Grindhouse vol. 1. Death Proof

Filmy Quentina Tarantino zwykły przyciągać uwagę rzeszy kinomanów, trudno się dziwić – każdy kto miał okazję zasmakować w jego twórczości wie, że stać go absolutnie na wszystko. Czy to na krwawą łaźnię urządzoną przez pannę młodą czy na eksterminację meksykańskich wampirów. Na wieść, że kręci ‘najbardziej kobiecy film roku’ ciężko było się nie zainteresować, choćby po to by sprawdzić jak blisko prawdy będą slogany reklamowe. Przyznać trzeba, że ‘Death Proof’ zaskakuje i bawi, a przedstawicielek płci pięknej w nim nie brakuje. Polowanie psychopaty po kryzysie wieku średniego na młode atrakcyjne, dziewczyny, samochodem-mordercą to coś wartego obejrzenia i zapamiętania.

Dzieła Tarantino zostają w pamięci zwykle z powodu dwóch charakterystycznych elementów; brutalnej i pomysłowej akcji oraz zupełnie niepotrzebnych nikomu dialogów 😉 postacie z jego filmów lubią sobie najzwyczajniej w świecie porozmawiać o swych osobistych sprawach, kłopotach, radościach, smutkach czy pierdołach. Nie mogło tego zabraknąć przy DP, podzielonym na dwie, niejako niezależne, części. W jednej trójka przyjaciółek idzie się zabawić do baru, w drugiej (inna) trójka wybiera się przejechać legendarnym białym Dodge`m Challenger’em. Na obie ‘drużyny’ czeka, odziany w skórę, poharatany i rządny śmierci Kaskader Mike (Kurt Russel) w swym piekielnie czarnym muscle carze.

Śmierdzi to z daleka kinem klasy B, jak nie C ale zrealizowane jest z niewyobrażalną fantazją. Stylistyka, aranżacja wnętrz, ilość smaczków na ekranie, przepełnienie czarnym humorem dialogów – każdy element układanki jest rewelacyjny. To wulgarne kino rozrywkowe, które mogłoby się nigdy nie kończyć. Nic bardziej nie bawi, przynajmniej mnie, niż nie szczędzące sobie epitetów kobiety (niektóre wiązanki, które możemy tu usłyszeć potrafią zwalić z nóg). Czysta zabawa i co najważniejsze – hołd złożony pościgom samochodowym. Każdy kto miał jakikolwiek kontakt z kinem akcji starej daty musi pamiętać obecne w nim pościgi, wielkie kraksy (jak choćby ta z Blues Brothers), poślizgi, stłuczki, popisy mistrzów kierownicy, przemykanie przez skrzyżowania. Tarantino, odsuwając na bok efekty specjalne postanowił w swym filmie także umieścić taką scenę. Potrzebne do tego było sporo aut, kaskaderzy, liczne powtórki i sporo gimnastyki z kamerą.. . ale efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Ogląda się to z zapartym tchem, z pewnością osiągnie zamierzony efekt i przejdzie nią do historii.

Najważniejszą rzeczą, pozwalającą zapomnieć o tym jak kiczowaty jest to film (nie ukrywajmy tego, przecież opowiada o śmiercioodpornym samochodzie) są same bohaterki. Panie jakie poznamy przez te dwie godziny projekcji są wręcz niesamowite i tak bojowe, że zapewne jednym strzałem łamią szczęki a po kryjomu sikają na stojąco 😉

Akcję, jak już wspomniałem, podzielono na dwa epizody posiadające bardzo podobną konstrukcję – obserwujemy grupę przyjaciółek, mogąc dobrze poznać zarówno je same jak i relacje między nimi a potem wkracza do akcji kaskader Mike i jego Dodge. Cała moc i urok filmu, poza obserwowaniem świetnej kreacji Kurta (bo psychopatę gra świetnie) leży właśnie w tym poznawaniu, absolutnie normalnych, wyluzowanych pań. Wiecie takich, które wspominają miedzy sobą o swych ostatnich podrywach, wyczynach, lubią zapalić trawe, osuszyć parę szklanek, kusić mężczyzn i zwyzywać konkurentki od najgorszych dziwek.
Dlatego też ciężko pisać konkretnie o tym filmie – jego zwyczajnie trzeba zobaczyć. Fabułę ma prostą jak konstrukcja cepa, a to czemu jest czymś (w moim mniemaniu) wybitnym leży w kunszcie aktorów i rozbrajających dialogach.

Plakaty wiszące na ścianach, muzyka grająca w tle, stroje, ujęcia – w kadrze kamery ciągle znajduje się coś co nawiązuje do innych filmów. Co najważniejsze – są to ulubione filmy Quentina – żaden skok na kasę, próba budowania przekazu podprogowego etc. on najzwyczajniej składa hołd dziełom na których się wychował, które uwielbia. Przy okazji ma talent i oryginalne pomysły oraz bawi się w zaskakiwanie widza. Ciężko pisać o filmach Tarantino bez wspominania o nim samym – czuć tego ducha zapaleńca i najzwyczajniej w świecie widać w nich, że to on je kręcił (choćby po tym, że sam lubi stanąć po drugiej stronie kamery – tu gra rewelacyjnego barmana). To dlatego brak w Death Proof przesadnej charakteryzacji, komputerowych efektów świetlnych, ślicznych gramatycznie wypowiedzi -zastąpiono je przekleństwami, wysoką ekspresją i naturalnością. Musiało tak być, to nie jest obraz który zaimponuje ludziom kochającym sztukę-prze-wysoką, bo nie miał taki być. Jest na to zbyt pełnokrwisty i ludzki, ale na pewno nie prosty i pospolity zarazem.

Uwierzcie – warto obejrzeć Death Proof, zyskacie 7 nowych przyjaciółek, obejrzycie genialny pościg samochodowy i zasmakujecie humoru czarnego niczym Jackson przed operacją 😉 idealny poprawiacz humoru, który gości w mym odtwarzaczu dvd naprawdę często. Śmiem nawet twierdzić, ze gdyby to on ukazał się w 1994 roku zamiast Pulp Fiction to dziś byłby obsypany równie wielkim kultem, a tak jest ‘kolejnym filmem Tarantino’. Może i jest, ale to w żadnym wypadku obelga. Od kinomana dla kinomanów, czysta rozrywka.

cascad

Reklamy

8 uwag do wpisu “Grindhouse vol. 1. Death Proof

  1. A ja powiem, że coś mi się tu nie podoba, bo raz Aras pisze o dwóch trójkach, a później kończy tym, że będziemy mieli 7 przyjaciółek ;P

    I popieram Pita, z obu Grindhouse dla mnie wygrywa Planet Terror.

  2. Ach, bo konfrontację z kaskaderem Mikie’m mają dwie ‚trójki’ (jedna grupa skladała się z czterech przyjaciółek, ale żeby się przejechać autem jedną dały w zastaw xD no i mamy trzy )

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s