Recenzja „Bioshock”

img17332bioshockpcdemocb3

Wieża Babel – znany chyba każdemu termin biblijny odnoszący się do starej, monumentalnej budowli wzniesionej na znak symbolu przeciwstawienia się Bogu, chęci sięgnięcia sklepienia niebieskiego. Jest to jeden z wielu przykładów doskonale obrazujących drzemiące w nas od zawsze pragnienie niepodległości, w tym przypadku wobec stwórcy. Nakreślone odgórnie reguły, jedyne poprawne idee… nie każdemu taki stan rzeczy odpowiada. Najbardziej sfrustrowani, mając pieniądze i możliwości są skłonni do różnych, niekiedy szalonych poczynań, których wynikiem może być chociażby… Rapture.

Podwodna utopia stworzona przez wizjonera-idealistę, niejakiego Andrew Ryana. Ogromne, tętniące życiem miasto zamieszkałe przez wybitne jednostki: naukowców, lekarzy, artystów… wizja miliardera, mające na celu odizolowanie się od świata na powierzchni i panujących tam systemów początkowo wydaje się sprawdzać, jednak odosobniona ludzkość powoli zaczyna wymykać się spod kontroli. Kulminacyjny moment ma miejsce w noc sylwestrową 1959 roku.

Jako ocalali rozbitkowie dryfujący na tafli oceanu pośród setek części płonącego samolotu docieramy do najbliższego źródła światła, będącego zarazem schronieniem – latarni. W środku zastajemy ogromny posąg z niezwykle wymownym napisem: „No Gods or Kings, only man”. Tuż pod nim jest batyskaf, który zabiera nas na dno oceanu, w głąb tego tajemniczego miejsca. W nim również wita nas po raz pierwszy Andrew Ryan – na filmie zrealizowanym żywcem z tamtych lat, z co raz przeskakującymi klatkami i przesterowanym dźwiękiem twórca Rapture tłumaczy pobudki, które skłoniły go do zainicjowania swego ogromnego projektu, w którym my jesteśmy jakoby intruzami. Od początku nasza podróż po Rapture to próba przetrwania i ostatecznego wyjścia na powierzchnię, jak i pasmo zdobywania wiedzy, co w rzeczywistości się tutaj stało. A zarazem pasmo najlepszych dotychczasowych doznań w kwestii grywalności (na konsolach obecnej generacji).

bioshock_andrew_ryan

Bioshock już od pierwszego kontaktu pochłania (dosłownie i w przenośni) gracza, utrzymując go do ostatniej chwili przy ekranie telewizora. Składa się na to ogrom czynników, o których po krótce pragnę napomknąć w kolejnych akapitach.

Tragizm wydarzeń obrazują nam pierwsze konfrontacje z Splicerami (kompletnie zdegenerowanymi, genetycznie zmodyfikowanymi mieszkańcami Rapture). Poza szeregiem Splicerów obcujemy również z głównym tandemem podwodnego miasta – Little Sister i Big Daddy. Little Sister, to jak nietrudno się domyślić mała dziewczynka, natomiast Big Daddy to jej oddany opiekun, designem przypominający nurków w strojach z lat 60. Siostrzyczki pobierają z organizmów ADAM – specjalną substancję, będącą walutą w „Gatherers Garden” – maszynie, w której możemy dokonywać modyfikacji naszego kodu genetycznego. W ten sposób możemy np. władać telekinezą, ogniem czy… rojem pszczół. Być może brzmi to dość zawile, jednak system kupna i dokonywania modyfikacji jest banalny. Inaczej jest ze zdobyciem waluty, czyli wspomnianego ADAMu. Ten, jak już napisałem jest pobierany przez Little Sisters. Odebranie im tej substancji byłoby banalne, gdyby nie „tatuśkowie”. Już w pierwszych chwilach gry widzimy jak zdesperowani Splicerzy również poszukujący ADAMu atakują Little Sister. Rozwścieczały Big Daddy w natychmiastowym tempie uruchamia swoje wiertło i przewierca na wylot Splicera/kę. Dopóki osobiście go nie ubijemy, nie mamy szans pozyskać upragnionej substancji. Walki z nim (a raczej nimi, bo na jednym poziomie mamy do czynienia przynajmniej z dwoma) nie należą do niesamowicie trudnych (choć na wyższym hardzie można mieć problemy), tym bardziej że sytuację ułatwiają Vita-Chambers. Są to specjalne kapsuły, w których po zginięciu odradzamy się z odnowioną, małą ilością życia i EVE (rodzaj many, którą wykorzystują moce zakupione za ADAM). Po odrodzeniu się w ów kapsule możemy z powrotem udać się do miejsca, w którym zginęliśmy (przykładowo w walce z Big Daddym właśnie) i kontynuować walkę z przeciwnikiem, który – o ile się znacząco nie przemieścił, będzie w tym samym miejscu. A jako że Big Daddy nie korzysta (w przeciwieństwie do Splicerów) z pobliskich stacji uzdrawiających, mając nawet 2 lewe ręce, ginąc co raz i odradzając się w kapsule jesteśmy w stanie go pokonać i dotrzeć do siostrzyczki. Wówczas mamy wybór – możemy uratować Little Sister, kosztem uzyskania mniejszej ilości ADAMa, lub też ją zabić, zgarniając 2-krotnie więcej boskiej substancji.

