Druga strona medalu… czyli o sieciowości w konsolach słów kilka.

noob_yoda1

Możliwość podłączenia konsoli następnej generacji (którą już teraz wypada ujmować pod terminem „current-gen”) do Internetu nie jest niczym zaskakującym. Obecnie to standard na tyle, że idea kupienia takiego „plejstejszyn trzy” dla gry single-player wydaje się być absurdem. Hype? Niekoniecznie, bo możliwość gry ze znajomymi z najdalszego zakątka świata, tudzież stały dostęp do nowych informacji i materiałów (czy to dodatków, filmów, dem…) jest po prostu świetna. Nie każdy musi mieć na to ciśnienie, ale na pewno każdy widzi w tym walor.

Pojawia się jednak druga strona medalu, która – już teraz zaznaczam, wyda się dla niektórych niezwykle umowna, przyklejona na siłę. Jednak magią bloga, jak i ustroju jaki panuje jest wolność słowa, tak więc… o to kilka zdań sfrustrowanego CC i równie sceptycznego Cascada o wadach Internetu w konsoli.

xbox_live_06

Century Child –

Po zakupie XO Premium natychmiast postanowiłem przekroczyć próg Xbox Live! podłączając konsolę do sieci. Wówczas wyskoczył mi komunikat o dostępnej aktualizacji konsoli. „Spoko, konsola przeleżała trochę w sklepach i przez ten czas pojawił się update, nic wielkiego” – pomyślałem i zatwierdziłem. Ogromne podjaranie, że zaraz będę mógł fragować ludzi z całego globu ostudziło obserwowanie pasku postępu, który jak na złość wydawał się wydłużać. Gdy jednak cierpliwość zaowocowała w pełni zaaktualizowaną konsolą uradowany umieściłem płytę z grą w napędzie. I tu sympatycznie wita mnie kolejny komunikat: „Dostępna jest aktualizacja dla gry. Możesz kontynuować ale zaleca się jej zainstalowanie” czy coś w ten deseń. „-Pominę aktualkę podczas gdy inni będą mieli wersję poprawioną, która być może została pozbawiona znaczącego bug’a? Co to to nie!” i zatwierdzam instalację. I tu również, mimo że krócej, ale zmuszony jestem oczekiwać końca update’u.

Następnie przyszedł czas na Playstation 3. Tu także nie obyło się bez aktualizacji, która przy moim rzekomo dobrym połączeniu Internetowym pochłonęła przeszło 2-3 godziny.

Po wszystkim przystąpiłem do pobierania bety Resistance 2 (o której notabene będziecie mogli przeczytać w kolejnym wpisie mojego autorstwa). Uwierzcie, pobranie 2,2gb danych pochłonęło więcej moich nerwów, niżeli umieszczenie płyty z wypalonym fragmentem kodu.

Rozumiecie już do czego piję? Internet niesie ze sobą ogromne wygody, ale i ma swoje minusy. Możnaby się tu rozwodzić o niebezpieczeństwach czychających w sieci na młodszych, zagrożeniach dla naszych danych et caetera, ale największym niepokojem dla nas, graczy jest… konieczność stałego dostępu do sieci tylko po to, by zagrać w pełni dopracowany produkt.

Co raz częściej spotykamy się z sytuacjami, gdzie do obrotu oddana zostaje niekompletna gra. Tytułów, które twórcy łatali/łatają za pomocą uaktualnień jest multum.

Jest to niepokojące o tyle, że w niedalekiej przyszłości konsolowe gry zakupione w sklepie naprzeciw zmienią się w programy wymagające stałej aktualizacji. Jak temu zapobiec? Jak na ironię, my – konsumenci nie możemy nic. Chociaż… możemy mimowolnie wyszukiwać niedociągnięcia, zgłaszać je i liczyć na jak najszybszą reakcję twórców. W zamian dostajemy nowy patch do zassania, a jakże, za pomocą Internetu i swoiste Kudosy od innych. Zupełnie jak beta-testerzy. Z tą (znaczącą) różnicą, że my zmuszeni jesteśmy do alarmowania o bugach w produkcie, na który wydaliśmy 200zł. Nie za fajnie, prawda Cascad?

duzebialegi0

Cascad –

No niezbyt. Choć także bym przesadnie nie dramatyzował. Przez jakże nikłą ilość wolnego czasu i obrzydzenie do ludzi krzyczących do mikrofonu ‘noob, loooool, sajlens! Aj kill ju!’ nie podłączyłem się do Live’a. Przyznam, że nie odczuwałem tego braku bardzo długo, ot włączałem płytkę, przechodziłem (lub nie) singla i tyle. Całkowicie nienowocześnie, wiem, ale ja tak lubię. Jednak ostatnio w co bym nie zagrał to krzyczy do mnie żebym się podpiął do netu, stał się częścią milion pięćsetnej pod-społeczności i rozsławiał swój nick na serwerach. Bo co jeśli tego nie zrobię? Wtedy dostanę jednoosobowy tryb gry, do ukończenia w dwa, może trzy wieczory i mogę sobie rzeczoną płytkę (wartą niemałe pieniądze) w pupę wsadzić. Na nic więcej już się nie przyda, ani fajnych trybów, ani rozległych misji, ani fajnych bajerków… nic. Każda popierdółka jaka była do tej pory dostępna (no powiedzmy, że w większości hitowych pozycji) staje się downloadable content’em. Okej, cieszę się, że mogę tak wiele rzeczy ściągnąć na dysk, ale po pierwsze – z taką polityką wydawców miejsce na nim skończy się w parę chwil, a po drugie sieć nie ma jeszcze takich transferów, żeby to wszystko się odbywało niezauważalnie.

