Wirtualny pech – prawdziwy ból

Teoretycznie gry video to czysta, niczym nie skrępowana zabawa. Luksusowa rozrywka oderwana od rzeczywistości, która zawsze na nas czeka i trwa dokładnie tyle czasu ile jej poświęcimy. Patrząc zupełnie z boku – granie to całkowicie bezproduktywna kwintesencja sielanki. Jak bardzo to spojrzenie mija się z prawdą wie każdy wtajemniczony, żeby jednak było zabawniej w tekście nie podejmę się udowadniania, że jest to bardzo rozwijające hobby. Za to ukażę je z tej drugiej strony – stresogennego złodzieja kolejnych godzin z naszych młodych żyć. Oj tak, idę o zakład, że połowa z wrzodów na żołądku (druga połówka to zasługa, a jakże, kobiet) które niedługo zaczną się u mnie pojawiać będzie z powodu grania…

Pech jaki jest w stanie przykleić się do człowieka podczas kolejnych partyjek w ulubione tytuły, potrafi przejść ludzkie pojęcie. I nie mam tu na myśli jakiś szczególnie wkurzających boss’ów, gier o źle wyważonym poziomie trudności czy też zwyczajnie zabugowanych, weźmy się na rozpatrzenie całej sprawy pod kątem pojęcia pecha w sensie stricte (matko, jakie zdanie…). Zewnętrzne zdarzenia na które nie mamy wpływu potrafią często tak zepsuć całą zabawę, że nieraz miewam dziką ochotę na wrzucenie tego całego zbioru gratów wprost na inkwizycyjny stos. Cienka linia oddziela miłość od nienawiści 😉 Mimo iż przykłady przykrego, konsolowego, fatum, spiszę z własnego doświadczenia, to dobrze wiem, że osamotniony w tych przypadkach nie jestem i wiele osób na świecie (bo to całkowicie kosmopolityczny pech! żadne tam narzekania Polaka) też miało okazję przeżyć podobne sytuacje. Zapalmy, wiec razem świeczkę na statusie gadu gadu, rozpamiętując te przykre momenty:

Zapisane nieszczęście – jest to zagrożenie czyhające na nas praktycznie codziennie. Jezus pierwotnie (w Holy Bible ver. 1.0) mówił ‘Niech pierwszy rzuci kamień ten, który nigdy nie usunął sobie super-ważnego save’a’. Zwykle po utracie zapisanego stanu, daną grę wyrzucamy w najgłębszy kąt pokoju na wieczne niedokończenie, nie chcąc już na nią patrzeć ponieważ przysporzyła nam strat niesamowitej ilości sił witalnych. Sama wizja rozpoczynania jej na nowo wydaje się równie atrakcyjna co zapaśnik sumo w stringach. Jedna sekunda nieuwagi i długie godziny, które spędziliśmy przed TV bezpowrotnie znikają. Niektórzy mówią, że ‘w przyrodzie nic nie ginie’ – widocznie nigdy nie grali.

