Zdmuchnij świeczki, stuknij w ekran…

dsszri5

Czas płynie nieubłaganie – Trudno uwierzyć, że NDS, do dziś uznawany jako nowatorska i niezwykle oryginalna konsolka, ma na karku już cztery lata. Niewiele jak na generację? Może, ale tylko w przypadku „dużej” konsoli. Popularność DeeSa niewątpliwie hamuje dalszy rozwój w dziedzinie handheldów (bo po co zarzynać kurę wciąż znoszącą złote jaja…?), podejrzewam że do kolejnego przetasowania nie dojdzie wcześniej niż za te dwa lata… Ale nie o tym chciałem – tak się składa, że z dniem wczorajszym, powyższej konsolce stuknęły dokładnie cztery lata. Nadarza się więc idealna okazja, by podsumować w (a jakże) subiektywnym zestawieniu plusy i minusy tego handhelda…

DeeS pokazał Światu, jak podbijać rynek. Przed premierą mało kto wierzył, że Nintendo wobec nowej konkurencji utrzyma na tym rynku pałeczkę lidera. A jednak – jak jest, każden jeden widzi – Sony zostało zepchnięte niemal do niszy, zaś NDS to obecnie jeden z popularniejszych elektronicznych gadżetów. Gdy ponad 4 lata temu (dokładnie 21 listopada 2004 roku) konsola trafiła na półki sklepowe w Ameryce, sytuacja nie przedstawiała się najciekawiej. Produkcji wychodziło stosunkowo niewiele, natomiast kieszonkowcy, grupa mniej liczna od graczy stacjonarnych, została dodatkowo podzielona na tr00 graczy z obozu Sony i zdziecinniałych n00bów, którzy pozostali wierni Nintendo.

Przez cztery lata zmieniło się wiele – większość na lepsze, choć naturalnie mogłoby być jeszcze lepiej. Mimo, że najpopularniejsza, konsolka big N nie odzwierciedla sytuacji poprzedniej generacji, która łączyła nowe, atrakcyjnie arcade’owe tytuły z łezkopędnym oldschoolem. Miejmy to już za sobą – na pierwszy ogień idą rozczarowania – moje osobiste oczekiwania i nadzieje, których Di-eS zwyczajnie nie spełnił…

– Kraina eFPeeSem płynąca…

demntiumEkran dotykowy to coś, co w dniu ujawnienia szczegółów specyfikacji konsoli pozwoliło wierzyć w dalszą ekspansję strzelanek na rynku handheldów. Nie wiedzieć czemu, przy obecnej wszechogarniającej modzie na ten gatunek, Dual Screen – konsola pozornie wręcz dla niego stworzona, wciąż ma w jego dziedzinie niewiele do powiedzenia. Bo i ile ukazało się takich tytułów przez niemal 1500 dni, które dzielą nas od premiery kieszonsolki…? 10? 15? Najbardziej bawi mnie fakt, że starszy brat DeeSa, GameBoy Advance, ma w tej materii znacznie więcej do powiedzenia, choć – paradoksalnie – posiadał ku temu nieporównywalnie gorsze warunki.

– RTS…

rts

Równie wielkie nadzieje wiązałem ze strategią czasu rzeczywistego. Przyznam, że w Mech Platoon z GBA cięło mi się baaardzo przyjemnie, toteż wiązałem spore nadzieje z jego następcą. Tymczasem ponownie tendencja okazała się odwrotna – na dwu-ekranowej zabawce oprócz niedawnego Robocalypse i Populous, niezłego Anno (któremu bliżej raczej do gry ekonomicznej) i koszmarnych Settlersów II, nie ukazało się nic ciekawego. Poza tym – zmorą dużej części tych gier jest interfejs. Na siłę udziwniany, zamiast wykorzystywać T-screena do ułatwienia życia graczowi, niejednokrotnie sztucznie komplikuje rozgrywkę. RT(D)S to bez wątpienia jedno z największych rozczarowań na tej konsoli.

– Casual gaming


marioNie jestem przeciwnikiem Gotujących Mam, dłubania w wirtualnym nosie na czas, czy nawet wydzierania się do mikrofonu… ale litości – ten gatunek zżera tą platformę. Z początku podobała mi się taka tendencja – o, fajno, wreszcie jakaś doza oryginalności, odskocznia od ratowania pięknych jak ósmy cud Świata krain. Z czasem jednak nachodzi człowieka głód ambitniejszych tytułów. Nie oszukujmy się – DeeS posiada pokaźną bibliotekę takowych, jednak człek jest stworzeniem wybrednym i niestety – po zaliczeniu kilku prawdziwych wyzwań (choćby Contra, Advance Wars, czy Chrono Trigger), nastaje etap pod tytułem „nie mam w co grać”. DS ma zwyczajnie niezbyt atrakcyjną ofertę tytułów rodziny „nie-casual”.

