Fable

O Fable było głośno w branży. Znany przed latami jako Project Ego rozpalał umysły graczy i developerów na całym świecie. Peter Molyneux znany choćby z cyklu Populous , fenomenalnego Black & White czy pierwszorzędnego Dungeon Keepera miał wizję. Wizję, w której obiecał graczom cRPGa ostatecznego. Pełnego innowacyjnych rozwiązań. Długiego i niezwykle realistycznego. Jednak niewiele z jego obietnic trafiło do ostatecznej wersji gry. Co nie zmienia faktu, że Fable: Lost Chapters jest grą wyśmienitą. Nie pozwoliła mi o sobie zapomnieć dopóki jej nie ukończyłem, wciągnęła i wgniotła w fotel. A później… spowodowała niezwykły zawód. Ale powoli do tego dojdziemy.

Dzieciństwo

Grę rozpoczynamy jako młody chłopiec zamieszkujący Dębową Dolinę, małe portowe miasteczko położone na kontynencie Albion. Akurat przypadają urodziny naszej siostry, a my potrzebujemy prezentu, na który nie mamy pieniędzy. Ojciec obiecuje dać nam odpowiednią kwotę jeżeli tylko usłyszy, że przysługujemy się jakiejś dobrej sprawie. Błąkamy się więc po wiosce poszukując pierwszych zadań. I już na samym początku możemy wybrać czy będziemy podążać ścieżka prawości, czy też wybierzemy drogę zła. Biegając bez celu bezproblemowo napotykamy męża zdradzającego żonę w ramionach innej. Stajemy przed dylematem: wziąć pieniądze od niego i milczeć, powiedzieć jego małżonce tym samym zarabiając pierwszy dobry uczynek na swoje konto, czy też wykiwać obydwoje i wykonać oba zadania? I tak jest przez większość gry. Wybór: zło czy dobro? A to dopiero preludium do całości.

Życie naszego alter-ego wywraca się nagle do góry nogami. Dzień, który zaczął się niewinnie od świętowania urodzin siostry kończy się spaleniem wioski i rzezią mieszkańców. Bandyci są okrutni i widocznie czegoś, bądź kogoś szukają. Nasz biedny bohater jest opuszczony. Jego rodzina nie żyje, jest głodny i słaby. Od śmierci ratuje go potężny czarownik Maze…

Dorastanie

Nasz podopieczny trafia do Gildii Bohaterów, gdzie zostaje poddany treningowi w dziedzinach magii, walki orężem i posługiwania się łukiem. Tam też zawiera pierwsze przyjaźnie, doznaje pierwszych sukcesów i porażek. Ten rozdział gry służy przede wszystkim za rozszerzony tutotrial i na szczęście można go szybko ominąć. I przejść wreszcie do wypełniania swojego przeznaczenia…

Sama Gildia Bohaterów służy nam za bazę wypadową. Składa się z kilkunastu pomieszczeń takich jak pokoje uczniów, biblioteki, karczmy. W głównym holu ustawiona jest mapa, z której możemy pobierać zadania do wykonania, oraz magiczne pole w którym zarobione punkty doświadczenia możemy rozdysponować na nowe zdolności dla naszego herosa. Ważną rzeczą są współczynniki sławy oraz charakteru. Każdy nasz uczynek wpływa na te dwa wskaźniki. Oczywiście sława jest jak najbardziej pożądana, trochę gorzej jeżeli płynie ona jedynie ze złych uczynków… A i takie nieraz nasz ulubieniec będzie miał okazję wykonać.

Gusta i guściki

Skoro już przy nim jesteśmy to trzeba zaznaczyć kilka faktów. Tak, nie będzie nam dane wykreować własnego bohatera na początku gry. Na to przyjdzie czas. Fable stawia przede wszystkim na bezstresową rozgrywkę. I zapewnia ją na wysokim poziomie. Nasz ulubieniec będzie rozwijał się z czasem. I to tak jak my sobie tego zażyczymy. Pierwszą rzeczą, która jest niemalże koniecznością jest… zakupienie mu jakiegoś przydomku. Chłopak bowiem jest bezimienny. Ale można z łatwością to zmienić znajdując odpowiedniego handlarza od którego za wystarczającą wysoką kwotę uzyskamy imię, którym będą nas od tego czasu tytułować mieszkańcy kontynentu.

