Indiana Jones IV – przygoda powraca…

indy1

Ostatnimi czasy wykreowała się pewna moda na remake’i i wielkie powroty po latach. Tęsknota za starymi dobrymi czasami udzieliła się zwłaszcza filmowcom zza oceanu, czego owocami są nowe odsłony Rambo, Rockiego, Szklanej pułapki z i Indiany Jonesa. Dziś pochylę się nad tą ostatnią. Indiana Jones zdobył wielką popularność, ponieważ każdy lubi odkrywanie wielkich skarbów, do tego to nader sympatyczny gość, z charyzmą i nadludzką zdolnością do pakowania się w tarapaty (z których zresztą zawsze wychodzi cało). Chyba każdemu na hasło „Indiana Jones” zapala się żaróweczka i zaraz myśli o Harrisonie Fordzie. To dzięki jego talentowi postać archeologa jest taka wyrazista i niepowtarzalna, czego nie zmieni nawet serial „Kroniki młodego Indiany Jonesa” (1992), który powiedzmy sobie szczerze był produktem nijakim, próbującym tylko nawiązać do legendy.

indy2

Gdy świat usłyszał, iż Steven Spielberg skrzyknął dawną ekipę z Georgiem Lucasem i Harrisonem Fordem na czele, mało kto wierzył, że z tej mąki będzie jeszcze jakiś chleb. O samym Fordzie mówiono bardziej z ironią (65 lat), a teksty w stylu „jego bicz już się do niczego nie nadaje”, zalewały fora dyskusyjne. Cała produkcja, choć zakrojona na wielką skalę, wyglądała jak najzwyklejsze w świecie odcinanie kuponów. I chyba dopiero w dniu premiery (22 maja 2008), gdy zobaczono dzielnego archeologa podnoszącego z ziemi kapelusz i mówiącego z przekąsem „Ruscy!” było już wiadomo, że…

Indy is back !
Fabuła filmu jest klasyczna, czytaj pociągnięta według starego, utartego schematu, mamy jakiś stary i bezcenny przedmiot, a Indiana Jones musi koniecznie go odnaleźć. Nie jest to jednak dowodem na to, iż Spielbergowi nie chciało się zbytnio kombinować – reżyser wiedział czego chcą fani, a że chcą Indiego takiego jak zawsze, dlatego jak ognia unikał głębszego mieszania konwencji. Tym razem w głównym wątku chodzi o legendarną czaszkę z Akator, wykonaną z kryształu, która z czasem okazuje się być głową kosmity. Trochę pachnie od tego wszystkiego science fiction, ale można przymrużyć na to oko. Oczywiście Indy nie może mieć zbyt łatwo, dlatego jak zawsze potrzebny jest czarny charakter. W „czwórce” jest nim radziecka agentka od spraw nadprzyrodzonych – Irina Spalko – grana przez Cate Blanchett, która tak na marginesie raczej średnio tu pasuje. Do tego dorzućmy zastępy wspomnianych ruskich i jest już z kim walczyć. Inne elementy także trzymają poziom; świątynie, pułapki, zagadki, tropikalne rejony, wszystko jest na miejscu, ciężko się do czegoś przyczepić. Dobrze, że nie zachwiano równowagi zbytnim efekciarstwem – fajerwerków jest „w sam raz”. George Lucas zdał sobie sprawę, że to nie kolejny epizod Gwiezdnych Wojen. Nieodłącznym elementem serii zawsze był humor i tutaj, na szczęście, też go nie zabrakło, znalazło się nawet miejsce na wężową fobię Indiego. Scenka kiedy biedaczyna tonie w ruchomych piaskach i musi złapać się ogromnego węża jest naprawdę urocza. Czy pyton może być gałęzią, okazuje się, że może 😉 .

indy3

Jest Dynamicznie. Sceny pościgów są odpowiednio podkręcone i w sposób przemyślany zaprojektowane. Czasami jednak widać po Jonesie upływ czasu i niektóre sceny ewidentnie są kręcone z dublerem, ale to chyba żadna niespodzianka – kto wymaga od Forda by wywijał koziołki jak młody bóg… to nie te czasy panie, panowie, nie te czasy. Dlatego do fabuły filmu wkręcono młodego Matta, który nadrabia za starszego herosa.
Muzyka też trzyma poziom poprzednich przygód, czemu trudno się dziwić, gdyż odpowiada za nią ten sam człowiek – John Williams. Nie zabrakło rzecz jasna jednego z najbardziej rozpoznawalnych motywów w historii kina światowego.

