Recenzja „LEGO Indiana Jones: The Original Adventures”

indiana

Klocki LEGO to bez wątpienia zabawka ponadczasowa. Miodność płynąca z budowania rozmaitych rzeczy jest ogromna, a co najlepsze od lat wytrzymuje próbę czasu. Trudno uwierzyć, ale LEGO w takiej formie, w jakiej są po dziś dzień po raz pierwszy pojawiły się 60 lat temu! Tak więc, nietrudno wydedukować, iż wielu amatorów inżynierii za młodu bawiących się ów klockami doczekało się już potomstwa, teraz patrząc z „maślanymi oczkami” na klocki należące do ich dzieci. Jako, że nie wypada już im jak za dawnych czasów siadać na dywanie i spędzać błogie godziny na konstruowaniu, LucasArts wychodzi z alternatywą – grami video, w których główną rolę odgrywają właśnie klocki LEGO. Mieliśmy już 2 tego typu pozycje w uniwersum Gwiezdnych Wojen, niedawno ukazał się Batman, a ja postanowiłem dzisiaj przybliżyć Wam również świetną i nie taką starą pozycję z tej serii, a mianowicie LEGO Indiana Jones: The Original Adventures. Zapraszam do czytania.

Przyznam szczerze, że przygody Jones’a to moje pierwsze „namacalne” zetknięcie z grą w realiach LEGO. Owszem, wcześniej słyszałem bardzo dużo pozytywnych opinii o tej serii, jednak jakoś nie miałem nigdy okazji by sprawdzić którąś z tych produkcji w akcji, a i ciśnienie nie było jakieś ogromne. Tak się jednak złożyło, że pewnego razu, całkiem przypadkowo w me łapki wpadł jeden egzemplarz, właśnie z Jones’em w roli głównej. „Teraz się przekonamy czy rzeczywiście te LEGO są takie dobre, jak mówią” – powiedziałem sobie w myślach, umieszczając płytę w napędzie konsoli.

Masz imię po psie, nie masz penisa i jesteś niemową?! This is madness!

tbt_0179_brick_lego_indiana_jones1Gra wita nas krótką introdukcją, po czym przenosi do akademika, w którym na co dzień „wykłada” nasz główny bohater. Do wyboru mamy 3 scenariusze znane z pełnometrażowych filmów, a każdy z nich jest zrealizowany w odpowiedniej, klockowej oprawie. A jako że „legoludki” (tudzież ludziki LEGO) są nieme, wszelka próba porozumienia między nimi ucieka się do gestykulacji, mimiki, odpowiednio zaakcentowanych pomrukiwań itp. Jest to przedstawione w wprost genialny sposób – każdy fan przygód słynnego archeologa-złodzieja bez problemu skojarzy aktualnie parodiowany motyw z filmu pełnometrażowego, a i gracze pierwsi raz obcujący z losami Indy’ego nieraz mimowolnie uśmiechną się na widok cut-scenek.

Te pojawiają się w miarę postępu w grze – każda opowieść podzielona jest na kilka pojedynczych epizodów, następujących zaraz po sobie – przykładowo, po przejściu pierwszego etapu „Poszukiwaczy Zaginionej Arki” widzimy nieco dłuższą scenkę, po której możemy kontynuować rozgrywkę aż do ukończenia danej opowieści, albo powrócić do akademika (notabene będącego swoistym „menu głównym” w grze). Zbierając do kupy każdą z cut-scenek otrzymalibyśmy całkiem spory fragment trylogii Indiany Jonesa w konwencji LEGO, który łyka się niczym pelikan. Oczywiście dłuższa i bardziej przyjemna jest sama rozgrywka, o której teraz nieco więcej.

LEGO’s in the box. Xbox.

Niech nie zwiedzie Was oprawa gry, która dla wielu może zdawać się być metką z informacją: „dla casuali”. Choć rozgrywka nie jest przesadnie rozbudowana i ucieka się (przykładowo) w przypadku walki do mashowania „X”, przeplatanego z korzystaniem od czasu do czasu z „A” i „B” („Y” służy przełączaniu się między postaciami), to już niektóre zagadki czy elementy zręcznościowe dla młodszych lub wspomnianych „niedzielnych” graczy mogą być po prostu kłopotliwe.

