„And thus, the Saga… begins.” – Recenzja „Shenmue”

shenmue

Dawno nie było tak dobrego roku dla graczy, nieprawdaż? Przywitaliśmy wiele hitów, którymi teraz będziemy się raczyć przez dłuższy czas nadchodzącej posuchy. Ostatnim hitem AD08 jest najnowszy Prince of Persia, którego recenzję autorstwa Cascada przeczytacie w następnym wpisie.
Ale ja nie o tym – aż dziw bierze, w jakim tempie rozwija się nasza ulubiona dziedzina. Jeszcze 5 lat temu nie pomyślałbym że Internet może mieć tak duże znaczenie dla gamingu, że tak szybko technologia pozwoli tworzyć gry na taką skalę, z budżetem niekiedy sięgającym filmowym produkcjom.
To ostatnie w momencie ukazania się Assassin’s Creed, GTAIV czy Fable II przypomniało mi o tytule, o którym śmiało mogę powiedzieć że był kamieniem milowym jeśli chodzi o rangę produkcji czy główne założenie w w.w. grach – otwartość i wielkość wirtualnego świata. Chodzi mianowicie o „Shenmue” – wielki, przez wielu niedoceniony hit na Dreamcast’a. 29 grudnia minie 9 lat od premiery gry, toteż warto ją przypomnieć, co zamierzam uczynić w dzisiejszym wpisie. Zapraszam do lektury.

Wciąż nie mogę uwierzyć, że to już tyle lat – ponad dekadę temu w umyśle jednego z najwybitniejszych ludzi SEGI, Yu Suzuki’ego rodzi się pomysł na rewolucyjną grę: nigdy dotąd niespotykaną symulację ludzkiego życia. Już wtedy wiadome było, że nie chodzi mu o kolejny tytuł pokroju Sims’ów – Wielki Yu pragnął wyjść poza schemat, czyniąc jednocześnie pionierski krok. Zainspirowany podróżą do Chin stworzył zarys swej wizji – gry pokroju RPG, której akcja toczyłaby się w rzeczywistym świecie. W Chinach znalazł się nie przypadkowo – przeprowadzał tam badania nad znaną bijatyką swego autorstwa, „Virtua Fighter”. Notabene nowy twór Suzuki’ego miał nazywać się „Akira’s Quest” – od imienia głównego bohatera właśnie VF. Długo można by się rozwodzić nad historią produkcji, koniec końców została ona wstrzymana do czasu premiery nowej konsoli „niebieskich” – Segi Dreamcast, by tam móc ewoluować do rangi, jaką możemy obserwować po dziś dzień.

Bez dłuższych wstępów zacznę od przybliżenia fabuły gry: Pewnego deszczowego dnia młody chłopak o imieniu Ryo Hazuki zastaje w rodzinnym dojo nieproszonych gości. Ryo jest świadkiem rozmowy między tajemniczym mężczyzną, a ojcem Ryo, Iwao. Z rozmowy dowiaduje się, iż mężczyzna ma na imię Chang Long Lan Di i pragnie odebrać Iwao tajemnicze „Lustro Smoka”. Kiedy ten stawia opór, dochodzi do pojedynku, w wyniku którego ojciec Ryo ginie. Całe zdarzenie jest dla samego młodzieńca wielką zagadką, pełną znaków zapytania: Kim jest tajemniczy mężczyzna? Co ze skradzionym lustrem?
Wiedziony chęcią zemsty Ryo podąża za mordercą, rozpoczynając jedną z największych przygód na DC…

