Modern Warfare 2 i burza kontrowersji

modern warfare 2 terrorist

Jak zapewne wiecie – w Modern Warfare 2 będzie moment w którym możemy wcielić się w terrorystę i strzelać do cywilów na lotnisku. Gdy usłyszałem tą informację (oraz zobaczyłem słynne video, które prezentuje ową akcję) pomyślałem sobie dokładnie… nic. Obserwując sieć zauważyłem jednak, że bardzo modnie jest się na ten temat wypowiedzieć. Pierwszy kamień w tej lawinie strącił Cubituss swym artykułem na polygamii, który też mnie w żaden sposób nie wzruszył (takie już mam podejście do CoD – musicie mi wybaczyć) ale ponieważ ów art miał spory odzew to i ja stanę po jednej ze stron.

Na istnienie tego „problemu” zwrócił mi uwagę wpis Ubermlina odsyłający do polygamii, a na chęć skomentowania sytuacji wpłynęło to co opublikował na swym blogu Dziadu. To naprawdę się śmiesznie rozrosło, wielka krytyka i przejęcie się losem zero-jedynkowych kukiełek (nie postaci) jakoś… nie pasuje mi do środowiska graczy. Pragnę zwyczajnie przypomnieć, że gdy ktoś kupuje grę FPS o dzielnych wojaczkach, to ma i odpowiednią liczbę lat na karku i (eureka) zdaje sobie sprawę z tego, że będzie musiał strzelać, zabijać, mordować. Halo, ludzie, to CALL OF DUTY, arkejdowy shooterek z celowniczkiem na środku, a afera jest jakby nie wiadomo co się stało.

W takich grach mordujemy za słuszną dla nas sprawę, z tego co się orientuję terroryści to też nie są osoby zabijające dla zabawy i z chęci czystego sadyzmu, ale dla słusznej dla siebie sprawy. Jaka jest różnica między nimi a wojskiem? To, że cierpią cywile? A to jeszcze żadna wioska nie została splądrowana przez pijanych, uzbrojonych, „wyzwolicieli” w mundurze? Tak było i w starożytnym Rzymie i w ówczesnej Serbii, a gdyby nasz kontyngent na dłużej zagościł w Afganistanie to dachowanie czołgiem w meczecie mielibyśmy zapewnione.

Pytanie brzmi zatem – czy warto takie rzeczy pokazywać w grze, czy należy dawać graczom możliwość wcielenia się w te zadające cierpienie niewinnym jednostki. W ogólnym rozrachunku jestem na NIE w kwestii takich praktyk, aczkolwiek w przypadku MW2 nie widzę nic brzydkiego. Pojawia się celownik – strzelam, nie torturuję nikogo, nikt mnie nie błaga na kolanach o litość, matka nie płacze zakrywając przede mną swego noworodka etc. nie dość, że „ciężkość” tego co przekazuje w swej grze Infinity Ward jest mizerna, to jeszcze należy pamiętać o poziomie grafiki. Nie dożyliśmy jeszcze czasów w których dokładnie odstrzelona kończyna realistycznie odpada w akompaniamencie odpowiedniego strumienia krwi i (najważniejsze) charczącego z bólu przeciwnika, pełzającego na ziemi, oszołomionego swym bólem. Z brzucha nie wypływają jelita, nikt nie wymiotuje krwią i tak dalej. Mamy zwykłe trafienie, troszkę czerwonej mazi na ekranie i ta-daaam wielkie zabicie człowieka. To ma być sugestywne? Wybaczcie, ale dopóki zgony w grach będą wyglądać tak jak w CoD (czyli fajna fizyka, brak konkretniejszych szczegółów dotyczących ran) to nie ma się czym oburzać. GRA wali do nas z ekranu komunikatem, że jest GRĄ – czymś umownym, kawałkiem kodu, który pozwala nam się dobrze bawić w danej konwencji. Owszem – wygląda to lepiej niż w Wolfensteinie, jednak w kwestii „ciężkości” nie zrobiono zbyt dużego kroku w przód.

Artykuł Cubitussa narobił trochę szumu wokół MW2 i tyle. Czy naprawdę powinniśmy się oburzać na gry o wojnie, o to że pokazują wojnę brzydko? A może spójrzmy na to z drugiej strony i prowadźmy kampanię społeczną przeciw grom, które pokazują wojnę jako zabawę. Czy nie warto się oburzyć na Advance Wars za milusińskie zrzucanie bomby na bezbronną piechotę? Przecież to takie fajne, i przyjemne, i kolorowe! Zaraz biorę z półki Fight Club, znajduję odpowiednią stronę, przypominam sobie jak zrobić napalm, wpie***lam się na paralotnię i robię krwawy przelot nad miastem – przecież to takie słodziutkie, Nintendo to akceptuje, czuję się zainspirowany…

Odcinając się jednak od tej skrajnej wizji – MW2 to dalej arkejdowy szuter, dalej ciężko pomylić tę tonę skryptów z czymś innym niż gra wideo. Mało ambitną, ale wysoce grywalną. Cała sprawa z oburzeniem rozbija się zapewne o słowa „terror” i „terroryści”, które jednoznacznie kojarzy się ze złem, widząc tylko skutki ich działań a nie przyczyny.

