Królestwo Niebieskie / Kingdom of Heaven

3k

Amerykańskich filmów, które mimo gwiazdorskiej obsady i chwytliwej tematyki nie zdołały odnieść pokaźnego sukcesu nie brakuje. Zwykle taki los spotyka słabo zrealizowane produkcje, jednak co jakiś czas przytrafia się to też bardziej udanym tytułom. Jednym z nich jest Królestwo Niebieskie.

Superprodukcja z gatunku Sword & Sandals Ridleya Scotta (który swym „Gladiatorem” w wybitny sposób przypomniał światu o tym typie kina) okazała się być finansową klapą. Zyski nie pokryły nawet połowy kosztów produkcji, co było dość niespodziewanym obrotem sytuacji. Wydawać by się mogło, że zestaw: Scott + Orlando Bloom + Eva Green + Edward Norton + średniowieczna, pełna patosu, walka o Ziemię Świętą musi okazać się hitem. Cóż, jak widać, nie musi…

2k

A przyznam, że wielka szkoda, gdyż za sprawą „Królestwa…” mamy nareszcie okazję zobaczyć na ekranie, odtworzoną z polotem, Jerozolimę targaną krucjatami Krzyżowców. To bardzo burzliwy i ciekawy okres historii świata, pokazujący w jakie skrajności można wpaść walcząc w „imię boga”. Ekran wypełniają postaci dążące do pokoju i zrozumienia, ale także te, które fanatycznie forsują swą wiarę oraz chytruski myślące tylko o władzy. W ciekawy i wyważony sposób zmieszano tutaj fikcję z autentycznymi personami i wydarzeniami. Fikcyjny jest chociażby główny bohater, Balian (grany przez Orlando Blooma) przechodzący błyskawicznie drogę od bycia kowalem do otrzymania szansy na zostanie władcą Jerozolimy. W chwili gdy przybywa do świętego miasta jest ono pod panowaniem Chrześcijan, a konkretniej Baldwina IV Trędowatego (Edward Norton w masce), który opada z sił, będąc coraz bliżej porażki z chorobą. Ziemia, którą panuje także jest daleka od ideału, Muzułmanie wciąż chcą ją odzyskać. Przesądzająca o wszystkim konfrontacja zbliża się nieubłaganie….

8k

Właśnie w tym momencie pojawiają się pewne zgrzyty. Naprawę cudowna muzyka (sprawdźcie koniecznie utwór Light of Life), stworzona przez Harry’ego Gregsona-Williamsa (graczom znany m.in. z Soundtracków do Metal Gear Solid 2,3,4) połączona z reżyserią Ridleya Scotta, została ‘zmarnowana’ na pokazanie losów całkowicie czarno-białych postaci. Od początku wiemy kto jest dobry a kto nie, i mamy wpajane do głowy morały w stylu tych, że „wojna to zło, miłujmy się”. Nie wysilono się ani na szokujące sceny, ani na takie, które zmuszą do zastanowienia się czy czasem któraś ze stron nie ma więcej racji od drugiej. Proste historie są dobre i przyznaje, że dzięki takiemu podejściu naprawdę lekko ogląda się „Królestwo…” jednak biorąc pod uwagę jaką tematykę podejmuje to szkoda, że nie postarano się o efektowne twisty i większą dawkę dramatyzmu. Balian wydaje się być człowiekiem, który nagle wyskakuje z kapelusza i w swój nieskazitelnie czysty, prostolinijny sposób zdobywa uznanie mądrego władcy Baldwina – coś za łatwo mu to poszło.
Całe szczęście władca Islamskich wojowników – Saladyn nie jest typowym filmowym badguyem, tylko mądrym i honorowym człowiekiem, bohaterem swego ludu, szanującym także innowierców. Jego kreacja pozostaje w pamięci na długo po zakończeniu seansu, aż żal, że nie zdecydowano się na więcej scen z jego udziałem. Mimo to konflikt interesów Wschodu i Zachodu wciąż narasta i musi doprowadzić do przelewu ogromnej ilości krwi. Zwłaszcza, że do głosu dojdą też osoby, które nie mają zamiaru myśleć o pokoju.

9k

Czasy krucjat, to okres w którym Europa i Bliski Wschód obserwowały się, były równorzędne (a jeśli ktoś kogoś przewyższał to, moim skromnym zdaniem, arabowie ‘nas’ a nie odwrotnie) pod względem odkryć, nauki czy kultury. Ciężko podczas seansu nie zafascynować się tamtą epoką. Złote piaski, cudowne budowle, niesamowite oazy, porty… widoki są naprawdę urzekające, oglądając ten film niemal czuje się egzotyczne przyprawy i kadzidła. Scenografowie wzorowo odrobili swą prace domową, dbając o autentyczny wygląd zbrój i kolczug, o to jakich mieczy wtedy używano i jakich hełmów (gł. normańskie). Wypatrzymy także zakony Templariuszy, Krzyżaków i Joanitów – przed kręceniem naprawdę solidnie się przygotowano (choć i tak przedstawiona tu główna potyczka, walka o Jerozolimę, jest wymysłem scenarzystów). Nie dziwi, więc fakt, że ze szkiców, projektów i zapisków ekipy od „Kingdom of Heaven” skorzystał później Ubisoft Montreal tworząc Assasins Creed, zapewne dzięki temu ta gra prezentuje się tak świetnie.

5k

Film jako całość naprawdę trudno ocenić, z jednej strony buduje niesamowitą atmosferę, z drugiej upraszcza tak wiele elementów… chciałoby się więcej, dosadniej, mocniej, autentyczniej a jest tak, hmmm, hollywoodzko (choć bez typowego happy endu!). Warto jednak dać mu szansę, choćby po to by zobaczyć niesamowity krąg jaki na swych koniach tworzą saracenowie, by usłyszeć tą muzykę i poznać Saladyna i Baldwina, dwóch wielkich władców, którzy dziwnym trafem okazują się być dużo ciekawszymi postaciami niż te, które są kreowane na przewodnie. Chodzi mi tu Baliana i Sybille (siostra władcy Jerozolimy), których relacja i wzajemne uczucie naprawdę prosiły się o więcej głębi. Osobiscie polecam, ale nie nastawiajcie się na wielkie widowisko, raczej na miłą niespodziankę, ja po pierwszym obejrzeniu byłem właśnie miło zaskoczony, po czym zawsze z chęcią wracałem do „Królestwa Niebieskiego”.

Cascad

7plus

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Królestwo Niebieskie / Kingdom of Heaven

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s