Już grane! – Call of Duty: World at War

Nie ma chyba osoby, której nie byłoby dane zagrać w fenomenalny Call of Duty 4: Modern Warfare, a nawet jeśli, to na pewno każdy słyszał o ogromnym sukcesie, jakim cieszy się ta gra po dziś dzień. Infinity Ward na przekór wszystkim zerwało z dotychczasowymi założeniami serii, dając nam odpoczynek od II Wojny Światowej przenosząc nas w tytułową nowoczesną wojnę. Ryzykowali wiele, ale jak widać było warto – ponad 10mln sprzedanych kopii mówi samo za siebie. Na sukces gry złożyło się wiele elementów: niezwykle sycące multi, świetna grafika, system rozgrywki itp.

Po tak doskonałym tytule, będącym kamieniem milowym dla obecnych FPS’ów gracze z niepokojem przywitali wiadomość, iż kolejna odsłona CoD (jako że nieparzysta, tworzona przez studio Treyarch) zmusi nas do powrotu do realiów z roku 1939 i ówczesnej wojny. Podzielając niepokój o sukces tego produktu przystąpiłem do testów jego wersji BETA. Oto garść spostrzeżeń i subiektywnych odczuć.

Przypominający co raz o sobie Red Ring of Death (tych, którzy nie wiedzą o co chodzi, odsyłam do tego tekstu) nie dał mi w pełni cieszyć się moim kawałkiem kodu, jednak zdołałem sprawdzić najważniejsze rzeczy i w tych kolejnych akapitach spieszę z relacjami.

Od razu po odpaleniu gry wskakujemy do sieci – do wyboru mamy 2 rodzaje rozgrywki: Core i (a jakże, Hardcore) z których ten pierwszy to „delikatniejsza” odmiana trybów – z wskaźnikiem amunicji, stale dostępną mapą i większą wytrzymałością; natomiast drugi to jak sama nazwa wskazuje hardcore’owa rozgrywka, w której nie ma zmiłuj. I tak każdy z nich ma po kilka trybów: „Capture the Flag”, czyli znane chociażby z poprzedniej części przejmowanie flagi, „Team Deathmatch”, czyli pojedynek 6 na 6 na zdobywanie killi do 750 punktów, „Pick Up Team Deathmatch” (różniący się od zwykłego tym, że każdy z graczy jest dobierany randomowo, nie wpuszczana do tego trybu jest większa ilość osób z party), nie mogło zabraknąć także standardowego „Free-for-All” (każdy na każdego) i znany z 3 CoD’a „War” – czyli przejmowanie wyznaczonych obszarów i utrzymywanie ich w celu zwycięstwa. Taka odmiana Dominacji. Po updatcie pojawiło się także Search & Destroy, w którym musimy zlokalizować punkt przeciwników i zdetonować na nim bombę noszoną przez jednego z nas.

Z przyzwyczajenia wskoczyłem do standardowego Deathmatch’a – podobnie jak w czwartej części mamy system rang, które zdobywamy level up’ując – czy to zdobywając zwykłe kille, czy też wykonując znane i lubiane challenge. Dopiero od 5 poziomu możemy tworzyć własne klasy, więc na początek zmuszony byłem dzierżyć w rękach bronie z klas przygotowanych przez twórców. Niewiele się namyślając sięgnąłem po Thompsona i ruszyłem w bój.

Pierwsza plansza na jakiej dane mi było zagrać to Castle. Całość utrzymana w klimatach dawnych Chin nie dość, że prezentowała się dobrze, to jeszcze oferowała spore pole manewru. Znajdziemy tu tytułowy zamek z placem na świeżym powietrzu, mniejsze budynki (niekiedy piętrowe) czy mostki/schodki na których zachwiana zostaje perspektywa między nami a przeciwnikiem. Design miejscówki sprawia że możemy stoczyć zarówno pojedynki bezpośrednie – krótsze konfrontacje ale i również walki camperskie, z snajperką w ręku. Każda z 3 dostępnych planszy zaprojektowana została tak, że nie można jednoznacznie określić (jak bądź co bądź było w przypadku CoD4) początku i końca danego levelu. Przez to możemy spodziewać się ataku z dosłownie każdej strony, co ma swoje plusy, ale też powoduje swoiste zaszczucie.

