Cliff Bleszinski – bożyszczem graczy?

cliff_dice20081

Ludzie z branży dawno przestali być kojarzeni jako pryszczaci informatycy w okularach o 20 dioptriach, których jedyną partnerką jest rzeczywistych rozmiarów stand Lary Croft. Obecnie ogromne eventy i cała otoczka wręcz wymusza na nich oryginalny, szałowy wizerunek. A że gry są źródłem niemałych pieniędzy, nie ma problemu by w mig takowy nabyć.

Cliff’owi Bleszinskiemu, bo o nim mowa w dzisiejszym wpisie, na pierwszy rzut oka bliżej do tytułowego bożyszcza, niżeli wspaniałomyślnego designera gier. Jak się jednak okazuje, doskonale sprawdza się w obydwu rolach, ale czemu jest tak dobrze znany wśród graczy? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie, przybliżając Wam poniżej jego sylwetkę.

3158_0Przeanalizowanie życiorysu Bleszinskiego zmusza nas do przeniesienia się 33 lata wstecz – wówczas, dokładnie 12 Lutego 1975 roku w North Andover w stanie Massachusetts przychodzi na świat mały Cliffy. Tam spędza 15 wiosen by potem móc stać się obywatelem Północnej Karoliny, w której mieszka po dziś dzień.

To właśnie w North Caroline w wieku niespełna 17 lat Clifford własnymi siłami wydaje swoją pierwszą grę, zatytułowaną „The Palace of Deceit: the Dragon’s Plight”. Była to typowa jak na tamte czasy przygodówka typu „pixel-hunt”, w której poruszając kursorem po ekranie mieliśmy za zadanie odnajdywać punkty umożliwiające kliknięcie i zarazem wykonanie jakiejś czynności.

daretodream_gamescreen_episodeMłodzieniec postanowił wysłać swój twór do EPIC MegaGames, którzy z miejsca zatrudnili go obsadzając jednocześnie przy swojej produckji, która światło dzienne ujrzała 2 lata później. Chodzi mianowicie o „Dare to Dream” – przygodówka z widokiem z perspektywy pierwszej osoby i o wiele bardziej rozbudowaną historią, niżeli w poprzednim dziele Bleszinskiego: Niejaki Tyler po paśmie niefortunnych zdarzeń (m.in. śmierci ojca) zaczyna miewać dziwne sny. Pewnego wieczoru zasypiając po bardzo trudnym dniu Tyler staje się więźniem własnych obrazów. By móc wydostać się z wyimaginowanego świata musi przemierzyć go, odszukując po drodze różne przedmioty mogące ułatwić mu ucieczkę. Nie wiem jak Wam, ale mi osobiście przypomina to arcade’ówkę sprzed kilku miesięcy – „Braid”. W „Dare to Dream” jednak forma i wykonanie serwuje o wiele bardziej specyficzny klimat.

jazz_jackrabbit

Klimat, który jak się okazało przypadł graczom do gustu – gra odniosła wystarczający sukces, by Epic MegaGames umożliwiło Clifford’owi pracę przy swoich dużych seriach. W 1994 w współpracy z Arjan’em Brussee wydają swoistą odpowiedź na serie platformówek, tkj. Super Mario Bros., Sonic the Hedgehog czy Mega Man. Jazz Jackrabbit, bo tak nazywa się ta gra był pierwszą tego typu produkcją na komputery osobiste. Z miejsca zaskarbiła sobie serca PeCetowców, pozwalając na wydanie sequela, jak i handheald’owej wersji na GameBoy Advance.

cliff_rs-4_01

Następne 4 lata pracy Bleszinskiego w studiu Epic MegaGames to cisza przed burzą. W momencie, gdy na PeCetach królowała druga już część znakomitego FPS’a – Quake II, 23-letni Cliff postanawia wykorzystać napisany przez Tima Sweeney’a silnik graficzny (Unreal Engine) i wydać alternatywny FPS – Unreal. Oprawa audio-wizualna i niepowtarzalne zdaniem graczy doznania pozwoliły grze konkurować z Quake’m. W Unreal Tournament, która doczekała się 3 sequeli poprawiony został kulejący przy pierwszej części tryb Multi. Tak dopracowany tytuł przyniósł EPIC zyski, z których użytek postanawia zrobić w roku 2006 – wtedy to właśnie pojawia się jedna z najlepszych gier na Xbox 360, Gears of War. Bleszinski jako lead-designer zaskakuje masą innowacyjnych pomysłów, rozwiązań jak i oryginalnością zawartą w produkcie, z miejsca budząc szacunek i zainteresowanie wśród graczy. Gears of War okazało się tak dobre, że zapowiedziano film na jego podstawie (z Cliffem jako głównym producentem na czele), a miesiąc temu mieliśmy okazję przywitać drugą odsłonę gry na X360 – środkową część trylogii, której recenzję możecie przeczytać tutaj.

unreal

Za górami, za lasami, za… wielką wodą, czyli wizyta Bleszinskiego w Polsce.