shenmue123Pierwsza rzecz, która przy pierwszym zetknięciu z grą zachwyci wszystkich, jest niewyobrażalna jak na 1999 rok szczegółowość, z jaką odwzorowano otaczający nas świat. Trudno nie pokusić się o stwierdzenie, iż Yu Suzuki zebrał kawałek Japonii i umieścił go na kilku płytach GD-Rom pod nazwą „Shenmue”. Nie byłoby w tym ani krzty przesady – wszystkie lokacje, z jakimi przyjdzie nam się zetknąć w grze są żywcem wzięte z prawdziwego świata  – tak więc, będąc kiedyś w Japonii nie zapomnijcie odwiedzić znaną z gry mieścinę o nazwie Yokosuka, zwiedzając sklepy nie obca będzie wam taka nazwa, jak „Knocking Motorcycle Shop”, a widząc morze w New Yokosuka Harbor będziecie mieli wrażenie, jakbyście kiedyś już tu byli – taki właśnie klimat buduje Yu Suzuki w swoim „Shenmue” (które w dodatku jest wprost przepełnione japońską kulturą i jej elementami – przykładowo, w czasie świąt można spotkać kobiety przechadzające się po mieście w charakterystycznych w tym okresie kimonach!).
Obcując z „Shenmue” mamy uczucie prawdziwego upływu czasu, a wszystko to dzięki systemowi zwanemu „Magic Weather & Time Control”, który – jak sama nazwa wskazuje, symuluje w grze mijający czas oraz zmianę pogody (!). W jaki sposób? Otóż, rankiem około 8:00 może powitać nas słoneczny poranek, aby później móc przemienić się w deszczowe popołudnie. Efekt jest niesamowity i nie raz zdarzy się wam przerwać „dążenie do celu” w grze, aby poobserwować zachodzące słońce czy rozpromienione obłoki. A nie są to jedyne aspekty wprowadzające namiastkę prawdziwego życia – świat „Shenmue” to dziesiątki żyjących ludzi, każdy różniący się wyglądem i prowadzący własne, unikatowe życie: jest sprzedawca co dzień sprzedający swe towary w sklepie i zamykający go o danej porze, dzieci bawiące się w piaskownicy, gospodynie domowe plotkujące na różne tematy, przyjaciele oddający się swym pasjom czy też robotnicy. Z każdym z nich możesz pogadać i każdy z nich odpowie Ryo co innego – dźwięki paralingwistyczne, mimika, gesty, zachowanie genialnie daje nam do zrozumienia, że nie są to kolejne zlepki polygonów z 3 skryptami na krzyż. Tym bardziej że każdy z ludzi nie jest obojętny wobec pogody czy przemijającego czasu – podczas deszczu przechodnie trzymają w dłoniach parasolki lub stają pod dachami, starając się nie zmoknąć. Kiedy nadchodzi okres przedświąteczny, na różnych sklepach pojawiają się świąteczne dekoracje, a w tle przygrywają znane melodie; tu i ówdzie chodzi lekko „podchmielony” Św. Mikołaj, a nam nie sposób, by nie udzieliła się atmosfera świąt . Kiedy święta się kończą, dekoracje znikają, podobnie jak parasolki u ludzi, gdy zza chmur wygląda słońce…

shenmue21314

Ciężko jednoznacznie określić, do jakiego gatunku należy „Shenmue”. Sam Yu Suzuki nie daje zaszufladkować swego dzieła i określa je jako nowy gatunek gier zwany „FREE” (Full Reactive Eyes Entertainment). Nazwa doskonale oddaje klimat gry, gdyż „Shenmue” daje nam ogromną swobodę, zarówno w poruszaniu się, jak i w wykonywaniu różnych czynności – niech nie przychodzi wam na myśl od razu coś w stylu wspomnianego „Grand Theft Auto”, oczywistym jest, że „Shenmue” to kompletnie inna produkcja. Tu wielką przyjemność sprawi nam możliwość przejrzenia większości dostępnych szafek w domu, wzięcia do rąk i obejrzenia ze wszystkich stron sporej ilości przedmiotów, zrobienie zakupów w pobliskim sklepie: kupienie mleka dla kotka z sąsiedztwa, kaset do podręcznego odtwarzacza, czy wzięcie udziału w loterii w celu wygrania gier do Segi Saturn leżącej w domu… w „Shenmue” wbrew pozorom mamy naprawdę dużo sposobów na spędzenie wolnego czasu: oprócz w.w. rzeczy możemy kolekcjonować mini-figurki z postaciami ze świata SEGI, czy zagrać w oldschool’owe gry w pobliskim salonie gier! Znajdziemy tu takie klasyki, jak popularny „Hang On”, „Space Harrier” czy też całkiem nowe arcade’ówki: „Darts 7” (rzutki), „QTE Title” itp.

