Słodkie Życie/ La Dolce Vita

Strach to uczucie znane każdemu bez wyjątku, dotyka nas gdy jesteśmy malutkimi dziećmi święcie przekonanymi, że pod naszym łóżkiem czai się obrzydliwy potwór i w ostatnich modlitwach, gdy nasze życie dobiega końca. Strach, poza wielkimi oczami ma jednak wiele twarzy, mnie ostatnio jedna z nich zaatakowała na skutek najzwyczajniejszej w świecie płyty DVD. W rękach trzymałem krążek z filmem ‘La Dolce Vita’. Sprawdziłem szybko jego krótki opis na odwrocie pudełka i zdałem sobie natychmiast sprawę z paru rzeczy: ‘to trwa 3 godziny, jest stare, ambitne i owiane kultem’. Zmusiłem, więc się by kolejny raz dać szansę klasycznej kinematografii i pomimo niechęci zamiast zapoznać się z jakimś z ostatnich blockbusterów, zrobiłem to z kolejnym owianym sławą dziełem. Podniecająca ta myśl ani trochę nie była gdyż me ostatnie próby oglądania pełnych symboliki, czarno – białych obrazów starszych ode mnie, kończyły się zwykle fiaskiem, znudzeniem i poczuciem straty czasu… a teraz miałem poświęcić na to aż 167 minut… ech zgroza.

W parę tygodni po otrzymaniu płyty, udało mi się w końcu zebrać na odwagę 😉 Słynne, nieśmiertelne, nakręcone w 1960 roku, ‘Słodkie Życie’ włoskiego wizjonera – Federica Felliniego zagościło w mym odtwarzaczu. Start był, nie powiem, strasznie fajny: Jezusa lecącego helikopterem (piszę poważnie) przecież ciężko znaleźć gdziekolwiek indziej aż do dziś. Jest to jednak zwykła ciekawostka – cały film okazuje się być prekursorem tak dobrze znanego i stosowanego dziś na ekranie ‘zlepku historii’. Konkretniej chodzi o typ kinematografii skupiający się na ukazaniu w jednym obrazie wielu różnych, odciętych od siebie motywów które spaja jakaś nić. Tu rolę nici spełnia Marcello Rubini – wpływowy i powszechnie znany dziennikarz zajmujący się rubryką towarzyską. Reżyser zabiera nas w podróż przez parę dni jego nocnego życia. Życia w którym otaczają go bogacze, arystokraci i sławy. Nie do końca wiadomo czy ma jakiś przyjaciół czy tylko osoby dzięki którym ma o czym pisać w gazetach. Zobaczymy apartamenty, wille, kluby, blokowiska, małe mieszkanka, zamki i żyjące także późną nocą ulice Rzymu.

Stolica Włoch co rusz pokazuje swe różne twarze, czasem wręcz nierealne jak gdyby wyrwane ze snu, a czasem strasznie przyziemne pełne zastanawiającej pustki lub zaraźliwego zgiełku. Hałasu, który jest tak bardzo uciążliwy i zaraźliwy i dziś, prawie pół wieku później. Warto docenić za to ‘La Dolce Vita’, bo nie tylko przedstawia w teatralnej formie uczucia i zdarzenia, odrzucając utarte schematy (taki jak choćby szkielet złożony z wprowadzenia, rozwinięcia i zakończenia) ale i jest jednym z pierwszych w historii dzieł tak bezpośrednio atakujących konsumpcjonizm wielkomiejskiego życia.
Ludzie których spotyka Marcello (jak i on sam) mają praktycznie przyrośniętego papierosa do prawej ręki i kieliszek do lewej. Żyją intensywnie, choć dążą do niczego, popadając z euforii do beznadziejności.

