W poszukiwaniu prawdy – Ace Attorney

aa122

Tekstowe przygodówki nie umarły – o tym, jak dobrze ma się ten gatunek, najlepiej świadczy Nintendo DS. Miłośnicy czytania, przemieszczania się jednym kliknięciem między lokacjami i wertowania (jak na dzisiejsze standardy) śmiesznie ascetycznego inwentarza odnajdą na tej konsoli ziemię obiecaną. Nie wszystkie tytuły są co prawda ponadprzeciętne, jednak fani „tekstówek” powinni zaopatrzyć się w ten sprzęt choćby z jednego powodu. A na imię mu: Ace Attorney.

accce11

Jak sama nazwa wskazuje, cykl opowiada o perypetiach prawniczych. Oczywiście w konwencji zgoła innej od „Anny Marii W (czyt. ‘Dablju’)”. Sąd w uniwersum Phoenixa Wrighta, to miejsce fascynujące i pełne niecodziennych wydarzeń, których przebieg bardzo często dynamiką nie ustępuje pojedynkom znanym z kina akcji. Wcielając się w Phoenixa Wright’a (a od czwartej części w Apolla Justice’a), rozwiązujemy tajemnicze sprawy morderstw, najczęściej stając po pozornie przegranej stronie.
Poznając meandry fabuły poznamy wyraziste, uroczo przerysowane postaci, których z pewnością do normalnego sądu by nikt nie wpuścił. Pani prokurator pochodzenia niemieckiego, wywijająca w trakcie rozprawy batem na lewo i prawo (aż boję się myśleć skąd przejęła te nawyki, przyjmijmy więc że to zapalona fanka Castlevanii)? Proszę bardzo! Nieśmiały brzuchomówca, którego pacynka przeszła na układ autonomiczny i notorycznie okłada go po facjacie? A jakże! Podstawowy set bohaterów to także niezłe numery: Wright (będący totalnym prawniczym żółtodziobem), jego asystentka Maya Fey (pozytywnie zakręcona medium) czy detektyw Dick Gumshoe (nader często zbierający razy od losu, rozbrajająco naiwny typek) to postaci do których zwyczajnie nie sposób się nie przywiązać. A wymienione persony to tylko niewielka część spośród przebogatej plejady osobistości całej serii…

acce2

Phoenix wyemigrował z Japonii, w międzyczasie zmieniając konsolę docelową. Pierwsze trzy części ukazały się ponad pięć lat temu na GBA, jednak do USA i Europy, dotarły jako gry przeznaczone na NDS. Od strony technicznej gra dużo się nie zmieniła – graficznie prezentuje bliźniaczy poziom, a oprawa audio nie różni się w ogóle. Doszło tylko sterowanie stylusem i możliwość użycia mikrofonu. Dopiero wydany na początku tego roku Apollo Justice jest ekskluzywną produkcja dla najnowszej kieszonsolki Nintendo. Ta część prezentuje też usprawnioną grafikę (postaci wyglądają zdecydowanie lepiej, podczas rozpraw widzimy trójwymiarowe wstawki) i utwory, wykorzystuje w pełni dobrodziejstwa DeeSa (z pomocą mikrofonu zdmuchujemy nawet „ścieżkę” przy zdejmowaniu odcisków palców). W Japonii seria odniosła olbrzymi sukces, o czym może świadczyć choćby konwersja do javy, komiksowe adaptacje, czy liczne, sprzedawane oddzielnie OSTy, a także… dwa nagrane przez „żywą” orkiestrę albumy z aranżacjami ‘prawniczych’ melodii!

acce3

Seria liczy sobie już niemal dwadzieścia długich rozpraw, większość z nich jest oryginalna i porywająca. Poniekąd przyczynia się do tego niesamowicie chwytliwa konwencja w której są utrzymane. .„Teatr w sądzie” – te słowa najlepiej oddają klimat AA. Tutaj żaden świadek, podejrzany czy poszkodowany nie jest normalny, i nawet sędzia daje się wplątać w gierki, żywo gestykulując przy co większych zwrotach fabularnych. Historie związane z każdym morderstwem, w większości przypadków są naprawdę oryginalne i ciekawe a wydarzenia których jesteśmy świadkami, zakrawają często o operę mydlaną. O dziwo, w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Rozgrywka całej sagi dzieli się na dwie części – prywatne śledztwo i rozprawę. W trakcie śledztwa, gromadzimy rozmaite dowody i przesłuchujemy świadków, próbując ustalić korzystny dla naszego klienta zarys całego zdarzenia (w trakcie dalszych perturbacji, i tak zdąży on kilkakrotnie zatoczyć koło) potem ruszamy z całym materiałem dowodowym na salę rozpraw. Pierwszy fragment przypomina staroszkolną „tekstówkę”: przemieszczamy się między statecznymi tłami oraz prowadzimy dialogi w klasyczny, „okienkowy” sposób. Część rozgrywana w sądzie skupia się natomiast na przesłuchaniach: świadkowie wypowiadają się na dany temat w kilku zdaniach, gracz natomiast – mając dostęp do pełnej treści zeznania, wskazuje, w którym konkretnym fragmencie gość zełgał. Często, by wykryć nieścisłość, trzeba też nieco pociągnąć go za język (w tym celu wystarczy krzyknąć do majka „Hold it!”, gdy na ekranie wyświetlany jest wątek, który chcemy rozwinąć). Wtedy albo pojawia się parę opcji dialogowych, z których musimy wybrać tą która najcelniej podważy zeznania świadka, albo prezentujemy jeden z dowodów, które znaleźliśmy przy dochodzeniu, udowadniający, że gdzieś kryje się kłamstwo. Może chodzić o jakąś fotografie, czyjś notes, orzeczenie Coronera, czy naprawdę mały szczególik. Z czasem potrafi się to zrobić dość trudne i żeby popchnąć fabułę do przodu trzeba będzie się popisać niemałą wyobraźnią. Maglować świadka możemy jednak w nieskończoność – aż nie znajdziemy błędu w jego wypowiedzi. Dla ułatwienia też, przez cały czas mamy dostęp do listy dowodów, a koło każdego z nich znajduje się krótka notatka mówiąca co nieco o jego znaczeniu dla całej sprawy. Sprawia to, że gra się przyjemnie, czas nas nie goni – możemy wszystko zbadać parę razy, i save’owac w dowolnym momencie. Ace Attorney jest wręcz stworzony do platform przenośnych, świetnie się sprawdza jako DS’owy tytuł.