Tyle razy strzelaliśmy do niewinnych i stróżów prawa, że ciężko mi znieść to oburzanie przy okazji Call of Duty. Naprawdę mam dość patrzenia, słuchania i czytania o tej grze. Pamiętajmy, że ten tytuł będzie taki sam jak CoD4, tak samo jak CoD4 był taki sam jak poprzednie CoD (zmiana realiów tak właściwie nic nam nie dały). Ta seria może i jest fajna, jednak od chwili gdy gracz się zorientuje, że nie steruje żołnierzem a aktorem; cały czar pryska. Innymi słowy – jeśli chcecie obejrzeć fajne wybuchy i kilka ciekawych natarć to zamiast Modern Warfare 2 polecam kupić film na dvd, wyjdzie dużo taniej, dużo lepiej i dużo efektowniej. Wciąż nie rozumiem co tam jest porywającego, czy niezwykłego… może mi ktoś wytłumaczyć czemu to ma być najważniejszą premierą wszech czasów? (tu Cubituss dopiero pojechał, przecież premiera pierwszej części MW była dużo ważniejsza). No ale cóż, branża rozlazła się na boki i teraz o sukcesie decyduje rozgłos & strzelanie & fajny onlajn. „Ciężkość gatunkowa” gry w której widzimy przed sobą cały czas wyciągniętego guna i gnamy przed siebie do mnie nie przemawia.

Activision Blizzard wraz z jakąś agencją reklamową (TBWA or smth) ma sprawić, że premiera nowego KolOfDjuti będzie “biggest entertainment launch of all time”. Przysięgam – jeśli tak się stanie to pokroję się lodówką. W kostkę. Rekord „otwarcia” w USA należy jak na razie do GTA IV, które rozeszło się pierwszego dnia w 3.6 miliona egzemplarzy dając zyski rzędu 310 milionów dolarów. Tego też nie mogę znieść, jednak jeśli akurat “nowe” CoD miałoby pobić ten wynik to będzie to świadczyło tylko o epickim upadku poczucia estetyki i gustu ludzi naszych czasów (ależ zdanie). Owszem, wiem, że trailery MW2 są fajne… ale tylko wtedy gdy pokazują przerywniki, nie samą grę, która owszem jest spoko ale na taki rozgłos i szacun nie zasługuje.

Zatem trzymajcie się ciepło, jedzcie lody i stańcie po stronie rebelii grając w Katamari.

PS ten tekst to nie atak na Cubitussa, po prostu w tej kwestii nie mogę się w żaden sposób zgodzić z tym co napisał.

cascad

Advertisements

9 uwag do wpisu “Modern Warfare 2 i burza kontrowersji

  1. Ciekawy artykuł, w wielu miejscach nie wypada się nie zgodzić… jednak trudno nie czuć mi przynajmniej lekkiego niesmaku na myśl o tym, że gra przedstawia strzelanie do bezbronnych na lotnisku… choć może i masz rację – to bardzo umownie wygląda, ale jednak…

  2. Mnie w tej całej sprawie dosłownie wkurwia coś zupełnie innego. Jako miłośnik grania orientujący się w tematyce po prostu nie mogłem nie natknąć się na ten spoiler w sieci. Dzięki wszystkim portalom o grach za zepsucie efektu „wow”, tak polskim, jak i zagranicznym – jesteście najlepsi, kocham Was.

  3. nie rozumiem tej zagrywki, ale też nie za bardzo widzę powód do oburzania się. Tak jak pisze autor – cod to tak właściwie arcadeowy shooter i ciężko go pomylić z czymkolwiek innym

  4. Nie znasz jednak jednej rzeczy, tzn, mentalności Amerykanów. Całkiem inne spojrzenie na świat.

    MW2 nie jest „arcade shooter”. HALO raczej.

    Pisząc „najważniejsza premiera wszech czasów samemu podkręcasz machinę propagandy jakiej żąda Infinity Ward. Nie zapominaj o tym, że Amerykanie cierpią na manię wielkości i wszystko jest u nich „naj” a każda premiera byle czego jest premierą światową.

    Jest to dobra gierka z genialnie rozwiniętą kampanią reklamową. I tyle. Nic więcej.

    Biorę grę, tnę kilku terrorystów, bo do kogo się przyjemniej nie strzela jak do muzułmanów, czy też żołnierzy Wermachtu.

  5. o tym, że to największa premiera wszech czasów nie ja pisałem 😉 przytaczam takie opinie innych – dla mnie mogłoby CoD nie być.

    i tak – CoD jest arcadeowy :> i to dużo bardziej od Halo o_O

  6. Sorki Cascad, ale CoD jest mniej arcade’owy od Halo – nie mamy dwumetrowych skoków, przejmowania pojazdów w ruchu itp. Oczywiście nie mówię, ze CoD = Flashpoint, ale gra Infinity Ward to taki pół-arcade bardziej 😉

    Co do kontrowersji – cóż, gra miała szansę przekazać coś tą sceną. Że terroryści to też ludzie (serio!), albo, że zabijanie wcale nie jest takie supcio jak nam sie czasem wydaje. Chcemy zabijać w grach i być usprawiedliwionymi. A IW dało nam misję, w której zabijamy bezbronnych ludzi i NIC nas nie usprawiedliwia. Szkoda tylko, że znaczna większosc gry jest niczym hollywoodzki film akcji, a w samej misji na lotnisku… cóż, można to było lepiej pokazać. Brutalniej, chociażby.

    Podsumowałbym to tak, że twórcy chcieli zrobić i film akcji i coś przekazać, ale te dwie rzeczy ze sobą nie współgrały i w gruncie rzeczy, to nie otrzymaliśmy ani jednego, ani drugiego. Ale gra jest świetna 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s