We Wrześniu tego roku Cliff zawitał do naszego kraju. Polska była jednym z wielu państw europejskich na trasie Bleszinskiego, które odwiedził w celu promowania GoW2, jednak miło że z ciepłego USA zachciało mu się ruszyć do chłodnej Polszy. Razem z Boromim miałem przyjemność zobaczyć design-directora na żywo, ba! Nawet dotknąć! I co najważniejsze – porozmawiać. I tak jadąc przeszło 300km pociągiem do stolicy byłem przekonany że będę miał doczynienia z burżujskim, wywyższającym się osobnikiem, który przyjechał tylko by zrobić swoje (czyt. rozreklamować produkt i od razu wrócić na stare śmieci). Tak jednak nie było – Cliff cierpliwie podpisywał wszystkim plakaty/egzemplarze gry, jak i konsolę, paczkę papierosów czy… kondomów, uśmiechał się do zdjęć i odpowiadał na wszystkie, niekiedy ykhm, oryginalne pytania (vide „Gdybyś był zamknięty w piwnicy przez rok, w którą ze swoich gier byś grał”, na co zdziwiony i dość „przerażony” Cliff  poważnie odpowiedział: „Kojarzy mi się to z zamykaniem ukochanej córki, ale jeśli już pytasz to zabrałbym na pewno i GoW i Unreal’a [dodając po chwili]… i Jazz Jackrabbit”). Zapytany po raz n-ty o swoje nazwisko nie ukrywał zirytowania, ale odpowiedział że wie iż ma polskie korzenie, prawdopodobnie od dziadka. I choć mogły to być jedynie cukierkowe słowa na pożegnanie, to wykazał zadowolenie z wizyty w Polsce i powiedział, że chętnie przyleci tu po raz kolejny.

Wcinka borominka: Aż chce się zaczerpnąć z Mickiewicza: „I ja tam byłem…”. Faktycznie – tak jak napisał Century Child – było swojsko, niekiedy zabawnie, choć nie obyło się bez kilku durnych wyskoków w stylu „panie klyf, a czy będzie dżirsofłor dwa na pisi??”. Koniec końców jednak spotkanie wspominam miło. Cliff to świetny gość na kompletnym luzie. Liczyliśmy co prawda na innego rodzaju meeting, ale przyjęta quasi-konferencyjna konwencja nie dała się nie polubić. Gwoli ścisłości na koniec dodam, że poniżej widzicie bezpośredni skan. Mówiąc krótko – Cliffy oberwał granatem. 😉

cliffpg

Choć wielu zarzuca mu pozerstwo i lans, to jednak obcując z dotychczasowymi owocami pracy Cliff’a Bleszinskiego nie sposób nie przyznać mu Kudosów. Jego wizerunek nie może nam przysłaniać znakomitych produkcji wypuszczonych spod jego skrzydeł, toteż i pozostaje nam czekać na zapowiedziany horror, nad którym obecnie pracuje i oczywiście na zwieńczenie serii, która przyniosła mu największy rozgłos i zysk – Gears of War 3.

Century Child

hollywood2sized1

PS. Swego czasu Bleszinski funkcjonował w branży pod pseudonimem „CliffyB”, które jest oczywistym nawiązaniem do jego imienia i nazwiska, a ochrzczono go tak podobno jeszcze gdy był nieśmiałym młodzieńcem. Na początku bieżącego roku stwierdził jednak, że czas pożegnać się z tym przydomkiem, wymagając od reporterów i reszty zwracania się do niego po prostu per „Cliff Bleszinski”, tłumacząc się, że „czas nieco dorosnąć”. Znany blog Kotaku znalazł dla niego niedługo potem inną ksywkę – „Dude Huge” ^^,.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Cliff Bleszinski – bożyszczem graczy?

  1. A ja powiem, że Blesziński sprawia sympatyczne wrażenie. Widzę go jako gościa, z którym można pogadać i wypić piwo, bez zbędnej napinki. No i tworzy świetne gry, nie ma totamto.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s