Ważna jest również budowa ciała, którą rozwijamy pakując w nią doświadczenie. Naszego herosa można wytatuować, ostrzyc, ubrać, a nawet uczynić iście demonicznym, bądź anielskim. Jeżeli jego charakter będzie całkowicie zepsuty to jego wyrosną mu rogi, jego oczy będą biły czerwoną poświatą, zaś wokoło niego zaroi się od much. Jeżeli zaś będziemy aniołem, to nad naszą głową pojawi się aureolka i piękne motyle. Wpływa to oczywiście na reakcje mieszkańców. Nikt nie chce mieć do czynienia z psychopatą słynącym ze złych uczynków i wytatuowanej gęby. Wkroczenie do wioski taką postacią równa się krzykom przerażenia. I szanse znalezienia partnerki są niemalże zerowe. A właśnie… Nasz wygląd przekłada się również na atrakcyjność. Bowiem trzeba wam wiedzieć, iż w Fable możemy mieć zarówno żonę jak i męża. Ale o tym szerzej trochę potem. Co ciekawe chłopak jest praktycznie niemową (no zdarzyły mu się ze trzy kwestie w ciągu gry) co nie przeszkadza mu skrzętnie zapisywać swoich doświadczeń w dzienniku. Mam też miłą informacje dla graczy lubiących damskie ciuszki – nasz heros i takie może nosić.

Dwa ostrza

Zadania i walka. Tym stoi Fable i tym jest przykładem dla innych gier swojego gatunku. Pomimo braku jakichkolwiek rewolucyjnych aspektów w tych kwestiach gra pokazuje pazurek. Albo i dwa. Zadania dzielą się na te przyznawane nam przez Gildię Bohaterów i te które zbieramy od mieszkańców Albionu. Każde zostaje nam zaznaczone na mapie, posortowane według wagi dla fabuły gry oraz odnotowane w naszym dzienniku. Będziemy się skradać, eskortować, pojedynkować z ludźmi i bestiami, uciekać z więzieni i odbijać zakładników. Wszystko byłoby dużo mniej zabawne gdyby nie fenomenalny system walki zaoferowany nam przez autorów.

Walka toczy się w czasie rzeczywistym, bez zbędnych przestojów. Nasza główną bronią jest oręż i magia (zwana tu wolą). Pojedynki są pełne akcji, momentami (i tylko momentami niestety) trudne, a przeciwnicy starają się działać w grupie i potrafią naprawdę nam dogryźć. Magia dzieli się na ofensywną, defensywną, pomocniczą, itd. Do dyspozycji dostajemy choćby szał, kulę ognia, spowolnienie czasu, wzmocnienie broni dystansowej. Co ważne, nasz heros da się szkolić zarówno na czarownika, wojownika, bądź złodzieja/łucznika. Możemy z niego też zrobić hybrydę tych klas. Ważne jest to, że sposób przechodzenia gry zmienia się wtedy diametralnie.

To nie koniec bowiem zupełnie czymś innym jest pojedynek z grupą uzbrojonych bandytów a czym innym walka ze Śnieżnym Trollem. O ile część przeciwników z czasem będziemy rąbać niczym drwal drzewo, to na większe sztuki zawsze przyda się lepsza taktyka. Środkami anihilacji wrogów będą już wspomniane zaklęcia, czy też miecze, topory, kusze, łuki, młoty bojowe i kilka innych rodzajów broni. Każdym typem walczy się inaczej, a niektóre wymagają celnego oka, bądź odpowiedniej krzepy – chuderlak nie udźwignie potężnego Claymora, lecz będzie go jedynie ciągnął za sobą. Większość broni posiada miejsca na odpowiednie gemy, które zwiększają ich możliwości. Fizyka starć jest nienajgorsza, a różnorodność przeciwników zapewnia przednią zabawę. Niezłym bajerem jest też to, że po starciach zostają nam blizny. Doświadczenie zdobywane w walce przeznaczamy na trzy główne kategorie, które są odpowiedzialne zarówno za zdolności bojowe jak i te pozostałe choćby skradanie się, otwieranie zamków, czy targowanie. Dzięki dynamicznym pojedynkom gra z miejsca biję konkurentów na głowę. Bowiem w Fable walczy się dla przyjemności, nie z przymusu.

