Retro: Castlevania Chronicles

468729_21226_front1Konami w swoim szaleństwie, tuż na sam schyłek wielkości PSone wypuściło remake – który w zasadzie była niczym innym niż remakiem pierwszej części tej niezwykłej serii. Zachęcony długimi godzinami spędzonymi przy Order of Ecclesia, sięgnąłem po ten tytuł raczej z ciekawości. I jedyne co mogę rzec – giera wciąż rządzi.

Tytuł to niejaki remake Akumajo Dracula, znanego z niezbyt popularnego poza Japonią X68000, które jest swojego rodzaju remakiem pierwszej NESowej Castlevani, która doczekała się również niejakiego remake w postaci japońskiej wersji Super Castlevani IV. Tak, tradycyjnie jest łatwo się połapać w tych zawiłościach, jednak jakoś to przeżyjemy. Tytuł sportowano i przystosowano do specyfiki PSone, oferując maksymalnie klasyczną, lecz również ponadczasową grę. Po Symfonii Nocy wielu oczekiwało na podobny tytuł, jednak Chronicles pomimo, że nie kontynuowało świetnej schedy po niej to pokazało zapominane już wtedy oblicze serii.

Gameplayowo to klasyczna Castlevania, jeszcze sporo sprzed epoki zauroczenia Super Metroidem, ze ścisłym castlevania_chronicles_1podziałem na etapy i typowo arcade’ową rozgrywką. Główny heros jest w stanie używać bicza, dodatkowych broni (krzyże, noże, woda święcona) oraz przede wszystkim skakać. Duża ilość elementów platformowych to podstawa zabawy a zarazem sól na rany i kołek w serce mniej odpornych graczy. Nie uświadczymy tutaj żadnych elementów RPG, biegania postaci, kupowania przedmiotów i ogromnego, wielopoziomowego zamku. Za to akcja jest ciągła, bossowie megastaro-szkolni a wrogowie wkurzający jak rzadko kiedy. Na naszej drodze staje masa doskonale zaprojektowanych maszkar, co jest już symbolem całej serii. Cała rozgrywka to parcie przed siebie, eksterminacja oraz podziwianie coraz lepszego designu. Słowem – wszyscy to znamy, jednak Chronicles posiada przemiodne miejscówki (level zalany wodą, gdy tratwa płynie w górę z niesamowitą prędkością, a my jesteśmy atakowani przez Mermanów!), bossów (SMOK!, Dracula!) i mroczny, przyciągający klimat. Gra wydaje się doroślejsza i bardziej arcade’owa nawet od mrocznej Ecclesii, co jest kolejnym plusem.

chronicles-dragonskeletonWersja na PSone posiada dwa tryby – oryginalny (prawie 100% port z kompa) oraz zaaranżowany. Ten drugi posiada niewielkie różnice w grze, lepszy balans trudności, podciągnięto lekko oprawę, dodano nową, świetnie zremiskowaną ścieżkę dźwiękową oraz nowe sprite’y dla Simona i Draculi, wykonane na podstawie NIESAMOWITEGO designu pani Ayami Kojimy. Do tego gra ma wygodniejsze niż oryginał sterowanie, tryb time attack, nowe (marne) intro i outro oraz bonusowe materiały w edycji wydanej poza Japonią (galerie z tej gry i Symfonii Nocy, wywiad). Co boli? Ślamazarność. Gra niestety jest powolna, bohater nie biega, momentami idzie usnąć, jednak wystarczy chwila, żeby znów złapać fazę na serię.

Razem z tytułami z ery 16-bitów znanych z konsol Segi i Nintendo to najlepsza klasyczna Castlevania. Warto poznać, ze względu na wartości edukacyjne, świetny gameplay i naprawdę dobrą zabawę. Fani nowych odsłon mogą spojrzeć jak ta hartowała się, a miłośnicy starej szkoły nie znajdą chyba nic lepszego na rynku. Wbrew pozorom to tytuł przetrwał próbę czasu 😉 A jako bonusik macie linka z miłym remiksem i obrazkami z gry

Mac Daddy Cookie

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Retro: Castlevania Chronicles

  1. Jeee, oldschool do potęgi n-tej, w podkolorowanej oprawie 😀 Co prawda mimo, że wolę nową koncepcję Castlevanii (wielki zamek + RPG) to jednak wciąż ciągnie mnie do kipiącego hardcorem oryginału 😀 Simon Belmont FTW

    PS: Remix wymiata 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s