Viking: battle for Asgard [PS3, X360]

Wikingowie byli strasznie rozrywkową grupą trubadurów. Gdzie się nie pojawiali, a pojawiali się zawsze w wesołej gromadce, tam panowało nagłe ożywienie, wolna miłość, lał się alkohol, dzieci piszczały i rozbrzmiewał baryton – rewelka! Nic dziwnego, że tak mocno utrwalili się w światowej kulturze. Wojownika z blond warkoczami w charakterystycznym kasku z rogami każdy przecież jednoznacznie kojarzy, rozpoznając go jako dawnego skandynawskiego imprezowicza. Niestety w grach nie pojawiają nazbyt często, nad czym ubolewam. Całe szczęście, że ową wikingową nisze spróbowała zapełnić Sega wraz z Creative Assembly. Nie wiedzieć tylko czemu zamiast symulatora wąsatych turystów, posiadacze PlayStation3 i Xbox’a360 dostali masową rzeźnie z perspektywy trzeciej osoby, hmmm… chyba ktoś się nie zna na historii 😉

Długie łódki, rozum krótki

O Vikingu głośno było przed premierą i pokładano w nim naprawdę duże nadzieje na silny tytuł, a być może nawet na początek kolejnej wielkiej serii. Zwłaszcza, że datę jego premiery ‘wstrzelono’ pomiędzy dwa bardzo silne, rzeźnickie, tytuły – Devil May Cry 4 i Ninja Gaiden 2. Tak by przy odrobinie szczęścia połączyć ich fanów (bo nawzajem to się średnio lubią). Czy to się udało? A no nie udało, ale szum wokół gry i tak przez jakiś czas był wysoki. Jak się niestety okazało zbyt wysoki… ale po kolei:

Wprowadzenie jest proste, bo i scenariusz jest prosty – Skarin, w którego skórę się wcielamy, zostaje wybrany przez dobrą boginię by zepsuć plany złej bogini, kropka. Niestety nie ma sensu ani trochę mocniej się w to zagłębiać. Grze od samego początku brakuje jakiejkolwiek linii fabularnej – historii godnej wyżynania w pień całej mrocznej wyspy. Na początku nie zwracałem na to zbytnio uwagi, jednak z czasem coraz bardziej się to uwypuklało, identyczny wygląd NPCów tylko potęgował wrażenie (słuszne) odrzucenia przez twórców fabuły na dalszy plan. Wszędzie nasi żołnierze wyglądają tak samo, dziadki tak samo, przeciwnicy tak samo, a scenariusz ani trochę pędu rozgrywce nie nadaje. Bohater jest bezpłciowy, jego sojusznicy też, adwersarze tym bardziej… oj wydawać by się mogło, że im dłużej gra się w Vikinga tym gorzej dla niego.

Tymczasem jest wprost przeciwnie. Rozgrywka sprowadza się do free-roamingowego krążenia po pięknie wymodelowanej wyspie (nawet niejednej, ale łódką między nimi niestety nie popływamy) by odbijać ją kawałek po kawałku z macek zła, ciemności i złej ciemności. Konkretnie to napadamy na większe lub mniejsze, mocniej lub słabiej ufortyfikowane obozy wroga w których przebywają uwięzieni nasi ziomkowie, a po uwolnieniu zasilają szeregi armii Skarina.
Owo odbijanie przyszłych towarzyszy broni odbywa się przy maksymalnie oszczędnych założeniach rozgrywki. Mamy do dyspozycji blok i dwa ciosy – mocny i słaby – plus odepchnięcie tarczą (tzw. stun shield, modne słowo), banalne, ale w jakiś tajemniczy sposób sprawia przyjemność. Potyczki przebiegają bezproblemowo, żeby zginać trzeba naprawdę się postarać. Przypadkowo odblokowałem achievmenta za zabicie iluś tam wrogów bez użycia przedmiotów leczniczych nie mając nawet pojęcia, że takie istnieją 😉 nie użyłem ich ani razu przez całą grę, bo po chwili oddechu energia i tak się sama się odnawia.
Chodzimy więc tak, od pagórka do pagórka, od łąki do łąki, wprowadzając w nie promienie słoneczne i rozprawiając się w pojedynkę z hordami stworzeń przypominających orki z Władcy Pierścieni. 90% gry tak wygląda: mini-bitwy, my kontra grupa stworów, blok, dwa ciosy, powtórzyć do skutku.