Towarzyska ftopa – jedna z najbardziej irytujących sytuacji w jakie można wpaść podczas zabawy z nowym hitem, to oczywiście wizyty osób trzecich w naszym pięknym, dusznym, ciemnym pokoiku. Człowiek bił level, błądził po mapie świata, czytał przez pół godziny kolejne dialogi bishonenów z lolitkami i goth wytrzeszczami by w końcu zawalczyć z przepotężnym bossem. Czynność to, jak wiadomo, zajmująca sporo czasu, a już na pewno wtedy gdy boss okazuje się mieć kolegów i stajemy przed wyzwaniem stoczenia trzech walk pod rząd. W takim momencie najchętniej wpadają goście i co robić? Zostawić włączoną konsolę na pauzie? Kazać im patrzeć jak wymieniamy uderzenia thunderboltami w kolejności ‘raz ja raz on’ przez kolejne pół godziny z przeciwnikiem przypominającym fantasy mutanta? Przecież zapisanie gry jest w tej chwili niemożliwe… Niestety, roniąc swe mentalne łzy, działamy na przekór instynktowi (Graj! Graj! J*bać ich!) przełączając konsolę w tryb uśpienia. Następnego dnia zacznie się wszystko od nowa, oglądając te same cut scenki, skipując te same dialogi. Poezja. Nierzadko przytrafiają się też żądlące niczym osa z ADHD telefony w stylu ‘jesteśmy <tu i tu> wyłaź z chaty’. Takie coś to codzienność dla każdego kto właśnie gra mecz życia w Pro Evo Soccer. Ta wewnętrzna walka jaką trzeba wtedy stoczyć by wyłączyć konsolę to wręcz przeżycie duchowe. Skończyć mecz czy nie? Zaraz będą mi pod chatą trąbić, no ale drugi raz mi tak nie pójdzie… przez chwilę nawet przychodzi myśli żeby kazać im czekać bo ‘chłopaki no, prowadzę z Barceloną 5:0, miejcie resztki wyrozumiałości’ ale szybko przechodzą. Osoby trzecie znów zabierają cały nasz wysiłek, jutro zapewne grając to spotkanie przegra się 2:0, ale to ich oczywiście nie obchodzi.. ignoranci.

Teatralka – ‘filmowość’ to znak rozpoznawczy masy produkcji, szkoda tylko, że twórcy nie pomyśleli o tym, że może stanowić równie wielką wadę jak i zaletę. Żeby nie szukać daleko i żeby było krótko, wezmę na tapetę grę która na dobre zapoczątkowała ten nurt – Metal Gear Solid. Oh jakże cudowna pozycja prawda? A jaki scenariusz, voice acting, reżyseria scenek – miodek po prostu. To teraz chciałbym się dowiedzieć co ma uczynić gracz, który przypadkowo ‘wyłączył’ aktualne wybryki wirtualnych aktorów? Który wyłączył rozmowę przez codec? Albo jeszcze lepiej: co robić gdy podczas wybitnie ważnej dla fabuły rozmowy, na której się maksymalnie skupiamy starając się na bieżąco przetwarzać w głowie ciąg skomplikowanych obcojęzycznych wyrazów, wchodzi do pokoju mamusia, siada obok i za wszelką cenę chce się dowiedzieć ‘co na obiad’? Jasne, na początku jeszcze tak źle nie jest – zagłusza tylko dialogi, wiec czytamy podpisy, ale co gdy w końcu zorientuje się, że z całych sił staramy się nie zwracać na nią uwagi? Zaczyna się berserk 😉 i nie dość że nic nie słyszymy, to jeszcze nic nie widzimy próbując ogarnąć co tak właściwie dzieje się wokół. Jaka zupa? Walczę z bossem? Jaka marchew? Skąd ten boss? Co z pyreczkami? Tak – MGS to istny teatr.

