Disney, Pixar, DreamWorks i reszta…

lking

Przyszedł czas na wspominki starego zwyrola – choć chwila aż taki stary nie jestem… w każdym razie, warto zauważyć, że każdy, choćby największy fan Tarantino, Kar Wai Wonga, Guya Ritchie czy Aronofsky’ego miał w dzieciństwie kontakt z, przesłodkimi wręcz, bajkami wielkich amerykańskich wytwórni. Co lepsze, ten oto zbiór potencjalnych seryjnych morderców/rozstrojonych wrażliwców strasznie ceni sobie te animacje, nie stroniąc od krytyki obecnych filmów przeznaczonych dla dzieci. Czy to dziwne? Ani trochę!

Zabrzmi to zapewne jak kolejna porcja narzekań z cyklu „kiedyś było lepiej” ale co poradzić skoro faktycznie tak było? 😉 zanim jednak faktycznie wyleje trochę jadu, zacznijmy od miłych wspomnień, popartych, a jakże, piosenkami.

the_lion_king_movie_image_2

To nie tobie ptak się zwierza w księżycową noc

Ciężko zacząć od innego obrazu niż „Król Lew”, którego nie dość, że śmiało można uznać za wielkie dziełko kinematografii (moim zdaniem to Magnum Opus Disneya), to jeszcze wciąż się nie starzeje i nadaje do seansu zarówno dla małych jak i zupełnie dorosłych kinomanów. Dla wielu osób ma on dodatkowo olbrzymią wartość sentymentalną, gdyż kojarzy się z pierwszą w życiu wizytą w kinie. Historia przedstawiona w Królu Lwie jest zwyczajnie piękna, mądra i pozbawiona zalewu infantylnych elementów – prawdziwa baśń. Jeżeli ktoś się nie wzruszył na scenie śmierci Mufasy (do dziś ludzie przy niej płaczą mimo iż wiedzą, że nadejdzie) i nie był poruszony miłością rozkwitającą między Simba i Nalą to znaczy, że ma serce z kamienia.

Później do kin trafiło Pocahontas, w którym znów ukazano cudowny świat przyrody, ale z zupełnie innej perspektywy. Historia młodej Indianki wyczulała na to by szanować przyrodę, zwierzęta a także każdego kto myśli inaczej niż my. Czyż to nie idealny przekaz dla bajki kierowanej do najmłodszych? Oczywiście film prezentował się znakomicie i znów zaoferował wspaniałą ścieżkę dźwiękową, z „kolorowym wiatrem”, w wykonaniu Edyty ‘jeszcze Polska nie zginęła’ Górniak, na czele:

Warner Bros. także dodało coś od siebie wypuszczając Kosmiczny Mecz. Świetna, posiadająca poważne zaburzenia psychiczne grupa postaci z kreskówek Looney Tunes plus Michael Jordan? Wooooow, każdy malec chciał to zobaczyć. Space Jam był świetną bajką, w której także nie zabrakło morału: cenienia swojego talentu, walki do końca i wiary w siebie (ten słynny ostatni wsad z wydłużającą się ręką Michaela). Zresztą kto potem nie puszczał sobie Fly like an Eagle Seala i nie marzył o byciu koszykarzem?

spacejam

Tak było (w telegraficznym skrócie) kiedyś. Obecnie pełnometrażowych bajek też nie brakuje i naprawe świetnie się na nich bawię. No właśnie – ja się lepiej bawię, od tych do których powinny być kierowane. Ilość podtekstów, dwuznaczności, korzystania z motywów z innych filmów etc. w ówczesnych produkcjach Pixara i DreamWorks jest nieczytelna dla najmłodszych. Dochodzi do tego jeszcze jeden ważny szczegół: niemal wszystkie są tworzone przy użyciu grafiki komputerowej. Może to dość staroświecki pogląd, ale moim zdaniem odbiera to naprawdę wiele z ich bajkowości, są przez to mniej niezwykłe, mniej pamiętliwe…