Kolejna mapa już na początku robi doskonałe wrażenie – to zdemolowana, opuszczona stacja kolejowa (a raczej miejsce, do której „dokują” pociągi). Projekt tej lokacji powoduje kolosalne wrażenie i choć nie uświadczymy tu wodotrysków pod względem grafiki (byle do premiery), to jednak wszelkie doły, rozwalone pociągi i naznaczone wojną piętrowe zabudowania idealnie wprowadzają nas w brudny, mroczny klimat ówczesnych realiów. Do dyspozycji dla obu stron oddane zostały także czołgi (o których więcej w kolejnym akapicie), które akurat na tej planszy wymagają od nas nie lada skilla. Grając z wieloma polakami spotykałem się z szeregiem opinii, że ten poziom ze wszystkich 3 dostępnych jest najlepszy. Osobiście po dłuższej sesji na tejże mapie muszę stwierdzić że momentami rozgrywka na niej bywa chaotyczna i niezwykle camperska, co niektórych może frustrować.

Ostatnim dostępnym levelem jest plaża gdzieś w odległej Azji, skropiona nocną pełnią księżyca. Typowo „hawajskie” zabudowania w stylu drewnianych, okrągłych chatek połączonych nad wodą drewnianymi mostkami, szereg krzewów tworzących mini-labirynty czy odcinki naznaczone wodą (które bezproblemowo możemy przemierzać of course) składają się na intrygującą miejscówkę, szczególnie atrakcyjną dla graczy lubiących skradanie się czy zaskakiwanie wroga od tyłu (jakkolwiek to brzmi c(:).

Rozgrywka na wszystkich w.w. mapach jest dość przyjemna ale – nie wiem czy to wina broni, czy braku znajomości planszy przez wszystkich i swoistej próby „odnalezienia się”, ale rozgrywka jest strasznie wolna. Bliżej jej do operacji w Hardcore Search & Destroy niźli dynamicznego Team Deathmatch. Sytuacji nie ratują ani radary, ani naloty (które w tej części są intensywniejsze, dłuższe, za to mniej dokładne – technologia z IIWŚ) ani też… psy. Zamiast znanego z 4 odsłony ataku helikoptera z powietrza, po zdobyciu kill streak’a równego 7 możemy wezwać agresywne psy. Bestie w pojedynkę nie są przesadnym niebezpieczeństwem, padają po kilku celnych strzałach z Colta (za co dostajemy 3+ od każdego zabitego bydlęcia), jednak w większej grupie nie zostawiają na nas samych suchej nitki, a w porównaniu do choppera są o wiele bardziej upierdliwe, gdyż mogą za nami wbiec do najmniejszego budynku. Choć uświadczyłem kilka sytuacji, gdy psiak mimo że mnie widział, to nie mógł mnie dorwać gdy leżałem w wodzie za małym kamykiem (?!).

Na wybranych planszach możemy także dosiąść wspomnianego czołgu – zasiąść za jego sterami lub chwycić za działko zamontowane na dachu. Jak się domyślacie jednocześnie mogą w nim być 2 osoby – przykładowo: kumpel z klanu steruje i wymierza lufą by wytoczyć silny pocisk, Ty natomiast siedząc na działku osłaniasz go z każdej strony przed słabszymi jednostkami. O ile to drugie sprawdza się całkiem przystępnie, tak sterowanie jest nieco oporne i na dłuższą metę niezbyt intuicyjne jeśli chodzi o manewrowanie.

Gra hula na silniku poprzedniczki i nic w kwestii mechaniki nie uległo zmianie – razi jednak kilka niedociągnięć (mechanicznych i animacyjnych), tj. rzut granatem, atak melee, itp. które być może są jedynie szczegółami widocznymi tylko dla takiego purysty jak ja.

Również siła broni jest jakaś „ograniczona”, strasznie powolnie zdajemy się nimi operować. Pamiętacie zawód „zabawkami” w 3 części? Tutaj jak na razie wydają się identyczne.

Nie zmienia to faktu, że strzela się całkiem fajnie. Dość sprawnie można wymierzyć i odstrzelić headshot’a, ale wspomniana siła broni powoduje, że w pojedynkach „face-to-face” musimy „wypluć” porządną serię aby przeciwnik padł na ziemię (wszak to sprzęt z lat 40’). Pojawiło się sporo nowych perków, które poznajemy w znanym z poprzedniej części systemie tworzenia klas. Zażalenia graczy na ich zbyt małą ilość (5) nie poszły na marne, bo tutaj po osiągnięciu odpowiedniej rangi otrzymujemy dostęp aż do 10 slotów. Tak więc bez potrzeby edycji będziemy mogli zrobić sobie klasy na każdą okazję. Tam też możemy ustawić po 3 perki znane z ‘czwórki’, acz odpowiednio zmodyfikowane by dostosować je do realiów IIWŚ, jak i właśnie całkiem nowe (maska gazowa, spowolnienie przegrzewania się broni czy perki dla pojazdów, np. czołgu). Pojawił się także dodatkowy, czwarty, który na ten czas zbyt wiele nie oferował. Jednak wszyscy, którzy przebierali w tym przy okazji CoD: MW tutaj poczują się jeszcze lepiej.