bioshock006

Główny element rozgrywki polega praktycznie na ciągłym modyfikowaniu swego kodu genetycznego, ulepszaniu już nabytych umiejętności i wykonywaniu niezbyt skomplikowanych misji. Owszem, możemy nieustannie przeć naprzód w jak największym skrócie wykonując każdy z questów, jednak IMO taka rozgrywka nie ma sensu. Nie tutaj. Bioshock, nawet jeśli u niektórych (z racji czasu chociażby) wymagałby dozowania, powinien być poznawany dogłębnie. Dopiero liżąc ściany, smakując każdy najmniejszy drobiazg gra odkrywa przed nami swój kunszt i geniusz twórców. No bo kto wplótłby znaną mini-gierkę polegającą na łączeniu rur by zapobiec wylaniu wody do pełnoprawnej pozycji jako formę hakowania sejfów, maszyn na naszą korzyść, by w razie zagrożenia broniły nas, a nie jak jeszcze minutę temu teren przeciwników? Irrational Games nie bali się eksperymentować i choć gra przechodziła zapewne szereg takich zabiegów, zaliczając wzloty i upadki, ostateczny efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Niewielu twórców jest zdolnych na taki krok, tak jak niewielu wysila szare komórki, tworząc w FPS-ach zazwyczaj prostą historię, mającą być jedynie pretekstem do strzelania. Tutaj jest inaczej – w kwestii fabuły w grach FPS/FPP Bioshock na tym poletku nie ma sobie równych. Nie zamierzam zdradzać wam nic odnośnie historii i wydarzeń, których jesteśmy osobiście świadkami – niech za rekomendację posłuży fakt, że pod koniec tego roku na ekrany kin trafi film na podstawie właśnie Bioshocka.

Forma opowiedzenia historii z Rapture jest niebanalna – w trakcie rozgrywki zbieramy dzienniki audio, na których wielu intrygujących (większość już nieżyjących) mieszkańców utopii opowiada historię związaną z danym miejscem/momentem. Specjalnie zmieniona jakość dźwięku odzwierciedla możliwość ówczesnych nagrań, jakby właśnie w Rapture czas stanął w miejscu, w latach 60′. Uwydatnia to niezwykle klimat gry, a jest to kropla w morzu takich smaczków – od strony audio nawet na upartego nie mogę się do czegokolwiek przyczepić. Odgłos kapiącej wody, wszelkie szumy, muzyka z zdartych płyt (jak myślicie, w jakich klimatach?)… to miasto mimo panującej pustki wydaje się żyć, a pośród niego jesteśmy my i przeciwnicy. Nieraz zdarzało mi się nasłuchiwać odgłosów zza rogu – krzyki, mówienie do samych siebie czy mamrotanie pod nosem nie dość, że zostały genialnie zrealizowane, to jeszcze są kolejnym dowodem, jak bardzo obłąkani są tutejsi mieszkańcy. Za kolejny niech posłuży przykładowa akcja – będąc niezauważonym podkradłem się do Splicerki kołyszącej (jak początkowo myślałem) dziecko w wózku. Jednym uderzeniem klucza francuskiego w głowę powaliłem ją na ziemię, by potem w wózku zauważyć ogromnego colta. TAkie akcje mogą rozśmieszyć, ale i poważnie wpłynąć na odbiór gry, szczególnie w nocy, na słuchawkach.

