Quo Vadis Nippon games

Japonia – kraj często nazywany Mekką graczy, traci swą elitarną pozycję z miesiąca na miesiąc. Miejsce w którym zrodziły się takie osobistości jak Marian czy ponaddźwiękowy jeż, gdzie po raz pierwszy z pociągu wyskoczył Cloud Strife, gdzie Link premierowo pokazał światu swój zielony kubraczek już od jakiegoś czasu zaczyna odgrywać coraz mniejszą rolę w branży elektronicznej rozrywki. Wyspiarski, nie za wysoki i przesadnie uprzejmy naród wyraźnie nie może się odnaleźć w nowej generacji konsol. Załamanie owo umacnia się z każdym kolejnym ‘zachodnim’ potężnym hitem, których ciągle przybywa – od nowych IP, przez licencje i sequele po wszelakiej maści remake’i. Developerzy z Europy i Stanów tworzą przebój za przebojem a japończycy na to… nic. 

Hardware Error

Podstawowym problemem stają się już same konsole. Xbox 360 śmierdzi hamburgerem i trudnymi grami, PS3 jest w programowaniu jeszcze bardziej skomplikowane (czyt. kosztowne) niż PS2 a Wii ma przecież tak odmienną od konkurentów specyfikację techniczną, że ciężko będzie o dobrą konwersję na pozostałe sprzęty. Tak to przynajmniej, w uproszczeniu, widzą panowie podjeżdżający w gajerkach pod swe biurowce za kierownicą Mistubishi Evo 8. I jak tu brać się za nowe przeboje?
Potężny smok jakim jest Sony dobitnie potwierdza tą zapaść twórczą, PlayStation3 powinno przecież pociągnąć i rozkręcić na nowo cały ten biznes… spójrzmy sobie jednak na fakty: zakupiliśmy owy czarny chlebak i co tam na nas czeka – czeka takie Uncharted (made in USA), czwarta część Ratchet & Clank (USA), Heavently Sword (UK), Resistance (USA), Motorstorm(UK) i… nareszcie jest Metal Gear Solid 4 – japońska hitowa pozycja.

Lekko mało prawda? Zwłaszcza jak na to ile czasu PS3 stoi na sklepowych półkach wypatrując ludzi chętnych je zakupić. Samo MGS4 też takim bezwzględnym hitem nie jest – zdania są co do tego podzielone, ma wielu przeciwników, a nawet najwięksi fani niechętnie przyznają czwórce najwyższe noty…. dodatkowo gra wymaga – uwaga – instalizacji -_- i to niejednej. Pogrzeb, kiła, mogiła.

To nie tak miało być

Skoro już jesteśmy przy Konami, to wspomnę o ich dwóch flagowych seriach, których kolejne części też zmierzają na next-geny: Castlevania i Pro Evolution Soccer. Kolejna historia o pogromcy wampirów przygotowywana jest na Wii i cóż, każdy się z niej śmieje, od dawna takiej błazenady nie było. Nie wiem czy jakikolwiek fan będzie z niej zadowolony. Wydawca za to wykazuje się klapkami na oczach, pozwalając na ukazanie się takiej gry.
Kopanie piłki wypada ciągle miodnie – tylko, że koderzy nie są w stanie zagwarantować graczom nowego standardu oprawy. Animacja, system, grafika – wszystko trąci poprzednią generacją tak mocno, że gdyby nie to, że się gra na padzie bez kabelka to można by pomyśleć, że to ciągle gra z PlayStation2. Cóż PES nowej generacji to jak na razie mrzonka i niespełnione marzenie… szkoda bo ludzi którzy na niego czekają są miliony.