Troszkę wytchnienia

A co nam pozostaje poza mordowaniem, wypełnianiem zadań i doskonaleniem umiejętności? Masa rzeczy. Łowienie ryb, zdobywanie kluczy, otwieranie Demonicznych Drzwi, pozyskiwanie trofeów, pomoc kupcom, handel nieruchomościami, szukanie legendarnych broni, rozmowy z Wyrocznią, mini-gry i wiele, wiele innych! Łowienie ryb nie jest co prawda zbyt rozbudowane, ale wymaga od gracza wyczucia i odpowiedniej szybkości reakcji. Zdobywanie kluczy potrzebnych do otwierania niektórych skrzyń to bardzo ciekawe zadania. Klucze zazwyczaj są dobrze ukryte, czasami też występują jako nagrody w pobocznych misjach.

Przednią zabawą są Demoniczne Drzwi. To byty w postaci wrót strzegących cennych skarbów. Jednak nie mają zamiaru oddawać ich nikomu za darmo i pragną w zamian od gracza spełnienia danych warunków. A te są najróżniejsze. Raz ma to być akt zła na ich oczach, inne chcą byś my im udowodnili, że je kochamy. Drzwi często są szalone, ale sama ich mimika, głos, wykonanie i pomysł są bezbłędne. Handel nieruchomościami wiąże się ściśle z małżeństwem. Otóż aby daną damę poślubić najpierw musimy zasypywać ją prezentami, następnie dać jej pierścionek zaręczynowy, a wreszcie kupić domek, gdzie zamieszkacie. Każde z niewielu miast Albionu oferuje nam do kupna dom. Ten możemy później ponownie sprzedać, wynajmować za pieniądze, bądź też rozbudować o kilka poziomów i samemu zamieszkać. Jeśli będzie odpowiednio wystrojony a małżonka zadowolona to czekają nas z nią wszelkie uciechy cielesne. Zawiodę jednak zapalonych erotomanów bowiem przedstawione są jedynie poprzez odgłosy kochającej się pary. Dodam, że często bardzo zabawne.

Górami i lasami

Albion to piękna kraina. Piękna i mała. Przyjdzie nam zwiedzić lasy, bagna, cmentarze, lodowe pustkowia, nawiedzone domy, porty, zamki i plaże. Problem tkwi jednak w tym, że każda lokacja jest bardzo mała i składa się z szeregu wytyczonych ścieżek z których nie można zboczyć. Dlatego nie sposób się zgubić. Ucieka przez to trochę ogólnie pojęte uczucie wolności, ale zarazem każda lokacja jest zagospodarowana optymalnie i nie spotykamy niczemu nie służących pustych miejsc Albion składa się z szeregu miast, świątyni, zaginionych jaskiń. Fauna i flora jest oryginalna. Świetnie zachowujący się bandyci, dzikie osy, wilkołakowate Balveriny, czy groteskowi nieumarli.

Cały świat nie jest przeciw nam i częstokroć jesteśmy świadkami sytuacji kiedy nasi niedoszli wrogowie walczą przeciwko sobie, tudzież znęcają się nad którymś z wędrownych kupców. Podróżując przez Albion będziemy oczywiście doświadczać zmiennych pór dnia i warunków pogodowych. Nasze podboje ułatwi nam system połączonych portali pozwalających dostać się wszędzie dużo szybciej. Zresztą nasz herosów może również sam teleportować się bezpośrednio do Gildii Bohaterów w prawie każdym momencie. Niektóre lokacje potrafią zafundować nam opad szczęki, ale nie mam zamiaru zbytnio spoilować.