Nie jest to oczywiście obraz brutalny czy pełen seksu, choć i w pysk ktoś dostanie i pięknych kobiet nie zabraknie (do tego strasznie wyrazistych i kluczowych dla fabuły). Tak jak i nie zabraknie emocji, wyzwalanych w tym, tak dziś wyróżniającym się stylu kręcenia. Fellini stworzył film, który w dobie efektownych, ociekających nieziemskimi wręcz efektami obrazów jak 300, wciąż wywiera wrażenie na oglądającym. Plany i ujęcia z jakich skorzystał sprawiły, że poczułem coś co tak rzadko mi się zdarza podczas seansów: najzwyczajniej zapragnąłem zobaczyć miejsca przedstawione na ekranie, w tym przypadku Rzym. Urósł on do miana tak pasjonującego miejsca, pełnego ‘niezwykłej codzienności’ jak choćby, ukazywany w dziesiątkach świetnych tytułów (od równie klasycznego ‘Śniadania u Tiffany’ego’ po uwielbiane ‘Friends’) Nowy York, czy też Tokio pokazane w Lost in Translation.
Właśnie – Dość zabawne jest wspomnienie tu akurat tego filmu gdyż jego bohaterowie, czujący się tak bardzo obco w otaczającej ich wielkomiejskiej rzeczywistości, w jednej ze scen wspólnie oglądają… tak, La Dolce Vita.

Zapoznanie się z losami Marcello to przeniesienie się na niespełna 3 godziny do innej rzeczywistości. Możemy zaobserwować początki haj-lajf-stajlu będącego dziś pragnieniem każdego. Paradoksalnie dostrzeżemy też jak wiele rzeczy od tamtego czasu się zmieniło, choć ludzka mentalność została ta sama. A żeby było jeszcze lepiej – to nie jest film wysoce psychologiczny (ani z nudną akcją, na co się na początku mylnie nastawiałem). Brak tu typowego ciężkiego przekazu, zajęcia się problemami najwyższej rangi, gigantycznych zbrodni i kar boskich. Są za to elementy humorystyczne, całkiem sporo muzyki i całkiem obyczajowe historie wyrwane z codzienności bohaterów obserwowanych na ekranie. Z czasem owe persony ze sobą naprawę mocno kontrastują, reżyser pomimo skupienia się na ‘wyższych sferach’ (takich przenoszących swe przyjęcia w środku nocy z jednego zamku do drugiego) nie unika też pokazania ludzi którym się nie udało.

Nie widzę potrzeby by pisać dłużej o tak znaczącym dla kinematografii dziele, a do tego tak uznanym ( ma na swym koncie m.in. Złotą Palmę na festiwalu w Cannes, Drugie miejsce na liście najlepszych filmów zagranicznych w USA czy Nagrodę nowojorskiej krytyki filmowej). Po pełnym emocji seansie dodam tylko, że strasznie się cieszę ze swego przełamania i dania szansy tej płytce DVD. ‘Słodkie Życie’ to obraz, dziś już lekko archaiczny, przez co wielu go odrzuci, ale ci którzy skupią się na samym aktorstwie, emocjach, sposobie w jaki ukazał kryzys artystyczny przyniesiony przez zmiany w ludzkiej obyczajowości w drugiej połowie XX wieku (heh jak się okazało to kryzys dopiero miał nadejsć 😉 ) i oryginalnej formie w jaką Fellini to ubiera będą oczarowani. Naprawdę klasyk.

Nie oceniam, obejrzyjcie. .

cascad

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Słodkie Życie/ La Dolce Vita

  1. Filmu nie oglądałem ale wierzę że jest to dobry film. Ja raczej takich filmów ponieważ tak jak napisałeś nie potrafię docenić starszych filmów. Gdy widzę czarno biały ekran to raczej mnie to nie kręci. I przede wszystkim nie umiem odróżnić dobrej gry aktorskiej od bardzo dobrej ( no bo zauważę jak ktoś strasznie sztucznie gra ). Ale ogólnie bardzo lubię obejrzeć od czasu do czasu dobry film.

  2. Uwielbiam ten film, jak i całą twórczość Felliniego, może właśnie przez tą nienamacalną fabularną nić, czy raczej przejawiające się przez cały film motywy które tworzą swoistą sieć, po której poruszają się bohaterowie.Zupełnie inną sprawą jest miasto w „La Dolce Vita” czyli Rzym,urokliwe,rozgrzane,pełne życia.Fellini pokazuję tym samym całą magię kina,jak widz możemy bezpośrednio przenieść się w miejsca realnie odległa i zatopić się w nich.Na tym między innymi, gdzie kolwiek go oglądamy go oglądamy polega wielkość „Słodkiego Życia”.Pozdrawiam i zapraszam do mnie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s