Jeśli chodzi o przełączanie się pomiędzy postaciami – nie trzeba chyba pisać, że „główne skrzypce” w fabule gra pan Jones, jednak w zależności od historii i wydarzeń, u jego boku staje szereg różnych innych postaci, przy których niekiedy Indiana zmuszony jest odejść na jakiś czas w cień. Zdecydowanie urozmaica to rozgrywkę i gorąco zachęca do wręczenia pada kumplowi/kobiałce/swojej pociesze i przechodzenia tytułu w co-opie. Przykładowo: będąc nad przepaścią stoisz jako Indiana razem z Marion. Swym pejczem bez problemu przedostajesz się na drugą stronę, jednak dalej sam nie jesteś w stanie nic zrobić gdyż drogę toruje wysoka skała, na którą wskoczyć może tylko kobieta. Z rozwalonych elementów budujesz więc kładkę, po której Marion może przejść, wskoczyć na górę i spuścić Ci linę. Proste, a sprawiające masę radości. Samotni gracze niech się nie martwią – choć gra jest wprost stworzona do kooperacji, przełączanie się jak już wspomniałem za pomocą jednego przycisku pomiędzy postaciami i sterowanie nimi przychodzi bez większego problemu, choć momentami komputer robił mi cyrki i zamiast podchodzić do aktualnie sterowanego przeze mnie ludka w celu (przykładowo) odpowiedniego przyduszenia platformy, kręcił się nie wiadomo gdzie nie dając sobie wpoić, by nie odchodził. Ot, taka drobnostka, jednakże kilka takich w ciągu całej rozgrywki skutecznie napsuło mi nerwów, zmuszając do odpalania drugiego pada i – nie mając wówczas nikogo w pobliżu, manualnego sterowania obydwoma postaciami.

lego_indiana_jones_the_video_game_image__2_

Takie akcje bywają irytujące, jednak to, co dzieje się przez dłuższą część naszej przygody z archeologiem skutecznie przyćmiewa bugi w kwestii mechaniki – w grze nie obyło się bez walk z czarnymi charakterami (wyprzedzam pytanie fanów filmu – wszelkie symbole nazistowskie zostały tu zniwelowane, przeciwnicy po prostu chichoczą złośliwie, robią złośliwe miny i mają ciemne ubrania), czy to wręcz (bardzo fajnie zaanimowane przerzuty, reversale), czy wymieniając ogień – arsenał jest różnorodny i równie różna jest siła każdej z broni; po pokonaniu wrogich legoludków Ci rozpadają się na kawałki, niczym ich prawdziwe odpowiedniki. Tutaj jednak dodatkowo – podobnie jak każdy rozwalony/zbudowany przedmiot, zostawiają po sobie stos „klocków-monet”, odpowiednio w kolorze srebrnym o wartości równej 10, złotym (100) i niebieskim (1000). Zebrana kwota może potem posłużyć jako waluta w akademiku, za którą wykupimy np. dodatkowe postacie. Jest to jedna z wielu opcji, która pokazuje każdemu powierzchownie oceniającemu ten tytuł, że niekoniecznie jest to pozycja przeznaczona dla casuali – hardcore’owcy lubiący masterować każdą szpilę poczują się tutaj jak w domu – ukończenie LEGO: Indiana Jones na 100% to zabawa na jakieś 20-30 godzin, niekiedy pracochłonna, ale nie nużąca ani przez chwilę.

lego-indiana-jones-xbox-360

Dlaczego pracochłonna? Ano, każdy etap kryje w sobie pewną ilość elementów do zebrania i tym samym podbicia procent progresu o kilka kolejnych oczek. Przechodząc główny wątek przy pierwszym podejściu nie jesteśmy w stanie zebrać wszystkiego, żebyśmy nie wiem jak bardzo lizali ściany. Dopiero po odblokowaniu/wykupieniu szeregu postaci możemy śmiało odpalić „Free Mode” (tryb, w którym możemy w dowolnej chwili zmieniać na każdą z postaci, w zależności od potrzeb) i zacząć kombinowanie. Otóż, niektóre skarby czy skrzynki pocztowe są sprytnie ulokowane, np. w miejscu, do którego dostaniemy się jedynie poprzez malutki tunel. Grając po raz pierwszy mijamy to miejsce jako Indiana Jones z partnerem nie będącym w stanie się tam przecisnąć. W „wolnym trybie” możemy zastąpić go mniejszą postacią, która będzie w stanie dostać się przez ciasny korytarz i tym samym pozyskać element artefaktu. Bez wątpienia wymaga to bardzo dużej ilości czasu, chociażby dlatego, że na każdej z plansz ukrytych jest po 10 takich elementów, których zsumowanie ze wszystkich etapów daje nam zatrważającą liczbę do zdobycia. Jak wiadomo, dla chcącego nic trudnego, a i twórcy postarali się, by zdobywanie/wykonywanie każdej z ostałych części/czynności nie było nudne i schematyczne.

