomocą obrazów. Eric nie może znieść straty Shelly. Płonie z rządzy zemsty, umiera tęskniąc, niszczy się od środka. Mimo to nie chce o niej zapomnieć. Prawdziwa miłość jest silniejsza niż śmierć. Zmartwychwstał dla niej, aby zabić tych którzy nie zasługują na życie.

Komiks w odważny sposób zredefiniował pojęcie Gothicu w kulturze masowej. Czarno-biała oprawa, ogromna dawka brutalności, połączona jednak z wyjątkową realnością, lecz zarazem i zupełnym surrealizmem dały świat prawdziwy, lecz i pełen metafor.

Grafika w komiksie jest czarno-biała z pozoru surowa. Jednak autor doskonale odzwierciedla charaktery postaci, mroczny klimat gothicku, syf i bezprawie panujące w mieście. Niejednokrotnie podziwiamy piękne, niemalże nieme kadry, czy niepozorne obrazy z przeszłości Erica… Jednak tutaj każdy rysunek ma swoje znaczenie, z każdego kadru wylewa się jakaś treść. Autor niejednokrotnie prezentuje kadry przyozdobione wierszami takich artystów jak Arthur Rimbaud, Roberth Smith, Rose Fyleman. Wielokrotnie podziwiamy kadry, przyozdobione tą poezją, lub też ciche, z pozoru nic nie znaczące obrazy z przeszłości Eryka Doskonale komponują się z klimatem komiksu, zmuszając do chwili refleksji… O’Bar pokazał jak słowo i obraz mogą współgrać, jak razem nabierają coraz większego sensu.

The Crow to część dzisiejszej kultury. Krucza Twarz stała się popularnym symbolem, powstały kolejne filmy i komiksy, a nawet gra wideo. Nawet słynny wresler Sting zainspirowany dziełem, zmienił swój wizerunek na Kruczy. Piosenka The Cure „Burn” napisana do ekranizacji filmu silnie inspirowana jest oryginalnym komiksem, a czarne ptaki są inspiracją dla wielu pisarzy i rysowników. The Crow to symbol. Cierpienia i wielkiej miłości, tych mistycznych składników życia każdego z nas.

Sukces komiksu przyczynił się do rozpoczęcia prac nad jego ekranizacją. Reżyserem został Alex Proyas, zaś do udziału w filmie zaproszono aktorów takich jak Michael Anthony Claudio Wincott czy Bai Ling. Główną rolę w filmie powierzono Brandonowi Lee – synowi słynnego Bruca Lee. Film mimo, że znacząco odbiegał od komiksu okazał się strzałem w dziesiątkę. W sposób udany przeniesiono klimat i estetykę komiksu, do tego doszły świetne role Brandona i Wincotta. Uzupełnieniem był doskonały soundtrack na który złożyły się tak uznane kapele jak The Cure, Nin Inch Nails, Pantera i wiele innych. Jednak podczas realizacji filmu zdarzyła się tragedia. W czasie kręcenia jednej ze scen strzelnych Brandon został śmiertelnie postrzelony – w jednym z pistoletów znalazła się prawdziwa kula. Pomimo natychmiastowej interwencji lekarzy aktora nie udało się uratować. Producenci zniszczyli wszelkie taśmy z zapisem śmierci Bradona, niedługo później załamany O’Bar powiedział, że żałuje narysowania komiksu, czując się współwinnym śmierci Brandona. Wszystkie zyski, które dostał za prawa do ekranizacji przekazał na cele dobroczynne.

Wypadki również zdarzały się na planie serialu, problemem była realizacja kolejnych części filmu… Legenda Kruka wiele wycierpiała – problemy z wydaniem komiksu, kolejne coraz słabsze filmy i komiksy, na szczęście w większości nie związane z oryginałem, kilka świetnych powieści od O’Bara, książki. Wszelkie kolejne części tej sagi były nierówne, zaś żadna nie dorównała legendzie pierwowzoru i jego ekranizacji. Oryginalny komiks wraz ze wznowieniami doczekał się min dedykacji dla Brandona, pojawiły się krótsze powieści, a nawet kontynuacja wędrówki Erica. O’Bar narysował jeszcze jednego świetnego Kruka, jednak oryginał jest wciąż jedyny w swoim rodzaju.

Eric Draven już na zawsze wpisał się do kanonu najbardziej tragicznych postaci w sztuce. Młodzieniec mściciel, rozpaczający za ukochaną i jego czarny ptak to jedna z najbardziej niecodziennych par jakie pojawiły się w komiksie. The Crow to uniwersalna opowieść, na którą składają się w równej mierze słowa jak i obrazy, dzieło ponadczasowe, piękne i smutne. James O’Bar udowodnił, że komiks to nie tylko superbohaterowie i ich rozterki. Pokazał, że opowieść w obrazkach może równie poruszać co film i słowo. Nieśmiertelne dzieło. Polecam. Nie mam zamiaru niczego zdradzić, szczególnie, że to trzeba obejrzeć – choć, nie bardziej pasuje tutaj słowo przeżyć, ale.. ostatnia scena komiksu to jedna z najsmutniejszych rzeczy jakie widziałem. Prawdziwe przeżycie dla duszy i oka po którym nic już nie jest takie same.

Tym bardziej boli mnie, brak polskiego wydania komiksu. Podczas, gdy jesteśmy zalewani mangowymi tasiemcami, pomyłkami Marvela, czy komiksem francuskim nie ma miejsca na komiks, który potrafi przekonać do tego medium osoby uczulone na tą formę sztuki. Osoby takie jaką byłem kiedyś ja.

cookiecrusher

Advertisements

5 uwag do wpisu “„Don’t look, don’t look”

  1. Pita, mogę się mylić, bo komisku nie czytałem, ale czy przypadkiem w nim nazwisko Erica jest nie wymienione? W komiksie bodaj występuje samo początkowe D, „raven” miało być dopisane w scenariuszu filmu jeśli dobrze pamiętam.

  2. tak, naziwska pary glownych postaci dodano w filmie, jednak jako ze tekst rowniez traktuje o filmie postanowilem tak je zapisac. Jednak byc moze zmienie to pozniej, skoro wydaje sie zbyt malo wyrazne i wporwadza w blad 😉

  3. Yup, właśnie na Twoim miejscu dodałbym jakąś adnotację o tym, najlepiej gdy pierwszy raz podajesz ich nazwiska 😉

  4. Pamietam, kiedy ogladałem Kruka pierwszy raz – był to pierwszy dzień wyświetlania w Polsce, niewiele było o filmie wiadomo. Seans zaczynał się jakoś o 21, wiec zakończył się dość późno… I pamiętam zupełną ciszę po seansie, i tłum ludzi, których ten film zupełnie wbił w fotele. Dopiero po chwili wszyscy zaczęli się zbierać i w dalej w niemal zupełnej ciszy wychodzili na zewnątrz, w miasto które wydawało się zupełnie inne niż dwie godziny wcześniej.
    Wiele osób może nie zdawać sobie z tego sprawy, ale ten film był pewnym przełomem, przecierał nowe szlaki w kinematografii. MTV nie była jak dzisiaj pełna mydlanych programów, ale była poligonem dla najlepszych twórców wideo, jak Corbijn czy właśnie Alex Projas. Montaż Kruka, który był inspirowany właśnie teledyskami, z idealnym zgraniem dźwięku i obrazu, robił wówczas niesamowite wrażenie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s