Narzekania narzekaniami, ale chyba można znaleźć jakieś pozytywy, jRPGi na przykład. Pudło! – typowo japońskie gry fabularne, pełne epickiego rozmachu i bicia dziećmi potwornych potworów stały się…. martwe dawno temu. Niestety nawet w swym ‘własnym’ gatunku developerzy nie są w stanie znaleźć drogi do postępu. Kolejny raz na wierzch wychodzą technikalia: statyczne kadry/słaba grafika/mało szczegółów/loadingi/powtarzane od lat schematy – to ciągle trzyma się jRPG i na razie nie widać kandydata, który by to zmienił. Takie podejście do tematu może ledwo przyciągnąć uwagę paru ‘świeżych’ graczy jednak starzy maniacy i tak będą biadolić, szukając zaspokojenia swych potrzeb w złotej erze PlayStation i Snesa gdzie te gry zakwitły (a może nawet przekwitły) roztaczając swój geniusz. Od tamtego czasu praktycznie nie ruszyły do przodu. Pytanie retoryczne: czyja to wina?

Judo Grand Prix

Co mają do powiedzenia na taką sytuację ikony rynku? Na razie tyle, że nowej Zeldy nie widać na horyzoncie, Pokemony przeżarły się każdemu, z Final Fantasy zrobiło się pośmiewisko & kompromitacja, ludzie nie mogą rozpoznać jakiej płci są jego bohaterowie a Mario i Sonic przeniesieni do 3d prezentują się jak wymyśleni koledzy z piaskownicy 4letniej dziewczynki…. ech.
Sytuację ratują niejako bijatyki wraz ze slasherami. Tylko bądźmy szczerzy – jest to pocieszenie na siłę, zachodni twórcy nie byli nigdy w stanie stworzyć konkurencyjnego hitowego produktu dla Devil May Cry czy Ninja Gaiden (wyjątek – God of War), że o bitkach 1 on 1 nie wspomnę. Tekken, Soul Calibur, Street Fighter, the King of Fighters, Dead or Alive i Virtua Fighter to tuzy, którym byle co nie może się równać. Aczkolwiek i te tytuły swą złotą erę mają dawno za sobą, lub są zbyt niszowe na spektakularny marsz przez listy przebojów. Czasy gdy zadziwiały świat zostały we wspomnieniach co starszych graczy, reszta może tylko żałować, że je przeoczyła. Wracając do DMC i NG – obie stanowią summa sumarum kolejny zawód. Przecież bez absolutnie żadnej zmiany w ich gameplayu, zaledwie po paru cięciach graficznych ( w sumie o rozdziałkę się większość spraw rozchodzi) mogłyby z powodzeniem ukazać się na poprzedniej generacji konsol. Stagnacja taka, że aż przeraża.

Pamiętajmy o Ridge Racer i Gran Turismo… tytułach legendarnych, tworzących markę PlayStation, czym są dziś? Kolejnym dowodem na to, że japońscy developerzy nie odnajdują się w na rynku wielordzeniowych potworów. Może i RR wciąż jest fajny jednak by stawać godnie koło Burnouta (UK) potrzeba naprawdę czegoś więcej. GT jako gra nastawiona na symulację ma się jeszcze gorzej, nie dość że od czasu jej pierwszej części ludzie każdej kolejnej wytykają absolutny brak progresu (10 lat na tym samym modelu jazdy, ręce opadają) to jeszcze ma takich konkurentów jak Forza Motorsport. O stawce poszerzanej przez Race Driver: Grid, Test Drive:Unlimited czy Project Gotham Racing nie wspominam. Przekichane. Na marginesie napomknę o tym, że najbardziej wyczekiwanym racerem wciąż pozostaje mityczny Wipeout 4 od Psygnosis, na którego ludzie czekają, czekają i zapewne szybciej zobaczą w Polsce czyste dworce kolejowe niż ten tytuł

Iskierka ?

Będąc szczerym, obecnie poza Capcomowym Resident Evil 5 nie widzę ani jednej japońskiej gry mogącej trafić do masowego odbiorcy na całym świecie, przy okazji będącej pozycją graficznie piękną i pompująca adrenalinę do międzynarodowych żył (ok. – Final Fantasy 13 też się sprzeda jak głupie, ale czy zapewni jakikolwiek progres to wątpię). Co się dzieje z resztą developerów? Śpiączka?
Nietaktem byłoby pominięcie Platinum Games. Ich gry zapowiadają się wspaniale tylko, że studio to jeszcze żadnego tytułu na koncie przecież nie ma. Na razie żyją w pamięci graczy jako ‘były Clover’. Osobiście jednak wierzę, że nowe pozycje twórców Viewtiful Joe, God Hand i Okami będą czymś co zwróci uwagę ludzi z każdego zakątku globu.

