Zombieland

Czy Zombieland to kolejny film o pladze Zombie’s? w zasadzie tak, ciężko się w nim doszukać oryginalności, bądźmy jednak szczerzy – nie każdy film musi być przełomowy. Czasem wystarczy, że jest zabawny. Tego akurat nie można dziełu pana Rubena Fleischera odmówić, nawet pomimo sporych zgrzytów, ale o nich później…

Pierwsza, podstawowa sprawa: Zombieland wali po oczach inspiracjami zaczerpniętymi z gier (głównie Left for Dead i Dead Rising), które będą szczególnie bliskie sercu wielu fanom elektronicznej rozrywki. Za to wielki plus, tak samo jak i za wielki finał, który (to żaden mega spoiler) rozgrywa się w wesołym miasteczku. Zanim jednak dotrwamy do tego finału poznamy czterech bohaterów wyruszających w podróż z jednego końca Stanów Zjednoczonych na drugi, w celu odnalezienia ostatniej osady ludzkości. Niestety wycieczka będzie utrudniona, bo śmiertelne wirusy w tego typu filmach mają to do siebie, że zmieniają niemal cały świat w kroczące kupy mięcha o skłonnościach kanibalistycznych. Jak pech to pech.

Fajnym urozmaiceniem obrazu jest swoisty kodeks przetrwania – czyli spis zasad, stworzonych przez Columbusa, naszego dzielnego protagonisty. Dzięki wymyślonym przez niego normom postępowania (takim jak trzymanie kondycji, dobijanie Zombiaków i nie zgrywanie bohatera) udaje mu się przeżyć aż do końca seansu, a ich prezentacja (wraz z przyjemnym napisem) co jakiś czas urozmaica obserwowanie wątłej fabuły i brutalnej sieczki. Pierwszym towarzyszem Columbusa staje się Tallahassee, mężczyzna w sile wieku, którego ulubionym zajęciem jest znęcanie się nad nieumarłymi (każdy headshot sprawia mu niesamowita radość). Następna dwójka to para sióstr, chcących sprytem przedostać się ze środka epidemii do bezpiecznego azylu. Po kilku numerach jakie wywijają „chłopakom”, postanawiają się w końcu do nich przyłączyć.

Od tej chwili film znacznie zwalnia – gdy młody, dziwny, Calombus zaczyna swe zaloty do bardzo urodziwej Wichity (Emma Stone, całkiem chrupiąca). Niestety budowanie relacji między bohaterami nie wypada nawet w połowie tak dobrze jak rozprawianie się z Zombiakami. To film o strzelaniu i pożeraniu żywcem, w którym tylko to powinno się znajdować, szkoda, że tak się nie stało. Jako rozrywkowy kawałek burgera sprawdza się dobrze. Gdyby nie wspomniane uspokojenie akcji, klimatu zaszczucia (który na początku jeszcze był, a potem się schował) i naprawdę fatalne zakończenie to mógłbym powiedzieć, że dostaliśmy naprawdę ciekawy kawałeczek kina.

Montaż całego obrazu i praca kamerzysty robią wrażenie, prześmiewczy sposób walki z Zombie’s też, lekko nienormalne charaktery postaci także wzbudzają sympatię tylko, że… to za mało. Za mało na wyższa ocenę, ale w sam raz na niezobowiązujący weekendowy seans z przyjaciółmi. Ogólnie: można zobaczyć, bo zapewne kiedyś powstanie druga część, która po uporaniu się ze złym zbalansowaniem tempa akcji powinna już być filmem, który można bez bólu polecić. Niech będzie jeszcze zabawniej i krwawiej.

Na chwilę obecną nic szczególnego w Zombieland nie znajdziecie, ale spróbować nie zaszkodzi.

cascad

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Zombieland

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s