Magia plasteliny – The Neverhood

tn4

Spójrzcie na sklepowe półki z grami. Co na nich widać? Przeważnie wielkie, napompowane marketingowymi sloganami produkcje, przepełnione w dużym stopniu akcją, brutalnością, krwią i innymi kontrowersyjnymi treściami. Czy są oryginalne? Chyba nie, bo trudno uznać coś za oryginalne i pod pewnymi względami nowe, skoro kryje się pod postacią Call of Duty 5, lub Empire Total War. Oczywiście nie mam nic przeciwko tym tytułom, ponieważ to dobre uznane marki, którym należy się szacunek. Jednak w gąszczu efektowności, komercji i właśnie tej całej marketingowej otoczki, gdzie wszystko jest super i koniecznie „musisz to mieć”, gdzieś zgubiła się esencja gier. Czasy kiedy gra była prawdziwą enigmą, kryjącą przed graczem tajemnice, które tylko dzięki wytrwałości i wrodzonemu sprytowi można, a nawet trzeba było, odkryć przeminęły. Smutna prawda jest taka, iż na dzień dzisiejszy doświadczonego fana ciężko czymkolwiek zaskoczyć. Warto, więc czasem odszukać na strychu pogryzione przez myszy pudła, sprawdzić ich zawartość i z błyskiem w oku spojrzeć na starą płytę CD i zakurzoną okładkę ze znaną i bliską sercu grafiką. Warto odbyć podróż do wspaniałej krainy The Neverhood i odwiedzić starego przyjaciela Klaymena. Ruszajmy więc…

tn1

The Neverhood miał swoją premierę w 1996 roku. Plastelinowa kraina trafiła wtedy na komputery osobiste i PlayStation (tylko na terenie Japonii). Napisałem plastelinowa ? Ah tak… rzeczywiście. The Neverhood powstał na bazie bardzo specyficznej i zarazem nowatorskiej w skali gier video technologii. Plastelinowe modele zostały „ożywione” za sprawą animacji poklatkowej, tej samej którą tak lubi Tim Burton (człwoiek odpowiedzialny za „Gnijąca Pannę Młodą” i „Nightmare Before Christmas”). Sam efekt wygląda wprost bajeczne, takiej grafiki nie spotkasz nigdzie indziej i nie mówię tu o rozdzielczości tekstur, antyaliasingu i innych wodotryskach. Animacja to istny majstersztyk, co pewien czas człowiek drapie się po głowie i myśli „jak oni to zrobili, przecież ta gra ma tyle lat”, tego nie da się opisać to trzeba zobaczyć na własne oczy

Przygody Klaymena, bo tak zwie się główny bohater, to typowa przygotówka point & click, lecz w pewnych momentach zmienia perspektywę na pierwszoosobową. Gdy uruchomimy grę to na początku ciężko o niej coś powiedzieć, Klayman budzi się w pustym pomieszczeniu, nie wiemy praktycznie nic. Snujemy zatem domysły, bo przecież nie było nam dane zobaczyć żadnego konkretnego intra. Instynktownie podążamy, więc w lewo i naciskamy piękny czerwony guzik, uważając na to by nie dostać dużym młotem po głowie, kilka chwil później cała kraina Neverhood stoi przed nami otworem. Jak już wcześniej pisałem w momencie wyjścia z pomieszczenia, zaczynamy spoglądać na świat oczyma naszego sympatycznego bohatera. W ten sposób, już na całego rozpoczyna się nasza wielka przygoda. Stawiając pierwsze kroki tytuł tutaj opisywany, uznamy za zbiór bardzo dobrze przemyślanych zagadek, przeplatany co jakiś czas zabawną cut – scenką. Przemierzamy kolejne pomieszczenia i wysilamy nasze szare komóreczki. Dopiero później, wraz z upływającym czasem jesteśmy w stanie pojąć, że The Neverhood Inc stworzyli dużo głębsza grę niż może się to wydawać. Ten tytuł posiada przesłanie, przesłanie mówiące, iż żaden człowiek nie jest w stanie żyć całkowicie samotnie. Z czasem, z banalnej wydawać by się mogło pozycji, The Neverhood przeistacza się w historię, której nie da się zapomnieć.

tn2

Powiało trochę filozofią, ale tak miało być. Przechodzimy dalej. Solą każdej szanującej się przygodówki są zagadki, a te w plastelinowej rzeczywistości są niestety dość nierówne. Jedne są proste i zajmą nam najwyżej 10 minut, drugie mogą przyprawić o ból zębów, zgrzytających z zafrasowania. Warto, więc sprawdzać, co znajduje się w umieszczonej w grze skrzynce na wiadomości. Znajdziemy tam podpowiedzi do zagadek, ale i tak nie jest łatwo – są one zdawkowe – lecz jak to mówią, lepszy rydz niż nic.
Oprawa audio dorównuje reszcie elementów, a czasami nawet ją przewyższa. Jeśli lubicie jazzową mieszankę, wpadającą od pierwszych sekund w ucho, to poczujecie się ja u siebie. Każda kompozycja jest niezmiernie ciekawa i unikatowa, niektóre motywy usłyszymy tylko w jednym konkretnym miejscu. Muzyka wprawia w stan ogólnego zadowolenia, a co dopiero reszta.