Nawet wśród gier platformowych, którym patronuje para nintendowych wąsaczy, najbardziej wyczekiwaną pozycją jest… Banjo-Kazooie: Nuts & Bolts (UK), ewentualnie są jeszcze ludzie, którzy wraz ze mną czekają na nową grę z tego gatunku od samych mistrzów Naughty Dog (USA). W ostatniego Mario zbyt wiele osób nie pogra (bo jest na Wii) a kolejny Sonic znów staje się obiektem drwin. Sega zrobiła z niego mhrrrrrocznego rycerza… zgroza.

Cała ta tendencja niepokoi, rynek się rozwija chłonąc więcej i więcej nowych klientów, praktycznie z dnia na dzień, a produkty takich tuzów jak Namco-Bandai, Square-Enix, KOEI, Tecmo nie dają rady się przebić.
Czyżby ten wściekły makdonaldowy kapitalizm tak przeszkadzał japońskim twórcom? Ciężko w takie coś uwierzyć, w końcu to ludzie, którzy nawet używane przez panie (podobno 😉 ) majtki sprzedają w automatach stojących na ulicach, zwierzątka mają na wyświetlaczu lcd a Pikachu ma u nich swój park rozrywki. Nie zmienia to faktu, że PlayStation 3 otrzymuje słabiutkie wsparcie rodzimych developerów, gier FPP oni wcale nie tykają, jeżeli nareszcie ukaże się sensowna przygodówka ‘from japan’ to zapewne będzie unikatem od teamu ICO, slashery i bijatyki wpadły we własne bagienko, action adventure i rpg rządzi teraz zachód, wyścigami też… czyżby od nadmiaru wodorostów skośnookie mózgi same zaczęły się w nie zmieniać?

Mamo, z tej kulki wyskoczył żółty chomik!

Niejaką ostoją radosnej twórczości z kraju kwitnącej wiśni zostały zatem handheldy. To na nich dom znalazły tak wyśmienite pozycje jak LocoRoco czy Patapon. Nawet Metal Gear Solid w swych odsłonach na konsolę PSP staje się rządząca pozycją. O RPGach takich jak Joanne D’arc nie wspominam. Nintendo DS, ma jeszcze większa, wręcz gigantyczną bibliotekę hitów. Tu rządzą Metroidy, Castlevanie, Zelda jest 8smym cudem świata, Phoenix Wright z Proffesorem Laytonem zapewniają sytą pożywkę dla mózgu, Kirby śmiga po planszy tak jak mu sami narysujemy – szaleństwo! Arcade’owe hity, przygodówki, remake’i, hodowlanki, dungeon crawlery, wszystko daje radę.

Wyliczanka to ciągle konkretna, jednak kto będzie pamiętał o tych grach w dniu premiery Gears of War 2? (brutalna siła), kto będzie je traktował na równi z nadchodzącym Mirrors Edge, Prince of Persia czy Dead Space, lub stojącymijuż na półkach Mass Effect i GTA4? Konsole przenośne stały się ostatnim bastionem japońskich developerów, co w sumie i tak jest lepsze niż nic tylko… my chcemy więcej!
Ludzie rozpieszczeni Zeldami, Okami, Vieftifull Joe, DMC, Ico, SotC, Ninja Gaiden, Resident Evil, RPGami z serii Chrono, Shin Megami czy starymi Final Fantasy tak łatwo nie zapominają dobrych czasów. Czasów w których pudełka podłączane do tv emanowały wręcz magią egzotyczności, dzięki swym genialnym prekursorskim grom pochodzących z tak odległego, dla nas, zakątka świata.
Obecnie na fladze tego ‘zakątka’ obok czerwonej kropki powinna powiewać czarna wstęga na znak zastoju twórczego, smutne to aczkolwiek prawdziwe. W takich ciekawych czasach przyszło nam żyć. Oby jednak kraj kompotu z wiśni jeszcze dał popalić takim sceptykom jak ja. Trzeba wierzyć, a na razie grajmy w tytuły pokroju Bioshocka, Assasins Creed, Skate, Uncharted, i Army of Two – wyjdzie to nam na pewno na zdrowie.