pl_bioshock37_f

Graficznie również jest nienagannie – od razu widać, że jest to pozycja next-genowa, a jako że misje skupiają się głównie na przeniesieniu czegoś z punktu X do punktu Y, czy odwiedzeniu danego miejsca*, pozwalają nam one na zwiedzenie sporego kawałka Rapture. Aglomeracje są duże, bardzo rzadko gra dogrywała obiekty na moich oczach.

Bioshock hula na silniku Unreal Engine 3, więc każdy, kto widziałby chociażby Gears of War może również i tutaj być spokojny o oprawę wizualną, jak i… fizykę. Ta jest kolejnym atutem tej niezwykłej pozycji – większość przedmiotów możemy przemieścić, pod wpływem strzału lub uderzenia ich faktura ulega zmianie, powierzchnia wgniata się.

bioshock11 Bioshock co niektórym może wydawać się być zlepkiem znanych już skądś motywów – czy z System Shock, którego wg. wielu dzieło Irrational Games jest duchowym spadkobiercą, czy też z Half-Life, itp.. I nawet jeśli tak jest, to innowacja w ich zastosowaniu + historia, klimat, gameplay, cała otoczka wynosi ten tytuł na piedestał. W tak znakomitego Single Player w grze FPS dawno nie było mi dane zagrać i prawdopodobnie nie będzie aż do premiery drugiej części. Trailer już jest i kosi:

Specjalnie nie napisałem o wszystkich możliwościach w grze I nie tylko dlatego że jest ich multum, ale że po prostu trzeba je odkryć i przeżyć samemu. Zawsze pisząc recenzje wybitnych gier swędzą mnie palce, zawsze mam przekonanie że powinienem coś jeszcze napisać. Zazwyczaj jednak sprawę ułatwiają mi światowe serwisy, których ocena przy tego typu grach nie odbiega od moich odczuć. I nawet osobiście nie mając rozległego daru przekonywania, 10/10 w większości przeczytanych recenzji jest dla graczy sygnałem, że tu i teraz ma miejsce „objawienie”, które nie powinno ich ominąć. A minusy? „Nie depczę świętości”… hah, po prostu są tak drobne, że niezauważalne. Zapraszam do Rapture.

101

Century Child

*Nie oceniajcie jednak rozgrywki pochopnie – miód płynący z ogólnego wykonania zaciera pojawiającą się momentami schematyczność.

Reklamy

13 uwag do wpisu “Recenzja „Bioshock”

  1. kamionek -> im dalej w las, tym gorzej niestety. Jakoś tak od połowy się robi… bardzo źle, zwłaszcza jeśli o fabułę chodzi (a zakończenia są totalnie do du*y tak BTW). Gameplay rewelacyjny nie jest.

    Jest to dobra gra, ale no właśnie – „bez przesady” . Jak dla mnie olbrzymi zawód.

  2. Recenzent sprawia wrażenie jakby był na „głodzie growym” i cokolwiek mu się pokaże go cieszy… Zbieranie audio dzienników jest „niebanalne”…? Ciągle mamy z tego typu zbieraniem informacji o świecie gry do czynienia, co w tym niebanalnego? Zgodzę się jednak, że nagrania te są od strony gry aktorów, bardzo dobre.

