Sandboxowatość

Niebawem dobiegnie końca pierwsze dziesięciolecie XXI wieku, mamy zatem dobrą okazję do wielkich podsumowań. I takimi właśnie zajmie się zapewne wiele stron, osób, dziennikarzy, felietonistów etc. ja tym razem wezmę się za komentowanie stosunkowo małej (acz systematycznie rozrastającej się) przestrzeni naszego ukochanego hobby – jaką są gry sandboxowe. Paradoksalnie „piaskownice” są na topie od chwili premiery GTAIII, a mimo to ciężko o prężny rozwój w tym gatunku. Możliwe, że już zawsze będzie ciężko…

Trójwymiarowe Liberty City popchnęło gry o kilka kroków na przód, Rockstar pokazało, że „da się” i faktycznie się dało. Staliśmy wtedy na wyborowej pozycji – niedługo po premierze PlayStation 2 (2001 rok) pojawił się kamień milowy, którego formuła ciągle ulepszana doprowadziłaby nas szybko do gry perfekcyjnej. Znaczy się teoretycznie…

Lata mijały, a kolejnych ewolucji w grach o otwartym świecie dokonywała właściwie tylko seria GTA. Jej naśladowcy w postaci True Crime, Getaway czy Drivera 3 co prawda wnosili coś od siebie do gatunku (najczęściej pop-up i skaczący framerate), ale nie potrafili zagrozić królowi. Oczywiście warto nadmienić, że pojawiła się w „międzyczasie” gra taka jak Morrowind, która wrzuciła gracza na tak gigantyczny teren, że ciężko było w to na początku uwierzyć, ale to zupełnie inna para kaloszy. Troszkę na siłę, za pierwszego* potężnego trójwymiarowego sandboxa można by uznać The Legend of Zelda: Ocarina of Time, gdzie całe Hyrule stanowiło spójną całość, już w 1998 roku, liniowość rozgrywki trochę ją jednak dyskwalifikuje w wyścigu do miana pierwszego true-otwartego świata (co w sumie jest nie ważne bo to i tak prawdopodobnie najlepsza gra XX wieku). W każdym razie, fakty były takie: pewnego słonecznego dnia pokazało się Grand Theft Auto z numerkiem 3, wzbudziło powszechny podziw, a potem każdy czekał na kolejne kroki na przód i coś doczekać się nie mógł, i to naprawdę długo.

Jump around!

Do ataku doszło z innej flanki – najpierw bardzo delikatnie, potem zabójczo mocno. Tym atakiem był krok studia Naughty Dog. Ich Jak & Daxter stanowił, z technicznego punktu widzenia, rewelację w gatunku platformerów, a także grę która zaoferowała niesamowity świat i w miarę dowolną możliwość wykonywania zadań. Ideę tą kontynuował potem duet Ratchet & Clank śmigający po najfajniejszych planetach jakie widziały gry video. Nie byłbym sobą gdybym po raz kolejny nie napomknął przy takiej okazji o najmocniejszym, raczej niedocenionym, ciosie (przynajmniej 128 bitowym) jaki zadał gatunkowi JAK 2. Zmiana realiów wesołego skakania po łące na latanie nad potężnym Heaven City, tona wyzwań, smaczków, największa spotykana w platformerach (do teraz) swoboda i cudownie wymodelowany, trójwymiarowy, świat pokazały, że da się inaczej i może to wyjść wszystkim na zdrowie. Seria Sly Racoon od Sucker Punch, począwszy od swej drugiej części także dorzuciła swe 3 grosze (a nawet eurocenty) do „otwartego skakania”, skutecznie łącząc je z nieliniową strukturą misji i skradankowym charakterem sympatycznego szopa.

Początkowy rozkwit sandboxów można, więc podsumować jako kradnięcie aut na wielką skalę, doprawione sporą dawką skakania od wewnętrznych studiów Sony – jest tego trochę mało, co potwierdza ile przeciwności spotyka developerów chcących dać wolną rękę graczom. Obowiązkowo podziękować należy jednak Yu Suzukiemu za parcie do przodu ze swym magnum opus – Shenmue, bez którego cyfrowe miasta na pewno nie stałyby dziś na tak wysokim poziomie. Głupio byłoby również nie uszanować wkładu jaki w gatunek miało Pandemic. Mercenaries to najbardziej udany klon-nie-klon GTA, wrzucający gracza w środek wojny domowej gdzie może opowiedzieć się po dowolnej stronie i zamówić sobie w każdym momencie nalot dywanowy. Modern Warfare może się schować (ale Battlefield już nie…) bo to właśnie było nowoczesne pole walki, autentyczne POLE, w którym możemy rzeźbić przez dłuuugie godziny bez przerwy.

A dziś?

