A Gdyby nie było graczy?

jaki

Obserwując na spokojnie (i na trzeźwo) rzeczywistość można dojść do wniosku, że wiele rzeczy na tym świecie jest absolutnie nie potrzebnych, np. zielony ketchup, papierosy, M jak miłość czy zespół Kombi. Nierzadko wyobrażam sobie jak wspaniale funkcjonowałaby bez nich kula ziemska. Ostatnio za to, dla odmiany, zastanowiłem się co by się stało gdyby zabrakło gier i graczy, i naprawdę – w mgnieniu oka zrobiłoby się dookoła niesamowicie szaro.

Ciężko jest sobie po prostu wyobrazić życie bez tej całej zadymy. Gdy myślę o fali fanatyków oldschoolu skupujących stare „graty” i skaczących pod niebiosa na samą myśl zdobyciu cardridge’a z 1992 roku, ciężko mi się nie uśmiechnąć. Rozmowy z takimi fanami to niesamowita sprawa. Ludzie, którzy ledwo wiedzą kto jest prezydentem ich kraju a w mgnieniu oka odróżniają po okładce podróbki od oryginałów na allegro to przecież niepoprawni szaleńcy. Pełne pasji dywagacje na temat tego ile z ‘rewolucyjnych’ rozwiązań współczesnych gier pojawiło się już za czasów 8śmio i 16sto bitowców są przecież takie niecodzienne, i co miałoby ich zabraknąć?

fred

A gdyby tak nie było spotkań przy konsoli? Wspólnych posiedzeń spędzonych pod hasłem „przejdziemy to dzisiaj, choćbyśmy mieli nie spać”, domowych mini-turniejów o wieczną chwałę, pokazywania znajomym najciekawszych rozwiązań ze swoich ulubionych tytułów…. świat byłby bez tego dziurawy. Gracze być muszą i już, i nawet jeśli ich znajomi nieraz patrzą na nich spode łba („CO! ile pieniędzy na to wydałeś?” rządzi) to jednak przyznają z czasem, że rzadko kiedy ktoś potrafi się tak dobrze odnaleźć w swym hobby jak oni. Wspomnienia związane z pierwszym uruchomieniem nowego sprzętu, wyjęciem go z pudełka, pełnym namaszczenia odwijaniem z folii nowego tytułu – tego nie da się przecenić. Tak samo jak zawodu i pękniętego serca, gdy któregoś dnia chcemy uruchomić ukochany sprzęt a on nie reaguje, informując płaczącą diodą (a czasem nawet trzema) o tym, że wyzionął ducha.

Zabrakło by też kilkuset powodów do kłótni. Przecież nie ma to jak wmawiać innym, że to w co grają jest takie słabe i w ogóle tylko dla noobów. Zobaczycie – tego typu napinki, zwłaszcza przez Internet, będą niebawem strasznie popularnym tematem prac magisterskich przyszłych psychologów. Nic tylko obserwować i stuknąć się w głowę. Wymiany zdań, w których jedni ludzie tłumacza drugim, że wady ich sprzętów to tak właściwie zalety są bezcenne. PlayStation 3 to, Xbox 360 tamto, PeCet sramto, Wii totamto a jak przychodzi co do czego – jakiś zlot, targi, posiadówa – to i tak wszyscy razem siedzą na ławeczce i się bratają. Sielanka.
Dużo mniej zabawne są przypadki gdy ktoś traci życie osobiste na rzecz poznawania losów cyfrowych bohaterów. Termin „no life” (nołlajf) niestety zaczyna być coraz bardziej powszechny. Mimo to nie jest tak źle jak się wydaje i często bywa wyolbrzymiony. Kilku takich skrzywionych i obeznanych w temacie niczym chodzące encyklopedie typów znam i ich cenę. Czemu? Bo dziwni ludzie muszę się trzymać razem 😉 poza tym oni często posiadają umiejętności stawiania jakiś fikołków w HTMLu w parę sekund, na których naukę, ze swoją cierpliwością, poświęciłbym pewnie z 40 lat błądząc jak Żydzi po pustyni. Innymi słowy, ceńmy się wszyscy nawzajem a świat zmieni się w lepsze miejsce, pełne troskliwych misi i różowych jednorożców. Wszyscy są tu po coś.

464033-mega_man_cosplay_super

Grający często mają chęć do działania i tworzenia do tego stopnia, że wydaje się to być praktycznie częścią tej zajawki. Zaczynając choćby od najmniejszego założenia sobie konta na jakimś serwisie i pisaniu postów na forach, aż po przeróżne eksperymenty w stylu gameblogów, własnych serwisów, fanowskich filmików, zdjęć, a nawet programowaniu własnej gry dzięki RPGmakerowi i mu podobnych aplikacji. Działanie społeczności graczy pokazuje, że to naprawdę wyjątkowa i twórcza grupa ludzi, którzy rozwijają się na wielu frontach dzięki temu, że za dzieciaka zaszczepiła się w nich chęć na pokonanie jakiegoś bossa, a potem następnego i następnego… ciężko sobie wyobrazić rzeczywistość bez takich jednostek. Co by zrobili też arcymądrzy politycy i dziennikarze bez gier? Na kogo zwalaliby winę kolejnych przestępstw popełnianych przez młodocianych? O tak – kolejne części GTA muszą się ukazywać, choćby po to by odciągać uwagę od zaniedbywania dzieci przez rodziców i pedagogów, oni przecież tak kochali tych małych morderców, nie mogli nic przewidzieć…

game_girls_1_0

Jest jeszcze jedno strasznie ciekawe zjawisko, które ubarwia ten pełen cierpienia świat (yo Schopenhauer) to oczywiście… graczki. Coraz, więcej pań gra, przyznaje się do tego i z chęcią wchodzi w polemikę na ten temat. Co ważniejsze – mają swój własny sposób postrzegania tego typu zabawy i patrzą na nią inaczej niż „my”, więc obie strony (brzydka i olśniewająca) mogą śmiało wymieniać się wiedzą. Nie ma to też jak przegrać z kobietą!

Patrząc na powyższe aspekty spędzania czasu przy padzie, ciężko wyobrazić sobie by któregoś dnia z powierzchni ziemi zniknęli developerzy i wydawcy, a wraz z nimi my – grający kwiat świeżych myśli i przekrwionych oczu. Nie miał by wtedy kto gonić za high-endowymi gadżetami, organizować specyficznych mini-imprezek, spamować w Internecie i przebierać się w fikuśne ciuchy żeby jechać na drugi koniec kraju, na zlot podobnych, śmiesznie ucharakteryzowanych dziwaków. Dobrze się stało, że ktoś to wszystko wymyślił.
Świat by bez nas padł… serio!

cascad

Advertisements

2 uwagi do wpisu “A Gdyby nie było graczy?

  1. Straszne. Naprawdę. Może bez gier szybciej bym się usystematyzował i doedukował. Tak, czytałbym więcej książek, a i keyboardem i aparatem bym się sprawniej posługiwał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s