Zapowiedź „LittleBigPlanet”

Pierwszy kontakt z Little Big Planet wywołał u mnie mieszane uczucia. W mej głowie pojawił się szereg pytań, zastanawiałem się dlaczego Sony nakręca na to tak duży hype, czy nie jest to przypadkiem jedna z wielu prób uderzenia w wszechobecny mainstream. Nie omieszkałem także zadać sobie jednego szczególnego pytania: „Czy ta gra to nie kolejny produkt skierowany bezpośrednio do casuali?” Po setkach przeczytanych informacji, dziesiątkach obejrzanych teaserów mogę śmiało stwierdzić – nie jest. Na „Małej Wielkiej Planecie” 24 października zagoszczą tysiące hardcore’owych graczy, w tym ja. Jako przyszły, dumny obywatel społeczności LBP spróbuję tym tekstem wciągnąć do tego świata także Was, drodzy czytelnicy.

Jestem przekonany, że każdy zetknął się z choćby najmniejszą zapowiedzią tego tytułu (hype robi swoje, sic!) i nawet jeśli z miejsca go odtrącił, to na pewno nie przeszedł obojętnie obok sackboya (tudzież sackgirl) – małej szmacianej „lalki”, spiętej suwakiem przechodzącym wzdłuż korpusu. Okrągła główka z 2 guzikami zamiast oczu i wyszyty uśmieszek samoistnie wywołują „banana” na naszej twarzy. To właśnie taką postacią przyjdzie nam pokierować w grze. Żeby jednak nie było nudno, możemy ów sackboy’a dowolnie przerobić: ubrać w ciuszki, dorobić włoski, buciki, coś mu dokleić et cetera – po prostu masa możliwości, które tylko czekają by za ich pomocą urzeczywistnić nasze najbardziej fantazyjne pomysły lub „przenieść” nas samych w świat gry. A ów świat to kalka tego, z czym spotykamy się na codzień, z lekkim przymrużeniem oka oczywiście: wszelkie spinacze, klucze francuskie czy śruby mają tu swoje odwzorowanie w rzeczywistej skali (swoją drogą sackboy wygląda niezwykle zabawnie dzierżąc w obydwu łapkach ogromny klucz), z zachowaną rzeczywistą fakturą, wagą, tudzież strukturą. Pośród tego wszystkiego jesteśmy my – małe „worki” niewiele większe od wspomnianego spinacza, mozolnie konstruujące własną scenerię z tego, co mamy i co możemy mieć pod ręką. Ale o tym za chwilę.

LEGO na miarę XXI wieku

Kreatywność to główny aspekt gry – gdy już stworzymy naszego „ludzika”, mamy do wyboru 3 planety: pierwsza to tytułowa LittleBigPlanet, przypominająca kulę ziemską, na której znajdować się będą przygotowane przez twórców levele, kolejna ma być swego rodzaju lobby, gdzie spotkamy graczy z całego globu ziemskiego, ostatnią natomiast jest Księżyc (który będzie dostępny dopiero po pewnym czasie) – to główny edytor, gdzie będziemy mogli konstruować własne plansze oraz przemierzać te ściągnięte z sieci. No właśnie – na „przebieraniu” sackboya się nie kończy, ba! – to nie jest nawet przedsmak tego, co ujrzymy w „księżycowym edytorze”. Tam możemy bezkreśnie popuścić wodze fantazji i stworzyć własny level, który za sprawą ujęcia kamery (umieszczonej z ‘boku’) przywodzi na myśl platformówki. Potrzebne są nam do tego jednak odpowiednie materiały. Znajdziemy je na pierwszych defaultowych poziomach, w postaci przezroczystych kulek. Jeszcze nie raz zaklniecie gdy razem ze znajomym nie będziecie mogli się dostać po spinacz, przekładnię czy szpulkę od nici ;]. Żeby Ci mniej hardcore’owi gracze się w tym momencie nie zniechęcili napiszę, że większość podstawowych „klocków” mamy już od początku oddane do naszej dyspozycji: deski, kamienie, liny, sprężynki i tym podobne.

Kiedy już mamy budulec, przystępujemy do kreowania naszego światka.

Niewiele jednak można wysnuć z samych zapowiedzi na temat tego, jak intuicyjne i przyjazne graczowi jest projektowanie w LBP. Wybór elementu budowlanego dostępny jest po naciśnięciu kwadratu – wówczas nad naszym bohaterem pojawia się rameczka będąca menu. Tam poza opcjami dodatkowymi (aparat fotograficzny, za pomocą którego uchwycimy dowolny fragment znajdujący się na ekranie, różne stroje, w które możemy ubrać „worek”) znajdziemy wspomniane materiały. By któryś z nich umieścić na planszy, wystarczy nacisnąć X, a ten pojawi się na ekranie, „przywiązany” kolorowym sznureczkiem do sackboya. Analogiem możemy go dowolnie modyfikować, a gdy już wybierzemy odpowiednie miejsce, gdzie chcemy by się pojawił, naciskamy jeszcze raz X. Nie brzmi to przesadnie trudnie, więc już po krótkiej sesji z grą każdy powinien być z tym obeznany.