cascad

Reklamy

19 uwag do wpisu “Quo Vadis Nippon games

  1. z jRPGami przesadziłeś jeśli chodzi o poprzednią generację. Jasne, Square nie istnieje, a to co wydaje Square-Enix to syf.żal.zimbabwe, ale poza tym wyszło dużo świetnych nowych tytułów, jak i dużo świetnych kontynuacji uznanych serii. Ja to wiem, tralalem 😛 .

  2. co do instalki MGSa to nie jest źle. sam myślalem że to bedzie gorsze niz loading (same loading zresztą i tak są wiec niby po co instalka?) ale w praniu jakoś się tego nie czuje, nawet pozwala na chwile odetchnąc i pozbierać sie po tym co sie przed chwilą widziało wiec nie ma co rwać szat.

    a z jRPG to zgadzam sie z Kyo, na ps2 powstało dość świetnych tytułow by nie można było mówić o zgonie gatunku. inna sparwa ze teraz takie gry robi jak na razie SE i Bamco ale co sie dziwić.

    generalnie mogłbym tam jeszcze czepiac sie detali ale z racji ze sam często stosuje krzywdzące uogólnienia sie juz zamknę. co do wymowy calości musze sie zgodzić, coś dziwnego sie stało i wcale mnie to nie cieszy (chocby dlatego że większosc gier made in usa ma okropny art design).

  3. Cóż, to że Japończycy zaczynają być w tyle za Amerykanami i Europejczykami jest wiadome nie od dziś. Czasami wydaje mi się że kultura Japonii, jej niecodzienność i pomysłowość po prostu się wypaliły. Ryż zaczął się gotować we własnym garnku ;P Dopóki Japończycy nie zmienią swojego tradycyjnego podejścia do gier i nie odświeżą kilku gatunków to ich przemysł elektronicznej rozrywki zacznie się staczać po równi pochyłej, bo ileż można wytrzymać utrzymanych w tej samej konwencji i technice gier??

  4. Sprostowanie: nie chodzi mi o to, że każde zdanie w tym arcie jest z kupra. Oczywiście, że nie o to mi chodzi. Po prostu uważam, że cały ten czarno-biały wręcz podział na upadający wschód i rozkwitający zachód jest cholernym nieporozumieniem, przez co teza, którą próbujesz udowodnić, jest błędna sama w sobie. Nie pomaga fakt, że w kilku miejscach dokonałeś wyraźnych nadużyć (fragment dotyczący jRPG to zbiór kłamstw).

  5. Popieram mojego poprzednika, mimo dobrych chęci w pisaniu o lekko upadającym rynku japońskich deweloperów jednak przesadziłeś. Nie mamy jak na razie takiego wylewu gier jak kiedyś, ale, że teraz nie ma w co grać? Połowa moich wszystkich gier na PS3, to japońskie produkcji: MGS4 (który jest wielkim hitem), Lost Planet (świetnie oceniany na XO, nie wiem czemu gorzej na PS3), DMC4 (wiadomo jak dobre przyjęcie i średnia lepsza niż NG2), SC4 (właśnie atakujący rynek) i Armored Core 4, który hitem może nie jest, ale na pewno fajną i solidną grą. A do tego sporo gier do ściągnięcia z PSN. Naprawdę nie jest aż tak źle, jak piszesz. Za bardzo przesadzasz.

