Pachnidło, książka i film

Gdy po wielu, wielu latach udało mi się nareszcie znaleźć kilka chwil na „Pachnidło” – jedną z najpopularniejszych niemieckich powieści XX wieku – nie wiedziałem o niej praktycznie nic, poza tym, że odniosła niesamowity sukces i było o niej bardzo głośno przy okazji jej (stosunkowo) niedawnej ekranizacji. Jak przystało na grzecznego, samozwańczego speca od spraw wszelakich zabrałem się najpierw za lekturę a potem zasiadłem do seansu filmowej wersji historii pewnego mordercy.

Wstępnie przyznam, że oba twory mają bardzo dobry wstęp, naprawdę bardzo. Przewracając pierwsze kartki wprowadzające w świat XVIII wiecznego, przepełnionego odorem Paryża zaczynałem angażować się w historię Jeana-Baptisty Grenouille’a („grenouille” to po francusku żaba), nędznika który przyszedł na świat wśród odpadów na targu rybnym by potem trafić do sierocińca i zostać sprzedanym do pracy przy garbowaniu skór. Ten fragment jest dosadny i mocny, dalej zaczyna się jednak festiwal naciąganych niezwykłości. Co jest kluczowe w historii Jean’a? Jego nadludzki węch, który pozwala mu odbierać świat na innym poziomie niż jakiemukolwiek człowiekowi wcześniej czy później. Introwertyczny, ledwie mówiący, okaleczony bohater jest w stanie w swej głowie składać poszczególne składniki w zapachowe bukiety potrafiące niesamowicie oddziaływać na ludzi. Po czasie odkrywa, że najpiękniejszą wonią jaką jest w stanie poznać (wokół tego buduje całe swoje życie) jest zapach ciała młodych, pięknych kobiet. Postanawia zatem zostać perfumiarzem by nauczyć się go utrwalać. Efektem ubocznym ‘ściągania’ esencji zapachowej okazuje się niestety mordowanie jej właścicielek.

Na pozór zapowiada się to na elektryzującą, kipiącą przemocą i erotyzmem powieść, w rzeczywistości stanowi pamiętniczek pewnego skrzeczącego dziwaka z kosmosu (Jean nie ma własnego zapachu, za to wyczuwa inne w promieniu kilku kilometrów. Czyste, nie pasujące do realiów fantasy), który czerpie przyjemność z wąchania. Niestety z czasem panu Suskindowi zaczęło brakować pomysłu na przyśpieszenie akcji i nowe malownicze opisy. Nie chciało mu się nawet sięgnąć po, najniższe co prawda – ale zawsze skuteczne metody, czyli wprowadzenie w dosadniejszej formie seksu, krwi i brutalności. Dość szybko zacząłem czuć obojętność wobec wykreowanego świata. Z każdą kolejną stroną utwierdzałem się we wrażeniu, czytania bardzo przystępnej, ale i bardzo pustej książki, która nie wie czy chce być kontrowersyjna czy jednak nie.

Na film połasiłem się jednak z pewnego powodu – była to ciekawość, naprawdę liczyłem na coś dobrego. Wierzyłem, że w skondensowanej, ukazanej z pazurem formie można tą powieść zamienić w mroczne, emocjonujące widowisko. Z początku te przypuszczenia nawet się potwierdzały: z ekranu niemal bił smród Paryża, muzyka nierzadko wybijała się na pierwszy plan, a realizacja większości ujęć nawiązywała do stylistyki nieśmiertelnego kina europejskiego. Wszystko co dobre musiało się jednak skończyć i doszło do mieszania faktów znanych z oryginału. Finalne rozwiązanie, które już w protoplaście było nieprzemyślane, na szklanym ekranie wypadło jeszcze gorzej. Nie posilono się na odpowiednie wytłumaczenie tego dlaczego Granoullie szuka idealnego zapachu, ukazano go w zbyt ludzkiej formie (czytając odnosi się wrażenie, że ma w sobie coś potwornego, i to wrażenie jest największym atutem „Pachnidła”), nie postarano się nawet o zwiększenie dynamiki. Za same kostiumy, scenografie i kadry owszem – wypada Toma Tykwera pochwalić, jednak nie uratowały one tego dość bezpłciowego obrazu.

By nie było za gorzko: powieść może się spodobać dzięki swej lekkości i licznym, bardzo pomysłowym opisom zapachów (potrafią wpłynąć na wyobraźnię), a jej ekranizacja za całkiem ciekawą realizację większości scen. Nie ratuje to co prawda fatalnego w mym odczuciu finału (w obu przypadkach), ale to zawsze jakiś pozytyw. Najgorsze jest za to, to że w „Pachnidle” poznamy bohaterów których nie da się ani polubić ani nienawidzić. Psuje to potencjał, którego trudno nie zauważyć. Jest tyle ciekawszych rzeczy, że tą jedną możecie sobie śmiało odpuścić.

cascad

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Pachnidło, książka i film

  1. Pachnidło czytałem lata temu, ostatnio przypominałem sobie na zajęcia bo przerabialiśmy… ja nie wiem, bez szału. Miło się czyta, bo to nie jest długa powieść, w sam raz na jeden – góra dwa – wieczory, ale no jestem w stosunku do niej zupełnie obojętny. Jest? OK. Gdyby jednak nie było, to świat by się na pewno nie zawalił ;D

  2. Książka super jedna z moich ulubionych 😉 film jest tak dla mnie beznadziejny w porównaniu do książki że żal mi go

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s