Skate. [X360, PS3]

Jak to jest z ciągłym udoskonalaniem i dłubaniem przy jednym projekcie każdy wie. Stałe poprawki i eksperymenty, wszystko idzie coraz lepiej, aż się w końcu go zepsuje. W taką pułapkę wpadli twórcy serii gier z Tony Hawkiem w tytule – Neversoft. Nie za bardzo już nawet ogarniam ile zrobili odsłon swej skate’ówki ale zgodzi się ze mną każdy jej fan, że na pewno za dużo. Pomimo wprowadzania słabiutkich innowacji ciągle były numerem jeden, jeżeli chodzi o gry pod patronatem jeżdżenia na desce z kółkami po ławkach oznaczonych przez gołębie. Były dopóki nie pojawiła się konkretna konkurencja, dopóki nie pojawił się Skate.

Na pierwszy rzut oka ciężko uniknąć porównań do gry studia Activision, która absolutnie króluje pod względem popularności. Nie oszukujmy się – nawet ludzie którzy nie grają w gry w większości przypadków kojarzą kim jest Tony Hawk nie dzięki kanale Extreme Sports czy prasie branżowej a właśnie dzięki tworom Neversoftu. Na zakończenie tego monopolu sporo czekaliśmy, ale cierpliwość się opłaciła. Bo oto pojawia się ambitny i konkretnie dopalony przeciwnik serii Tomka Jastrzębia. Nastawiony na HC graczy (!!) od największego wydawcy na świecie, korporację-maszynę do robienia pieniędzy i mistrzów marketingu w jednym – Electronic Arts.

Skate to konkurent, którego należy znać i się z nim liczyć. Już na wstępie oddaję mu honory bo odświeża cały gatunek niczym proszek Polena gacie boksera, niczym wiosna zmarznięte równiny, niczym miłość kamienne serca, niczym… no dobra – odświeża. Moc nowych, potężnych konsol wykorzystano najlepiej jak tylko było można.
Gra wyróżnia się już w tak elementarnej kwestii jak sterowanie, a wydawać by się mogło, że w produkcjach traktujących o czesaniu tricków już nic nowego się nie wymyśli. EA Black Box (developer) zmusza gracza przyzwyczajonego do łamania palców na przyciskach pada do odrzucenia swych przyzwyczajeń na rzecz kręcenia gałkami analogowymi. Jak to wypada? A no bardzo prosto – prawy analog odpowiada za manewrowanie nogami zawodnika (tworzymy go sobie w miłym edytorze na początku ‘kariery’) a lewy za balans ciała. Triggery służą do chwytania deski odpowiednio lewą/prawą ręką. Przyciski akcji potrzebne są tylko do odpychania się by nabrać prędkości lub hamowania. Rozwiązanie może wydawać się dość dziwne i niezbyt intuicyjne ale bez obaw, wprawa z czasem przyjdzie a wtedy jest już tylko czysty fun z kręcenia tricków.

Flow Show

Jak się sprawdza taki model sterowania w praktyce? Rozpędzamy swojego skatera, wciskamy prawą gałkę ‘w dół’ i widzimy jak charakterystycznie przykuca na deck’u, teraz zależnie od tego w jaki sposób odchylimy ją do góry, wykona wybraną ewolucję (lista tricków i sposób ich wykonania jest oczywiście cały czas do wglądu). Jeżeli wykonamy ten manewr pod ostrym kątem skończy się to kickflipem, odchylając analoga prosto do góry wykonamy ollie (czyli najzwyklejszy podskok). Będąc w powietrzu dostatecznie wysoko, możemy jeszcze próbować obrócić sobie deskę pod nogami, lub zrobić gapa (wspomniane wciśniecie triggera) i za pomocą lewej gały wykonać obrót, choćby o 900 stopni, jeśli ktoś ma ambicje by czynić rzeczy niemożliwe. Wskoczenie na krawędź/rurkę wykona, co oczywiste, grinda, wychylanie powoli prawego analoga w górę/dół sprawi, że ujrzymy manuala. Tak skondensowany i prosty zestaw całkowicie wystarczy w ostrej skate’owej wyrzywce, wywierając niespotykanie realne wrażenia. Tu nie ma miejsca na długie łańcuchy tricków i milionowe combosy, tu przygotowujemy się za każdym razem do wykonania jednej konkretnej ewolucji, z dobrą szybkością w odpowiednio hardcore’owym miejscu. Czasem się uda połączyć w jeden ciąg trzy tricki, czasem dwa, tyle Zapewniam, że to całkowicie wystarczy, tworząc niesamowity feeling brania udziału w najprawdziwszym deskorolkowym contescie.