Religia Albionu jest podzielona między wyznawców Avo i Skorma. Pierwszy to bożyszcze dobra, drugi… no cóż, chyba nietrudno się domyślić. W przeszłości wybuchła wojna między wyznawcami owych religii. My co prawda nowej wojny nie rozpętamy, ale będziemy mieli okazję przysłużyć się bogom w niejeden sposób. Oni zresztą też odmładzając choćby naszego protagonistę. Problemem krainy (i jak później się okazuje i naszym) jest niejaki Jack of Blades pradawny bohater, który porzucił Gildię na rzecz własnych interesów.

Jak ty wyglądasz?

Design gry przywodzi mi na myśl Dungeon Keepera lub Ogre Battle. Postacie są przerysowane i utrzymane w lekko komiksowej tonacji. Gra nie sili się na realne odwzorowanie sylwetek ludzkich. Wręcz przeciwnie wszystko jest bardzo baśniowe, senne, wyjęte wprost z kart jakiejś nierealnej powieści.

Grafika stoi na bardzo wysokim poziomie. Wszelkie modele wykonano pieczołowicie, z uwzględnieniem drobnych szczegółów. Animacja jest stale płynna i nie zarywa nawet w momencie największych akcji na ekranie. Autorzy zastosowali ciepła tonacje kolorów co doskonale łączy się z niezłymi efektami świetlnymi i przednie dobranymi filtrami graficznymi. Mimo, że gra jest utrzymana w pozytywnym klimacie, lokacje takie jak zamokłe bagna, czy polana z wiecznie padającym deszczem są naprawdę sugestywne i bez problemu komponują się z resztą gry. Gra aktorska zasługuje na poklask uznania, bowiem głosy postaci są fachowe i w pełni oddają ich charakter. Zresztą i same postacie ważne dla fabuły w Fable są fenomenalne. Nie ma co się spodziewać skomplikowanych portretów psychologicznych, wielowymiarowości czy głębi. Reprezentują sobą raczej archetypy, lecz robią to doskonale. Bez problemu czuć ciepło i mądrość bijąca od Mistrza Gildii, zło i seksapil pięknej Lady Grey, czy siłę drzemiącą w Thunderze.

Wracając do udźwiękowienia ponownie należy pochwalić autorów za sugestywne oddanie potyczek pod tym względem. Wszelkie odgłosy otoczenia też nie powodują raczej narzekania. Sama muzyka to na pewno jeden z najlepszych OSTów w cRPGach ostatnich lat. Zapada w pamięć i buduje sugestywny klimat wielkiej przygody, unikając przy tym zbytecznej pompatyczności. Utwory dzielą się zarówno na te radosne i mroczne, a nawet smutne. Różnorodność jest duża. Nie jest jednak to klasa choćby Vagrant Story. Co nie zmienia faktu, że OST jest bardzo dobry, co zauważyli zarówno gracze jak i producenci wydając go na CD.

Skoro jesteśmy przy kwestiach technicznych należy zaznaczyć, że gra różni się jedynie kosmetycznie między wersjami na Xboxa i PC. Na obu śmiga świetnie, a interfejs jest idealnie przystosowany zarówno do pada jak i komba mysz + klawiatura. Dodać jednak musze, że na Xboxa oprócz Fable: The Lost Chapters, pojawiło się wcześniej oryginalne Fable bez podtytułu, które nie oferuje wszystkich atrakcji znanych z tej młodszej wersji. Niech Xboxowcy zatem uderzają od razu w Lost Chapters.