The Neverhood jako całość to produkcja strasznie zabawna. Miewa chwile gdy nie można się powstrzymać się od śmiechu. Choćby scenka jedzenia białych kulek z muchomorka. Klayman zje jedną, kolokwialnie mówiąc beknie, zje drugą… trzecią… czwartą i tak dalej, za każdym razem beknięcie będzie dłuższe, głośniejsze, a przy dwudziestym smakołyku przypomina ryk Godzili. Studiu developerskiemu nie brakowało pomysłów i dobrze, zyskuje na tym i sama gra jak i odbiorca. Gra unosi się w operach absurdu i karykatury, a wszystko to w idealnych proporcjach. Nie jest to wymuszona, dawana na siłę graczowi śmieszność, całość wypada naturalnie naturalnie, wywołując niekontrolowane napady śmiechu.

Nie lubię mówić o wadach, dlatego zostawiam je zawsze na koniec. Gra jest stosunkowo krótka ale te kilkanaście godzin z nią spędzonych jest naprawdę bardzo przyjemne. Czasem też animacja nie do końca daje radę (pojawiały się smugi, kreski i przy poruszaniu Klayman zostawiał cały sznur swoich klonów). Widocznie moja karta nie polubiła się ze starszą aplikacją i nie pomogły tu tryby zgodności i inne zabiegi doraźne. Gra ma dość „leciwe” wymagania sprzętowe na poziomie: procesor 166 Mhz 32 MB RAM i jakaś względny akcelerator 3D sprzed kilku lat. Fajnie zobaczyć czasami takie wymagania i powspominać sobie stare, dobre czasy. Rozwiązaniem problemu okazało się zmuszenie do większego wysiłku niż zwykle mojego staruszka PII 266 Mhz z 96 MB RAM i legendarną kartą Voodoo 3dfx z 4 MB pamięci, poradził sobie bardzo dobrze

Zachęcam wszystkich do odwiedzenia Neverhood, szczególnie gdy nie grałaś/eś w opisywaną produkcję. Gwarantuję, że nawet po jej ukończeniu nigdy o niej nie zapomnisz, bo to oryginalna koncepcja, która na dzisiejszym rynku nie miałaby szansy bytu. Dziś takich gier nie robią, ich czas już minął, chyba bezpowrotnie pozostało po nich niewiele, może parę zakurzonych egzemplarzy. Smutne to, ale prawdziwe. Pozostaje wyjąć płytę z napędu, włożyć do pudełka i odnieść do kartonu z szpargałami. Hmm… chyba jednak nie, odłożę ją na półkę obok największych hitów, zasługuje na to. Lata, które upłynęły się nie liczą, liczy się magia plasteliny, która wciąż trwa…

tn3

hraboll

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Magia plasteliny – The Neverhood

  1. w końcu jakiś tribute dla Neverhooda 🙂 moje pierwsze spotkanie z tą grą, krótko po jej wydaniu, tak naprawdę pokazało mi to jak świetnym medium są gry. I chyba przez Neverhooda zostało mi lekkie zboczenie na punkcie gier nietypowych, za co serdecznie dziękuje The Neverhood Inc. 🙂
    a muzyka? nie lubię przeważnie soundtracków z gier za ich instrumentalne smęcenie – a to co usłyszałem podczas rozgrywki wryło mi się wesołą pięciolinią w czachę, zaraziłem tym znajomych i karmiłem klientów klubu w którym pracuję 🙂
    cała gra jest genialna i wyjątkowa, a na krótki czas rozgrywki nie ma chyba co narzekać, to chyba jedyny tytuł do które wracam z nieskrywaną przyjemnością.

    ps: grał ktoś w kontynuację wydaną na PSX – Skullmonkeys? nie mogłem tego nigdy upolować, a z obejrzanych fragmentów gejmpleju wygląda interesująco.

  2. Co do polowań. Gdzie można teraz zdobyć neverhooda? Dawno temu grałem, przeszedłem jakąś połowę i zablokowałem się przy czymś. Chciałbym nadrobić zaległości. Chociaż jeżeli mam się wkurzać tak samo jak przy zagadce z rurkami 😉

  3. Ah, jeszcze co do wymagań.
    Grałem bardzo komfortowo na P166 Mhz, 32 MB Ram i karcie grafiki bez akceleratora 3D, 1 MB (Cirrus Logic). Żadnych ścinek itp – no, może poza ładowaniem kolejnych poziomów, ale TO już wina cd-romu (4x).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s