Tenacious D: The Pick of Destiny [2006]

„The best song in The World” – Tenacious D swego czasu stał się bardzo popularnym zespołem, głównie za sprawą doskonałego singla „Tribute” i serialu emitowanego na HBO. W roku 2005, gdy Świat dowiedział się o planach dwóch aktorów – piosenkarzy, wśród fanów zapanowało spore poruszenie. „Rockowy musical” – te słowa najlepiej pasują do przeszło półtoragodzinnej sekwencji kretyńskich gagów, niekonwencjonalnej gry aktorskiej i… doskonałych piosenek z charakterem. Przyjemna, prostolinijna komedia, czy tani, niskobudżetowy gniot…?

Film opowiada historię założenia zespołu, mocno ubarwioną wątkami fantastyki i sensacji. Jack Black jako „młody gniewny”, ucieka z do cna przesiąkniętego chrześcijańskimi wartościami domu, by w Hollywood – „mieście upadłych aniołów”, odnaleźć drugiego członka zespołu. Zgodnie z przepowiednią której udzielił mu sam Dio, J.B. poznaje Kyle’a Gassa, gitarzystę – wirtuoza. Razem postanawiają stworzyć najlepszy rockowy zespół tej galaktyki. Po drodze w cały ten cyrk na kółkach wkrada się zawiła intryga z Szatanem w roli ziemskiego uzurpatora. I na tym opowieść urwę, gdyż kolejne pomysły reżyserów na jej rozwój są na tyle zwariowane i nieprzewidywalne, że poznanie je w formie innej niż filmowa zwyczajnie mija się z sensem.

Nie powiem – dziewiczy seans spodobał mi się, tym bardziej, że miał miejsce w zacnym gronie znajomych. A wśród nich – jak to zwykle bywa – nawet (a może raczej – przede wszystkim) najgłupszy żart powodował reakcję łańcuchową, w wyniku czego większość filmu widziałem z perspektywy żabiej, tarzając się ze śmiechu po podłodze. Film zauroczył mnie na tyle, by – już w domowym zaciszu i po kilkudniowej przerwie, obejrzeć go raz jeszcze. Niestety, była to decyzja na niekorzyść opisywanego „dzieła”. W „twardym, sofoklejskim świetle”, PoD wypada bowiem nad wyraz blado…

„Stary, gdzie moja bryka?” – Właśnie z tym filmem, wręcz nachalnie kojarzy się Pick of Destiny. Zamiast zaginionego samochodu mamy tu bowiem tytułową Kostkę Przeznaczenia a miejsce po narkotycznych wizjach ze strusiami zajął tu włochaty Sasquatch, ukazujący się Jackowi po spożyciu halucynków… Co tu kryć – film chłopaków z „The D” to humor żywcem zerżnięty z prostackiego do bólu filmu Leinera. Sami bohaterowie również sprawiają wrażenie ściśle wzorowanych na przygłupiastym Jessym i Chesterze – granicą absurdu są tu „cock push-ups” – osobliwa odmiana pompek, którą Kyle w ramach treningu zaleca Jackowi…

By jednak nie wieszać na produkcji wszystkich psów, wspomnieć należy o całkiem niezłej grze aktorskiej. Owszem – „Tenacious D…”, nie jest pod tym względem żadnym arcydziełem, jednak trzeba przyznać, że przesadne zaangażowanie większości postaci tworzy nad wyraz spójną kreację Ameryki z przymrużeniem oka. Miłym ficzerkiem jest też obecność na liście płac kilku znanych wykonawców (między innymi wspomniany już wokalista Black Sabbath i Dave Grohl, założyciel Foo Fighters) – bez ich udziału film straciłby naprawdę wiele, nie tylko dlatego że biorą czynny udział w wielu piosenkach…

Tak oto dochodzimy do najmocniejszej strony PoD – soundtracku. Chłopaki po raz kolejny nie zawiedli i do swojego filmu nagrali ponad piętnaście niesamowicie chwytliwych kawałków, które zarówno wokalem, jak i świeżością brzmienia biją na głowę niejednego „poważnego” wykonawcę. Przy okazji, swą twórczością jeszcze bardziej oddalili się od granicy dobrego smaku (bo przekroczyli ją już blisko dziesięć lat temu, za sprawą swojego serialu), co jednak w piosenkach razi zdecydowanie mniej niż w poszczególnych scenach (ba, można nawet powiedzieć, że rockowe dewiacje mają tu swój urok, niestety w przeciwieństwie do pozostałych gagów). Co ważne, w utwory ani na chwilę nie wkrada się monotonia. Większość z nich to rock w najlepszym wydaniu, jednak panowie bardzo sprawnie mieszają style. W efekcie na płycie znajdziemy spokojne, melodyjne ballady, lżejsze odmiany metalu a nawet coś na kształt pastiszu Monthy Pythona. Olbrzymia różnorodność i charakterystyczny dla zespołu luz sprawia, że Pick of Destiny warto obejrzeć dla samej tylko ścieżki dźwiękowej, która ratuje ogólny poziom filmu.

Z tego co do tej pory napisałem wynika, że mamy do czynienia z crapem. Mimo to, z PoD nie jest aż tak źle. To po prostu typowa amerykańska komedia o niewyszukanym dowcipie i kiepskim poziomie wykonania. Fani zespołu (w tym także i ja) zapewne dawno już mają ten film za sobą, pozostałych zachęcam do zapoznania się z nim. I nie – wcale nie odwracam kota ogonem, wciąż uważam że poziom żartów nie stawia tej produkcji powyżej rynsztoka. Jednak przeciwnikom rocka (których to u nas wcale nie jest mało), bądź osobom które jeszcze na dobre nie zasmakowały tego gatunku, może pokazać, iż ta muzyka także potrafi przybrać niezobowiązującą, lekką formę. I pewien jestem, że przynajmniej część z nich po obejrzeniu „Kostki Przeznaczenia”, zechce sięgnąć po OST. I choćby z tego powodu, moim zdaniem film zasługuje na szkolną tróję – wypadkową piątki za soundtrack i dwói za całą resztę.

boromi

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Tenacious D: The Pick of Destiny [2006]

  1. IMO trochę za nisko, ale każdy lubi coś innego. PoD widziałem już kilka razy i za każdym razem mnie rozbraja humor zaserwowany przez JB. Ale że jest mocno specyficzny to inna bajka…

  2. Muszę sobie obejrzeć bo słyszałem już wcześniej o tym filmie i słuchałem soundtracku z którego nawiasem mówiąc tylko The Metal naprawdę mi się podobało ale jakoś sam film mi umknął, teraz postaram się nie zapomnieć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s