z4322672x

Era Shreka

Komu to zawdzięczamy? Ukochanemu Shrekowi oczywiście (zapomnijmy na chwilę o prekursorskim Toy Story), który wniósł powiew świeżości do branży, zawierając w sobie humor zarówno dla malców jak i dla ich opiekunów. Film słusznie odniósł wielki sukces i „przy okazji” zapoczątkował nowy trend. Był to trend na filmy tworzone w technice komputerowej, pełne satyry i odniesień do popkultury. Popularność tego typu dzieł wciąż nie słabnie, tak samo jak zyski, które generują, czego skutkiem jest coroczny zalew gadających tosterów, pand, pingwinów etc. okazuje się też, że na klasyczne baśnie zabrakło miejsca.
Możliwe, że przesadzam – przecież nie posiadam dyplomu z psychologii, ale ma to spory wpływ na szkrabów, które niejako zostały obdarte z okazji do pierwszego kontaktu z uczuciami wyższymi. Brak tu tej „czystości” formy. Wiem, że nowe filmy zawierają jakieś mądre morały („najważniejsza jest przyjaźń” – Auta, „liczy się to co się ma środku” – Shrek etc.) ale jak się tak wspomni klasyki pokroju Bambi, Pięknej i Bestii, Śpiącej Królewny etc. to chyba każdy postawi ich wartość edukacyjną dużo wyżej od Potworów i Spółki, Kung-Fu Pandy i Madagaskaru. Wielka szkoda, że tak się sprawy mają, przecież Król Lew powinien być obowiązkową częścią dzieciństwa każdego człowieka 😉 nie jest jednak tak źle jak się wydaje i trafiają się też rzeczy pokroju Epoki Lodowcowej, która nie dość, że jest prześmieszna (mlecyk!) to też ma sporo do pokazania a i wzruszyć potrafi.

ice_age_the_meltdown_scrat

Nie ukrywajmy – lata lecą i zapewne to główny powód przez, który narzekam na nowe rzeczy (z braku laku oglądane przy okazji różnych świąt), bo… może dzieciakom się to podoba i strasznie przeżywają te historie? może jednak się z nich uczą? może oglądają je z równym podnieceniem co ja, gdy namówiłem rodziców na pójście na Space Jam (to było spełnienie marzeń! Prawdziwy świat i ulubieni bohaterowie kreskówek, chciałem przeżyć to samo)? Jest to możliwe… tylko ciężko mi w to uwierzyć.
Na świętego nie wyrosłem, lubię ostre kino, ciężką muzykę, niezdrowo się prowadzę ale i tak swoje wiem, i wiem, że wrażliwość na pewne zjawiska zaszczepił mi właśnie „stary Disney” i nikt mi nie powie, że nie 😉 Dobrze, więc, że istnieje jeszcze taka instytucja jak Studio Ghibli realizujące wspaniałe, naładowane emocjami obrazy. Szkoda tylko, że z racji ich techniki wykonania (anime to dla większości osób wciąż cycki, zboczenie, perwersja i w ogóle dziecko szatana) nie są powszechnie oglądane i doceniane. A szkoda bo w obecnych czasach dzieła pokroju „Księżniczki Mononoke” czy „Spirited Away” wydają się być szczególnie cenne i powinny być szerzej promowane. Mimo iż to dość wiekowe filmy, to nadal stanowią nowość dla polskiego odbiorcy…

Ech, okej, czas zakończyć te przemyślenia, to przecież skandal, żeby stary as rozpisywał się o pioseneczkach wśród których ptaszki ćwierkają 😉 wniosek jest prosty – klasyczne bajki umarły, a ten kto miał okazję z nimi obcować niewątpliwie jest szczęściarzem.

cascad

Reklamy

5 uwag do wpisu “Disney, Pixar, DreamWorks i reszta…

  1. Stare Disneyowskie produkcje to jest coś 🙂 Mimo że człowiek zna je już na pamięć, wciąż płacze w najbardziej wzruszających momentach 😀 Wciąż trafiają się prawdziwe perełki u Disneya i podobnych, ale coraz trudniej o to. Studio Ghibli też nie ma sobie równych 😀 (Nausicaa z Doliny Wiatru, Mój sąsiad Totoro czy najlepiej znane w Polsce Księżniczka Mononoke i Spirited Away). Swoją drogą, ma ktoś może pierwszą wersję Króla Lwa? Wszędzie tylko Special Edition z głupią piosenką zamiast fajnie zrealizowanego motywu z polowaniem na Zazu w pierwotnej wersji…

  2. Ghibli rządzi, a wizyta na Space Jam również była kamieniem milowym w kształtowaniu mojej psychiki… Faktycznie brakuje kreskówek, ale też można dziś je kupić za grosze na płytach. Niestety kolekcja 3 płyt ghibli to wydatek rzędu 90 zł… Nie każdego rodzica na to stać.
    Fajny art 🙂

  3. To co ostatnio wychodzi to jest porażka… Mały w kosmosie czy co tam… I to wszystko już jest raczej kierowane do nieco starszych oglądaczy. Bo jaki szkrab np. rozumie jak w ,,Sezon na misia” puścili bombę o nazwie Duży Roman ale dzieci nie wiedzą kto to jest. Można oglądać nowe filmy animowane ale trzeba także pamiętać by pokazać dzieciom te bardziej wartościowe także. Ale także warto powiedzieć o tym co za ,,animacje” lecą na Cartoon Network – co to robi z dzieciakami – kreskówki takie jak ,,Mój kolega z sali gimnastycznej jest małpą!”. Ehhh…

  4. Pingback: Disney, Pixar, DreamWorks i reszta… « Peace Grenade | baśnie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s