    I ten, jeśli piszesz o God Hand, a nie kupiłeś tego genialnego kawałka kodu, to przyczyniłeś do upadku Clover i już z Tobą nie gadam :foch:

  6. No panowie, spoko, pisałem wszystko (co nie dziwne) ze swej perspektywy. Przyznac się muszę, że w przeciwieństwie do Ciebie Shinigami – ja spośród 19stu gier nowej generacji jakie trzymam na półce TYLKO trzy mam z Japonii. Z czego DOA3 dlatego, że było dołączone do konsoli (a i tak potwierdziło to o czym piszę – ta gra by mogla na pierwszym X’ie być), VF5 (bo uwielbiam serię) i kolejny, dla mnie, zawód – Ninja Gaiden 2. Trochę slabe to zestawienie. W DOA i NG zresztą, pograłem najkrócej bo mi nic next-genowego nie zaoferowały, życie.

    Kwestia jRPGów…Takehaniyasubiko, kyo wiem, ze jesteście potężnie skrzywieni na ich punkcie, więc ciężko nam będzie znaleść porozumienie. Ja wielkiego hitu od DAWNA nie widziałem. Chyba, że hitem chcecie nazwać grę którą żeby zdobyć należy obdzwonić 15scie polskich sklepów wysyłkowych i dowiedzieć się, że jej nie mają. Wybaczcie – ja grywam w gry, które mogę kupić, a zresztą i na te gry czasu nie mam.

    Zapewne też upajacie się niszowością owych pozycji i ich fabułą zgiętą jak naleśnik, cóż – też tak robię. Ale dopiero w grach, które przykują mnie swym gamaplayem – po tym jak dobrze mi się gra w daną pozycję, zaczynam tak naprawdę czerpać przyjemność z jej otoczki. Na początku musze być zaskoczony nowym rozwiązaniem, animacją, interakcją, płynnością rozgrywki a potem – gdy już wiem, ze warto produktowi poświęcić swój czas – zagłębiam się w scenariusz. A tu co? wyszły ‚jakieś Xenosagi’ etc. i jak tu pisać o dobrej formie gatunku. Dobrze pamiętam, ze jeszcze na PSXie developerzy potrafili połaczyć świeżośc rozgrywki z fabułą.
    Nie mówię, że wychodza same crapy, bo tacy ‚zakrzywieni’ (wybaczcie sformulowanie) ludzie zapewne mają w co grać, polując na swe słabo sprzedające się hiciorki na aukcjach przez pare miechów. Spoko, ja idę po najprostszej lini oporu.

    Definitywnie w tekscie chodziło o pokazanie tego jak z next-genami radzą sobie japońscy twórcy, dla mnie miernie. Zresztą Shini, wrócę jeszcze do Twej wyliczanki – Sam w tekscie wskazałem MGS4 i przyznałem że Slashery (DMC4) i Bijatyki (SC4) nie mają zbytnio zachodniej konkurencji, więc mnie niczym nie zaszyłeś. Dla mnei te dwie ostatnie gry i tak zbyt mocno siedzą w 128bitowej generacji. A MGS4 jaki by nie był, jest MGSem 😉 grą na którą zawsze się patrzy inaczej.

    Ogólnie rzecz ujmując – moim zdaniem mam rację 😉 😉 😉 i narazie brak gier, pokazujących, że daleko wschodnie studia weszły na dobre nie tylko w oprawę ale i gameplay nowej generacji. Spójrzcie (wracając znów do nieszczęsnych role-payów) najpierw na Mass Effect a potem na Lost Odyssey, to pewnie załapiecie o co mi konkretnie chodzi.

  7. No, ale właśnie, skoro nawet nie grywasz w jRPGi, to jak w ogóle możesz się o nich wypowiadać 😛 😛 😛 ? Poza tym wielkich hitów u nas poza fajnalami nie było. O, ponoć Megateny się dobrze sprzedają, ale to nie uber-hity.

  8. Aj łapiesz mnie za słówka, grywam w to co jest w stanie mnie na dłuższy czas przykuć do pada – od dawien dawna nie był to RPG (chyba, że przypominałem sobie szaraczkową klasykę).