Aktorstwo stoi na równym poziomie, niestety nikt nie wybija się na jakieś niezwykłe wyżyny aktorskiego rzemiosła. Niby wszystko jest w porządku ale mogło być lepiej. Sam Harisson stara się być taki jak kiedyś i w niektórych momentach magia dawnych części powraca, co ucieszy każdego fana serii. Zaskakująco dobrze wypadł Shia LaBeouf, odtwórca roli syna Indiany Jonesa. Czy to następca Harrisona Forda? Bardzo możliwe…

indy4

Indiana Jones powrócił po 19 latach, czy było warto, czy to już nie za późno ?? Ciężko powiedzieć. Osobiście oceniam film na 8/10. To dobry, trzymający poziom tytuł. Z pewnością jest to też pożegnanie z postacią dla samego Harrisona Forda. Czy jeszcze zobaczymy archeologa w akcji ? Cóż, wszystko jest możliwe. Jednakże trudno mi wyobrazić sobie kogoś innego aniżeli Ford, w tej roli. Indiana Jones to przecież ikona popkultury.

Tak, czy siak prawdziwy król powrócił i teraz dopiero widać, że te wszystkie „Mumie”, i „Kopalnie króla Salomona” nie mają z Indianą najmniejszych szans, jego bicz wciąż ma się dobrze, nie okazując litości. Według mnie tylko „Skarb narodów” z Nicolasem Cagem stanowi jako-taką konkurencję.
Zakończę lekko zmodyfikowanymi słowami belfra Bladaczki z „Ferdydurke” Gombrowicza:

Indiana Jones wielkim archeologiem jest …

hraboll

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Indiana Jones IV – przygoda powraca…

  1. Mumia nie jest najgorszym filmem, trzecia częśc jest jedynie zadziwiająco słaba.
    No, ale miało być o Indy’m
    Tak, najnowsza część jest kapitalna według mnie, świetna akcja, początkowa scena z podnoszeniem kapelusza już mnie całkowicie pozytywnie nastawiła do filmu. Polecam!

  2. Byłem na seansie w dniu premiery – naturalnie nie zabrakło fanów w odpowiednich strojach i kapeluszach, a nawet wiwatów i oklasków przy napisach końcowych – to było piękne.

    Sam film to według mnie świetnie przemyślana, pełna akcji, humoru oraz mnóstwa drobnych smaczków i odniesień Przygoda, od której aż się łezka w oku kręci. Legenda ciągle żyje!

    Jedynym problemem jest fakt, że tym razem obiektem zainteresowań Indiany jest przedmiot, o którym słyszało zdecydowanie mniej osób, niż w przypadku świętych artefaktów z pierwszej czy trzeciej części tetralogii. Gdy jeszcze weźmiemy do tego owy wątek science fiction, to nie trudno zrozumieć kontrowersje wokół fabuły (pomijam tutaj postać syna Indiany, który również budzi skrajnie różne reakcje u widzów).

    Gdy jednak człowiek dowie się nieco na temat czaszek, które stały się inspiracją dla najnowszej części filmu, wtedy dostrzega ogrom pracy, jaki włożono w tę historię. Naukowo udowodniono, że wszystkie kryształowe czaszki, które naprawdę istnieją, to jedynie ciekawie wyglądające falsyfikaty, ale wyobraźnia ludzka stworzyła wokół nich już tyle domysłów, że scenarzyści mieli masę materiału do wykorzystania podczas rozmyślań nad fabułą. Nie zmarnowali tej szansy i stworzyli wersję legendy, która z pewnością niejednej osobie dzięki Indianie wbije się w pamięć.

    Przepraszam za rozpisanie się. Krótko – to moja ulubiona seria filmów przygodowych, którą uważam za niedościgniony wzór. Być może najnowsza część nie każdemu się podoba, ale to stary (dosłownie i w przenośni), dobry Indy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s