Professor Layton & The Curious Village [NDS]

layton

Dziś na Peace Grenade podzielę się z wami własnym zdaniem o jednej z najlepszych (a, co wykazał już niejeden konkurs, dla wielu także najlepszej) produkcji na DS-a roku 2008. O dziwo – gro graczy zdołała ona przykuć nie wartką akcją czy głęboką fabułą, a… pokaźnym setem łamigłówek. Ależ, panowie w dresikach z końca sali – zostańcie, proszę! W trymiga przekonacie się bowiem, że logiczne myślenie jest całkiem przyjemne. Pana w uprasowanym mundurku, ze średnią 10,0 także proszę o pozostanie na swoim miejscu. Zapewniam, że nawet geniusz nauk nie raz złapie się tu za głowę, śmiejąc się z własnej nieuwagi. Czas wyruszyć w niezapomnianą podróż ku niezgłębionym tajemnicom miasteczka St. Mystere. Tajemnicom, które jednych nauczą pokory, a innych przekonają o tym, że nie wszystkie gry logiczne to wysokoprocentowa nuda.

„A boot to the head” – Głównych bohaterów – Professora Laytona i Luke’a poznajemy w trakcie podróży Laytono-mobilem w bliżej nieokreślone miejsce. Szybko dowiadujemy się, że Layton – znany na całym świecie wielbiciel wszelkiej maści zagadek został wezwany do St. Mystere. Kim byłby jednak geniusz bez wiernego pomagiera…? Na pewno nie głównym bohaterem tej gry – nasz profesor ma takowego, a jest nim chłopiec w niebieskim berecie o imieniu Luke. Do miasteczka wezwani zostali z ramienia lady Dahlii – zamożnej wdowy, której majątek jest jednak zagrożony. Jej niedawno zmarły mąż, Augustus Reinhold zapisał w spadku cały swój majątek osobie, która odnajdzie ukryte gdzieś w miasteczku Złote Jabłko. Bohaterowie przybywszy na miejsce, odnajdują posiadłość Dahlii, a w nim – oprócz samej właścicielki, świeżo upieczonych kandydatów do przejęcia majątku. Jakim torem potoczy się historia? Co skrywa mroczna, psychodeliczna wieża, położona pośrodku St. Mystere? Na te (oraz wiele innych) pytania odpowiecie sobie, przechodząc tą niezwykłą produkcję.

bezc2a0tytulu6

Z czym to się je? – No dobrze – wypadałoby jednak powiedzieć co nieco o samej formule gry. Otóż – „Profesor” jest swego rodzaju mieszanką dwóch gatunków – tekstowej przygodówki i gry logicznej, toteż sama rozgrywka jest tu wielce oryginalna. Okolicę zwiedzamy w klasyczny sposób – przemieszczając się między dwu – wymiarowymi tłami (na górnym ekranie obecna jest mapa, dzięki czemu nie ma szans zgubić się w St. Mystere zgubić) i prowadzimy typowe dla tego gatunku gier, dość długie (aczkolwiek – przeważnie nie nużące) dialogi i… w tym momencie pojawia się odstępstwo od przygodówkowej reguły. Bowiem by popchnąć fabułę choćby o ociupinkę, zmuszeni jesteśmy rozwiązywać zagadki. St. Mystere słynie z olbrzymiej ich ilości i najpewniej, gdy rozpoczniemy rozmowę z danym mieszkańcem, zaraz zażąda on od nas rozwiązania którejś z licznych zagwozdek. Dopiero po „rozgryzieniu” jej, udzieli nam informacji, bądź też (w przypadku zagadek pobocznych) wręczy jakiś ciekawy przedmiot. Taka mechanika poznawcza może się wydawać banalna, jednak – nie ma co ukrywać – warstwa fabularna jest tu tylko pretekstem do rozwiązywania ciekawych i pomysłowych zadań.

