Xbox Live – tak czy nie ?

funny-pictures-halo-dog-pew

Jako osoba, której jest nie po drodze z wieloma super-technologiami i nowoczesnym sie prowadzeniem sie – nie jestem jeszcze podłączony do usługi Xbox Live. Skandal prawda? Taki gracz i pasjonat, a nie ma ochoty nabijać fragów przez sieć. Cóż, bywa, zwyczajnie szanuję swój czas, którego i tak za dużo przeznaczam na granie. Niedawno jednak zaświeciła mi się w głowie lampka „a może by spróbować?”. O ile na początku byłem tym pomysłem podekscytowany („boże, cywilizacja zawita w mym domeczku!”), tak wystarczyło chwilę pomyśleć i okazało się, że wrócił problem sprzed 3 lat, gdy kupowałem X360. Nie mam w co grać przez sieć.

Problem z graczami takimi jak ja jest dość prosty: rzygam już FPSami, i nie chce mi się podwyższać skilla by strzelać blasterem do 14latków. Przejrzałem listę najpopularniejszych tytułów na Live i co? I oczywiście żeby mieć z kim grać, musiałbym strzelać. Błe, nie chce mi się strzelać, a gdy ewentualnie mi się zachce to zawsze mogę odpalić Quake Live gdzie zabawa jest równie szybka, bezproblemowa, płynna i ubajerzona toną statystyk. To samo co mogę spotkać na 360. Zawsze mogę, więc spróbować się pościgać. Tu ujawnia się mój wielki problem nr. 2: nie przepadam specjalnie za wyścigami. Czasem coś odpalę, przejadę kilka torów i odkładam. W GRiDzie podoba mi się kariera, Burnout Paradise zepsuł wszystko co fajne w Burnoucie, ogrom Forzy jest świetny, ale po Gran Turismo 2 nie mam już ochoty na zabawę w tego typu „real drivingowe” monstra. Co mi zatem pozostało? Ogólnie to… nic.

3060000000051557

Spojrzałem na problem z drugiej strony i przejrzałem swoje ulubione gry tej generacji. Okej, jest Mirrors Edge, Prince of Persia, Dead Space, PESy, Mass Effect, Assassins Creed, BioShock, Beautiful Katamari, jest i GriD… i niby dla której mam tu wykupywać sobie abonament? Pech chciał, że zbyt dobrze zdaję sobie sprawę z tego co lubię w grach: miks ciekawego gameplayu, mechaniki, historii i oprawy: czyli duże, epickie (chociaż takich brakuje, oj brakuje) one-playerowe tytuły najlepiej do mnie trafiają. Tak się składa, że dziwnym trafem nie oferują one nic, lub prawie nic, w kwestii online. Jak na złość japończykom nie idzie ogarnięcie infrastruktury Microsoftu, przez co Tekken 6 lubi sobie zwolnić a seria Pro Evo wciąż siedzi w epoce onlajnowego kamienia łupanego.. a akurat dla tych dwóch pozycji mógłbym rozpatrzyć wejście w lanserski świat Live’a. I bądź tu graczem.

Rozumiem, że tego typu dywagacje mogą być nieco nie na miejscu w chwili gdy kolejne partie Modern Warfare 2 znikają z półek, ale wiem, że gdzieś tam, głęboko, głęboko, w siatce równoleżników i południków są osoby o podobnych problemach. Oczywiście w żaden sposób nie chcę dyskredytować fanów strzelania do siebie i wrzeszczenia do headstetu czy też uczenia się perfekcyjnego pokonywania zakrętów – to po prostu nie dla mnie, prawdopodobnie tak jak i cała obecna HD generacja. Zawsze podobały mi się (w multi) gry piłkarskie i bijatyki, świetnie się przy nich bawiłem ze swymi przyjaciółmi i robię to do dzisiaj – na kanapie, bo jak widać technologia jest jeszcze za słaba by chodziły płynnie przez sieć. Pozwolę tu sobie przytoczyć fragment rozmowy z verthexem (rozmowa ta sprowokowała powstanie niniejszego wpisu):

Cas: no a Ty w co grasz online?

Ver: rainbow six vegas, cod’y, halo’y (zajebista odmiana) , forza

Cas: a coś bez strzelania?