Skoro takie jaja mają stać się standardem, to ja dziękuję. Niech najpierw gry i abonamenty potanieją, łącza znacznie przyspieszą i dyski się powiększą a potem róbmy wielkie online revolution. Żeby nie było – do mierzenia z graczami z reszty świata w swą ulubioną grę nic nie mam, jednak cała ta otoczka koniecznych aktualizacji niejako dyskryminuje graczy stawiających na ‘tradycyjną’ już, rozgrywkę 1p i zabawę w wielki, dopracowany produkt.

finalfantasy_xii_cosplay

CC –

Dokładnie. I dlatego też z utęsknieniem zerkam w perełki z ostatnich lat „życia” czy to PSX, PS2 czy też DC i X1 (tych 2 ostatnich z lekkim przymrużeniem oka, bo zginęły śmiercią przedwczesną, to też i ich potencjału w pełni nie mieliśmy okazji poznać). Pokuszę się o stwierdzenie, że były to produkty kompletne, dopracowane do ostatniej tekstury, zlepek najlepszych pomysłów autorów. Teraz takowe nie mają racji bytu, gdyż do gry często trafiają pierwsze lepsze, pozornie niezwykłe pomysły, którym miejsca ustępują te lepsze wychodząc z założenia, że będzie można je umieścić „kiedyś tam” w dodatku. Być może to stwierdzenie nieco na wyrost, ale obawiam się że kolejne lata przyniosą nam ze sobą gry nastawione stricte na rozgrywkę sieciową, które do odpalenia będą wymagały podłączenia do Internetu właśnie.

Pozycji, których esencją jest on-line już mamy nad wyraz dużo. Z uśmiechem politowania witam również próby przeniesienia tej opcji do gier, których założenie jest (było?) całkiem inne. Gra z Japończykiem będącym po drugiej stronie kabla i wspólne przeżywanie elementów grozy w Resident Evil 5*? Why not! I choć jestem przekonany że będzie to niesamowicie miodne i już teraz nie mogę się doczekać by sprawdzić to osobiście, to jednak w tym wszystkim niekiedy ginie największy urok dawnych, dopiętych na ostatni guzik tytułów – klimat.

Troszkę popłynąłem w tej refleksji, ale wydaje mi się że razem z Cascadem przedstawiliśmy najważniejsze. I choć temat ten z reguły wznieca jałowe dyskusje, z chęcią poznamy Wasze opinie. Te najbardziej intrygujące być może skłonią nas do napisania drugiej części tego felietonu. Ale to dopiero w momencie, gdy nasze proroctwa będą już spełnioną przeszłością.

konsola4

Century Child & Cascad

*Tak, tak – RE przestało straszyć przy Code Veronica, ale survival-horror, nawet żeby ze strachem łączyła go jedynie nazwa gatunku, paradoksalnie pozostanie survival-horrorem ;).

Reklamy

5 uwag do wpisu “Druga strona medalu… czyli o sieciowości w konsolach słów kilka.

  1. Taa… wszędzie multi, internet, dziel się z kumplami tym i tamtym (a jak ktoś nie ma kumpli to mu wtedy smutno 😉 ). Sam nie mam nic do rozgrywki sieciowej (chociaż moje łączę pozwala na raczej rzadkie z nią obcowanie), ale uważam ją za dopełnienie całości nie za główny wątek. Jest z tym problem bo jakość zależy od graczy. Lole nie lole, rotfly, śpiewające rosyjskie dzieci etc. Wiadomo, że nieraz zdarzy się coś fajnego, kumpel wiedzący o co w tym chodzi, z którym można ustalać taktykę itp.

    Może patrzę przez pryzmat mojego łącza (ze względu na położenie chałupy nie mogę mieć niczego lepszego a tepsa to chuje, że się tak nieładnie wyrażę) ale boję się, że kiedyś obudzimy się i gry będą oferować tylko fajne headshoty i wyzywanie od noobów, a nie wspaniałą fabułę/gameplay/muzykę (co tam chcecie) dostępne niekiedy w rozgrywce dla jednego gracza. Co zrobić, postęp panie.

  2. Za kilka lat nie będę wierzyć, że można było pracować na łączu 1MB/s, tak to wszystko idzie do przodu. Tym samym wszelkie opisane tu problemy będą jedynie w sferze niechlubnych zaczątków czegoś co tak ładnie opiewa się wyrażeniem „e dystrybucji”. Z resztą wystarczy spojrzeć jak sprawa ma się w krajach lepiej uprzemysłowionych, gdzie triumfy świecą coraz to nowsze technologie pokroju Netflix,a którego zapewne nawet w tym stuleciu się jeszcze nie doczekamy XD

  3. Ja byłem sceptycznie nastawiony do usług sieciowych w konsolach, dopóki nie spróbowałem GTA4 po Live!… Szok, po prostu. Od tamtego momentu wiem, że podłączę się do tej sieci mimo wszystkich wad, jakie wymieniliście.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s