Walka z wiatrakami – badanie najświeższych hitów to, to co przyśpiesza bicie serca każdego gracza. Granie w tytuły, które nie mają jeszcze recenzji w ulubionym piśmie, dorwanie ich na dzień przed oficjalną premierą to zupełnie inne przeżycie niż czekanie na pojawienie się używek na allegro, czy też konwersję na posiadaną platformę. Tu chyba zgodzi się ze mną każdy. Zatem ludzie pre-orderują. Pre-oreder, pre-order… jak to się brzmi! Jeszcze raz: pre-order, słodka synteza luksusu i lansu. Tylko co począć gdy za dostarczanie tych naszych przedpremierowych zamówień bierze się poczta polska, kurierzy (też polscy) albo gdy nasi dystrybutorzy maczają w nich palce? Proponuje w oczekiwaniu na przesyłkę poddać się hibernacji. To ile naczytałem się wszelakich przekleństw, na forach, na temat tego jak ludzie nie mogą się doczekać upragnionej paczki jest wręcz przerażające. Owszem całkiem sporo z nich dostaje wszystko tak jak chcieli, jednakże prawdopodobieństwo porażki ciągle wisi nad każdym kto koniecznie chce mieć grę jako jeden z pierwszych na kontynencie. Nie po to się przecież płaci więcej, żeby dostać przesyłkę, choćby z minimalnym opóźnieniem. Pech okrutny. Osobiście tylko dwa razy składałem takie zamówienie z czego raz się nie powiodło. Kochany CD Project nie był w stanie podołać tłumaczeniu gry piłkarskiej (PES6) na czas. Podczas gdy świat grał, my mieliśmy ciągle przesuwaną datę premiery. Jacy partacze się za to brali, nawet nie myślę. Tym bardziej cieszy mnie świadomość, że większość osób i tak nie dała im zarobić wycofując swe pre-ordery i biorąc (sprowadzaną przez polskie sklepy internetowe) angielską wersję. Wstyd, hańba, porażka, mistyfikacja – tak to wszystko czeka tych którzy chcą w naszym pięknym kraju zapłacić więcej za grę. Przykre…

Nagła Śmierć – ‘wadliwy towar to taki, który psuje się podczas trwania gwarancji’ wszyscy o tym wiemy, każdy jest tego świadomy.. .jednak ból towarzyszący widokowi konsolki która nie chce czytać płyt, lub spartolenie kolejnego pada kłuje serce za każdym razem tak samo mocno i przenikliwie. Cóż począć, era spadającego codziennie (częstotliwość ta rosła proporcjonalnie do ilości osób w pokoju) PSXa, któremu się nic nie dzieje (nie resetował się nawet, cud techniki) minęła bezpowrotnie. Konsole przenośnie zazwyczaj upadają tak, że cały impakt uderzenia bierze na siebie ekranik , zalewa je kawa czy też wylatują przez okno po partyjce w Contre 4 😉 PS2 to konsola padniętego lasera, X360 sam z siebie potrafi przywitać swego właściciela czerwonymi diodami, oznaczającymi że jego dusza już smaży się w piekle (za taki numer nie ma co się dziwić). Najgorsze jest to, że owe przypadki najczęściej dopadają ludzi muskających swoich krzemowych pupili przy każdej okazji, podczas gdy osobnicy z pokojem jak ogród Violetty Villas, grający na verbatimach żadnych awarii nie odnotowują. Życie to dziwka.

Suma wszystkich strachów – jakże przyjemną stawkę powodów, dzięki którym przeciętnemu graczowi stale przybywa siwych włosów zamykają choćby… błędne zakupy. Niby to nasza wina, ale jak tu się nie wnerwić, gdy wyda się ostatnie wolne pieniądze na grę z myślą o męczeniu jej przez najbliższy tydzień, podczas gdy kończy się ją w weekend, poprzedzający owy czas urlopu? Pozdrawiam tu serdecznie team odpowiedzialny za The Getaway. Sytuacja lubi się też na złość odwrócić – mamy soft, mamy czas ale nam się nie chce. Patrzeć na półkę pełną gier i brak chęci na którąkolwiek zamienia przeciętny, szaro – galaretowaty, rozrywkowy mózg w twarda, smutną gąbkę. Kiedyś nawet artykuł o tym pisałem, to temat rzeka, dzikie Orinoko, podła Amazonka

.

Te sześć powodów klęski, chroniczna nerwica i stany lękowe są codziennością każdego playera 😉 bądźmy tego świadomi, widząc malutkiego dzieciaczka grającego w Mario, którego sami mu zapuściliśmy. Gra na pewno mu się spodoba i zechce wejść w to głębiej. Czy skazanie go na los wiecznej męki będzie czynem szlachetnym i prawym? Nie wiem, ale dobrze czasem spojrzeć na to wszystko przymrużonym okiem, prawda?

cascad

Reklamy

11 uwag do wpisu “Wirtualny pech – prawdziwy ból

  1. Oj trafnie opisane najbardziej przerażające momenty w życiu gracza 😉 Osobiście utrata sejwów zdarzyła mi się kilkakrotnie w tej samej grze na dodatek – nie mam siły już jej dotykać mimo że chciałbym przejść do końca… 😉

  2. Co do utraty sejwow to nie mam traumatycznych wspomnień. Raczej mi się nie zdarza nic skasować (o ile pamiętam to tylko jedna memorka z psx’a mi padla).

