Transformers: Revenge of the Fallen

trans5

Pierwsza część Transformers podniosła poprzeczkę dla wszystkich filmów z koszyka „akcja, wybuchy, gigantyczny budżet, cola & popcorn” na poziom, któremu ciężko dorównać. Obraz udał się na tyle, że nawet beznadziejne marudy powinny go z przyjemnością oglądać, sukces komercyjny był też gwarancją powstania sequela. Kontynuacja nadeszła po niecałych dwóch latach – czy dała radę?

trans3

Będąc szczerym; dała, choć niestety pojawiły się w niej liczne zgrzyty jakich nie posiadała pierwsza część. Transformers 2 to wciąż niesamowite, nierealne widowisko pełne sypiących się w pył budynków i wielkich robotów walczących ze sobą na pięści niczym Bruce Lee z Chuckiem Norrisem. W tym właśnie leży siła obrazu reżyserii Michaela Baya; walki gigantycznych maszyn jeszcze nigdy i nigdzie nie były pokazane na taką skalę. Ten film to dowód na to, że dożyliśmy czasów, w których absolutnie każda wizja może zostać przeniesiona na srebrny ekran – wszystko zależy od tego jaki ma się budżet na efekty specjalne.
Fabuła oczywiście nie zaskakuje, przynajmniej nie dodatnio. Mamy więcej autobotów, więcej decepticonów i kolejny śmiertelnie groźny artefakt, którego jedni muszą bronić przed drugimi, bo ci drudzy zniszczą słońce (ziew). Dochodzi, więc do stałych starć ekipy dobrej z ekipą złą. W środku zamieszania znów znajdujemy Sama Witwicky’ego (i jego prześmiesznych rodziców ratujących nieco humor filmu) i jego piękną partnerkę graną przez Megan Fox, której nie szczędzono – zupełnie nie potrzebnych – efektów specjalnych. Śliczna dziewczyna a jeszcze ją poprawiali psując większość ujęć na których możemy ją oglądać. Argh…

trans2

Największą bolączką Transformers 2 jest to, że zamiast skupić się na prostym motywie mogącym stanowić pretekst do walki wielkich robotów, próbowano zrobić film w stylu Indiany Jonesa. Nasi bohaterzy krążą po świecie szukając tajemniczego artefaktu, do którego odszukania potrzebne jest odszyfrowanie starożytnego kodu, który trafił do głowy Sama przez inny artefakt… błe. Całość niestety nie trzyma się kupy, a finał w którym widzimy zaświaty wielkich robotów i człowieka, którego do życia przywróciła siła miłości jest w stanie zniesmaczyć nawet kogoś kto nie ma absolutnie żadnego pojęcia o kinematografii. Górnolotnych przemówień, tak ukochanych przez amerykanów, oczywiście też nie zabrakło („Jestem Optimus Prime…” bla bla bla i mam niebieski łeb) tak samo jak i wybitnie słabego humoru polegającego na pokazaniu tego jak malutki robocik gwałci nogę Megan Fox. Niestety: o ile pierwsza część była fajną zabawą, pokazująca całkiem ciekawe relacje miedzy postaciami (początek jest tam przecież bardzo dobry) i omijającą bezsensowny patos tak dwójka przegięła w niemal każdym elemencie związanym z fabułą. Nie mam pojęcia jak ktoś mógł zatwierdzić taką chałę przy projekcie wartym tyle pieniędzy. Scenariusz przeszedł pewnie przez masę rąk, i niestety każda z nich stwierdziła, że jest dobry – ogromna porażka. Ten film to jeden wielki logiczny błąd: pożywka nie tylko dla czepialskich widzów, bo tu ftopy są tak oczywiste, że ślepego kłują w oczy.

trans4

Jak już pisałem; robotów mamy jeszcze więcej – niestety pojawiają się na ekranie tylko po to by walczyć. Nie mamy okazji ich poznać, zobaczyć nawet jak się zachowują czy jak przedstawiono ich charakter. Całość ograniczono do króciutkich wstawek nie wartych odnotowania i skupieniu się na pseudośmiesznych robo-bliźniakach mówiących jak najgorsi hiphopowcy (śmiertelnie irytujące połączenie). Należy jednak oddać królowi co królewskie: sama scena otwarcia T2 przebija dynamiką, pomysłowością i intensywnością akcji sceny finałowe 95% filmów. Liczba detali, wybuchów, ujęcia, szybkość, wyraźnie odczuwalna moc ciosów – tego nie ma nigdzie indziej. Widok Optimusa samotnie walczącego przeciw kilku decepticonom w lesie pełnym gigantycznych drzew wprawia w zakłopotanie gałki oczne widza. Jakich superlatyw bym nie użył by ocenić poziom widowiska zaprezentowanego przez Baya, to nie będą one wystarczające. Pomimo tego, że w tym zalewie ciemnych, błyszczących, ciągle coś niszczących robotów wciąż ciężko jest odróżnić kto kogo bije i do którego obozu należy to, to się tak naprawdę nie liczy – liczy się, że walczą.

tran1

Reasumując – mam wielki żal, że historia i jakakolwiek logika (i nie czepiam się, że to film o rasie maszyn z innej planety, to biorę na klatę siadając do seansu) stoją tu na bardzo niskim poziomie. Niestety myślący człowiek trochę pocierpi oglądając Transformers 2, co jest wyraźnym krokiem w tył względem jedynki potrafiącej zapewnić rozrywkę większej grupie widzów. Na drugiej szali stoją jednak wizualia wobec, których nie da się przejść obojętnie. Ktoś będzie musiał policzyć liczbę wybuchów w tym filmie… ale to na pewno nie będę ja, bo kolejny raz już go nie zobaczę. Przekroczono tu pewną granicę, ale i pokazano tonę imponujących akcji. Ocena trochę zawyżona z wiadomych względów. Przeżuć i wypluć.

cascad

.

61

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Transformers: Revenge of the Fallen

  1. Taaaaaak! W końcu ktoś się zgadza z moimi poglądami na żenujący poziom tego filmu. Po kapitalnej pierwszej części sprzedano nam taki gniot, że koniec świata.Dramat na kółkach, powiem szczerze że Terminator 4 jest lepszy, choć i tak jest gniotem 😉

  2. Znalazłem błąd 😉 „pożywka nie tylko dla czepialskich widzów, bo tu !ftopy! są tak oczywiste, że ślepego kłują w oczy.”

  3. Mi tam się nowe Transformersy podobały 🙂 Wprawdzie delikatnie przegadali ten film, a wstawki ze studiami i miłością Psa na laski z Megan Fox były żenujące i niepotrzebne (takie American Pie), to przecież liczyły się walki robotów, a chociażby do zrywających beret scen na pustyni warto ten film obejrzeć 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s