shenmuesaturnMając tyle możliwości i wolnego czasu, nie możemy jednak zapomnieć o podążaniu za fabułą, jednocześnie „popychając” wydarzenia nieco bardziej naprzód. Początki w „Shenmue” mogą bardziej niecierpliwych graczy zniechęcić do dalszej rozgrywki, gdyż skupiają się głównie na rozmowie z ludźmi i szukaniu nowych tropów, ale w dalszym etapie gry fabuła i rozwiązywanie jej poszczególnych wątków wkręca na dobre – „Shenmue” to nie tylko oglądanie świetnie wyreżyserowanych cut-scenek z doskonałą grafiką i voice-acting’iem, ale i sporo akcji. Jednym z jej elementów jest system zwany QTE (Quick Time Event). QTE jest elementem czysto zręcznościowym – polega na tym, iż mając jakiś ważny moment w trakcie rozgrywki, na ekranie pojawia się przycisk odpowiadający jednemu z przycisków na padzie od Dreamcast’a – naszym zadaniem jest sprawne jego wciśnięcie, tym samym wykonując polecenie. System jednak nie kończy się na jednym czy dwóch wyświetlonych przyciskach, zazwyczaj jest to kilka kombinacji, nie zawsze łatwych. Po wykonaniu QTE mamy okazję obejrzeć jakąś efektowną akcję (np. zrzucenie przeciwnika z pędzącego motoru, itp.).
Kolejne porcje akcji Suzuki oferuje nam w walkach zwanych Free Battle. Ryo jest synem mistrza sztuk walki i posiada spory „wachlarz” ciosów i umiejętności. Mało tego – może się uczyć nowych, zakupując nowe zwoje z ciosami lub ucząc się ich od innych mistrzów. Opanowane ciosy może trenować (w dojo, na parkingu czy też w parku), a następnie wykorzystywać do walki z przeciwnikami – Free Battle polega właśnie na „wolnej walce” z wrogami. Yu Suzuki znany z serii bijatyk „Virtua Fighter” przeniósł namiastkę systemu znanego z VF właśnie do „Shenmue” (nie bez powodu też roboczą nazwą gry było „VF RPG”) – znajdziemy tu więc wszelkiej maści ciosy, kopniaki, bloki, rzuty, a nawet reversale!!!

shenmue1451Warto również wspomnieć o 2 tak standardowych, a  zarazem niezwykłych w przypadku tego tytułu atutach – dźwięku i grafice, które są tutaj na najwyższym poziomie sprawiając, że miód wprost wylewa się z ekranu: praktycznie każdy element graficzny ma zastosowany anti-aliasing (wygładzanie krawędzi), a całość chodzi bardzo płynnie, choć momentami przy większej grupce ludzi gra może „pochrupywać”. Zdarza się to jednak tak rzadko i tak „niewinnie” że na pewno nie wzbudza w nas jakiegoś większego niesmaku. Oprawie dźwiękowej także nie można oszczędzić pochwał: „Shenmue” to nie tylko towarzysząca nam krok w krok doskonale budująca klimat muzyka, która w wielu lokacjach/budynkach jest zróżnicowana, ale i masa doskonałej jakości dźwięków/odgłosów: każdej czynności towarzyszy odgłos: otwierając drzwi, słyszymy na początku chwycenie klamki, następnie skrzyp, po czym trzask po ich zamknięciu; podnosząc szklankę, słyszymy charakterystyczny „brzęk”, biegnąc po leżącym na ziemi piasku/śniegu dane jest nam usłyszeć dźwięk wyjęty żywcem z prawdziwego życia. Wracając na chwilę do muzyki i jej różnorodności, ta zmienia się w zależności od pogody i czasu: kiedy pada deszcz, muzyka buduje klimat melancholii, kiedy jest bezchmurna noc, zamienia się w cichą i delikatną piosenkę. Może nie wielu graczy doceni fetysz takich szczegółów, jednak voice-acting u każdej z postaci zmieszany z powalającą grafiką na pewno u każdego spowoduje opad szczęki: ruch warg doskonale zgrany z głosem aktorów, niesamowice realistyczne ruchy i zachowania postaci… Yu bawi się grafiką i dźwiękiem, zauważa w realnym świecie elementy, na które większość z nas nawet nie zwraca uwagi i przenosi je do „Shenmue”, abyśmy tam mogli podziwiać jej kunszt graficzny. Przypominam, że mamy doczynienia z tytułem sprzed 9 lat – możecie sobie jedynie wyobrazić, jakie wówczas wrażenie zrobiło na mnie i na wielu fanach DC. A smaczków, składających się na wybitność tego tytułu jest jeszcze więcej, które zauważycie dopiero gdy sami zetkniecie się z tym dziełem.shenmue_ada

