Loco-Roco [PSP]

loco-roco-yellow-face-490px

Baloniku mój malutki… – “Loco Roco” – gra – ewenement. Obiekt westchnień wielu entuzjastów Sony PSP (nawet tych, którzy wyśmiewają DS-a ze względu na tego rodzaju produkcje). Co takiego w niej jest? Co tkwi w małym, żółciutkim jak, nie przymierzając – Japończyk, kulku, słodziutko uśmiechniętym i sunącym sobie beztrosko po odjechanych poziomach…? Cóż – postaram się wam to streścić pokrótce w tej recenzji.

Wypadałoby zacząć od opowiedzianej historii. Otóż – była sobie planeta (notabene – nie licząc uśmiechniętej buźki – całkiem podobna do Ziemi), zamieszkała przez nikomu nie wadzące stworki, wiodące beztroskie żywota. Zwały się Loco Roco i były przesympatyczne, gadatliwe i pozytywnie nastawione do… no, do wszystkiego. Miały też kompanów – Mui Mui – niebieskie (już mniej urokliwe, chociaż wciąż sympatyczne) typki. Hehe – już wszyscy zapewne wiedzą, co się wydarzyło następnie. Owszem – sielankę przerwała cała wataha niemilców. Niemilce zaś, należały do rasy zwanej Moja. Tak się też nieszczęśliwie złożyło, że – oprócz posiadania niecnych zamiarów, sukinkoty żywią się Loco Roco. Nic więc dziwnego, że – w obliczu realnego zagrożenia, jeden z blobów wyruszył na odsiecz, poszukując swoich pobratymców oraz sposobu na ratunek przed zagładą. Wszystko to, z niezłażącym z niego uśmiechem, blah.

screenshot-001
„Ręce do góry, cała sala się buja…” – Był jednak pewien problem. Loco Roco do najmądrzejszych stworzonek nie należał, a i jego fizyczność stała mu na przeszkodzie w wygodnym przemieszczaniu się. Z pomocą przyszedł mu więc… jego świat. Dobroduszna planeta, również mająca już dość ciągłych krucjat, oddaje się w ręce gracza. Od tej pory więc,to gracz kontroluje nachylenie gruntu – triggerami (czyli przyciskami bardziej znanymi jako „L button” i „R button”) zmieniamy kąt nachylania podłoża, dzięki czemu nasz Lucuś może toczyć się w wybranym kierunku. Co cieszy – fizyka świata jest względnie dopracowana i – w przypadku, dajmy na to, wodospadu, ciecz leci zgodnie z aktualnym przechyłem planety. Nasza kontrola nad samą kulką, sprowadza się do skoków, które to skoki wykonujemy, naciskając jednocześnie oba triggery. I w zasadzie, gdyby nie menu, grę możnaby obsługiwać trzema przyciskami (“kwadratem” rozszczepiamy kulka na mniejsze i z powrotem – łączymy maluchy w jedno). Uproszczone? Oczywiście. Prymitywne? Naturalnie. Genialne? Jak najbardziej.

screenshot-005

„Ach, jak przyjemnie…” – Równie beztrosko jak nasz blob, czujemy się i my, sunąc z lekką głową przez kolorowe, niemal wyjęte z pijackich majaków levele. Na każdym z poziomów jest multum elementów, które każą nam zadać sobie pytanie dotyczące stanu projektanta. Istotnie – levele są „wyreżyserowane” w zakręcony sposób i w wielu momentach, zapewniam – skłaniają do przetarcia ze zdumienia swych patrzałek. Kuleczki latają w prądach powietrznych, wybijają się na gąbkach i w – zaiste, pocieszny sposób przeturlują się przez – obfite w liczne rozgałęzienia, szczeliny. Ta gra to w zasadzie interaktywny film animowany – wycieczka po zachwycającej surrealizmem krainie.

Grając w „Loco Roco”, można często odnieść (notabene – zupełnie słuszne) wrażenie iż ogląda się jakąś niesłychanie rozbudowaną animację, wykonaną we Flashu. Wrażenie to nie jest mylące – w swojej grze Sony zaimplementowało grafikę wektorową. Oznacza to, że miękkie podłoże będzie uginać się pod blobem dokładnie tak, jak chcielibyśmy to widzieć w kreskówce, a nie tak, jak graficy 2D sobie to opracowali. Ma to też znaczenie w gładkości wyświetlanej grafiki – wszystko pokazane jest w niesłychanie ciepłym i „zaokrąglonym” ujęciu – brak tu zauważalnych pikseli (choć naturalnie brak wygładzania powierzchni jest momentami widoczny), czy też błędów w detekcji kolizji. Nie muszę chyba wspominać o przecudnej, niekiedy psychodelicznej gamie kolorów. Wektorki mają też tą zaletę, że nie obciążają nadmiernie procesora konsoli i – co za tym idzie – wszystkie animacje w grze są niesamowicie płynne. Grafika w „Loco Roco” niemal wymyka się skali – to prawdziwe arcydzieło (którego jednak nie docenią osoby ślepo zapatrzone w trójwymiar)!

