Mirror’s Edge [PS3, X360, PC]

mirrorsedge_ban

W czasach, w których żyjemy, z punktu widzenia co bardziej zapalonego gracza, można odnieść wrażenie, że wszystko już było. Coraz trudniej o prawdziwie oryginalne rozwiązania. Niewielu developerów za nimi goni, woląc iść utartym szlakiem. Szkoda to wielka bo właśnie dzięki różnorodności i zdolnością do zaskakiwania branża elektronicznej rozgrywki doszła do swej pozycji, a rynek garażowych produkcji ewoluował do interesu wartego miliardy. Nietypowy styl rozgrywki, wyjątkowa oprawa, charakterystyczny bohater, wszystkie te cechy powinna mieć świeża gra… wszystkie je ma Mirrors Edge. Dzięki tej pozycji branża robi kolejny kroczek w przód.

me6

Będąc szczerym: od chwili gdy ujrzałem pierwsze screeny wiedziałem, że w ME zagram. Nie mogło być inaczej. Minimalistyczna, nowoczesna stylistyka poparta niesamowicie skromną a zarazem gustowną paletą barw zapisały mi się w pamięci, każąc wypatrywać dalszych informacji o nowym IP Electronic Arts. Wystarczy obejrzeć jakiekolwiek materiały z tej gry i już chce się sięgnąć po pada. Co ciekawsze – w tak ubogim i mało rzeczywistym środowisku (niemal całkowicie białego miasta się raczej nigdy nie doczekamy) nieraz odniesiemy wrażenie fotorealizmu. Nie wiem w jaki sposób kolesie z Dice (developer) to osiągnęli, ale efekt końcowy potrafi każdemu posiadaczowi panoramicznego telewizora HD przyprawić rumieńce i wygiąć paluchy. Tak cudnego błękitu nieba, wyjętego jakby z ulotek biur podróży, łatwo się nie zapomina. Zresztą tu mało co można zapomnieć. Kontrasty barw, ascetyczne wręcz otoczenie, piękne oświetlenie… na wizualia narzekać nikt nie powinien, nawet mimo zbliżonej z Gears of War 2 dacie premiery.

me3

Gra pozwala nam poznać losy Faith; bardzo charakternej dziewczyny o urodziwych, azjatyckich rysach twarzy, którą dziś nazwalibyśmy traucerem ale w swojej rzeczywistości przyjmuje rolę kuriera. Pokonując z kocią gracją wszelakie przeszkody jakie stawia przed nią krajobraz wielkiej metropolii, przenosi ważne informacje przez zakątki Miasta (którego nazwy nie poznajemy) narażając się na spore ryzyko. Jej zawód ma rację bytu za sprawą niemal totalitarnego ustroju panującego w tym świecie – obywatele zgodzili się na stałą lustrację i swobodę służb mundurowych w zamian za bezpieczeństwo. Dlatego też niektóre informacje muszą zostać przekazane bez pośrednika w postaci organów państwowych – jakie? W to raczej nie wnikamy, my tu jesteśmy od biegania przeciwko systemowi

me5

Cała przygoda to test siły, szybkości i wytrzymałości naszej Faith. Owa pani potrafi wyczyniać cyrkowe wręcz akrobacje. Robi to na takiej wysokości i z taką prędkością, na pełnym ryzyku, że zapiera dech w piersiach… prawdziwy festyn możliwości ludzkiego ciała. Odczuwamy to tym mocniej, poprzez zastosowany w grze widok pierwszoosobowy (czyli ‘z oczu’). Po pierwszych prezentacjach ME można było mieć wątpliwości co do tego, czy ujęcie z takiej perspektywy w grze innej niż krwawa strzelanina czy powolny RPG, przyniesie pożądany efekt. Wrażenie to mija gdy tylko chwycimy pada. Po paru chwilach grania ciężko sobie wyobrazić by produkt EA mógł mieć tak oczywiste dla gier zręcznościowych ujęcie ‘zza pleców’. Z oceną odległości, wyliczeniem długości skoku, miejsca lądowania etc. nie ma żadnego problemu! Śmiem stwierdzić, że jeszcze nie było w grach postaci w której skórę tak łatwo można wejść. Dice poradziło sobie ze sterowaniem w wybitny sposób. W parę chwil po rozpoczęciu trybu story i początkowych trudnościach cały dyskomfort odchodzi w zapomnienie. Możemy podskoczyć, przykucnąć, obrócić się o 180 stopni i kopnąć… tyle. Dopiero łączenie tych akcji pozwala osiągnąć nowe efekty. Skok, odbicie się od ściany, podciągnięcie, wallrun, przewrót w przód, wślizg… jest tego trochę choć bez szału. Zgodnie z Parkourową filozofią, nie skupiamy się na efektowności i trikach a tym by jak najszybciej pokonywać drogę z punktu A do B. Do tego zadania ilość ruchów udostępnionych przez developera wystarcza w zupełności.