– Golden Sun 3…

goldensun1

To już kompletna prywata z mojej strony. „Złote Słońce” to dla mnie prawdziwy majstersztyk i to właśnie któryś z licznych fake’ów dotyczących rzekomej części trzeciej zmierzającej na nowego handhelda, niemal trzy lata temu nakłonił mnie do jego zakupu. Koniec końców jednak sprawa ucichła, panowie z Camelotu na ten temat milczą… W powstanie kontynuacji znakomitego jRPG nie wątpię – jednym wielkim pasmem rozczarowań jest jednak tych pięć lat, które minęły od premiery The Lost Age…

– A Kołcza mam w… kieszeni…

coaching

Następstwem, czy też może raczej elementem tzw. „Touch generations”, są takie produkcje jak gry z serii „My coach”. I o ile szkółka językowa ma jako-taki sens (choć ja tam i tak jestem zdania, że lepsze efekty można osiągnąć w trakcie grania, lub czytania książki w danym języku ze słownikiem w ręku) , o tyle wiara w zbawienny wpływ „My weight loss coach”, czy „My stop smoking coach” jest po prostu śmieszna. Rozczarowanie w tym wypadku przynoszą sami ludzie. Bo, do cholery, jeżeli produkcje typu „My Coach” czy „My Diary” mają rację bytu, to ktoś musi wierzyć w to, że ładnie animowany ludzik z ekranu DS-a faktycznie ułatwia rzucenie palenia. Jest to dla mnie fenomen niepojęty, a robienie takich gier to w zasadzie sztuka dla sztuki – bo ani zabawa z taką produkcją nie jest lepsza od tej, którą mogą nam zaoferować krzyżówki, ani produkt wartościowy… Te pieniądze spokojnie można przeznaczyć na miesięczną porcję Niquitin, pamiętnik, buty do biegania, czy super-wypaśny podręcznik do nauki języka.

+ Deweloperski urodzaj

nin1

Przez cztery lata zainteresowanie tą przenośną platformą niesamowicie wzrosło. Ba – nawet nasi coś tam klecą na tej konsoli, choć póki co produkcje te przedstawiają typowy stan wczesnego średniowiecza (PeCet też kiedyś przeżywał najazdy polskiej cienizny – Mortyr, Polanie…). W DeeSie potencjał widzą już nie tylko japońskie firmy pokrewne dla Nintendo, ale też „poważne” oddziały, jak Rockstar, który w okolicach kwietnia 2009 ma w planach wydanie GTA: Chinatown Wars, czy Nadeo, które niedawno na dwóch ekranach wypuściło port swojej Trackmanii. Niewątpliwie przyczynia się to do zwiększenia różnorodności gier i – co za tym idzie – ciekawszego szpilania.

+ Homebrew

_964

„Jasna strona programatora”, wbrew temu o czym często-gęsto zapewniają fanboje Sony, ma się na DeeSie bardzo dobrze. Niewątpliwie atrakcyjność sceny w oczach programistów – samozwańców podnoszą regularnie odbywane konkursy na najlepszy freeware’owy program. Powstała już niezliczona ilość produkcji, których komercyjność mijałaby się z celem (bo co zrobić z własnymi rysunkami w Colors! w sytuacji, gdy nie ma możliwości przeniesienia ich na dysk komputera…?). Najlepsze, że nieoficjalne produkcje często w bardzo przydatny sposób korzystają z dobrodziejstwa, jakim jest ekren dotykowy – obsługa z jego pomocą organizera, czy graficznego edytora to czysta przyjemność.

+ Atlusowy bastion hardcore’u

izuna

I nie, nie chodzi mi tu o serię Trauma Center, a o całą resztę świetnych, aczkolwiek – ze względu na panującą w nich ascezę, niedocenionych RPG ze stajni Atlusa. Nie powiem – uciekało się od nich z tego samego względu (jakoś nie potrafiłem w sobie przełamać niechęci do nienajlepszej animacji, czy często dość ślamazarnej rozgrywki), jednak są one idealną przeciwwagą dla chorej ilości casualowych gierek, które na tej konsoli zalicza się w 2-3 godzinki. Dodatkową zaletą są w najczęściej ich przypadku także dialogi – ich produkcje ocierają się o niszę, więc pojęcie zbędnego patosu praktycznie tu nie występuje (grając w takie Luminous Arc wiele razy z niedowierzaniem przyjmowałem fakt, że na tak „niewinnej” konsoli dialogi mogą w tak fajny sposób zaiskrzeć).