    Fabuła ma swoje wzloty i upadki, ale zakończenie (trwające chyba tylko minutę, może dwie?) rozwala gracza. Siedzisz i „ej, koniec? jak to?” Przereklamowane jest również że gracz ma duży wpływ na świat gry – mamy 2 zakończenia, okrutnie „złe” i super „dobre-fikuśne”, brak im głębi…

    Gra dobra/bardzo dobra (zależy czego się od niej oczekuje) ale na pewno nie rewelacyjna… Z kosmosu wyciągnięte to 10 jest trochę… 😉

  3. Ktoso – właśnie dopiero później zorientowałem się że niektórzy mogą źle odebrać tą reckę – pisana w momencie końcówki semestru nie wyszła do końca tak jak chciałem, ale być może przyjdzie czas na ERRATĘ. Oczywiście w kwestii dzienników „niebanalność” polega na grze aktorów, świetnie opowiedzianych historiach. Jeśli ktoś podobnie jak ja analizował w trakcie gry każdy usłyszany pamiętnik na pewno wie o czym mówię również w kwestii fabuły – wzloty i upadki, owszem ale główny wątek (upadek Rapture, późniejsze następstwa) jest bdb przedstawiony. Nie zwracałem uwagi na wcześniejsze zapowiedzi autorów co do wpływu gracza w świecie Bioshocka – być może dlatego że gra była mało reklamowana przed pojawieniem się. Ale właśnie tu też nie można zarzucać dychy z kosmosu – żaden hype nie skłonił mnie do podbicia tego oczka w górę, po prostu gdy pierwszy raz odpaliłem Bioshocka (wrzesień 2007) to w pewnym momencie stwierdziłem, że tego mi brakowało na obecnej generacji.

  4. Świetna gra, jeśli rodzice wyjeżdżają gdzieś na tydzień, a rodzeństwo jest u babci. Jeśli macie chatę wolną przez kilka dni, to nie spraszajcie kolegów, tylko sami, w zaciemnionym pokoju przez kilka dni rozegrajcie sobie partię BS.
    Powiem tyle, nie będziecie tymi samymi ludźmi.

  5. Zdecydowanie jedna z lepszych gier, fakt że fabuła od połowy przeciągana/naciągana, Świetne lokacje, dobry gameplay, kapitalny klimat.
    Ja nie potrzebowałem niczego więcej.

  6. 10 ? Chyba z sufitu ta ocena jest ;).
    Gra od połowy robi się nudnawa , bigdaddy po paru godzinach gry nie jest absolutnie żadnym wyzwaniem a zakończenie też mogłoby być lepsze.
    Ogólnie pierwsze 5h gry może zasługuje na 10 ale dalej jest już tylko gorzej …

  7. Autor recenzji chyba przespał kilka ostatnich lat i dlatego sądzi że bioshock to next gen. No chyba ze chodzi mu o next gen wyglądu klucza francuskiego którm macha bohater gry ( hi hi hi). ogólnie gra to pospolity FPS którego sprzedaż podpierała agresywna kampania reklamowa i sponsorowane recenzje

  8. @Krzysiek – jak zawsze, ile osób, tyle zdań. Ale jeśli Bioshock (o ile miałeś taką możliwość) nie zrobił na Tobie wrażenia na 32″ plaźmie to gratuluję wypaczenia – w KZ2 to też jedynie świecące ślepia Helghastów są dla Ciebie powalające?
    Agresywna kampania? Sponsorowane recenzje? Gdybyś to napisał w momencie, gdy gra dopiero się ukazała zarzuciłbym Ci… sam nie wiem co. Ale chciałbym móc w tym momencie cofnąć się do przełomu 2006-2007 i pokazania Tobie, że o grze było cicho zarówno w mediach, jak i w prasie, a i studio wcale nie kwapiło się do wykładania $ dla recenzentów. Gwoli ścisłości – grę oceniałem z perspektywy Września 2007, przez pryzmat tamtych produkcji. Wiadomo, że przez ten czas pojawiły się bardziej zaawansowane graficznie produkcje, ale każdy inteligentny czytelnik bez problemu może wywnioskować z kontekstu, że właśnie zrecenzowałem Bioshocka jakby obecne produkcje jeszcze nie istniały.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s