Ale tak jak każda gra, tak i „Shenmue” nie ustrzegło się wad. Jedną z nich jest wspomniane kilka zdań wcześniej „pochrupywanie” animacji w trakcie rozgrywki. Nie jest ono jednak nagminne – występuje jedynie w momentach, gdy na ekranie pojawia się duża ilość ludzi, a laser doczytuje dużą ilość danych z płyty. Wiele osób z grymasem na twarzy witało także „wyskakiwanie z nikąd” postaci. Często możemy natrafić na sytuację, gdy przemierzając wirtualne lokacje Japonii, drogę „zataranuje” nam jakaś osoba, której nie widzieliśmy z oddali. Tego typu pop-up to zdecydowanie najbardziej drażniąca wada, szczególnie podczas pracy na wózku widłowym (gdy spiesząc się, aby przewieźć jak najwięcej skrzyń natraficie w wąskiej uliczce na kota czy też inny wózek widłowy, zrozumiecie o co chodzi…).
Choć nie wszyscy odbiorą to jako minus, to po dłuższym obcowaniu z grą angielski voice-acting stał się dla mnie strasznie nużący. Każda z postaci poruszająca się w świecie „Shenmue” ma nagrany indywidualny głos i szereg indywidualnych odpowiedzi, jednak po pewnym czasie ów indywidualność zanika, co oznacza, że co 2 osoba odpowie nam to samo. O ile w drugiej części gry japoński dubbing brzmi ciekawiej, o tyle tutaj po 4 czy 5 podejściu do gry angielskie odpowiedzi ludzi czy nawet „powiedzonka” Ryo stają się strasznie rutynowe, momentami drażniące.
Jest jeszcze kilka lekkich niedociągnięć, które zostają poprawione w następnej części (brak możliwości „przyspieszenia czasu”, następująca momentami liniowość gry czy jej długość), jednak kunszt wykonania sukcesywnie przysłania nam drobne wady, takie jak te powyżej.

shenmueewqdaPodczas pisania tego tekstu starałem się wystrzegać porównań do obecnych produkcji, gdyż takowe nie miałyby tu prawa bytu. „Shenmue” jako niedokończona historia zostało niezauważone przez wielu graczy – szczególnie Ci młodsi na wzmiankę o tym, że SEGA tworzyła niegdyś tytuły na takim poziomie mogliby wybuchnąć salwą śmiechu. Dlatego też mam nadzieję, że tym wpisem skłonię czytelników Peace Grenade do odkurzenia swoich kopii gry, tudzież nabycia ich z powrotem czy dla wielu czytających tego, za co oddałbym wiele next-genowych pozycji – przeżycia tej historii po raz pierwszy. Tym bardziej że ta nie kończy się w pierwszej części – w rodzimym kraju Ryo nie rozwiązuje tajemnicy lustra, ani też nie poznaje powodu, dla którego jego ojciec zginął. Chęć zemsty na mordercy i rozwikłania tajemnic doprowadzi go do nieznanego dotąd lądu, do Hong Kongu – tam ta epicka opowieść rozpocznie się na dobre.

91

Century Child

Advertisements

7 uwag do wpisu “„And thus, the Saga… begins.” – Recenzja „Shenmue”

  1. gre w to okupiłem bólem i cierpieniem ale było warto, tak samo jak warto było niemal zabić Segę by taka gra powstała. kamień milowy w historii gier video, niedoceniony przez zjebów jarających sie „przełomowym” GTA3 i pochodnymi.

  2. Nyu – pierwszą część zawszę traktuję jako przedsmak epickiej podróży w części drugiej, tak więc dycha przy recenzji dwójki ;).

  3. Gdyby mi się dreamcast nie zacinał przy pewnym momencie CD1 bym przeszedł, bo mocno mnie interesuje gra… A tak to… :/ Będzie trzeba kombinować jak w to pograć, mimo zwalonego cd.

  4. Za to 9 to masz u mnie minusa. Ja traktuję 1 i 2 jako jedną, spójną całość. Najlepsza gra w moim życiu. Tylko kiedy zobaczymy zakończenie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s