A dlaczego nie nużąca? Pomimo tego, że po dłuższej sesji znamy na pamięć każdy z ruchów postaci w trakcie walki, ich zachowania itd., to miodność budowania kolejnego elementu za pomocą – uwaga!, jednego przycisku, odkopywanie zakopanych pod ziemią item’ów, rozwiązywanie zagadek, itp. jest niepodważalna – nie doznamy tu stresu, nie utkniemy na kilka dni w jednym miejscu. To typowy „relaksator” – nie żaden FPS, TPP, bijatyka czy wyścigi, a właśnie platformer przeplatany zagadkami i elementami akcji – LEGO: Indiana Jones idealnie nadaje się do odpalenia po powrocie z pracy/szkoły/męczącej podróży.

lego-indiana-jones-wii1

Przyjazna dla oka grafika prezentuje się bardzo dobrze, niejedna „poważniejsza” next-genowa pozycja może powstydzić się braku tak ładnych tekstur. Animacja jest bardzo dobra, ruchy postaci, szczególnie w trakcie walki są znakomite – i choć nie uświadczymy tu graficznych „fajerwerków”, to bez problemu jesteśmy w stanie kontentować się klockową oprawą, dzieci natomiast będą zachwycone nasyceniem barw i tym, jak dużo w jednym momencie dzieje się na ekranie.

Od strony audio nie można narzekać – rozgrywkę umilają nam grane w tle znane z filmu motywy muzyczne, postarano się również o odzwierciedlenie wielu dźwięków: „rozwalenie” klocków, punche, zamachnięcia pejczem itp..

lego_indiana_jones_review

Tytuł ten oczywiście nie ustrzegł się wad – nie jest to przecież pozycja o ogromnym budżecie, jednak programiści postarali się o dopracowanie szeregu szczegółów, przenosząc nawet zachowania bohaterów z filmu (ofidiofobia – lęk przed wężami Indiany, arachnofobia jednej z dziewczyn…), sprytnie wplatając je do rozgrywki.

Wiele tego typu „smaczków” dla fanów będą sporym rarytasem, ale nie mogą one przysłonić wad. Nie są one znaczące, ale jako że istnieją, warto je wymienić: momentami zawodzi praca kamery – szczególnie w sekcjach zręcznościowych jest to sporym utrapieniem; wspomniana przeze mnie w tekście SI, która czasami utrudnia nam rozgrywkę; osoby obcujące z poprzednimi odsłonami spod szyldu LEGO mogą również kręcić nosem na to, że rozgrywka w LEGO: Indiana Jones jest ich kalką, tyle że w innych realiach. Ale zarówno to, jak i szereg mniejszych wad jest doprawdy mało znaczący. Mi przygody Indy’ego w wersji LEGO dostarczyły masę zabawy i na pewno powrócę do nich choćby po to, by znów czerpiąc wielką frajdę spróbować uzyskać 100%. Jestem przekonany, że tak oddziała również i na Was. Fani gier w oprawie LEGO czy też filmów o Jonesie niech kupują w ciemno za każde pieniądze, gracze lubiący łatwe achievementy i nieskomplikowaną rozgrywkę również mając okazję dorwać swoją kopię nie powinni się dłużej zastanawiać – dobra gra, w której każdy zapewne znajdzie coś dla siebie.

8 Century Child

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Recenzja „LEGO Indiana Jones: The Original Adventures”

  1. Dziś zakupiłem, uważam że Batman jest lepszy, ale w tej cenie nie znajdę na Boxa nic lepszego w co mógłbym grać z dziewczyną, przy tym widząc że się uśmiecha i dobrze bawi.
    Super tytuł do co-op z płcią przeciwną 🙂

  2. No cóż, Uth ukradł mi wypowiedź 😀 Gry z Lego w roli głównej są genialne, każdy znajdzie coś dla siebie – Jedi, poszukiwacze skarbów, koleś w majtkach na spodniach, no miodzio. Indy’ego uwielbiam, ale sam zainwestuję w Batmana. Mimo tego, że ograłem już na DSie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s