Trochę więcej warto napomknąć o broniach. Wałkowany od lat czy to w serii CoD, czy w innych strzelankach temat broni z czasów IIWŚ wrył się w pamięć każdego starszego stażem gracza na tyle, że nie będę się rozwodził nad znanymi typami „pukawek”. Pojawiły się jednak takie ciekawostki, jak: koktajle Molotova, wspomniany miotacz płomieni, katana i nowe rodzaje granatów (np. gazowy). Przy tym ostatnim postarano się o realistyczność i gdy dostaniemy takim granatem pojawia się zawrót głowy, kamera kołysze się i zamazuje, a przy bardziej dosadnym „dzwonie” mogą się pojawić nawet zatrucia, które w efekcie końcowym doprowadzają do zgonu. Very nice.

Wielka szkoda że nie udostępniono chociaż miotacza płomieni – znany z trailerów efekt rozprzestrzeniania się ognia zaintrygował na tyle, że liczyłem na sprawdzenie go w akcji. Tak się jednak nie stało, smak pozostał i nie omieszkam go zaspokoić w wersji finałowej.

W tej wersji nie miałem również możliwości sprawdzić osławionej katany ani też wspomnianego przed chwilą miotacza płomieni – dochodzą one dopiero od późniejszych poziomów, a w wersji beta level up’owanie kończyliśmy na 24.

Graficznie bez szału, ale tłumaczyć można to tym, że ta wersja została okrojona z większości możliwych fajerwerków graficznych, aby ważyła jak najmniej (w końcu jej celem było jedynie sprawdzenie opcji sieciowych i dostępnych trybów, broni). W dodatku testy szły tak sprawnie, że po jakimś tygodniu Treyarch zadowolone z przebiegu sytuacji rozszerzyło betę o kilka trybów i udostępniło rozszerzenie prestige z 11 do wspomnianego 24lvl.

Wracając do grafiki, ta i tak prezentuje się sympatycznie – Treyarch nie popełnia tutaj raczej jakichś pionierskich kroków i gra nawet pod względem grafiki jest kalką czwartej części. Dlatego też bardzo chciałbym zobaczyć sprawdzone, świetnie zaprojektowane mapy z poprzedniczki umieszczone w realiach II Wojny Światowej. Anyone?

W parze z grafiką idzie dźwięk – ten przy dobrze podkręconym zestawie 5.1 potrafi wgnieść w fotel, bardzo potężnie (czy dobrze?) brzmi wystrzał z dubeltówki czy nalot. Pod tym względem wrażenia są dość pozytywne, słowa Granta Colliera przy premierze Call of Duty 4: Modern Warfare jakoby zawarto w grze najbardziej realistyczne (nie mam niestety na co dzień styczności z bronią prawdziwą, więc wierzę na słowo) spośród wszystkich dotychczasowych FPS’ów odgłosy broni i animacje przeładowywania widać mają swe spełnienie także w dziele Treyarch.

Podsumowując, najnowszy CoD już przy zapowiedzi odrzucił od siebie sporą rzeszę graczy, którzy w mig zadomowili się w nowoczesnych realiach wojny. Po przetestowaniu wersji beta śmiało mogę stwierdzić, że nie ma co grymasić. Ten prawdopodobnie ostatni twór w oprawie okraszonej 2 Wojną Światową może okazać się najlepszym w swym gatunku, tudzież realiach. Ciekawie zaprojektowane lokacje i sprawdzona mechanika rozgrywki może zaserwować nam masę frajdy. Przy nadchodzącym Gears of War 2 gra raczej nie zagości na topie najchętniej odpalanych gier multi (a już na pewno nie na tak długo), jak było w przypadku tytułu Infinity Ward, jednak większość powinno potraktować ją jako ciekawostkę, swoistą odskocznię od innych pozycji. Jako, iż wersja beta wbrew pozorom nie powiedziała nam wiele, możemy zostać miło zaskoczeni – kto wie, roxxującym trybem kooperacji, ciekawymi perkami itp.. Na ten czas stwierdzam, że po grę można śmiało sięgać, jeśli nie rażą TE realia, wszak silnik genialnej poprzedniczki utwierdza nas, że pod względem wspominanej mechaniki gra nie zawiedzie. Idealna przekąska przed nadchodzącym (prędzej czy później) CoD’em od Infinity Ward, w realiach o wiele bardziej futurystycznych, niż możemy przypuszczać.

CC

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s