Suikoden

Pierwszy Suikoden w swoim czasie był dziełem przełomowym. Wydany w 1995 roku na konsolę Sony PlayStation wśród wielu graczy wywołał poruszenie i ponowną fascynację gatunkiem RPGów. To właśnie ten niepozorny jRPG od Konami zbudował późniejsze podwaliny popularności dla tytułów takich jak Final Fantasy VII, czy Breath of Fire. Seria jest kultowa i niestety tak jak z wieloma kultowymi rzeczami bywa – niszowa. Nie jest w stanie pod względem popularności konkurować z Final Fantasy. A szkoda. Gdyż nigdy nie będąc gorsza, w sercach wielu graczy przetarła szlak dla gatunku.

Do dziś dzień  Suikoden pozostaje niezapomnianą grą dla setek fanów. Pomimo trzynastu lat na karku gra nie utraciła praktycznie nic ze swojej grywalności i do teraz zaskakuje świeżością. Seria nadal trzyma się mocno, lecz ostatnio notuje spadek formy. O ile nie jest w ogóle nie umarła, czego jej fanatycy najbardziej się obawiają. Fabuła opowiedziana w grze przedstawia losy bezimiennego syna jednego z potężnych generałów jeszcze potężniejszego imperium, który widząc tyranię swojego władcy postanawia stanąć na czele rebelii i wszcząć walkę o wyzwolenie i równość. Zrywa z ojcowskimi zasadami i wyrusza w pełną przygód podróż. Na swojej drodze spotka wielu wrogów jak i przyjaciół. Staje się światkiem licznych poświęceń i zdrad, aktów przyjaźni i przyrzeczeń nienawiści. Jego celem jest pokonanie czarownicy, która wydaje się manipulować imperatorem. Jednak nie wszystko jest takie proste jak się na początku wydaje… A dodatkowo pewna wieszczka przepowiada mu, iż weźmie udział w historii 108 gwiazd przeznaczenia. Wszystko toczy się przy tym jak w dobrej (lecz nie epickiej) książce czy serialu. Czyli lekko, bez przestojów i słabszych wątków, lecz z drugiej strony bez wywoływania przesadnej ilości uczuć i nakłaniania do intensywnego myślenia na sensem istnienia. Ale od tego przecież mamy serię Xeno.

Owe wspomniane już legendarne 108 gwiazd przeznaczenia to zarazem ilość postaci, które można (lecz nie trzeba) przyłączyć do drużyny (!). Chyba żadna inna gra jRPG nie może pochwalić się takim wynikiem (oprócz rzecz jasna kolejnych części, które również opowiadają legendy gwiazd przeznaczenia). Warto przy tym zaznaczyć, iż każda persona posiada własną osobowość, umiejętności i historię, zaś większość brygady zdobywa się w licznych questach. Wśród naszych „gwiazdek” znajdują się zarówno kucharze i nałogowi hazardziści, jak i zabójcy i rycerze.

To co wyróżnia grę po dzień dzisiejszy z tłumu innych jRPGów to świetnie poprowadzone walki, które nawet po wielu godzinach zmagań nie powodują znużenia co jest swego rodzaju ewenementem w nietaktycznych jRPGach. Drużyna może naraz składać się z sześciu postaci ustawionych w dwóch rzędach, z których pierwszy jest zarezerwowany dla typowych wojowników, zaś drugi tradycyjnie dla strzelców i „magów” . System jest turowy, lecz wszystkie komendy wykonywane są mniej więcej w tym samym czasie co wygląda fenomenalnie! Przykład? Wyobraźcie sobie sytuację: na polu bitwy są twoje trzy postacie walczące bronią krótkodystansową, trzy walczące długodystansową oraz przeciwnicy w liczbie czterech wilkołaków. Jeden z wilkołaków szarżuje na postać, a w tym samym czasie zostaje postrzelony z łuku, żołnierze atakują innego wilkołaka, jeszcze inny unika ciosu itd. Trzeba to zobaczyć koniecznie, bo mój jakże skromny i ułomny w swej prostocie język tego nie odda!

