Conan [X360, PS3]

Szerokie bary, napompowany biceps i niezbyt śliczne rysy twarzy. Tak najszybciej można opisać Conana – barbarzyńcę, który stał się ikoną popkultury dzięki rewelacyjnej serii książek Roberta Howarda i wyrazistym filmie z Arnoldem Schwarzeneggerem. Gier z Cymeryjczykiem również nie brakuje, niestety większość z nich to kiła, mogiła, rabarbar z rosołem… większość. Nie wszystkie. Nie szpil tutaj opisywany.

Pozbawiony podtytułu, Conan autorstwa Nihilistic software to świetnie zbalansowany powrót do gatunku „chodzę po ścieżce i biję”, unikający zarówno przesadnego skomplikowania rodem z czołowych slasherów, jak i prostactwa sprowadzającego całą grę do klepania dwóch przycisków na przemian. Co jest definitywnie świetnie – to fakt, że najczęstszym przeciwnikiem na jakiego natrafimy na swym krwawym spacerku będą ludzie. Różnie wyposażeni, o różnej sile, szybkości, liczebności… koniec z kościotrupami, demonicznymi psami czy innym rogatym ścierwem. Poza szefami czekającymi na końcu poziomów mamy minimalną styczność z nadprzyrodzonymi mocami. Wraz z wszechobecnie tryskającą krwią, brutalnymi finiszerami i bardzo ciekawej kolorystyce daje to obraz porządnej gry, potrafiącej zaspokoić głód weteranów gatunku, którzy zamiast pępowiny mieli kabel od pada (ouch! Teraz dzieci już nawet kabla od pada nie zobaczą 😉 ).

Czemu zwróciłem uwagę na kolorystykę? Bo gra dzieje się latem, takim ciepłym, bardzo słonecznym, można rzecz, że „afrykańskim”. Kontrast barw przypomina to co mogliśmy obserwować w Ico na PS2. Ponieważ większość slasherów/beat’em upów dzieje się w piekle/prawie piekle/mrocznym świecie po katastrofie, stanowi to miłą i ciekawą odmianę. Conan posiada klasyczny zestaw ruchów, optymalnie podłożony pod pada od X360 i PS3: cios lekki i mocny, skok, chwyt, blok, turlanie się pod prawą gałką – kontrola naszego czempiona dzięki takiemu rozwiązaniu staje się przyjemnością. Wojownik z niego nielichy, zatem swe punkty doświadczenia będzie mógł rozdzielić między zwykły miecz, połączenie miecz + tarcza, miecz dwuręczny i władanie dwoma ostrzami, ów arsenał zdobędziemy na polu bitwy, na przykład pozbawiając ręki naszego przeciwnika. Wybór mimo iż nie oszałamia różnorodnością to sprawia wrażenie idealnego, pozwalając każdemu znaleźć swój własny styl gry i ulubione wyposażenie. Tylko od nas zależy czy będziemy bawić się każdą zabawką, zależnie od sytuacji, czy też skupimy się na dobrym poznaniu tylko jednej. Sytuacji z podobnych tytułów, gdzie pojawiają się przeciwnicy, których można pokonać tylko w jeden sposób, tylko jednym orężem tu nie spotkamy – każdego da się zamordować wszystkim. Dodatkowo każdy pojedynczy cios można masterować przez kolejne powtórzenia, tak by dostosować rozgrywkę do swych upodobań. Co jeszcze fajniejsze – każda technika jest użyteczna i korzystanie z całego wachlarza możliwości Conana bardzo wchodzi nam pod skórę niczym więzienny tatuaż.

System walki dzięki elastyczności i specyficznemu, (warto to zaznaczyć) braku błaznowania ze strony twórców stworzył sieczkę, którą autentycznie się bawiłem. I sądze, że każdy się będzie bawił. Nasz protagonista nie jest ninja, blondaskiem czy inną nieproporcjonalną wiedźmą – podczas jego ataków nie ma wytrysków barw, wycia do księżyca, teleportacji, tauntów, kręcenia dupą, lewitowania, biegania po ścianach czy obierania ziemniaków – jest siła i mordercza precyzja. Coś czego do dawna mi brakowało. Sama oprawa to taki średni średniak – typowy Jasio, który na świadectwie ma same tróje i szóstkę z wf-u. Przez cały czas jest solidnie, płynnie i plastycznie, z kilkoma naprawdę ładnymi środowiskami. Dzikiego, monumentalnego widowiska tu nie znajdziecie. Same walki z bossami, mimo iż zawierają obowiązkowe w dzisiejszych czasach wstawki QTE nie pokazują nowej jakości.

Przypomniała mi się jeszcze jedna ważna rzecz – w grze trzeba zabić jakiegoś złego. Brak ciekawej fabuły mimo iż jest bolesny, to bardzo łatwo się go przyjmuje, obserwując kolejną obcięta głowę. Conan na pewno nie jest grą dla osób nastawionych na wyraziste wrażenia wizualne, żywe postaci, ciekawy scenariusz i popisy designerów. Na to widocznie zabrakło pieniędzy i zostały same starcia. Mistrzowsko satysfakcjonujące, aczkolwiek brakuje im tła na którym mogłyby w pełni błyszczeć. Naprawdę, widać, że z większym budżetem dostalibyśmy światowej klasy hit, a tak mammy „jedynie” potężny szkielet rozgrywki – nagie ciało potrzebujące gaci i skarpet. Z drugiej strony… nie szata czyni człowieka, right?

Dla osób tęskniących za wojowniczym machaniem mieczem jest to zakup obowiązkowy, bo czego bym nie napisał o otoczce, to w Conana się zwyczajnie dobrze gra. To sycący tytuł, który zwilży nasze czoła niejedną kroplą potu. 8 godzinna przygoda pozwalająca poprzewracać kilka filarów, zmierzyć się z lwami, udupić Krakena i uwolnić z rąk złoczyńców niejedną opaloną dziewicę, pozbawioną górnej części garderoby (już słyszę jak chłopaki biegną do sklepu 😉 ). Będąc świadomym tego co owa gra posiada, a czego nie, nikt nie powinien być zawiedziony zakupem, ba – uważam, że to niemożliwe.

cascad

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Conan [X360, PS3]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s