    Moją uwagę natomiast przykuł akapit o przerywaniu/zagadywaniu przez osoby postronne (w moim przypadku małżonka) w trakcie przerywników filmowych. Nienawidzę tego, że tak ciężko jest jej poczekać te kilka minut na zakończenie dialogu. Zdarza się to nagminnie.
    Akurat gram w MGS’a, ale odpalam tylko jak moja druga połówka jest w pracy 🙂

  3. Niedawno kupiłem Armored Core 4 i jakoś tak się zdarzyło, że nie chcę mi się na razie w to grać. Nie dlatego, że gra jest zła, bo nie jest. Jest po prostu lekko frustrująca. I od kilku dni zastanawiam dlaczego nie mam w co grać patrząc na płyty, a mam tam przecież wspomniane AC4, najnowszego Soula i MGO w którego gram wieczorami.
    Życie gracza jest trudne.

  4. @Swir80 Sam się przyznam, że z ‚teatralką’ również mam zdecydowanie najwięcej problemów. Naprawdę nikt nie szanuje ‚niepowtarzalności’ wielu dialogów i cut-scenek z jakimi gracze się ciągle stykają.

  5. Mnie najbardziej wkurza jak mnie mama woła na obiad :/ No kurcze, tutaj z kimś gadam, tutaj w coś gram, a z dużego pokoju już lecą skargi jaki to ja jestem wyrodny syn, że nawet na jedzenie z całą rodziną nie chcę zejść. Albo siedzę sobie gram, a tu mam iśc zaraz do sklepu bo mama czegoś zapomniała kupić, albo mam nagle już natychmiast iśc do ogródka skosić trawę itd. etc. Dlatego efektem jest to iż gram po nocach i chodzę o 4-5 nad ranem spać, by potem cały dzień być śnięty jak ryba. tylko w nocy mam święty spokój i nikt nic ode mnie nie chce. Nawet komóreczka milczy :] Prawda jest taka, że współczesny gracz to niewyspany gracz 😦

  6. Pit, mam podobny problem, ale jak już się zaczynam uczyć (co się zdarza niezbyt często). Jak nie robię tego codziennie, to właśnie kiedy już się wezmę za uczenie, to nagle wszyscy czegoś ode mnie chcą.

  7. Shini, ja jak się zaczynam uczyć to mam inny problem – wszystko mnie rozprasza i wtedy nawet nie musi mnie nikt wołać żebym sam z własnej inicjatywy nie wsiąkł w forum lub grę XD

  8. Mam to samo. Jak się uczę to potrafię się bawić dosłownie wszystkim(bez skojarzeń 😉 ) byle tylko nie czytac tego zasranego podręcznika xD.

    Co do grania to zawsze albo przerywa mi matka o jakies pierdoly ( jedzenie ? Jakie jedzenie ja ty gram wyscig o pierwsze miejsce ) albo akurat znajomi o cos dzwonia. Coz trzeba bedzie kupic dobre sluchawy 😉

  9. Lol, niezłe. Znam te problemy XD Zawsze chcą bym powiesiła pranie wtedy, gdy trzeba komuś skuć gdzieś ryj i idzie tak zadziwiająco dobrze XD Dodam tylko, że panowie tu narzekają na ‚baby’, że na równi z grami przyprawiają o wrzody żołądka… Mam to samo z facetami… Jacyś tacy zupełnie nieobrotni mi się na liście znajomych trafiają i wszystko trzeba robić za nich -_-‚ Jak małe dzieci -_-

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s