Tempo i timing wykonywanych ewolucji jest priorytetową sprawą. Po paru krokach przechodzimy w trucht, potem w bieg (nie ma żadnych przycisków odpowiedzialnych za sprint etc.) wtedy, co oczywiste, możemy wykonywać lepsze manewry i łatwiej mijać przeszkody. Płot po którym byśmy normalnie musieli się wspiąć, możemy przeskoczyć itd. Liczy się flow, nie wystarczy oddać tylko długiego susu ale i po nim odpowiednio wylądować tak by nie tracić energii i móc pędzić dalej.
Mirror’s Edge wbrew pozorom bardzo blisko do gry wyścigowej: jest trasa, jest bolid 😉 i trzeba mknąć przed siebie w jak najlepszym czasie. Autorzy zaimplementowali nawet tryb time trial, możliwość nagrywania własnego Ghosta z każdego ‘przejazdu’ i achievmenty za przechodzenie gry w jak najkrótszym czasie. I mimo iż mamy do dyspozycji ‘zaledwie’ futurystyczną panią kurier, to po jej rozpędzeniu należy wykazać się taką zręcznością i szybkością reakcji, że bolidy z Wipeouta mogą czuć się zagrożone. Czerwone trzewiki versus silniki odrzutowe? To nie takie niemożliwe.

me9

Świetny design lokacji i eleganckie sterowanie dopełniają bardzo smakowite animacje i ujęcia akcji. Przy szybszym biegu perspektywa na krańcach ekranu rozmazuje się niczym makijaż Dody i widzimy naturalnie poruszające się ręce. Skacząc, po spojrzeniu w dół zobaczymy ‘fruwające’ nogi, przy wślizgu to samo, przeskakując przez barierki ujrzymy trzymające się ich dłonie Faith… Praktycznie każda akcja przypomina o tym, że nasza postać ma nie tylko oczy ale i resztę ciała. To taki ‘szczegół’ o którym nie pamięta 95% produkcji FPP, w tym największe hiciory gatunku. Miejmy nadzieję, że konkurencja podpatrzy od szwedzkiego teamu parę patentów pozwalających jeszcze mocniej wczuć się w wydarzenia na ekranie. Skandynawom wyszło to cudownie. Co prawda w przypadku walki wręcz już tak świetnie to nie wypada i pojawiają się zgrzyty, ale nie ma co płakać nad jej prostotą. Możemy wykonywać podstawowe kopnięcia i uderzenia plus reversal. To wystarczy – nie kierujemy przecież mistrzynią Kung-Fu (choć na parę sekund skorzystać z zalet bulle time’u też możemy). Jeżeli nie damy rady z rozpędu sprzedać jakiemuś delikwentowi kopa w mordę to bywa ciężkoo. Potyczki przebiegają z większymi i do tego uzbrojonymi przeciwnikami, zatem porażki zdarzają się dość często. Gra namawia do tego by mijać wrogów, i odstawiając im przed nosem szybki slalom znikając gdzieś pośród dachów budynków. Bardzo dobrze, bo to jej najmocniejsze aspekty.

Trailer wart zobaczenia, to jest właśnie  TO flow

Muzyka w elegancki sposób podkreśla futurystyczny klimat produkcji, racząc ucho grających bardzo przyjemnym ambientem. Czasem nie ma jej wcale, czasem spokojnie ilustruje sytuację na ekranie, a innym razem dynamicznie przyspiesza by dodać nam mocy przy większej zadymie. Takich momentów krytycznych jest wbrew pozorom sporo. Im dalej posuniemy fabułę z tym większym natężeniem uzbrojonych służb będziemy mieli do czynienia. A goście ci dostali wyraźny rozkaz polowania na czerwone buty i gdy tylko w zasięgu ich wzroku znajdzie się smukła-bezbronna łania-Faith otwierają ogień. Chamstwo najczystsze, potęguje to ilość zgonów, których i bez ciągłego ostrzału w Mirrors Edge jest od groma. Cały czas należy być w ruchu, wypatrywać odpowiednich ‘ścieżek’ dzięki którym przedostaniemy się dalej i jakichkolwiek miejsc których można się złapać, odbić, czy wylądować. Mimo zajebistego patentu jakim jest ‘runner vision’ – czyli zaznaczenia na czerwono elementów z którymi możemy wejść w rozbudowaną interakcję oraz pozwalających nie zgubić drogi do celu – o porażkę trudno nie jest. Sprawę można załatwić rozbrajając oponentów i strzelając do nich z ich własnej broni, tylko to ileś razy mniej emocjonujące rozwiązanie od przemknięcia po paru ścianach, przeskoczenia kilku płotów, i po kilku chwilach znalezienia się na sąsiednim dachu.

me8

Z dachami jest jeszcze najmniejszy problem, na nich czujemy się niemal jak w domu. Jak dziki kot, nieuchwytni – misja kuriera zmusza nas jednak do wejścia w wąskie korytarze, szyby wentylacyjne, wnętrza biurowców i inne ciekawe, lecz ograniczające pole manewru miejsca. W nich od razu ogarnia nas uczucie bycia w klatce. Myśli skupiają się wtedy na tym by jak najszybciej wyjść na otwartą przestrzeń – niesamowita sprawa, że gra potrafi wywołać takie uczucia u grających!

