Zróbcie mi z tego grę (i proszę – nie zepsujcie)

Pierwsze dziesięciolecie nowego milenium zaczyna dobiegać końca. W tym czasie branża gier przybrała niebywałe rozmiary, stając się czołową rozrywką młodych, starych, pięknych i brzydkich ludzi na całym świecie. Do naszej branży wkroczyły naprawdę gigantyczne pieniądze, a w raz z nimi jeszcze większa chęć zysku. Poklask zyskały, więc produkty oparte na popularnych licencjach, zmuszające fanów danego uniwersum do sięgnięcia do portfela i wyrzucenia pliku banknotów na tytuł powiązany z jego ukochaną marką. Mimo wszystko, wciąż pozostaje grono chwytliwych tematów, które z powodzeniem można przenieść na nasze plazmy i LCDeki, a mimo to, z jakiegoś powodu to się nie dzieje…

Zamieszczam zatem mini-rankig rzeczy godnych otrzymania swej dopracowanej elektronicznej wersji. Przyznam, że wybierałem je bardzo subiektywnie. Oto moje małe gry-marzenia, w które zawsze pragnąłem zagrać:

Alexander the Great

Aleksander Wielki jest rewelacyjną postacią, zdecydowanie nadającą się do przeniesienia w cyfrowy świat. Podbój połowy globu z mieczem w dłoni byłby piękny – cyfrowe piramidy, Babilon (i widok jego błękitnych murów!), Indie… startując od podboju wielkich Teb ruszyłoby się w krwawy spacer po największe bogactwa świata antycznego. Pojedynek świetnie wyszkolonych greków z podbijanymi, znacznie liczniejszymi ludami nie dość, że stanowiłoby nie małe pole do popisu to jeszcze, przy pomocy odpowiedniego scenarzysty mogłoby doedukować wielu graczy. Bądźmy szczerzy: inaczej się słucha o Gaugameli a inaczej w niej „uczestniczy”. Niezłym posunięciem byłoby też obserwowanie tych wszystkich historycznych wydarzeń z perspektywy żołnierza falangi… z chęcią bym w takie coś pograł i przegonił całą chmarę Persów.

Cowboy Bebop

Co prawda dzieło Shinichiro Watanabe doczekało się już dwóch marnych adaptacji, ale nie dość, że były okropne to jeszcze nie opuściły granic Japonii. Gdyby jakieś studio zdecydowano się jednak na dostarczenie nam sand-boxa w tych rewelacyjnie stylowych realiach, to piał bym ze szczęścia. Spike jako kosmiczny łowca głów stanowi idealną postać do połączenia nawalanki ze strzelaniną (z obowiązkowym przyleganiem do ściany). Jego luz, dryg i łatwość z jaką wpada w kłopoty rewelacyjnie kontrastuje z tragiczną przeszłością i ranami jakie nosi w sercu, zmierzając do swego smutnego końca. Mass Effect udowodniło, że podróże międzyplanetarne rządzą, czas więc zamienić Normandy na Bebopa i wyskoczyć, zatańczyć walca na Wenus. To naprawdę idealna licencja do „przekucia” w grę.

Kill Bill

Beatrix Kiddo jest osobą o przeciekawej przeszłości, którą można by rozwinąć w grze video. Tytułu najlepszej morderczyni świata nie zdobywa się przecież ot tak.. przy okazji poznalibyśmy bliżej cały oddział D.I.V.A.S. z ukochaną O-Ren na czele. Na pewno żaden fan filmu nie przepuściłby takiej okazji (a samemu Tarantino też by to dało pole do popisu, gdyby zabrał się za pisanie scenariusza). Krwawo, śmiesznie, efektownie, ze świetną muzyką i humorem… ale bym sobie pograł w takie coś 😉

The Crow

Eric to fenomen (pop)kultury, przepełniony bólem powraca z zaświatów na ziemię by zabrać życie kilku ludzkim śmieciom. Przeniesienie artyzmu zawartego w kadrach rysowanych przez James’a O’Barra na ekran gry, w stylu podobnym do tego co oglądaliśmy w MadWorld, wraz z odpowiednią muzyką (wiadomo – najlepiej The Cure) zaowocowałoby nie tylko rewelacyjną nawalanką, ale i niezwykłą atmosferą – pozbawioną rozrywkowego charakteru jaki przylegał do tego gatunku. Oczywiście jeśli reżyser gry dałby sobie rade z tak wielkim wyzwaniem… w każdym razie, byłby hicior przenajwiększy. Z chęcią bym obejrzał nareszcie ciężką i smutną chodzoną bijatykę…

Kozure Okami

Znany również w Polsce komiksowy „hit” (przynajmniej jeżeli chodzi o jakość, bo sprzedaż jest zastraszająco słaba) – „Samotny Wilk i Szczenię” opowiada historię kata Shoguna, który wraz ze swoim malutkim synkiem wkracza na meifumado (droga śmierci, demonów i potępienia). Niesamowicie wyszkolony szermierz pchający przed siebie wózek dziecięcy (z napisem „Dziecko do wypożyczenia, miecz do wynajęcia”) z każdą kolejną stroną wyrasta na coraz bardziej charyzmatyczną postać, biorącą wszystkie, nawet najtrudniejsze zlecenia. Wśród brutalnej rzeczywistości feudalnej Japonii znalazło się miejsce na masę naprawdę naturalistycznych i poruszających scen… warto się z nimi zaznajomić, a jeszcze lepiej gdyby ktoś to umożliwił, przenosząc Kozure Okami na platformy obecnej generacji. Machania mieczem nigdy za mało, zwłaszcza gdy czuć jego konsekwencje – które tak rewelacyjnie oddawał komiks.

To na tyle… te marzenia zapewne i tak się nie spełnią, ale miło jest pofantazjować. Naprawdę za każdą (dobrą!) grę na podstawie powyższych licencji (o ile można tak Aleksandra nazwać) byłbym w stanie zrobić bardzo, bardzo wiele. EA, Ubi, Activision – mam nadzieję, że ktoś wam to przetłumaczy 😉

A wy? Jaką grę chcielibyście ujrzeć?

cascad

Advertisements

6 uwag do wpisu “Zróbcie mi z tego grę (i proszę – nie zepsujcie)

  1. Hm, chyba najważniejszym w tym wszystkim jest dopisek „i proszę — nie zepsujcie”. Mimo wszystko, Bebopa też bym chętnie zobaczył w innej wersji, niż ten nudny PSXowy statek ;]

  2. Kill Bill wyszedł na komórki, The Crow na PSX, Cowboy Bebop na PS2 to całkiem przyjemna bijatyka TPP, a Aleksander Wielki też już był 🙂 Ale pewnie chodzi ci o arcydzieła, te licencje faktycznie zasługują na coś więcej.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s