Już grane! – Resident Evil 5

3051

Po genialnym Resident Evil 4 jej pełnoprawna kontynuacja była kwestią czasu. Capcom postanowił poczekać aż konsole następnej generacji rozkręcą się na dobre, by móc na nich zagościć z Resident Evil 5. Pełna wersja gry na sklepowych półkach pojawi się w Marcu, ja tymczasem postanowiłem spisać wrażenia z jeszcze ciepłego dema, które pod koniec grudnia wylądowało na japońskim XBL Marketplace.

Wszyscy, którzy z wywalonym jęzorem śledzili informacje na temat nowej odsłony najsłynniejszej serii z zombiakami wiedzą doskonale, że tym razem przyjdzie nam wcielić się w postać Chrisa Redfielda. Ten przez ostatnie lata zaczął intensywnie uczęszczać na siłkę w przerwach wbijając wagony omki i teścia. Przyniosło to swoje efekty – takiej łapy nie powstydziłby się żaden amator siłowni. Towarzyszy mu piękna mulatka o imieniu Sheva, która krok w krok jest z nami. Poza fabularnymi wyjaśnieniami „dlaczego tak jest” wystarczy fakt, że silnie reklamowana kooperacja w RE5 nie byłaby możliwa bez obecności tej czarnoskórej niewiasty. Poza standardowym osłanianiem siebie nawzajem, znajdziemy tu wiele motywów żywcem wziętych z Army of Two od EA. Ale o tym za chwilę.

re5coop_shot1

Wersja demonstracyjna nie przynosi żadnych nowych informacji. Daje jedynie możliwość sprawdzenia osobiście gameplayu, który widzieliśmy dotąd na E3 czy TGS. Do naszej dyspozycji zostały oddane 2 misje w znanych z w/w źródeł lokacjach: „Public Assembly” i „Shanty Town”. Obydwa tereny to slumsy rejonu Afryki, na którym felernie przyszło nam „pracować”. Jako że demo poza opcjami oferuje jedynie wybór ów misji, bez dłuższego namysłu wybrałem pierwszą z nich: zapoznając się po krótce z konfiguracją sterowania przystąpiłem do właściwej gry. A propos sterowania – to wydaje się być dość… ykhm, archaiczne, i od czasów czwartego Residenta praktycznie nie uległo zmianie. O ile wówczas po nabraniu wprawy sprawdzało się to bardzo dobrze, wręcz znakomicie na Nintendo Gamecube, tak obecnie gracze widzieli zbyt dużo w innych produkcjach, by móc kręcić nosem na takie rozwiązanie. Być może ulegnie to zmianie, na chwilę obecną jednak jest ono dość frustrujące i wymieniane jako największa wada w szeregu opinii osób obcujących z demem, do której i ja dokładam swoje 3 grosze.

re5-screenshot-1

Celowanie odbywa się po wciśnięciu lewego spustu, strzał oddajemy prawym. Nóż dobywamy lewym bumperem (LB), natomiast tniemy podobnie jak podczas wystrzału z broni, prawym triggerem (R2). Do „inwentarza” zerkamy wciskając Y, i – tutaj nowość, dzieje się to w czasie rzeczywistym (podobnie jak w Dead Space). Koniec więc z żonglowaniem arsenałem w trakcie walki z bossem.

Wciskając RB uruchamiamy również menu partnera, z którym bezproblemowo możemy wymieniać się każdym przedmiotem. Dodatkowo, podnosząc jakiś znaleziony item możemy zdecydować, czy chcemy go podnieść osobiście (X), czy zostawić dla towarzysza (B).

Mechanika gry, ba! Cały silnik robi wrażenie niezmienionego. Czy to dobrze? Otóż, niestety nie. Fakt, Resident Evil 4 zachwycał rozwiązaniami, summa sumarum całokształtem, ale to było gdy jeszcze robiliśmy malunki w jaskiniach. Era HD wymusiła/wymusza na twórcach większą pomysłowość, od siebie oferując większe możliwości. I choć przy „czwórce” bawiłem się przednio, piąty Res będący kalką poprzedniczki robi niezbyt pozytywne wrażenie. Przyjrzyjmy się chociażby ruchom przeciwników – ich reakcje na strzał, „odlatywanie” na kilka metrów w międzyczasie obracając się kilkukrotnie w powietrzu idealnie może się sprawdzać przykładowo w House of the Dead. Od zachwycającego od pierwszego trailera grafiką i realizmem RE5 wymagam więcej. Być może wszelkie frapujące elementy zostaną (o ile już nie zostały – demo wydaje się być wczesnym kawałkiem kodu jeszcze z Tokyo Games Show) poprawione. Oby.