  9. Gdybyś swoim zdaniem nie miał racji, to nie pisałbyś tego tekstu 😀

    Ogólnie się z nim zgadzam, Japończykom coś jak na razie nie wychodzi, ale moim zdaniem nie jest aż tak źle jak to przedstawiłeś 😉

  10. Arku co do slaszerów to się nie zgodzę. Zarówno DMC 4 jak i NG4 są dobre. Niestety zaledwie dobre. Solidne gry ale gdyby osłabić grafę mogłyby się ukazać xbox 1 bo w kwestii gameplay’u nic nowego nie oferują :/
    Jestem zawiedziony

  11. Po prostu zapominacie o oczywistościach. Japonia to mały kraj, a wybitni developerzy nie rosną na drzewach. Nie ma nic dziwnego w tym, że w kraju liczącym ~129 milionów mieszkańców trudniej o wybitnych developerów, niż w USA, gdzie ludzie jest ~300 milionów. A Wy porównujecie Japonię z całą resztą świata, żeby było śmieszniej.

    Zauważcie, że prawie wszyscy wybitni twórcy gier z Japonii są… starzy. Jako wyjątek wypada przedstawić Fumito Uedę, ale takich jak on jest śmiesznie mało. Z drugiej strony mamy te ‚cudne’ gry z Zachodu, która robią… Tak, ludzie młodsi (i znowu – z wyjątkami, rzecz jasna). Smutna prawda jest taka, że japońska gwardia się zestarzała (trudno im się przestawić na nowe maszyny), a świeżej krwi na razie mało, bo – jak pisałem na początku – wybitnych developerów nie znajduje się na ulicy.

    Japonia i tak NIESAMOWICIE dobrze radzi sobie w walce z ‚resztą świata’, pokazując często, ‚jak to się robi’. Narzekanie jest nie na miejscy. Tzn., tak wielkie i tak niesprawiedliwe…

  12. Tylko Amerykanie to ‚otyli idioci wychowani w cieniu Makdonalda’, europejszycy to ‚bezpruderyjni pijacy’ a japończycy zasuwają do paru szkół, w kołysce do zabawy mają kalkulator, drygają w mundurkach na baczność i w podstawówce stawiają strony w hmtlu na standardowej informatyce, by potem w pięknych koszulach chodzić do pracy w której boją się wziać urlop, bo to niehonorowe.

    129 milionów takich jajogłowych powinno mieć, więc największy talent koderski. A to się okazuje, że grupka ludzi, z naszego wino-kobiety-śpiew kręgu kulturowego, mających solidne przebłyski rozbija całą tą wyspę omnibusów w pył, jakością swych gier.

  13. teraz to zasadzięłes takim stereotyopem zę żal. zanzibar normalnie. poza tym te wspaniałe gry z zachodu to żanda rewelka czesto, ile z nich pokazuje coś naprawde niesamowitego a ile to przereklamowane średniaki lub cry dobre? pozatym należy pamietać ze wielu twórców którzy pokazywali „jak to sie robi” jak chociażby Matsuno czy Suzkuki zostali zepchnięci na margines. to ze po latach amerynaknie czy europejczycy nauczyli sie w końcu kodoawć a raczej zaczeli myśleć bardziej kreatywnie (choc to kwestia czesto bardzo dyskusyjna) nie znaczy nagle że ich olśniło a japonia nagle wpadła w regres.

    jak wspomniałęm wczesniej zgadzam sie z ogólona wymową bo nie ma teraz japońskiej gry na next geny której perspektywa powoduje bym sie moczył (z tych a których wiem cos wiecej niz to ze bedą), ale to samo jest w przypadku aremykańskich czy europejskich tytułów.

    No i jeszcze w kewsti MGSa to ta gra zawodzi tylko fabułą (co jest kwestią gustu akurat) cąła reszta to rewelka. a ze takich rewelek mało, cóż, na prawdziwe hity AAA z jakiego kolwiek kraju trzeba czekać bo te w przypadku XO i (szczególnie) PS3 nie robią sie w rok czy dwa jak kiedyś.

  14. „129 milionów takich jajogłowych powinno mieć, więc największy talent koderski. A to się okazuje, że grupka ludzi, z naszego wino-kobiety-śpiew kręgu kulturowego, mających solidne przebłyski rozbija całą tą wyspę omnibusów w pył, jakością swych gier.”

    PHAIL. You has it, ’nuff said.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s