Po dokładnym zaprojektowaniu naszego poziomu, czas na zabawę. Warto w tym miejscu wspomnieć o doskonałej fizyce gry – by wprawić coś w ruch zazwyczaj musimy użyć dostępnego silnika, wszystko porusza się tak jak powinno: lina „dynda” poruszona wiatrem, pojazd na kołach nabiera prędkości gdy zjeżdża z góry, poszczególne przedmioty przewracają się. Miód dla oczu takiego purysty jak ja.

Niektórzy czytając w.w. słowa wzruszą ramionami i stwierdzą: „to nie gra, a jedynie rozbudowany edytor”. Tu pojawia się kolejna opcja zabawy – przechodzenie danego poziomu. Nawet najbardziej rozwinięty edytor musi się po jakimś czasie znudzić, dlatego też podczas rozgrywki każdy z sackboyów/sackgirls (a takich jednocześnie może być 4) zbiera świecące kuleczki zwiększające punkty na naszym koncie. Kto uzbiera najwięcej przed zakończeniem gry – wygrywa. Duża część „misji” skupia się jednak na co-opie, co w połączeniu z rywalizacją o każdy punkt daje nam zażartą zabawę.

Nie obyło się także bez wszelakich przeszkód czyhających na drodze – czy to zabawnych duszków, które możemy pokonać wskakując im na głowę, czy krokodyli z zębami chcących nas „dziabnąć”. Każdy przeciwnik nie jest jednak na dłuższą metę szkodliwy – w momencie gdy sackboy „zginie” (czy to spadając, czy j.w. przez „przeszkadzajkę”), po kilku sekundach odradza się ponownie cały i zdrowy, gotowy by wrócić do reszty ekipy. Poza tym są też przeróżne wyścigi czy mini-gry. O taka jak chociażby poniżej:

Rozgrywka w LBP wygląda przekomicznie, zachowując przy tym swój nieodzowny urok. Z pozoru prosta, dziecinna gra będzie ogromnym pożeraczem czasu dla dorosłych ludzi, skrywających w sobie inżyniera, estetę czy stratega. Wizja dzielenia się własnym, w pocie czoła zaprojektowanym levelem czy wymasterowaniem zmyślnego poziomu jakiegoś japończyka jeszcze bardziej przemawia za natychmiastowym sprawdzeniem tego tytułu. Dorośli faceci, którym już nie przystoi bawić się klockami LEGO łykną ten tytuł jak Pelikan. Twórcy gry – Media Molecule obiecują stale supportować swój nadchodzący hit, dorzucając nowe rzeczy/opcje w postaci łatki. Czy tylko ja uważam, że LBP może stać się fenomenem na skalę światową, pokroju WoW? Być może jest to stwierdzenie nieco na wyrost, ale osobiście pokładam duże nadzieje w ten tytuł i składam pre-order w GameStopie (premiera w Stanach 24 października, w Europie 31, żeby była jasność). WEB 2.0 jest właśnie tutaj. Niech nie zwiedzie was cukierkowa oprawa, LittleBigPlanet ma szansę stać się ponadczasową grą łączącą pokolenia. Spotkajmy się na serwerach PSN właśnie w świecie tej gry!

Century Child

Reklamy

10 uwag do wpisu “Zapowiedź „LittleBigPlanet”

  1. Zapraszam na crazypumpkinsnest.wordpress.com!

    Fajnie, nie? Kurcze, sorry, ale ta Twoja reklama PG u nas była trochę… chamska? W końcu czytamy swoje blogi (a przynajmniej ja i Piter zaglądamy na PG), więc nie potrzebujemy takich rzeczy, ok? Skoro mamy tu koegzystować, to bez wciskania się na chama z reklamami do nas, dziękuję bardzo.

  2. Po przeczytaniu tej zapowiedzi z miłą chęcią sam bym sobie sprawił w littleBigPlanet, ale niestety nie posiadam PS3. Mam nadzieję, że M$ pomyśli o podobnym tytule na X360.

  3. Sam jestem mocno napalony na tę grę.
    Jako ciekawostkę dodam, że wszystkie plansze zawarte w grze są zrobione za pomocą wbudowanego edytora. Autorzy mówili, że choć bardzo ich kusiło, to nie mogli „oszukiwać” i dodawać elementów, których nie mogliby stworzyć sami gracze (ewentualnie rozbudowywali funkcjonalności edytora na swoje potrzeby).
    Będziemy mogli nie tylko tworzyć plansze, ale możemy się dzielić/sprzedawać nawet pojedyncze elementy (można z różnorakich części zbudować np. silnik, który będzie napędzał inne elementy).

  4. @Swir80PL – owszem, zapomniałem wspomnieć o możliwości tworzenia elementu przy pomocy EyeToy’a 🙂 i bonusowych postaciach, tkj. Nariko czy Kratos! ;]. Ale na to przyjdzie czas przy recenzji, która będzie na PG wcześniej niż europejska premiera gry 🙂

  5. Pingback: Nie lubię gier muzycznych… « Peace Grenade

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s