Założenie to dość słabowite, bo kto by widział żeby wybraniec bogów i przywódca plemion północy sam się musiał na takie misje fatygować… że o stealth (takie też są, do tego padacznie wykonane) nie wspomnę. Wódz ma się skradać za murkiem podczas gdy cale jego wojsko pije piwo – czysty realizm. Po ubiciu odpowiedniej ilości małych skupisk piekielnych przeciwników następuje duża batalia, o przejęcie jakiegoś bardzo strategicznego punktu na mapie. Fajnie brzmi ale wygląda tak samo jak reszta gry (mechanika walki etc.) tylko na większą skalę. Wsparcia uwalnianych mozolnie oddziałów ani trochę nie widać, a celem bitwy jest zabicie tylko silniejszych przeciwników (duży rycerzyk, szaman, zaznaczeni na czerwono na mapce), co i tak może zrobić tylko gracz . Gdy już im się zemrze – koniec, teren nasz. Maksymalna prostota, która trafi do osób zmęczonych wymagającymi lub bardzo złożonymi grami (te dwie rzeczy wcale nie musza się pokrywać), ja jako taki troszkę pomęczony gracz bawiłem się bardzo dobrze.

Dobrze aczkolwiek Viking ma za dużo braków by ze śmiałym sumieniem polecać tą grę każdemu. Są to tak badziewnie-śmieszne rzeczy, że aż ciężko uwierzyć, że gra ukazała się na tej generacji konsol. Tym bardziej, że developer to nie byle kto a i logo Segi świeci z jej okładki. Zacznijmy od tego co najbardziej boli – powtarzalności ciosów. Skarin co rusz brutalnie wykańcza swych przeciwników, a jest ich masę… więc oglądanie ciągle na zmianę 3 czy 4 animacji ich śmierci może szybko spowodować odruchy wymiotne. To samo tyczy się bardzo biednej palety ruchów naszego hulaszki. Nie dość, że nie wszystko jest od razu dostępne, przez co pierwsze godziny spędzimy oglądając cudne inaczej 3 ciosowe comba (robiąc je dwoma przyciskami – żal). Zresztą to co gra oferuje później też nie wprawia w zachwyt – nowe techniki to ‘to samo tylko mocniej’. Brak efektownych akcji, czy też kombinacji wymagających jakiejkolwiek sprawności manualnej będzie doskwierać każdemu kto kiedykolwiek miał kontakt z pierwszoligowymi slasherami. Prostota prostotą, ale takie coś już prostactwem zalatuje. Zwłaszcza, że z czasem gracz ma (czemu nie od początku?!?) okazję zdobyć reversal – wtedy w ogóle ukończenie gry, staje się banalnie łatwym zadaniem.
Dochodzą do tego wspominane powtarzalne do znudzenia jednostki, czy całkowity brak interakcji z przedmiotami. Mimo to gra nieraz prezentuję się naprawdę przepięknie – widok fal rozbijających się o wybrzeże czy zielone łąki to coś cudnego, ale gdy w tak wyglądającym otoczeniu nie możemy toporkiem choćby małego drewnianego płotku rozwalić to coś jest nie tak. Wymachiwanie mieczem przy ścianie sprawi, że przez nią przeniknie – żadnego odbicia od kamienia, atakując przy drzewie też nie ma co liczyć na to, że ostrze się w nie wbije, okropne archaizmy. Takie rzeczy były standardem już przy poprzedniej generacji (vide świetne Mark of Kri), i mamy w pełni prawo ich wymagać od nowych tytułów.