Się gra, się ma

Zadania podbijające naszą reputację, pomagając stać się gwiazda skateboardingu wykonujemy po rozmowie z napotkanymi osobami (zwykle to inny skaterzy). A spotkać ich możemy, jak nietrudno zgadnąć na mieście w pobliżu przeróżnych spotów, aż proszących się o zadrapanie naszym deckiem.
Miasto po którym szalejemy jest oczywiście, według obecnych standardów całkowicie otwarte (skate to free roaming na desce), sporych rozmiarów, zawierające konkretny ruch na ulicach, piękną architekturę (gra ma klimat i tyle), skateshopy i ^niespodzianka^ skateparki. San Vanelona ogólnie ma ducha i ciężko nie zauważyć, że żyje skateboardingiem – choć nie wszędzie. Fajnym pomysłem są tereny z wyraźnym zakazem jeżdżenia na desce, po których goni nas ochrona. Nie ma to jak zrobić pięknego, długiego grinda w takim miejscu tuż za plecami służb bezpieczeństwa w myśl zasady ‘skate is not a crime’. Tylko należy pamiętać, by się nie zagapić i nie dać potem złapać 😉

Takie smaczki sprawiają, że Skate’a odpala się nawet bez specjalnego powodu – nie po to by go za wszelką cenę kończyć, tylko po to by sobie pojeździć po miejscówkach, poćwiczyć kręcenie gałkami, połamać wirtualne kości. Dawno nie spotkałem równie lajtowego tytułu – włączyć, posłuchać soundracku, wyszukać jakieś schodki, efektownie je przeskoczyć i jechać dalej… bez ciśnień, dla samego siebie. To ile osiągniemy zależy tylko od tego jak szybko będziemy się uczyć. EA nie bawi się w polepszanie statystyk, zakup nowych ruchów, czy drogę od łamagi do pana betonowych mórz i oceanów – od samego początku wszystko jest dla nas dostępne. To ogromna zaleta systemu gry, dzięki temu, że ewolucje wykonujemy ‘sami’ a nie przez zwykłe wciśnięcie przycisku (jak w Tony Hawk’ach). Musimy się najzwyczajniej nauczyć je wykonywać. Przyswoić sobie jak bardzo się rozpędzić, jak wylądować etc. Oczywiście przez pierwsze godziny wszystko dzieje się dość przypadkowo, bardziej dzięki szczęściu a nie umiejętnościom grającego. Jedziemy, machamy gałką i ‘coś się dzieję’, z czasem proporcje zaczynają się odwracać i coraz bardziej decyduje nasze wyczucie i znajomość gry, fuks schodzi na drugi plan. Postać którą sterujemy nie ma wpływu na rozgrywkę, na to wpływa tylko nasze zaawansowanie – rewelacja.


Film prezentujący zaawansowane wyczyny, które mamy możliwość wykonać w grze. Zwróćcie uwagę na oświetlenie, ‘chropowatość’, animacje – jest stylowo!

Wspominam co chwilę o tym jak bardzo Skate wyróżnia się klimatem, pomijając jedną z najbardziej charakterystycznych cech tej produkcji – kamerę. Kąt pod jakim obserwujemy grę to kolejna innowacja dla gatunku. Niczym w filmach deskorolkowych kamera zawieszona jest nisko, pod lekkim kątem, tak że najbardziej widoczne jest to co jest najważniejsze – czyli deska i nogi zawodnika. Szeroki obiektyw, lekki filtr (‘przejścia’ kolorów w rogach ekranu) i wspaniała animacja momentalnie wywierają pozytywne wrażenie. Dzięki takiemu widokowi właśnie, możemy docenić ilość pracy włożonej w sesje motion capture. Każdy ruch prawdą gałką widocznie, płynnie, niesamowicie naturalnie przekłada się na to jak skater ma ułożone nogi na desce, na to jak się z niej wybije etc. Płynność gry staje się jej znakiem rozpoznawczym – nie widzimy żadnych ‘urwanych’ animacji, ‘przeskoków’ od jedne pozy do drugiej – całość prezentuje się plastycznie i składnie. Dokładnie tak jak to wygląda w rzeczywistości.
A rzeczywisty skateboarding to także styl, design, trend. Bez wsparcia sponsorów nie byłoby profesjonalnego jeżdżenia. Dlatego też wybór ciuchów jakie możemy na swego ziomka przywdziać może przywrócić o mocny zawrót głowy. Siedzące w klimatach jednostki nie będą miały problemu by rzeczy, które mają w szafie znaleźć w grze EA i założyć na swój elektroniczny odpowiednik! Smaczek rajcujący, że łohohoho, żeby wymienić parę brandów mamy do wyboru choćby Circa, DC, Fallen, Es czy Girl. Spotykani na ulicy zawodnicy również są od stóp do głów otagowani skate metkami. Wygląd menu, gadki, kręcenie własnych filmów, robienie zdjęć na okładki magazynów, zawody, popisy, reputacja – całość tworzy autentyczny klimat krążenia się po mieście żeby zrobić grinda tam gdzie jeszcze nikt nie robił. To feeling który tak mocno można poczuć, a tak ciężko opisać słowami. Typy z Black Box uchwycili go idealnie, za cojones, ręką kowala!