Ver: no właśnie nie bardzo

Cas: lol

Cas: tzn lol z xboxa, że nie ma żadnej alternatywy

Ver: są alternatywy pewnie

Ver: ale ja jestem takim typowym casualem

I to pokazuje jakim torem idzie branża. Szukanie czegoś dla mnie nie przynosi rezultatów, teraz panują inne standardy, które na PS3 przełamuje co prawda Demon’s Souls, ale dla jednej gry nie pozbędę się 360. Oczywiście Uncharted 2 też kusi… ale nie wiem czy ostatecznie skusi. Chciałbym czegoś wyjątkowego, wejścia na rynek gier w stylu serii Kunio Kun, jakiejś kontynuacji Team Buddies, powalonego Bishi-Bashi, sieciowego platformera a’la Bug Bunny & Taz Time Busters, przejścia na konsole ciekawego (czyt. nowiutkiego) mmo i strategii turowej a’la advance wars, może nawet co-opowe przygodówki? Wtedy siedziałbym na łączu, że ho-ho. Niestety obecnie mogę albo komuś walnąć w zderzak, albo ustawić celowniczek na jego korpusie. Słabo. Nic czego nie było, dawno, dawno temu na PC.

I tym oto sposobem myśl o założeniu Live’a umarła śmiercią naturalną. Może za kilka lat znowu się za to wezmę. Oby coś się w gamingu w tym czasie pozmieniało, bo teraz jest tak… prymitywnie.

cascad

Reklamy

10 uwag do wpisu “Xbox Live – tak czy nie ?

  1. Ja, jako osoba która strzelanek totalnie nie toleruje i w nextgeny się nie bawi (może za jakiś czas skuszę się na Wii?) podpisuję się pod tym wpisem z czystym sercem. Właściwie jest jeden powód dla którego chciałbym nabyć nextgena — dokładniej PS3. Otóż ten Mortal Komat II przez sieć niesamowicie mnie kusi ;))

  2. dla mnie Live to błogosławieństwo – wygoda i solidność, choć… gdybym nie grał w fpsy i wyścigi, tak jak Ty, to zapewne też by mi się do niczego nie przydał… kurde… zastanawiające. Faktycznie brakuje dziś innych gier.

  3. Powiem to tak: na początku zaklinałem się, że do Live się nie podłączę. Trzeba dokupić router, wykupić Golda, przeciągnąć kable, jakoś to rozlokować… Obecnie skończyło się na tym, że nie wyobrażam sobie X360 bez Live, choćby Silver. Włączam konsolę – widzę, że kumpel X gra w Forzę, ktoś inny chce porozmawiać, a na Marketplace czeka na mnie świeże demo nowego tytułu. Darmowe dodatki (ostatnio ściągnąłem takowe do Kane & Lynch i Left 4 Dead) przedłużają kontakt z danym tytułem o jakiś tam procent czasu… Żyć nie umierać.

  4. Ja podłączyłem się do Live, gdy minął darmowy miesiąc kupiłem jedną zdrapke przedłużającą na 3 miesiące. Przez ten czas zagrałem online chyba ze dwa razy. Jakoś do gier onlinowych mnie nie ciągnie. Chociaż przyznaje że w Forze 2 fajnie się grało przez sieć, szczególnie za drugim razem gdy wspólnie z kumplami się umówiliśmy na wspólne ściganie

  5. ja ogólnie dodam, że nie mówię live’owi NIE – tylko zwyczajnie nie ma gier, w które chciałbym naprawdę mocno (tzn na tyle by przeciągać kable, szukać sobie domu w UK, zmieniac wtyczkę ethernetową i za to płacić) zagrać online na 360.

  6. Verthexa na lajwie dawno nie było. 😉 Wychodzę z założenia, że multi nie jest po to aby pograć sobie z obcymi ludźmi z drugiej strony globu. Fajnie jest po prostu pobiegać z ludźmi, z którymi się fajnie gada i jest zabawnie. Taki rainbow six, przez parę tygodni graliśmy w jeden tryb, na jednej mapie. Było ciekawie bo każdy gada, żartuje itp. To jest magia live’a.

  7. Mam ten sam problem w sumie – większość gier w które gram to takie dla jednego gracza, a nie mam kasy aby kupować jakiś tytuł po to, aby popykać ze znajomymi. Więc Live mam tylko do ściągania demek. A tutaj bez złotego abonamentu da się przeżyć.

  8. @krzysztof, spoko – znam live’a 🙂 i bardzo go lubię, jednak gdy patrzę na swoją półkę z grami (i na zegarek) to jakoś tak tracę chęć na wykupienie golda. Nie moja wina, że największe hiciory mi nie pasują 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s