Teraz odrobinę o samych zagadkach. Prawie wszystkie traktują o wyrwanych z więzów fabularnych, fikcyjnych problemach. Gdy już przyjmiemy jedno z nich, na górnym ekranie pojawi się krótki opis zagadki, na dolnym zaś ilustracja, bądź też samo sedno kłopotu (to w przypadku zadań na spostrzegawczość, czy też takich, w których – na przykład, musimy „własnoręcznie” podzielić tabliczkę czekolady według podanej zasady). Co ważne, w trakcie jej rozwiązywania, mamy najczęściej możliwość pisania na dolnym ekranie – twórcy tym rozwiązaniem niezmiernie ułatwili życie sporej ilości wzrokowcom (w tym – także i mi).Większość zagadek jest skonstruowana tak, by zmusić nas do kreatywnego myślenia i udowodnić, że ścisłe, matematyczne myślenie nie zawsze stanowi klucz do rozwiązania jakiejś sytuacji. Najczęściej, gdy w trakcie ewentualnych kalkulacji pojawiają się chore liczby, jest to oznaka popełnionego błędu i trzeba poszukać innej metody. Ze wstydem muszę przyznać, że owych „innych metod” naszukałem się w trakcie przechodzenia tej gry naprawdę sporo.

bezc2a0tytulu1
„Radio/Video” – By osłodzić nieco umysłowe poniżenie i cierpienia, graficy postanowili wpleść grę kilka animowanych cut scenek. Są one oczywiście wykonane w kreskówkowej konwencji. Dodam tylko, że są całkiem niezłe – rzadko kiedy komuś chce się wykonywać do gry „klasyczną”, ręcznie rysowaną sekwencję. Aktorzy, którzy użyczyli w nich głosu, także wykonali kawał dobrej roboty – do każdej sytuacji dostosowują intonację. Pochwalić trzeba także sam ich dobór – Layton obdarzony jest ciepłym, przyjaznym i wzbudzającym zaufanie głosem, Luke zaś – typowym dla 6 – latka (trudno jest mi to inaczej zdefiniować). Jedyne, do czego można się w nich przyczepić, to zwyczajnie kiepska jakość dźwięku. Doprawdy – skoro standardowe ścieżki nie mają z nimi problemu, można się chyba było pokusić o ciut lepszy bitrate…

bezc2a0tytulu8

Klimacik… – Dzięki doskonale dobranej rdzawej kolorystyce i ścieżce dźwiękowej, już od pierwszego momentu spędzonego w tytułowej Curious Village przeniknął mnie wszechobecny klimat starówki. Spójność całej oprawy to jedna z największych zalet gry – mimo, że niemal wszystkie uliczki w St. Mystere wyglądają bliźniaczo podobnie, urzeka w nich charakterystyczna kolorystyka sepii. Całe miasteczko zaprojektowane jest po prostu perfekcyjnie – mieszkańcy żyją tu w niskich kamieniczkach, bruk tworzy zaś bity kamień… Poddać się niesamowitemu wrażeniu, jaki swym designem wywiera gra, pomogli mi też dźwiękowcy. Oprawie audio poświęcę oddzielny akapit, ale już teraz muszę zdradzić, że jest ona zwyczajnie nierówna. Z jednej strony – z głośniczków płyną wybitnie skomponowane melodyjki, które momentami wręcz zacierają granicę między Midi a „prawdziwym” instrumentem, a z drugiej – wiele melodii jest w koszmarny sposób zapętlonych. Mimo ich wysokiego poziomu, często zwyczajnie skłaniają do przesunięcia suwaczka od głośności…