Oprócz tego istnieje ofensywna i defensywna magia (w postaci tajemniczych run związanych silnie z fabułą gry), ataki specjalne i ataki zbiorowe wykonywane przez niektóre grupy postaci! A to i tak jeszcze nie koniec bo oprócz walk drużynowych występują walki jeden na jednego oraz całe bitwy setek postaci, wymagające odpowiedniej taktyki nie zaś pchania góry mięsa armatniego. Każda postać poległa w takiej bitwie jest stracona na zawsze co zmusza do częstego powtarzania (i przy okazji prowadzi do szewskiej pasji) bitw tych z graczy, którzy chcą ujrzeć idealne zakończenie gry.
Grafika to wyraźne i kolorowe 2D bez żadnych fajerwerków. Animacja jest płynna zaś loadingów prawie nie ma. Mapa świata jest przyjazna, a w miastach często zauważymy tak miłe szczegóły jak latające gołębie czy też odbicia sylwetek postaci. Oczywiście gra mogłaby lepiej wyglądać, lecz bez problemu jej oprawa jest do zaakceptowania nawet w dobie Final Fantasy XII, Dragon Warriora VIII czy Lost Odyssey.

Ważnym aspektem jest muzyka – bardzo przyjemna dla ucha i nastrajająca pozytywnie do otaczającego świata; melodie wykonywane są na podobieństwo do skocznej muzyki ludowej zasługują na cichy poklask i garść srebrników dla kompozytorów.Szczególnie w pamięć zapada przewodni kawałek, który jest niezwykle lekki w swym odbiorze. Ogółem muzyka w Suikodenie ma tylko jedną wadę – jest jej za mało! Liczne miasta, które odwiedzamy oferują tradycyjnie tawerny i sklepy z runami, bronią, ekwipunkiem i miksturami. Pieniądze otrzymujemy za zabijanie potworów i sprzedaż przedmiotów. Dlatego warto nieraz wybrać się za miasto na łowy. Przy tym na szczęście gra nie jest zbyt łatwa i wymaga skupienia nie tylko w czasie walk z bossami.

Dla urozmaicenia zabawy wrzucono kilka mini-gier takich jak znane „kubeczki” dzięki, którym możemy zdobyć (jak i stracić) fortunę lub nawet przyłączyć kolejnego herosa! Kolejnym kapitalnym pomysłem jest możliwość wykorzystania stanów gry w drugiej części. Mogę wspomnieć jeszcze o klimacie, który wręcz skłania do opuszczenia domu, wyłączenia konsoli i wzorem głównego bohatera chwycenia solidnego kija i wyruszenia w podróż swojego życia, mogę pisać o kapitalnym zamku, który staje się późniejszą siedzibą naszej brygady, czy też o fenomenalnej części drugiej. Ale po co? Wystarczy podsumować: Suikoden jest bardzo dobrą grą, w której przede wszystkim postawiono na zabawę nie zaś na trudną fabułę, czy też hardkorowy rozwój postaci. Doskonale wywiązuje się ze swojego zadania. Zatem: Już mi marsz do konsoli!

Plusy:
· system walki;
· muzyka;
· ilość postaci;
· masa kapitalnych pomysłów;
· nie jest za łatwa;
· minigry;
· kapitalna końcówka gry;
· fabuła.
Minusy:
– (dla niektórych) brak elofakinkuldesignu rodem z odpustowego anime

cookiecrusher

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Suikoden

  1. Obiektywnie (tak, wiem, że nic nie jest obiektywne, bla, bla, bla), gra zasługuje na 7/10. Dla ludzi jebniętych w dekle, a więc kochających jRPGi – minium 9/10. Dlatego dziwi mnie Twoja ocena.

    Sam tekst dobry, jak zwykle.

  2. BTW, spadek formy to tylko IV i Tactics właściwie 😛 . Reszta rulzuje, ownzuje i co tam jeszcze, a trójka jest cholernie niedoceniana (przez fanów, bo pro-recenzenci zachwyceni) i cholera wie dlaczego….

  3. No cóż – kolejna seria z którą sto lat temu miałem szczątkową styczność… Jednak jRPG wprost ubóstwiam (grało się w te Pokemony, a jakże ;)) i po kolei odkrywam tak sobie te starsze serie – choćby Breath of Fire, które od razu wpadło mi do łba na widok pierwszego screena (choćby ze względu na rzut izometryczny… ale nie tylko). Artykuł, a jakże – czytało się świetnie, opisałeś tytuł bardzo obrazowo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s