Ergo Proxy

ep51

Pesymistyczna wizja wysoce zmechanizowanej przyszłości nie jest w kinie niczym niezwykle nadzwyczajnym – od czego jednak mamy japończyków. Specyficzne podejście do technologii i istnienia boga zawsze było ich znakiem rozpoznawczym. Ergo Proxy w reżyserii Shuko Murase miało stanowić potężny cios dla widzów, zaskakując od strony technicznej (studio Monglobe się strasznie postarało, w Japonii emitowano EP od razu w HD) a także zmuszając do rozmyślania na temat tego dokąd zmierzamy, boskości i przeznaczenia. Rozwikłanie tej zagadki na pewno nie będzie łatwe, a bohaterka serialu: Re-l Mayer, próbując ją rozwikłać nie raz spojrzy śmierci w oczy.

ep1Romdo stanowi ostatnią ostoję ludzkości będącej na skraju zagłady. Miasto otoczone ochronną kopułą oddziela mieszkańców od całkowicie zniszczonego i zanieczyszczonego środowiska. Obywatele poddani stałemu nadzorowi, pod wpływem propagandy zmieniają się w zaprogramowane przez system robociki. Chodząc do pracy, wracając, segregując śmieci etc. Liczą na nagrodę, którą może być chociażby pozwolenie na posiadanie dziecka. Zawsze jednak coś musi zaburzyć porządek tak ‘idealnego’ świata. Pojawił się zatem tajemniczy wirus Cogito atakujący autoreivy – ‘asystentów’ ludzi (androidy im towarzyszące, postawą przypominają kamerdynerów), efekty jego działania okazały się dość niezwykłe. Można było odnieść wrażenie, że zarażone maszyny nabywają… duszę, nie chcąc już słuchac rozkazów człowieka. Epidemia zbiegła się w czasie ze zbiegnięciem z tajnych laboratoriów Romdo nadzwyczajnej, humanoidalnej istoty zwanej Proxy.

Oba wydarzenia mają spory wpływ na Re-l i wyraźnie zakochanego w niej Vincenta. Zamieszanie jakie nawiedziło metropolię spowodowało impuls do zastanowienia się nad panującym w niej porządkiem. Dociekliwa panna Mayer, której wyraźnie przeszkadza to z jaką łatwością wszyscy poddają się odgórnym normom, zaczyna prowadzić własne śledztwo. Nie wie nawet konkretnie czego szuka, ale jest pewna, że im więcej się dowie o Proxy tym szybciej odkryje kluczową dla świata tajemnicę. Sprawy nabierają coraz większego tempa – do akcji wkraczają najwyżsi ep2urzędnicy miasta, starając się uciąć wszelkie kłopotliwe zapytania już w zarodku. Bunt okazuje się jednak silniejszy, na skutek dramatycznych wydarzeń połączonych z ogólnym pechem i niefrasobliwością Vincenta, ląduje on wraz z Re-l… poza kopułą miasta.
Okazuje się, że to w co wierzyli całe życie jest kłamstwem i ‘na zewnątrz’ istnieje życie. Utopia została zbudowana na kłamstwie – tylko dlaczego? Jak okropna musi być prawda, skoro chronienie jej jest absolutnym priorytetem całego rządu?