me4

Co do uczuć – tym właśnie żyje Mirrors Edge. I nie chodzi o zawiłości fabuły (która jest prosta, sprawna, bez debilizmów) ale o to, że partia z tym tytułem pozostaje praktycznie każdemu graczowi w pamięci. Owszem, znajdą się malkontenci nie łapiący idei płynącej z akrobatycznego przemieszczania się po levelach w jak najszybszym czasie, ale zapomnijmy o nich choćby na te parę chwil. Lepiej cieszyć się podróżowaniem po wspaniale zaprojektowanych miejscówkach, wyszukiwaniem czerwonych punktów prowadzących do celu i towarzyszącą temu oprawie dźwiękowej. Zrekompensuje to nie najdłuższy czas gry (ok. 8 godzin) z nawiązką. Tak samo jak względną prostotę. Ale ME nie miało być ani długie ani skomplikowana ono miała robić wrażenie i zachwycać. Udaje mu się to bez dwóch zdań. Jako gracz z prawie 15 letnim stażem mogę powiedzieć z ręką na sercu, że takiej gry nigdy jeszcze nie było, zarówno pod względem gameplayu jak i designu. Sama świeżość. Czyli to co prosiaki lubią najbardziej.

me7

Wobec takich argumentów ciężko mi psioczyć na wady, które ta pozycja oczywiście posiada. Tylko po co się nimi kierować, gdy gra jako całokształt porywa, i nawet fakt, że ginie się w niej przy pierwszym przechodzeniu z 200 razy ani trochę nie razi ? To kolejny cud natury, ale nawet ciągłe spadanie w przepaść/śmierć od postrzału, w tym przypadku nie frustruje. Stylistyka i plastyczność świata zbyt mocno oddziałują na nieprzyzwyczajonego do takich widoków gracza. Mirrors Edge aż chce się chłonąć, nawet główny theme (‘still alive’ <- polecam przesłuchać) przygrywa mi przy pisaniu tych ostatnich znaków recenzji i nie mogę się nim nacieszyć. Na dzień dzisiejszy plusy przeważają, i nie mam zamiaru na siłę zaniżać oceny.
Sequel (który powstaje) będzie musiał rozwinąć sporo patentów i wnieść niemałe urozmaicenie w rozgrywkę. Na pewno szalenie trudno będzie mu wywrzeć takie samo wrażenie jak część pierwsza… ale jeszcze będzie czas by się nad tym rozwodzić. Narazie apeluję by dać choćby za sprawą dema (do ściągnięcia i z Xlive i z PSN) szanse ME. Faithy to jedna z tych postaci, które w pierwszej kolejności trzeba poznać w te święta.

No i kto by nie chciał zobaczyć jej w czapeczce pani mikołajowej ?? <wstydzioch>

PS. Dla osób lubiących się bawić grą i ją masterować, czas spędzony z ME wyleży się parokrotnie! To produkcja nagradzająca zaangażowanie.

9

cascad

Advertisements

7 uwag do wpisu “Mirror’s Edge [PS3, X360, PC]

  1. Mirror’s Edge – koszmar daltonisty ;). Zabawa kolorami to był genialny pomysł. Pierwsza gra, w której oczojebne zielone, pomarańczowe i najważniejsze, czerwone elementy budują klimat. Dodałbym jeszcze zdanie o wspaniale animowanych cutscenkach. Tylko przydałoby się tego więcej, więcej ścieżek, więcej barierek do przeskoczenia, więcej drzwi do wyważenia. No ale to co mamy również cieszy. Skok z jednego dźwigu na drugi będziemy pamiętać jeszcze długo.

  2. Demko faktycznie ostudza troszkę zapał. Sam chętnie bym się skusił, jednak po rozmowach z kilkoma zaufanymi mi graczami uznaję że poczekam aż mocno stanieje, albo obadam na PC „czy warto”, na chwilę obecną LittleBibPlanet zabrało ME „show”, jakby wyszły w różnych momentach na pewno bym łyknął bez większych rozkmin jakie mam teraz… Ogólnei to strasznie duży wysyp dobrych gier naraz teraz jest, trzeba się mocno pozastanawiać co nam da najwięcej funu… No nic. Sama recka bardzo przyjemna, lubię twoje teksty cascad, pzdr.

  3. Gra jest na mojej liście „Most Wanted” na następny rok. Od pierwszego trailera coś mnie do tej produkcji ciągnęło, a demo tylko pokazało mi, że jak najbardziej warto czekać na przypływ gotówki.

  4. Grałem na razie tylko w demo ale już wiem na co pójdzie kasa od „mikołaja” :D.
    Dajcie mi ME i GoW 2 i zniknę na całe ferie zimowe ;]

  5. Właśnie zacząłem ogrywać, jestem po 3 rozdziałach… Rewelacyjna giera. Gdy się leci przez poziomy to grafika faktycznie zahacza o fotorealizm a sam gameplay w jakiś niepojęty sposób uzależnia. Już teraz czekam z niecierpliwością na sequel.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s