resident-evil-5-1

Wracając jednak do samej rozgrywki – pierwsza misja już po chwili jak po sznurku doprowadza nas do budynku, po wejściu do którego uruchamia się cut-scenka znana z zapowiedzi – tajemniczy asfa… yyy… afroamerykanin podjudzający opętany tłum wieśniaków, głoszący herezje przez megafon i wydający ostateczny sąd nad znajomym Chris’a i Shevy (notabene rozbawił mnie motyw, w którym ów gość wykrzykuje coś w lokalnym języku, a skazaniec odpowiada mu… płynną angielszczyzną! New kind of Esperanto, WTF?). Krótka „wymiana zdań” i kat dzierżący ogromny topór pozbawia naszego przyjaciela głowy, by za chwilę ruszyć prosto na nas poprzedzony rozjuszonym tłumem. Tak szybkie wprowadzenie w epicentrum akcji lekko mnie zdezorientowało, szybko jednak zdałem sobie sprawę że mam do czynienia z wciąż wymienianym przeze mnie Resident Evil 4, tyle że w next-genowej oprawie. Szybko razem z Shevą zabarykadowałem drzwi i okna meblami znajdującymi się w budynku, pozbierałem amunicję po czym przystąpiłem do egzekucji poszczególnych zombie. Sielską atmosferę zagłuszył jednak wspomniany kat, który w końcu zdołał dotrzeć do bramy i jednym uderzeniem rozwalić ją, przedostając się do nas. Razem z partnerką zmuszony byłem wybiec „na dwór” i tu kolejna wada, choć drobna, acz rażąca – doskonale zapadł mi w pamięć trailer, w którym Chris oślepiony promieniami słońca zakrywał twarz. W grze nic takiego nie uświadczyłem, a szkoda. Drobny smaczek, a przyprawiłby (zapewne nie tylko mi) szczyptę radości.

untitled-1-copy

Na świeżym powietrzu rozgrywka przypominała zabawę w „kotka i myszkę” – razem z Shevą zwodziliśmy napierający tłum czarnoskórych zombie z katem na czele, co raz wymieniając ogień i usiłując „nadziać” ich na łatwopalne beczki. W spotkaniu face-to-face Chris również jakoś sobie radzi – gdy zombiak chwyci nas znienacka musimy podobnie jak w poprzedniej części gwałtownie poruszać prawym analogiem. Jeśli idzie nam to zbyt opornie Sheva spieszy z pomocą wyprowadzając solidnego kopa z pół-obrotu naszemu przeciwnikowi. Podobnie zachowuje się Chris – gdy ledwo żywy zombiak leży na ziemi, ten może go dobić tąpnięciem. Tutaj niekiedy wychodzą komiczne akcje – o ile rozmiażdżenie głowy takowym przygnieceniem stopą robi wrażenie i jest oczywistym następstwem śmierci, o tyle uderzenie butem w klatkę, a następnie zgon wygląda conajmniej dziwnie. Nie kwestionuję siły, tudzież potęgi onuców Krzysia, no ale…

Niemniej nasz bohater w walce wręcz daje sobie radę – Sheva w opałach zwraca naszą uwagę na atakującego ją zombiaka, a ten może się liczyć z potężnym prawym sierpowym, który nieraz potrafi położyć 3 przeciwników jednocześnie (i tu również kłania nam się fizyka gry…).

residentevil5-978

Druga misja pod względem otoczenia nie różni się zbytnio od poprzedniej. Mamy za to trochę więcej przedmiotów do pozbierania i możliwość nieco głębszego zaznajomienia się z osławionym trybem kooperacji (znany z gameplayu z E3 08’ motyw, gdzie Chris pomaga przeskoczyć Shavie na drugą stronę, następnie osłaniając ją vis-a-vis ze snajperki, by ta mogła otworzyć nam drzwi na parterze). W pewnym momencie spotykamy drugiego (wliczając kata z poprzedniej misji) sub-bossa. Ten jest odzwierciedleniem świra z hiszpańskiej wioski z RE4 w wersji black – również z workiem na łbie odsłaniającym jedno oko, dzierżący w łapach piłę motorową. Walka zarówno z nim, jak i katem ucieka się do ostrzeliwania z dystansu i punch’y w momencie, gdy przeciwnik pada chwilowo na kolana. I tak do skutku. Nie raziłoby to jeszcze gdyby do naszej dyspozycji oddany został różnorodny arsenał. Owszem, mamy snajperkę, granaty, karabin maszynowy, shotgun czy stary dobry kolt, ale po dłuższym obcowaniu z każdą z broni z przykrością dochodzę do wniosku, że ich różnice (poza wyglądem oczywiście) są nieznaczne. Czy to w sile, czy w ogólnych możliwościach. FAIL.