+ Renesans „tekstówek”

hoteldusk

Jedna z największych zasług konsoli, to wskrzeszenie tego nadgryzionego zębem czasu gatunku. Kto by pomyślał, że to właśnie na NDS ten uda się połączyć klasyczne założenia z nową, atrakcyjną dla rozpuszczonych casualowym dobrobytem graczy. Takie gry jak Phoenix Wright, Hotel Dusk, czy Another Code pokazują, że „jeżeli uważasz, że w dobie komputerów sztuka czytania zanika, zwłaszcza wśród graczy, to niezawodny znak, że jesteś N-anty” ;). Zdecydowanie czołowy gatunek, który ma olbrzymi procentowy udział must-have’ów, które – gdyby nie jakieś idiotyczne uprzedzenia względem Japonii, mogłyby ubiegać się o tytuł system-sellerów.

Make a wish – Cztery lata za nami, a DS ani myśli odchodzić w mrok niepamięci. Już dziś pod względem ilości wydanych gier handheld prześcignął GBA, a niedawna premiera DSi – zmodyfikowanej wersji NDS Lite, raczej nie zwiastuje przyjścia nowej generacji. Tym bardziej, że gry na tą konsolę wciąż robią furorę i świecą naokoło liczbami wzbudzającymi zazdrość i podziw konkurencji. Przyszłość DeeSa jest świetlana i trudno wyobrazić sobie jakikolwiek z czarnych scenariuszów. Co oczywiście nie znaczy, że nic nie może zmienić się na lepsze – nadal spora część deweloperów to lenie z patentem, którzy masowo wypluwają na rynek budżetówki, wychodząc z założenia, że sprzeda się cokolwiek z obsługą T-screena. Smutne, że często mają rację i wolą większości takie produkcje są dla twórców bardziej opłacalne, niż produkcje rozbudowane i głębokie. I oby taki stan rzeczy uległ poprawie, bo nigdy nie jest na tyle dobrze, by nie mogło być lepiej. Idę dmuchać w mikrofon. 😉

happy-birthday-2

boromi

Advertisements

6 uwag do wpisu “Zdmuchnij świeczki, stuknij w ekran…

  1. Co tu dużo mówić? Prawda to, oj prawda. Szczególnie podsumowanie. Z moich obserwacji wynika, że Ubisoft w tym miesiącu wypuścił około 30 gier, z których ponad połowa to gry typu: „My stop smoking coach”, „My dress up”, „My make up”, „Imagine interior designer”, „imagine wedding designer”, „how to pass your driving test” itp… te tytuły uśmiercają prestiż tej konsoli. Ale z drugiej strony, takie tytuły jak Chrono Trigger, Luminous Arc, Phoenix Wright i wiele innych tytułów budzą zazdrość posiadaczy PSP (nie wszystkich of course). A więc, nie ma co się rozwodzić nad wadami, dopóki jest w co grać! Sto lat, idę dalej masterować Touch Screena.

  2. Napisałem to ogólnikowo. Gdybym w zaletach miał wymieniać poszczególne serie, czy (o zgrozo!) same gry, wątpię czy tekst nie przerodziłby się w bałwochwalczą pieśń pochwalną. To nie miała być lista polecanych gier, a raczej podsumowanie najważniejszych dla mnie zalet i wad w tutejszym gamingu.

  3. Ja dzisiaj stwierdziłem, że PSP umrze śmiercią naturalną, gdyż nie będzie na nim w co grać. W przeciwieństwie do NDS, gdzie na okrągło wychodzą innowacyjne, ciekawe i bardzo grywalne produkcje, których jak użytkownikom tego handhelda, mówiąc najprościej, zazdroszczę.

  4. od jakichś trzech lat mam psp i uważam, że to najgorzej wydany tysiąc mojego życia. gry, które mnie naprawdę wciągnęły i trzymały przy ekraniku mógłbym wyliczyć na paru palcach.
    a DS mimo tysiąca gier o niczym, o matkach z dziećmi, rzucaniu palenia itp. wciąż ma kupę fajnych gier, przygodówek, rpgów czy chociażby setną odsłonę mario.
    i konsolka nintendo jest 17 razy ładniejsza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s