Na, kolejne, nieszczęście Vikinga, grałem w niego zarówno po Assasins Creed i GTA4 – nawet nie wiecie jak może przeszkadzać w grze brak naturalnego ‘przepychania’ się przez tłum, odepchnięcia ręką, zachwiania postury etc. W tamtych pozycjach stanowiło to bardzo sugestywny smaczek, i aż sam się dziwię jak teraz mi go brakuje. Widocznie nie wszystkim developerom ‘chce się’ iść z duchem czasu, podczas gdy inni pracowali nad jak największą interakcją ze środowiskiem, developerzy Vikinga pewnie grali w rozbierane oczko.

Bitwa o Asgard zarówno gameplayem jak głębią rozrywki siedzi jeszcze, tak na oko, w roku 2001, co starano się kamuflować next-genowymi modelami postaci (bez wielkiego szału ale sporo polygonów na nie poszło), teksturami, wyglądem wyspy i efektami świetlnymi. Nawet się to udaje, jednak wszystko zależy od podejścia gracza. Niektórym może przeszkadzać fatalna sfera dźwiękowa (właściwie jej brak) i tępy scenariusz, inni mogą akurat być w tak dobrym humorze, że przymkną na to oko. Na tyle je przymkną, że spodoba im się też widok wezwanego smoka, niszczącego strategiczne punkty wrogich oddziałów, że z przyjemnością zagłębią się w bezproblemowej eksterminacji pomiotu zła i zamiast narzekać pokrążą po wyspie, wykonując dwie-trzy misje i wyłączą konsolę. Następnego dnia znowu sobie na chwilkę ją odpalą i tak do ujrzenia napisów końcowych. Do takich sesyjek Viking nadaje się idealnie jako łatwo przyswajalny, relaksujący produkt. Coś jak naiwne, amerykańskie kino sensacyjne – niby nikt go nie ceni ale każdy ogląda ze skrywaną przyjemnością.

W ogólny rozrachunku polecam przyjrzeć się grze Crative Assembly, jeśli przypadnie do gustu to z pewnością zapewni kupującemu parę dobrych godzin rozrywki. Nie wiele jest w końcu tytułów w których z kamienia zrobiono mityczny – skandynawski – teleport 😉 warto z niego pokorzystać.

cascad

Advertisements

10 uwag do wpisu “Viking: battle for Asgard [PS3, X360]

  1. A ja właśnie chciałem kupić sobie tego Vikinga.
    Coś slaszery bardzo (ale to bardzo !) zawodzą w tej generacji. Devil May Cry 4 jest zaledwie dobry , Viking nie porywa a Ninja Gaiden 2 ? No właśnie gram w NG i gra jest maksymalnie wkurzająca. Twórcy nie poprawili błędów jeszcze z czasów pierwszego xbox’a ! Gra jest całkiem przyjemna a psuje ją chujowa kamera i sztucznie wywindowany poziom trudności … :/
    Na prawdę zawiodłem się na slaszerach w tej generacji.
    Swoje narzekania pewnie niedługo opiszę a tymczasem muszę już spadać.

  2. a co do samej gry to jakoś to co ostanio proponują nam w klimatach nordyckich, przynajmniej designersko, kompletnie do mnie nie przemawia. Ani Viking ani Too Human jakoś w tym aspekcie nie powalają, a pzrecież wspomnianie przez Kyo VP pokazało że sie da i to rewelacyjnie. Szkoda potencjału bo ten jest wielki i dalej niewykorzystany. ;/

  3. Może kiedyś się sprawdzi, zobaczymy 😉 Poza tym recka świetna i podziałała sugestywnie na moją wyobraźnię (np. te fale i mało efektowne, przenikające uderzanie mieczem w drzewa i skały ;]) i o to chodzi. Kawał dobrej roboty :tak: pozdr. pit

  4. cascasd a grałeś może w spartan total warrior na ps2 ? Wiem ,że to ci sami twórcy a spartan mi się podobał.

    shadovski – rozumiem że ma być trudna ale poziom trudności jest naciągany na siłę. (Trochę tak jak veteran w CoD 4). To tak jakby w „duck hunting” dać kaczkom 3 razy tyle HP i wciskać ludziom kit że to gra dla hardkorowców -.-

  5. Pingback: Ja chcę mieczyk! « Peace Grenade

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s