Król rewanżu

Teraz tylko wystarczy sobie zadać pytanie, na ile się lubi takie gry, które dają od siebie dokładnie tyle ile my sami z siebie im zaoferujemy. Niedzielnych graczy pewnie nie podnieci konieczność uczenia się kombinacji i wyczuwanie każdej sztuczki. Ale taki jest właśnie Skate i chwała mu za to. Tu się nie błyska, nie wrzeszczy, nic nie wybucha , tu trzeba jeździć i tyle. Im dłużej to będziemy robić tym lepiej to będziemy robić – wg zasady, która przyświeca każdemu sportowi. Wrzuca to poniekąd grę w niszę i koszyk z napisem „dla harcore’owców”, ale tak też do końca nie jest, bo otrzymujemy dopracowaną graficznie, ślicznie animowaną produkcję pomagająca się wyluzować jak mało co. Zaprawdę nietuzinkowa sprawa, polecam każdemu spróbować pokrążyć po mieść i samemu poczuć jak to jest robić tricki pod wpływem chwili a nie będąc gnany koniecznością nabicia jakiegoś wyniku punktowego, zrobienia czegoś na czas, czy po to by odblokować kolejną miejscówkę, tu się wszystko robi samemu dla siebie. Dla zabawy, zaleta to ogromna! Dziewiątka jak byk.

PS Miałem styczność tylko z wersją na Xboxa 360, głosy zewsząd (tzn. z ludzi którzy testowali obie wersje) mówią jednak, że Skate na PlayStation3 ma spore problemy z animacją, często przycinając. Mi na 360 wszystko śmigało ślicznie.

cascad

Advertisements

11 uwag do wpisu “Skate. [X360, PS3]

  1. Kuźwa, tego tytułu mi szkoda 😦 Nie miałem okazji w niego zagrać, a jako fan serii Jastrzębia bardzo bym chciał 😦 Kto mi pożyczy konsolę i skejta 😦

  2. miałem przyjemność jakiś czas temu się z grą pobawić i jak na grę o deskorolce wypada zdecydowanie pozytywnie. czasami mocno zachodziła za skórę, niektóre zadania były jakieś kosmicznie trudne, ale i tak większość czasu spędza się tu na bezcelowym snuciu się po mieście

    czekam na kolejną część, bo teraz może być już tylko lepiej

    no i gdzie jest next genowy SSX?

  3. bo w gry grasz a dużo, kup wii fit i sie ćwicz ;p swoją drogą to ja kiedys na rolkach jeżdziłem bo było to łatwiejsze, ale raz jak omal nie roztrzaskałem sobie głowy to dąłem sobie spokój.

  4. Stary, ja od kilku dni konsoli nie dotykam, tylko chadzam ze znajomymi to tu, to tam… Zresztą wcześniej też dużo nie grałem, bo nie miałem czasu.

  5. Kolejny fajny tekst 😉 . W tonego hołka ciupałem dość długo na kompie jednak potem twórcy przedobrzyli i gra mi się znudziła . Zaraz zassam demo tego skejta na xbox live to zaciupię 😀

    PS: Kiedyś próbowałem jeździć na prawdziwej deskorolce ale jakoś mi słabo szło i przestałem 😉

  6. Ja też kiedyś jeździłem na łyżworolkach, ale rękę złamałem w 7 klasie i sobie dałem spokój – czego bardzo żałuję 😦 choć z drugiej strony nie chciałbym wyglądać jak cyborg z ośrubowanymi rękami, nogami, kręgosłupem i płytami w czaszce XD A gra fajna – na pewno ładniejsza od Tony’ego, który był bardziej plastikowy..

  7. moja przygoda z prawdziwą deskorolką skończyła się tak szybko, jak się zaczęła – kolega miał deskorolkę, to stwierdziłem, że spróbuję.
    stanąłem na niej, odepchnąłem się nogą i obudziłem się dwie minuty później w małej kałuży krwi z mojej potylicy. śmiesznie było

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s