aa131

Kolejne części to po prostu zestawy nowych rozpraw. Przynoszą małe innowacje, np. przesłuchiwanie świadków się rozwija, jednak jest to cały czas ten sam gameplay, podzielony wyraźnie na część działania w terenie i w sądzie. Frajda polega na ciągłych konfrontacjach z innymi prokuratorami i świadkami – ci zaskakują w każdej części równie mocno. Ktoś kto zasmakuje i polubi jedną część, polubi wszystkie. Graficznie jest bardzo schludnie, choć bądźmy szczerzy – to parę dwuwymiarowych sprite’ów dobrej jakości i rysowane tła. Taki developer jak Capcom mógł się nieco bardziej postarać. Cały ciężar budowania klimatu gry spada na scenariusz, muzykę i główkowanie. Z oczywistym naciskiem na ten ostatni element. Trzeba pogratulować japończykom, że w swych skłonnościach do robienia często absurdalnych fabuł w swych grach tym razem się od tego powstrzymali. Warto to zaznaczyć gdyż pierwotnie AA było planowane tylko i wyłącznie na rynek japoński (tam wychodził na GameBoya Advance oraz jako pojedyncze rozprawy do ściągnięcia na telefon komórkowy), jednak za sprawą osiągnięcia niespodziewanej popularności, po paru latach w końcu seria trafiła do Stanów i Europy, już jako świeży dla anglojęzycznych graczy, DSowy tytuł. Nie jest dziwnym, że zarówno zachód jak i wschód tak umiłował się w tej grze. To był powrót do przeszłości, do tego czym zawsze stały tekstowe przygodówki i dowód na to, ze zdecydowanie niepotrzebnie je uśmiercono. Łamigłówki w elektronicznej formie mają wielką moc. Poza tym zadziałało parę aspektów psychologicznych – gdyż gra nie dość, że stawiała wyzwanie, to jeszcze po rozwiązaniu każdej sprawy, automatycznie czujemy się mądrzy, dumni i inteligentni że jej podołaliśmy. Zaliczanie kolejnych chapterów najzwyczajniej satysfakcjonuje. Choć przyznam, ze ich poziom jest dość nierówny, ale to już raczej indywidualna sprawa. Niektóre chaptery się niemal całe przeleci sprawnie, a w innych się zatnie na samym początku. Wszystko zależy do tego jak nam się powiedzie kojarzenie faktów.

Prostota obsługi gwarantuje AA szerokie pole odbiorców. Można śmiało powiedzieć, że ta gra łączy pokolenia i płcie, o ile oczywiście owe pokolenia i płcie znają angielski. Miło na niej poćwiczyć swe lingwistyczne umiejętności, rozgrzać nieco mózg i bawić się nią, jakby była interaktywną książką. Jest do bólu liniowa i trzeba postępować dokładnie tak, jak przewidzieli to autorzy. Jak jednak widać po ilości jej fanów i sukcesie komercyjnym (ponad 2,1 mln DS’owych egzemplarzy sprzedanych w Japonii i USA, europejskich danych niestety nie znam) oraz wysokich ocenach uzyskiwanych w przeróżnych portalach i czasopismach, nie przeszkadza to zbytnio w cieszeniu się rozgrywką.
Ponieważ niektórzy mają kłopoty z chronologią serii, to jeszcze pozwolę sobie ją przybliżyć:

1. Phoenix Wright: Ace Attorney
2. Phoenix Wright: Ace Attorney – Justice For All
3. Phoenix Wright: Ace Attorney – Trials And Tribulations
4. Apollo Justice: Ace Attorney

Znakiem popularności wszelakich zjawisk kulturowych jest też COSPLAY. Na punkcie Phoenixa Wrighta i jego gromady odbiło ludziom w takim stopniu, że aż zaczęli się za nich przebierać. Chore i śmieszne, a zarazem warte pokazania. Skoro gra skłania do takich rzeczy to znaczy, że ma moc:

aa4

aa6

ace555

acc9999999999

ac8888888

ac101010101

Spróbujcie zatem Ace Attorney’a, może i wam szajba odbije, a gdy matka wejdzie do pokoju i powie żebyście ściszyli muzykę, krzykniecie tylko OBJECTION wystawiając zamaszystym gestem palec w jej kierunku 😉

boromi&cascad

Reklamy

2 uwagi do wpisu “W poszukiwaniu prawdy – Ace Attorney

  1. Mi niestety na punkcie serii nie odbiło, mimo, że się ostro wciągnąłem, to nie skończyłem nawet pierwszej części, bo schematyczność mnie w pewnym momencie znudziła. Choć pewnie postaram się jeszcze kiedyś do niej wrócić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s