Wybrać drogę…

Gra jest lekko nieliniowa. Możemy uzyskać dwa różne zakończenia, wiele razy opowiedzieć się po któreś ze stron, jednak brakuje swobody i większego łańcucha przyczynowo-skutkowego. Fabuła też stawia nas praktycznie bez wyborów. Za to struktura misji jest boska. Większość z nich możemy kończyć na kilka sposobów. Prawdziwą perełką jest tutaj misja dla… burdelmamy, która prosi nas o uwolnienie jej i jej biednych dziewcząt spod wpływów złego alfonsa. Aby to zrobić musimy zdobyć akt posiadania burdelu, którego ukrycie zna jedynie on sam. Misję możemy wykonać przekopując teren całego burdelu, upijając alfonsa tak, aby sam nam wyjawił jego położenie, bądź… przebierając się za kobietę. Tak odpowiednie przebranie, peruka, perfumy i wskakujemy do łóżka alfonsowi a ten wyjawia nam sekret aktu, gdy już zaśnie, przez sen. To nie koniec bowiem po zdobyciu aktu możemy go oddać burdelmamie i przekształcić ten przybytek w ostoję pomocy biednym kobietom, bądź też samemu prowadzić interes dalej.

Starość?

Problem Fable tkwi w jego długości i niespełnionych obietnicach. Albion jest za mały, zadań jest niewiele i po pewnym czasie nie ma specjalnie co robić. Brakuje swobody, gra toczy się w korytkach niczym Crash, nie czuć wolności. Nigdzie nie widać choćby śladu po zapowiadanym systemie ekonomii, walk między miastami, posiadaniu potomka, graniu kobietą, tworzeniu własnych zaklęć, czy nawet wyrzynaniu swojego imienia na drzewach. A to źle, bowiem gra napala na siebie niemiłosiernie. W czasie gry miód leje się wprost strumieniami i to takimi, przy których wysiadłby sam Kubuś Puchatek. Jednak gra, tak silnie inspirowana choćby serią Legend of Zelda… nie dorównuje jej. Jest mało skomplikowana i niezbyt epicka co też odepchnie wielu fanów cRPG i jRPGie, ale jest przede wszystkim inna. I potrafi przyciągnąć do gatunku ludzi niecierpiących innych gier RPG. Mi podobała się właśnie jej odmienność, zerwaznie ze schematami – choć zerwanie z nimi poprzez wykorzystanie doświadczeń innych gatunków.

Dynamiczna akcja, świetna prezencja, doskonały system walki i lekkość klimatu po prostu uzależniają od siebie. Nie będę jednak ukrywał, że gra daje jedynie koło 20 godzin zabawy i to w momencie kiedy próbuje się zdobyć wszystko. Jest to 20 godzin zabawy na najwyższym poziomie, jednak zarazem tak nagły koniec gry powoduje wielki zawód, o którym pisałem na początku tekstu. Ludziom którzy cierpią na tak zwany deficyt czasu na pewno to nie będzie przeszkadzać. Cóż, gorzej z tymi, którzy podobnie jak ja uzależnili się od Fable. Szczególnie, że opowiedzenie się po innej stronie barykady zmienia jedynie kilka misji oraz ewentualnie zakończenie.Zobaczymy co pokaże Fable 2. Wierzę w Ciebie Peter 😉

cookiecrusher

Reklamy

5 uwag do wpisu “Fable

  1. „I potrafi przyciągnąć do gatunku ludzi niecierpiących innych gier gatunku.” .
    Może się czepiam ale z tego co wiem nie zaczyna się zdania od „i” 😉 .
    Poza tym bardzo dobry tekst i ciekawa gra. Przyznam że nie jestem fanem RPG ale jeżeli będę miał okazję tanio kupić Fable (co nie będzie trudne gdyż gra już młoda nie jest) to nie będę się wahał.
    Pozdrawiam.

  2. Idealnie powiedziane. Wgniata w fotel dopóki się jej nie ukończy. Potem człowiek czuje niesmak w ustach że tego co obiecano nie ma, a nasz bohater nic nie mówi, a ogólnie rzecz biorąc cała fabuła się nie klei….

  3. Nienawidzę Peter’a Douglas’a Molyneux’a i nienawidzę Fable. Tworzenie gier RPG przez Angolów powinno być karane.

  4. Dobra rzecz – niedawno ukończyłem w wersji na PC. Nie spodobał mi się jednak pewien element kreacji postaci, a mianowicie to, że np. łucznik do niczego (no, prawie) się nie nadaje. Dlatego najlepiej jest grac jako połączenie wszystkich trzech stereotypów – wojaka, maga i łotrzyka. Tak nie powinno być 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s