resident-evil-5-02

Seria Resident Evil silnie zakorzeniona w gatunku survival-horror’ów miała swoje wzloty i upadki. Na próżno dywagować, w jakiej formie sprawdza się lepiej, jednak nie oszukujmy się – RE przestał straszyć od Resident Evil Code: Veronica. Owszem, każda z kolejnych części miała/ma swoiste „momenty”, ale chociażby (wałkowane przez cały art) RE4 jest idealnym przykładem, że twórcy postanowili nastawić serię na mniej stresowe strzelanie, przeplatane niezbyt skomplikowanymi zagadkami, zbieractwem i pseudo-rpg’owymi elementami (upgrade’owanie broni, sprzedaż item’ów itp.). I choć Capcom upiera się przy nazwie gatunku „survival-horror”, to gracze z otwartymi rękami przywitali Resident’a jako grę akcji. Jednakże to, co było rewolucyjne w 2004-2005 roku, na przestrzeni 4 lat stało się schematyczne. Takie wydaje się właśnie być Resident Evil 5 – na chwilę obecną to takie Resident Evil 4 w HD, afrykańskich realiach i równie „epicką” jak poprzednie twory fabułą napisaną przez japoński (czyt. specyficzny) umysł.

trailerre5xblmp0050001_2

Graficznie jest bardzo dobrze – zarówno otoczenie, postacie i efekty (blur, anti-aliasing, cienie) robi bardzo pozytywne wrażenie. Grafika zachwycała już przy pierwszej zapowiedzi, zachwyca więc i tutaj. Jednak jak widać, grafika to nie wszystko. Zabrakło dobrej (hmm… jakiejkolwiek konkretnej?) fizyki, liście roślin nie raczą nawet drgnąć gdy machniemy nożem, ciała po osunięciu się na ziemię znikają… nie tak wyobrażałem sobie początkowo pierwszego, true-next-genowego Residenta.

Żeby jednak nie było, że cały czas krytykuję – pomimo wad, gra ma to coś w sobie, co utrzymuje gracza przy konsoli. Szczególnie w co-opie. RE5 jest stworzony dla 2 osób i już nie mogę się doczekać momentu, w którym przejdę całą grę z jakimś Japończykiem. W takich realiach gra ma szansę bawić nawet bardziej niż Army of Two. Jeszcze 2 miesiące do premiery pełnej wersji gry i 10 dni do pojawienia się ogólnodostępnego dema na rynku.

p003

Po zagraniu nie zapomnijcie napisać swojej opinii w komentarzach. Osobiście daję 400-osobowej ekipie Capcomu kredyt zaufania, a zarazem mentalnego kopa w dupę. Resident Evil 4 dostała od wszystkich zbyt wysokie noty, by teraz skośnoocy mogli osiąść na laurach i pojechać na oklepanych schematach. Zbyt wiele gier z innowacyjnymi systemami zagościło na obecnych konsolach, by RE5 w obecnej formie mogło zostać okrzyknięte GOTY 2009 (bo pretendentem do tego tytułu zdaniem wielu jest już od dawna). Na pewno będzie to dobra gra, jednak każdy z nas podświadomie liczy na coś więcej. We’ll see… afrozombie zaczną nas nawiedzać w snach już od 13 Marca br.

Century Child

trailerre5xblmp0100004_2

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Już grane! – Resident Evil 5

  1. Świetny tekst. Krytycznie i z przymrużeniem oka, jak lubię. Niestety nasza wersja kolekcjonerska jest niezwykle biedna w stosunku do tych z Japonii, czy Stanów. A sama gra? Zapowiada się świetnie.

  2. Nie wiem czego się autor(zy) się czepiają wielu elementów rozgrywki… Z jednej strony wychwalają RE 4, jednak potępiają Japończyków z Capcomu za powielanie tego, co dobre! Rozumiem, że chciałoby się czegoś NOWEGO… Ale np. „archaiczne” sterowanie – niech ktoś mi powie, jak zrobić jakieś INNE sterowanie do gry ze stricte konsolowym rodowodem? A co do różnych szczegółów i fizyki – jak widać na przykładzie innych japońskich serii – chodzi o GRYWALNOŚĆ, a nie SZCZEGÓŁY… Choć zgadzam się, że różne smaczki można byłoby zostawić… I żeby nie było – nie narzekam na recenzentów, bo sam bym lepiej recenzji nie napisał, a apeluję do nich: Ludzie! Wyluzujcie!! Jeśli dobrze się bawiliście grając w tę grę, odpuśćcie takim duperelom jak zasłanianie oczu, czy dziwna multijęzykowa rozmowa kacyka z Amerykaninem… No, już skończyłem… Na samą grę czekam z wywieszonym jęzorem i śliną do pasa 😀

    Pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s