bezc2a0tytulu21

Wzloty i upadki – Słów kilka o samej fabule. Otóż – z racji obranej konwencji – jest ona tu niejako zepchnięta na boczny tor przez „gwóźdź programu” – łamigłówki. Nie oznacza to jednak, że autorzy potraktowali ten element po macoszemu. Historia opowiedziana w tej grze jest niczym olbrzymi, ciężki głaz – trudno wyrwać ją z bezruchu, jednak – gdy już nabierze pędu – nic nie jest w stanie jej zatrzymać. Z początku niestety wydaje się co najmniej niemrawa, jednak uwierzcie mi na słowo – produkcja studia Level 5 to jedna z zarazem najniezwyklejszych, najbardziej zaskakujących historii, jakie możecie ujrzeć na ekranie DS-a. Szkoda tylko, że na dobrą sprawę, zaczynamy doceniać to dopiero pod koniec gry – na początku bowiem, ciągnie się niemiłosiernie i daleko jej samej do miana wciągającej.

You’re pain in my head… – Co jasne, czas gry w tego typu produkcjach zależy tylko i wyłącznie od gracza. W tym przypadku – od jego umiejętności rozumowania (raz abstrakcyjnego, raz bardziej ścisłego). Generalnie – ilość godzin, które ta produkcja zabierze przeciętnemu graczowi samym wątkiem głównym, wacha się między 10 a 15. Niezaprzeczalnie jednak, czas gry znacznie wzrasta, gdy za cel obierzemy rozpracowanie wszystkich łamigłówek (co i tak na dzień dzisiejszy nie jest możliwe, gdyż do odblokowania jednej z grup zagadek bonusowych, potrzebny jest specjalny kod, który odnajdziemy dopiero w drugiej części serii*).

bezc2a0tytulu71

(Nie) ściągaj! – Ciekawym patentem jest wykorzystanie w grze łączności z internetem. Co niemal oczywiste, Professor Layton & The Curious Village nie jest wyposażony w tryb multiplayer. O co więc chodzi, skąd niebieskie kółko na okładce pudełka? Już wyjaśniam. Otóż – w bonusowych opcjach znaleźć możemy podpunkt „Weekly Puzzle”. Jak sama nazwa wskazuje – odnośnik ten warto co tydzień odwiedzić, gdyż w Poniedziałek czekać tam na nas będzie zupełnie nowa zagadka do ściągnięcia! Przyznam szczerze, że jestem pod wrażeniem tak oryginalnej metody przedłużenia żywotności gry.

Layton – TY can do that – Professor Layton & The Curious Village jest produkcją od której, przy odpowiednim zapasie czasu, nie można się oderwać – to mówię od razu. Jest też jednak produkcją, która może okazać się dla wielu drogą przez mękę. W skrajnych przypadkach, zużycie nawet 3 Hint Coinów (monety, za które możemy kupić podpowiedzi do zagadek – jest ich maksymalnie 3 do jednej łamigłówki) niewiele pomaga. Trzeba też nadmienić, iż do sukcesywnej gry potrzebna jest znajomość angielszczyzny – przynajmniej na poziomie podstawowym. Koniec końców jednak – o wszystkich cierpieniach człowiek zapomina w momencie samodzielnego odgadnięcia zagadki. Radość z odnalezienia właściwej odpowiedzi dla jakiejś „kobyły” jest nie do opisania. Ta produkcja jest o tyle ważna, że jest w stanie (przy odrobinie dobrej woli) pokazać każdemu, iż myślenie może i czasem boli, ale jego efekty są warte wyrzeczeń ;). Pod tym względem, gra Level 5 nie ma sobie równych. Czemu więc nie dyszka? Powiem wprost – bo nie jest to produkcja idealna. Do największych grzechów Profesora, należą chorobliwie zapętlone melodyjki i kilka zapamiętliwych, skrajnie naciąganych zagadek…

9minus

boromi

* Podczas gdy Japończycy już od jakiegoś czasu cieszą się częścią trzecią gry (Professor Layton & The Last Time Travel), niewładający krzakami ludzie wciąż nie dostali nawet strzępka oficjalnej informacji na temat lokalizacji częśći drugiej, Professor Layton & The Pandora’s Box.
Reklamy

3 uwagi do wpisu “Professor Layton & The Curious Village [NDS]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s