ep7

Po mocnym i naprawdę dynamicznym wprowadzeniu w świat EP, twórcy zaczynają się bawić z widzem. Seria która wydaje się być sience-fiction pełnym akcji i niesamowitych wydarzeń wyraźnie zwalnia tempo. Obserwujemy czwórkę bohaterów (głównej parze towarzyszą dwa autoreivy) podróżujących po skalistych pustyniach jakie zostały z ziemi. Chcą odnaleźć Moskwę – miejsce z którego pochodzi Vincent, uważając że czeka tam wiele odpowiedzi na ich pytania (Vince to ten typ bohatera, który nic nie pamięta). W czasie podróży udaje im się natrafić na inne ludzkie osady, opuszczone, kryjące tajemnice, lub zamieszkałe… a nawet pierwotne. Na szczególną uwagę zasługuje tu klimat przygnębienia i brak żywych barw. Z czasem jednak to stonowanie zaczyna ciążyć. Odcinki przybierają formę wizji bohaterów, widz do samego końca nie wie czy to co ogląda pcha akcję do przodu czy dzieje się tylko w głowie postaci. Jedno takie zagranie jest całkiem spoko, ale tu lubi się nieznośnie powtarzać. Ilość vincent_law1 dialogów, które niesamowicie pogłębiają fabułę (rozrasta się i rozrasta) także nuży. Wychodzi na jaw pogoń za stworzeniem tak gigantycznego i wielobarwnego uniwersum jak choćby to z Ghost in the Shell. Niestety autorzy przesadzili pozostawiając za dużo domysłów i rozgrzebując niepotrzebnie niektóre sprawy. W pewnym momencie ten cały nacisk na ‘uduchowienie’ zaczyna przygniatać – tona analogii do różnych filozofii miesza się jak cement w betoniarce. Każda nazwa nawiązuje do czegoś innego tworząc po części intrygujące widowisko a po części intelektualny bełkot. Wychodzi tak często spotykane w anime wrzucanie mocno różniących się od siebie motywów i manipulowanie nimi jak się tylko twórcom podoba – to dezorientuje widza. Osoba która nie ma pojęcia o tych wszystkich symbolach spłyci sobie całość, a ktoś kto się w nich orientuje zauważy brak konsekwencji autorów, którzy z danej wizji wyciągnęli tylko to co chcieli odrzucając resztę jej ‘balastu’. Niestety nazwanie postaci imionami filozofów i napisanie im przewrotnych dialogów nie wystarczy by zrewolucjonizować świat ambitnej animacji.

ep8

Aczkolwiek, mimo to Ergo Proxy zalicza się do grona ambitniejszych animacji. Zwrotów akcji na poziomie nie brakuje, a całość zalicza rewelacyjny finał. Oglądając ostatnie napisy czułem satysfakcję, że do nich dotrwałem, naprawdę było warto. Wykonaniu należą się słowa uznania, stylistyka jest spójna od początku do końca. Oszczędna muzyka buduje krok po kroku coraz bardziej sugestywny klimat. Kreska nie jest przesadnie szczegółowa ale idealnie pasuje do zamierzeń serialu. Mimo iż Re-l na początku może sprawiać wrażenie konkurentki Major Motoko Kusanagi to z czasem wyrasta na kogoś z zupełni innej bajki, charakterystyczną postać, której nie można odmówić własnej osobowości.

Na pewno jest to anime któremu warto dać szansę, wygląda świetnie i koniec końców w swej wizji wypada spójnie. Zobaczymy tu zarówno niepokojące zjawiska jak i efekty działań jednostek o których boskość można się spierać. Ciekawa rzecz z aspiracjami na kultowy obraz. O ile się przetrzyma budowę: ‘trzymający w napięciu początek, przegadany środek, świetny finał‘ i poświęci parę chwil na złożenie tych mniej czytelnych, nie podanych wprost informacji w całość to się dostanie 23 odcinki świeżego materiału.
cascad

7plus

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Ergo Proxy

  1. Ooooo, bardzo trafny tekst (:

    Chociaż do mnie koniec nie przemówił ani trochę, też w pewnych momentach przegadany, a zarazem tak gwałtowny, że aż… nudny.
    Ja to anime uwielbiam za niesamowicie klimatyczny opening i ending (jedyna piosenka Radiohead, którą trawię), muzykę „wewnątrz” (motyw Re-l jest genialny), pierwsze odcinki i Pino 😉

  2. Widziałem kilka teledysków z podłożonym EP i mnie bardzo zaciekawiły, podobnie jak recka – choć zaskakuje mnie mała ilość komentarzy: Ludzie oglądajmy anime!!!

    A filmik sprawdzę 🙂

  3. Anime genialne świetnie się ogląda szczególnie na dużym telewizorze i po kilka odcinków pod rząd. Polecam kupienie sobie na DVD Ergo Proxy, mnie kosztowało chyba ze 140 zł i naprawdę warto było bo wrażenia po tym są niesamowite.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s