Dragon Ball vs Naruto vs Bleach vs One Piece

Wszyscy zboczeni otaku, psychopatyczni wyznawcy tasiemcowatych serii, typki spod kawaii gwiazdy mogą spełnić swoje najskrytsze marzenia. Przybywa nam gier w których stają naraz naprzeciw siebie postacie z Dragonballa, One Piece oraz Naruto.  Playstation 2, czy Nintendo DS. stają się zatem wymarzonymi platformami dla fanów, owych „wielkich” serii.

Jak prezentuje się jakoś tytułów? Które Warto wspomnieć ;)?

Zanim zadecydujemy o wyższości Son Goku nad Naruto, czy tam kto jest źlejszy – Szatan Serduszko, a może Orochi-lubiemłodychchłopców-maru pozwolę sobie wyrazić podziw dla tęgich mózgów od marketingu. Połączenie trzech najlepiej chyba obecnie chodliwych mangowych serii w jedną grę mogło zaowocować jedynie grubą sprzedażą i milionami bezmózgich fanów gotowych kupić byle co, oby na licencji. Normalnie, brakuje mi tu jedynie Sailor Moona. Od razu również zaznaczam, że tekst nie dotyczy gier z jednego uniwersum ponieważ te ostatnio trzymają poziom – choćby większość Naruto, czy bijatyki Dragon Ball.

Na PS2 i GC ukazała się Battle Stadium D.O.N korzystające z postaci z Smoczych Kul, Naruto i One Piece. Sama gra wykorzystuje średnią moim zdaniem formułę, znaną z Super Smash Bros. z elementami znanymi z Power Stone. Mamy arenę, zazwyczaj pełną platform i przedmiotów i tłuczemy się bez składu i ładu. Nasi milusińscy mogą się transformować w wyższe formy, a system walki nie ma zbytniego sensu, składu lub ładu. Do wyboru mamy jedynie 20 postaci, gra jest uboga, a wykonanie bardzo przeciętne. Na upartego można pograć, jednak jakoś tak uważam, że gra powinna się nazywać Battle Stadium D.N.O. Niestety.

Ciekawszego crossovera (również PS2) zafundowało nam Konami – DreamMix TV World Fighters jako jedyna z omawianych tutaj gier nadaje się do czegoś ponad tarcie chrzanu. W pozycji, oczywiście bo jakby inaczej, wzorowanej na Super Smash Bross. spotykają się postacie z min. Metal Gear, Castelvani, Bombermana, Bloody Roar czy Transfomersów w liczbie 17. Nawalanka jest prymitywna, lecz stoi o klasę wyżej niż wygibasy z D.O.N, poza tym jakby to głupio nie brzmiało – bardziej jarają mnie Transfomery niż maglowany na wszelkie sposoby Naruto i One Piece.

DSa zaatakowały dwie część Jump Super Stars, gdzie oprócz wspomnianych trzech wielkich serii pojawili się wszyscy inni znaczący bohaterowie wydawcy. W sumie w dwójce można znaleźć reprezentantów 41 serii! Podstawy dla świetnego cross-overa są ponieważ obok Naruto, Dragon Balla, czy One Piece pojawia się Bleach, JoJo’s, Sain Seiya. Potencjał na pojedynki wydaje się nieskończony, jedne czego brakuje to chyba cholernej Godzilli i bandy popaprańców z versusowych bitek 2D. Jednak co tu ukrywać – gry są nie bardzo grywalne, nudne, przegadane, zakrzaczone i ogólnie nie nadają się nawet do wyśmiewania. Systemowo to – tadam! – prawie, że dwuwymiarowe wariacje na temat Super Smash Bross. Odkrywczo. Technicznie leżą za pierwszą generacją gier na GBA, nie posiadają żadnego sensownego systemu walki, ogólnie straszą, zamiast cieszyć naszych gimnazjalistów. I nie ma co tutaj gadać, że na DSa nie da się zrobić dobrego mordobicia. Guilty Gear jest niezły, a emulator Neo-Geo pokazuje, że maszynka Nintendo jest w stanie pociągnąć cuda na poziomie większości bitek z Dreamcasta.

Co ciekawe żadna z omawianych tutaj pozycji nie opuściła grani Japonii. Owa ojczyzna gier wideo, hardcorowców i ponoć najlepszych produkcji branży, jest zarazem miejscem powstania kiczu, zastoju w przemyśle i pokazem tego, jak bardzo tamtemu rynkowi ciężko przerzucić się na next-geny. Żaden wydawca nie chciał rzucić tych gier na zachodnie rynki. I dobrze, jednak ilość importerów, osób grających w to na piratach oraz sama sprzedaż gier przerażają. Czekać, tylko aż ponownie, jak dawniej, zaleje nas fala crapów na licencji. Choć z drugiej strony liczę, że Zachód do tego nie dopuści, szczególnie że obecne gry Dragon Ball, Naruto czy Bleach wydawane u nas trzymają poziom. Wyrobiona marka nie powinna być zatem zaprzepaszczona przez cieniutkie versusiki. I chwała.