Na arenie konsolowego Koloseum pojawił się w końcu pewien czerwonooki zawodnik. Mowa tu oczywiście o Xboxie 360, który zwiastował nową jakość. Zapas mocy oferowany przez jego bebechy pobudzał wyobraźnię osób spragnionych zabawy bez ograniczeń. Początek zmian zwiastował niemal na samym starcie, oferując graczom, kontrowersyjne ale wciąż „otwarte” The Elder Scrolls IV: Oblivion. Prawdziwe uderzenie nastąpiło natomiast przy okazji premiery Crackdowna, który ukazał nowy, najpopularniejszy obecnie, sandboxowy trend. Trendem tym jest posiadanie bohatera o nadludzkich mocach – zdolnego do wykonywania niesamowitych akrobacji. Rzucanie autami, niesamowita odporność, dalekie skoki i wspinanie były tym na co czekaliśmy, to też dostaliśmy w grze produkcji Realtime Worlds.

Ich filozofię kontynuowało dzieło (dziurawe bo dziurawe ale dzieło) Ubisoftu – Assassins Creed, jedna z najbardziej wyczekiwanych i gorących gier obecnej generacji. Co prawda Kanadyjczycy odeszli od supermocy ale i tak dali nam do dyspozycji nielichego akrobatę jakim jest Altair. Przygoda asasyna postawiła na parkourowe akrobacje w pięknie odwzorowanym średniowiecznym krajobrazie. Wszelakie przeskoki przez budynki, wspinaczki, przepychanie się przez tłum i efektowne pojedynki bronią białą budowały uczucie sterowania naprawdę potężnym wojownikiem. Efektowne pokonywanie przeszkadzajek dalej rozwinęły InFamous i Prototype – osadzone już w czasach bardziej współczesnych. Tu mogliśmy sprawdzić nie tylko bohatera o niebywałej zwinności ale i mocach nadprzyrodzonych. Obie gry reprezentowały różny poziom rzeźni i parkouru, rozwijając w znaczny sposób (i bardzo odmienny) ideę grania asasynem. Nawet słynny Książę Persji od UbiSoftu postanowił opuścić w 2008 roku zamkniętą przestrzeń na rzecz jednej, pięknej, spójnej krainy. A przed wszystkimi tymi tytułami ukazało się odnoszące niesamowite sukcesy finansowe GTA 4…. czyli innymi słowy – druga generacja sandboxów to (przeważnie) jedna wielka sieczka.

Nic ciekawego… ?

Oczywiście gier, chcących sprzedać się nam pod sztandarem sandboxa jest dużo, dużo więcej (vide Brutal Legend), i nawet wyścigi zaczęły iść w tym kierunku, ale mocno bym się zastanowił zanim stwierdziłbym, że ten gatunek naprawdę żyje i prze do przodu. Nie chodzi nawet o jakość powyższych gier, bo chwile z asasynem czy Niko Bellicem to jedne z najfajniejszych i najdłuższych posiedzeń jakie spędziłem przy konsoli. Tylko od czasu GTA 3 mogłoby się przez te 8 lat i zmianę generacji trochę więcej wydarzyć. Pójście w kierunku supermocy i superbohaterów jest jak najbardziej dobrym rozwiązaniem, ciężko mi jednak oprzeć się wrażeniu, że czy steruje chłopkiem z ostrzem pod rękawem, czy z piorunami w łapie, czy shotgunem w majtach to i tak, po pewnym czasie, gram w jedną tę samą grę, na którą nałożono odpowiednie mod’y. Może za mało jest dobrych produkcji tego typu? A może oferowany nam obecnie typ gameplayu to jedyny jaki się sprawdza w takich tytułach?

Nie znam odpowiedzi na to pytanie, liczę jednak, że tworzenie tak wielkich środowisk nie znudzi się developerom (wyniki sprzedaży AC2 raczej zachęcają do drążenia tematu) i zmusi ich do robienia coraz ciekawszych hiciorków. Przydałoby się… fabuła i fizyka od Rockstar, moce z Prototype, animacja i krajobrazy UbiSoftu… to by było mordercze połączenie. Czekam z niecierpliwością na następny krok w przód dla tego gatunku, albo jeszcze lepiej – na skok, bo do perfekcji jest jeszcze bardzo daleeeeeeko.

Tymczasem znikam szukać ostatniego templariusza w Jerozolimie 😉 howgh.

cascad

*warto odrzucić poszukiwania jedynego-pierwszego sandboxa gdyż to zamazane w mrokach dziejów wydarzenie, które w różny sposób można postrzegać. Tombi, Banjo, Shenmue, GTA czy Fallouty? kto jest pierwszym prawdziwym sandboxem? To bez wątpienia temat na oddzielny artykuł.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Sandboxowatość

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s