screenshot-021

„Świat zasypie mnie nowymi gadżetami…” – Duża prostota rozgrywki nie jest  wadą w przypadku Loco Roco. Ta gra zauracza i sprawia że człowiek przestaje patrzeć na nią przez pryzmat stawianych wyzwań. Magia „Loco Roco” tkwi poniekąd właśnie w tej lekkości. Osobiście za nic nie chciałbym, by – zamiast relaksującej, kojącej nerwy „przejażdżki”, w tym zachwycającym uniwersum zafundowano nam walkę o przetrwanie w stylu Contry. Twórcy jednak pomyśleli i o maniakach i poupychali całe tony „paprochów” na poszczególnych poziomach, a – jako że w grze Sony nader często znajdują się rozmaite przepaści, po spadnięciu w które nie da się już wrócić, ci, którzy zamierzają ukończyć grę w stu procentach, muszą mieć oczy dookoła głowy. Do przeoczenia bowiem mają bardzo wiele – nieistniejące ściany (znikają w momencie „wpadnięcia” w nie), skrzętnie poukrywane tu i ówdzie skrzydlate jagódki, czy też – wymagające często małpiej zręczności – platformy, do których dostać się można jedynie, przeskakując z jednej
trampoliny na drugą. Ciężkie życie…

screenshot-015

„Śpiewać każdy może – trochę lepiej, czasem trochę…” – Na każdym poziomie (a także w menu głównym) towarzyszą nam przepiękne piosenki w wykonaniu Roco. Kuleczki podśpiewują – i to nie gorzej, niż niejeden popowy wykonawca bez playbacku. Utwory są „klimatycznie odjechane” i stanowią ogromny plus dla tej produkcji. Istnieje też olbrzymie prawdopodobieństwo, że po ukończeniu gry zapragniecie posłuchać kulek także w windzie. Co cieszy, każdy gatunek Loco Roco ma swój własny głos, przez co „mamrotki” w trakcie gry są – w każdym przypadku – zupełnie inne. W menu głównym, w zależności od wybranego Lucusia, piosenka tytułowa wykonywana jest od zera (to znaczy – motyw zostaje, ale zaśpiewana jest przez zupełnie inną osobę). Oprawa audio w „Loco Roco” robi kolosalne wrażenie na osobach które potrafią się na nią otworzyć i – po raz kolejny – można uznać ją za wzorcowy model. Zarówno muzyka, jak i odgłosy (gaworzenie stworków po prostu rozbraja) wykonane są po prostu i-de-al-nie. Życzę zarówno wam, jak i sobie, by dane nam było posłuchać gdzieś jeszcze, poza LR2, tak poprawiającej humor oprawy audio.

screenshot-0141

Wszystko co dobre, szybko się kończy… – Niestety, twórcy nie ustrzegli się jednego, kolosalnego błędu. Jest nim czas potrzebny na ukończenie ich produktu. Nie zajmując głowy znajdźkami, grę ukończymy w niecałych pięć godzin. Są przypadki w których krótki czas rozgrywki można usprawiedliwić złożonymi poziomami, bogatymi w detale. W „Loco Roco”, niestety nie może być o tym mowy. Poziomy – mimo, że są architektonicznym majstersztykiem, nie mogą się pochwalić szczególnym zróżnicowaniem. Szczególnie, jeżeli chodzi o tematykę, która w każdym ze światów (a jest ich cztery, po dziesięć poziomów każdy) powtarza się. Widać też pewną analogię (w każdym świecie są poziomy rozgrywane w nocy czy w dżungli), która jednak nie męczy. I właśnie dlatego tak bardzo ubolewam nad czasem, potrzebnym do ukończenia wątku głównego w „Loco Roco”…

screenshot-018

Z pierwszego toczenia – Powiem szczerze, że przy ocenie miodności mam spory dylemat. Z jednej strony hardcore’owcy wyśmieją grę po dwóch poziomach. Z drugiej natomiast, entuzjastom takich klimatów, do wystawienia maksymalnej oceny wystarczyłaby jedynie chwila spędzona w tym świecie. Wszystko jest tu nadzwyczaj plastyczne i cała rozgrywka hołduje najbardziej bajecznym ideom gier. Jak zatem ocenić gameplay w takiej grze…? Z pewnością należy zachować przy tym dozę obiektywności i dystansu: rozgrywka z produkcji Sony Etertainment nie jest pozbawiona wad. Najpoważniejszą z nich jest sama jej długość – każdy poziom przejść można w 3 – 4 minuty, nie spiesząc się przy tym zbytnio. Irytuje też bezradność naszych przeciwników. Choć Loco Roco jest grą z kategorii „dla wszystkich”, autorzy mogli zapewnić graczom choć odrobinę bardziej wymagających niemilców, przy okazji – pozostawiając milusińskim możliwość ucieczki i przejścia poziomu bez walki z nimi. Kolejną wadą jest… nie, więcej felerów nie stwierdzono. Rozgrywka – wyłączając te dwie niedogodności, jest esencją dobrego pomysłu, zmieszaną z perfekcyjnym designem poziomów oraz hektolitrami miodu. Tego po prostu nie da się uzasadnić, bo frajda z gry jest tu powodowana zupełnie innymi jej aspektami.

8minus

boromi

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Loco-Roco [PSP]

  1. Szalona gra, za to jedno z objawień PSP. Szkoda tylko, że krótka. Mnie do jej wymasterowania zostały już tylko „czasówki” na poszczególnych etapach.

  2. Moim zdaniem troszkę niepotrzebnie twórcy dowalili poruszającyh się przeciwników, przez co zatracił sie taki „chill-outowy” charakter pierwszego (albo pierwszych dwóch) etapu. Mimo to jest to praktycznie must-have dla każdego posiadacza PSP lubiącego oryginalne i pomysłowe gry.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s