I nie, nie boli mnie tutaj najbardziej użycie takich licencji. Boli mnie najbardziej jakoś tych cross-overowych produkcji, bo sam swego czasu łykałem Naruto, coś tam ze Smoczych Kul i szkoda patrzeć jak licencje, które nadają się na świetny versus są marnowane ma byle co. Kurcze ile ja bym dał za takiego versusa Naruciaka, Dragonowych Kuleczek z Capcomem lub SNK, wykonane na poziomie najlepszych gier tych firm. Nie ma co na to liczyć, zatem tym bardziej nie dołożę ręki do sukcesu tak miernych produkcji. A te zmierzają bo mówi się o kolejnych versusach na większe i mniejsze maszynki, gdzie już większą rolę miałby odgrywać Bleach.

Przedstawione tytuły pokazują jak bardzo niewiele trzeba, aby zadowolić fanatyków – w tym przypadku (w większości) zjebany fandom mangi & anime. Prezentują również, co niestety dzieje się z rynkiem gier. Ciężki żywot mają pozycje niszowe, których już wiele opisaliśmy na peacegrenade, a za dobrze ma się byle kawałek kodu z podpięta licencją. Jasne nie ważna jest popularność danej gry, lecz jej jakość. Mimo to boli kiedy dobre gry zdychają w zalewie licencji i to licencji zazwyczaj średnich, lub też takich, z których już wyrośliśmy. Nie ważne, że to słabiutkie gry. Nie ważne że nudne. Nie ważne że tylko dla kasy. Ważne są Songo, Naruto i załoga pewnego okrętu… Oby polscy fani wiedzieli co wybrać, bo na szczęście dobrych gier na podstawie tych produkcji na konsole przybywa. I o nich być może kiedyś, w drugiej rundzie pojedynku.

cookiecrusher

Reklamy

12 uwag do wpisu “Dragon Ball vs Naruto vs Bleach vs One Piece

  1. Stary, a czemu nie wspomniałeś o godnych pozycjach na podstawie tych anime? Tenkaichi 3, Burst Limit, Ultimate Ninja 3, Rise of a Ninja, Bleach Blade Battlers – czemu ani słowa o nich? Pewnie chciałeś zjebać obraz gier na podstawie animków 😀

  2. „Choć z drugiej strony liczę, że Zachód do tego nie dopuści, szczególnie że obecne gry Dragon Ball, Naruto czy Bleach wydawane u nas trzymają poziom. Wyrobiona marka nie powinna być zatem zaprzepaszczona przez cieniutkie versusiki. I chwała.” – haha wspomnialem, chcialem zjebac obraz versusów animowych 😉

  3. Hmmm… cóż – nie zgodzę się co do kontynuacji Jump Super Stars (czyli Jump Ultimate Stars) – grało mi się w to bardzo dobrze, i to pomimo tego, że żadnej z tych anime nie oglądam.

  4. I dobrze boromi, ani ja ani cascad nie jestesmy zadnymi masterami i tym lepiej ze monza poprowadzic dyskusje. Dla mnie to niestety slaba gra, szczegolnie patrzac na to co moze zaoferowac DS w tym gatunku.

  5. O w mordę, D.N.O., to połączenie trzech serii i ma tylko 20 postaci? No proszę Bandai, to przecież BT3 ma ponad setkę fajterów XD

  6. Gościu co Ty msza do m&a, że tak po nim jedziesz? To jest fajne, a jak Ciebie to nie interesuje z łaski swojej nie pisz takich głupot. Owszem, są słabe gry, ale nie wszystkie, a Ty przedstawiłeś to tak jakby całe m&a było złe, a gry jeszcze gorsze. Może to od jakże ,,legendarnych” i ,,inteligentnych” Pokemonów ci się wzięło? Nie wiem, i chyba nie chcę wiedzieć…

  7. Witam, artykuł ciekawy, aczkolwiek od siebie dodam, że mnie się te bijatyki podobają i to bardzo. Mam DS’a i gram w te wszystkie japońskie nawalanki (ostatnio one piece – only jap niestety, ale łatwo się połapać, a gra świetna dla zabicia czasu np przed snem czy w autobusie). Dlatego co kto lubi, wiadomo, że owe tytuły nie są stworzone dla zwykłego zjadacza chleba, a dla fanów danej serii anime, ale mnie to pasuje bo ubóstwiam japońską animacje. Co do produktów zachodnich developerów to zdecydowanie tworzą na plus, szczególnie tytuły takie jak Dragon Ball Z Budokai (Ps2)/Burst limit (x360), Naruto Rise of a ninja/Broken bond (świetny tytuł).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s